„Wszystkie rasy wywodzą się od Adama, którego stworzył Bóg. Jakie znaczenie ma to, że jednostki mają różną karnację i odmienny wygląd, skoro ich dusze są ukształtowane jednakim promieniem” – mówił papież Leon XIII w wywiadzie z 1892 roku.

Nie da się zaprzeczyć, że przez długie wieki chrześcijaństwo nauczało pogardy do Żydów, a przemoc wobec nich okazywał nie tak rzadko sam Kościół katolicki. Wszakże należy pamiętać, że poczynając od Grzegorza Wielkiego, papiestwo – pozostając wrogie judaizmowi – potrafiło na ogół chronić Żydów, nawet w sposób stanowczy. Mogą o tym zaświadczyć choćby kodyfikacje Grzegorza Wielkiego, dwadzieścia dwie bulle „Sicut Iudaeis” z XII-XV w., odnoszący się do Polski raport Ganganellego (późniejszego Klemensa XIV) z 1759 r. czy wreszcie audiencja udzielona przez Benedykta XV w 1917 r. Nahumowi Sokołowowi ze Światowej Organizacji Syjonistycznej.

Długa była droga do zmiany postawy Kościoła. Powszechnie doceniana jest soborowa deklaracja „Nostra aetate” z 1965 r., w której Kościół opłakuje „akty nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom”. „Przez kogokolwiek” znaczy również: przez sam Kościół. W tych słowach mieścić się może domyślne wyznanie winy.

Mniej znane pozostają cztery inicjatywy międzywojenne. Zwalczanie antyżydowskich uprzedzeń tkwiących w samej społeczności katolickiej i odrzucanie słownictwa antysemickiego postulowało utworzone w 1926 r. przez o. Antona van Asseldonka ze Zgromadzenia Świętego Krzyża stowarzyszenie duchowne „Amici Israel”. W jego skład weszło 19 kardynałów (m.in. Aleksander Kakowski z Warszawy – tytularny prymas Królestwa Polskiego; Louis-Joseph Maurin z Lyonu – prymas Galii; były sekretarz stanu Rafael Merry del Val), 278 biskupów i trzy tysiące księży. Działało w wielu diecezjach – w Polsce: w warszawskiej, lwowskiej, siedleckiej i – co warto podkreślić – łomżyńskiej. Członkom stowarzyszenia na kilka dziesięcioleci przed II Soborem Watykańskim przyświecał jego duch. Choć stowarzyszenie „Amici Israel” zostało zlikwidowane dekretem Świętego Oficjum z 25 marca 1928 r., to jednak odnośny dekret zawierał wyraziste, acz krótkie wskazanie, że Stolica Apostolska „bezapelacyjnie potępia nienawiść do ludu niegdyś wybranego przez Boga – tę nienawiść, którą przyjęło się dziś powszechnie określać mianem antysemityzmu”.

6 września 1938 r. przed pielgrzymami belgijskimi wyraźnie wzruszony Pius XI stwierdził, że antysemityzm jest niedopuszczalny: „nie da się pogodzić z myślą i wzniosłą rzeczywistością, jaka jest wyrażona w tym tekście”. Chodziło tu o zawartą w mszale modlitwę skoncentrowaną na ofiarach Abla, Abrahama i Melchizedeka. Dalej papież stwierdził: „duchowo jesteśmy Semitami”. Ta nieoficjalna wypowiedź, ogłoszona najpierw w prasie belgijskiej, z opóźnieniem trafiła do miarodajnych periodyków katolickich[1].

Zwalczanie antyżydowskich uprzedzeń tkwiących w samej społeczności katolickiej postulowało utworzone w 1926 r. stowarzyszenie duchowne „Amici Israel”, do którego należał m.in. prymas Polski

Pius XI u schyłku życia niewątpliwie wyczuwał zagrożenie ze strony antysemityzmu. Przeszło dwa miesiące przed wspomnianym wystąpieniem, 22 czerwca 1938, amerykański jezuita John LaFarge, znawca problemów rasowych w USA, otrzymał od niego misję napisania projektu encykliki na temat rasizmu i antysemityzmu. Prace prowadził zespół trzech teologów-jezuitów. Zapewne w styczniu 1939 r. ostateczny projekt trafił na biurko poważnie niedomagającego papieża (zmarł 10 lutego), a następnie rozpłynął się w archiwach. Krążyły o nim niejasne pogłoski prasowe. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX w. benedyktyn Georges Passelecq i historyk Bernard Suchecky po żmudnych poszukiwaniach zrekonstruowali całą historię. Projekt encykliki „Jedność rodzaju ludzkiego” obejmuje 179 paragrafów, z których numery 111-130 odnoszą się do rasy i rasizmu, a numery 131-152 do antysemityzmu. Nie projekt encykliki pozostaje jednak prawdziwie znaczący, ale sam jej zamysł[2].

Intencja Piusa XI wpisuje się w łańcuch pozytywnych wobec Żydów czynów ludzi Kościoła. Należy tu cofnąć się do lat 1885-1899[3], a więc tuż po tym, jak w 1879 r. niemiecki dziennikarz Wilhelm Marr ukuł termin „antysemityzm” i założył pierwszą organizację już w nazwie odwołującej się do tego określenia, jaką była „Antisemiten-Liga”.

Noworoczne słowo węgierskiego purpurata

Lajos Haynald (1816-1891), który w 1852 r. objął diecezję Transylwanii, miał rozległe przygotowanie intelektualne. Był niestrudzonym rzecznikiem unii Siedmiogrodu (stanowiącego do 1867 r. prowincję monarchii Habsburgów) z Węgrami. Pod koniec 1861 r. nuncjusz w Wiedniu nalegał, by Stolica Apostolska potępiła działania polityczne biskupa jako obrońcy ustaw z 1848 r., zaprowadzających między innymi równość wyznań religijnych. W 1863 r. władze państwowe postanowiły usunąć go z Transylwanii. Zmuszony do rezygnacji, wyjechał do Rzymu, gdzie uzyskał tytularne arcybiskupstwo Kartaginy. W nowej sytuacji w 1867 r. Franciszek Józef jako król Węgier mianował go arcybiskupem Kalocsa, co spotkało się z pełną aprobatą narodu.

W czasie I Soboru Watykańskiego Haynald był zawsze na czele poczynań skrzydła mniejszościowego. Wyrażał niepokój wobec rysujących się możliwości nazbyt szczegółowej interwencji ze strony papieża i Kurii Rzymskiej w funkcjonowanie Kościołów lokalnych. Był przeciwnikiem dogmatu o nieomylności – przystał nań dopiero w październiku 1871 r. po licznych naleganiach ze strony nuncjusza i sekretarza stanu kard. Antonellego.

Niekiedy służył jako dyskretny wysłannik państwowy: w 1868 r. przekazywał Piusowi IX list Franciszka Józefa, w 1876 r. rozmawiał z cesarzem niemieckim Wilhelmem I w Ems. W 1874 r. ściągnął na siebie niezadowolenie Stolicy Apostolskiej, gdy spotkał się we Florencji z królem Wiktorem Emanuelem II, natomiast nie postarał się o wizytę w Watykanie. Podczas gdy węgierscy hierarchowie zaznaczali się książęcym stylem życia, Haynald wyróżniał się dbałością o materialne potrzeby ubogich.

Jego aktywność w ramach soborowej mniejszości niewątpliwie spowodowała, że po objęciu arcybiskupstwa dwanaście lat czekał na purpurę, podczas gdy inni arcybiskupi z Austrii czy Węgier zostawali kardynałami już po kilku latach. Kardynałem uczynił go Leon XIII w 1879 r., na samym początku pontyfikatu.

Sześć lat później, 1 stycznia 1885 r., kard. Haynald wydał list pasterski, skierowany do duchowieństwa archidiecezji, z bardzo znaczącą przestrogą:

„Chlubię się w Bogu wiarą ludu, wzrostem Kościoła oraz honorem stanu kapłańskiego, o co pobożnie i skutecznie troszczy się moje duchowieństwo. Z pewnością słusznie cieszy mnie to, że tak się dzieje wszędzie w Kościele węgierskim. Jednak nie bez bólu stwierdzam, zresztą razem z wieloma innymi przyjaciółmi duchowieństwa węgierskiego, iż pojawiają się w nim wypaczenia, jakich nigdy nie brakowało i nigdy nie zabraknie w żadnym środowisku, czy to świeckim, czy to duchownym. [Części duchowieństwa należy postawić] poważny zarzut rozpalania w prasie – i co najmniej nieopatrznego i niedopuszczalnego naśladowania – lekkomyślnego gadulstwa i nieprzemyślanej obmowy oraz wzniecania, podgrzewania i promowania niegodziwej nienawiści przeciwko członkom tego albo innego wyznania lub narodu oraz [przyczyniania się do] powstawania zamieszek publicznych.

Antysemityzm – że nazwę rzecz po imieniu – tam gdzie się sroży i wzbudzając nieprzyjaźnie przeciwko narodowi żydowskiemu oraz otwarcie wyrażając je gwałtami, działa niegodziwie. Słusznie jest on potępiany przez każdego roztropnego kapłana, który wie, że jesteśmy sługami tej religii, która głosi przesłanie o Bożej i miłości względem ludzi. […] Zatem stanowczo i ze względu na religię należy unikać wszelkich knowań w tej sprawie kierowanych przeciwko członkom ludu hebrajskiego. Dotyczy to również systematycznego antysemityzmu jako samej tylko teorii i nie wzywającego do jakiejkolwiek formy poważniejszego prześladowania. Nie możemy bowiem wiedzieć, skąd taka tendencja [prowadząca do poważniejszego prześladowania] się bierze i jaka będzie w swoich początkach, tego natomiast, dokąd może doprowadzić i jaką formę agresywności i rozgorączkowania w rozruchach ludowych przyjmie, tego nikt nie przewidzi”.

„Antysemityzm słusznie jest potępiany przez każdego roztropnego kapłana, który wie, że jesteśmy sługami tej religii, która głosi przesłanie o Bożej i miłości względem ludzi” – pisał węgierski kard. Lajos Haynald w liście pasterskim z 1885 r.

Na temat przyczyn, które skłoniły kardynała do zajęcia takiego stanowiska, można jedynie snuć przypuszczenia. Niewątpliwie Haynald spotkał się na I Soborze Watykańskim z przygotowywanym głównie przez braci-bliźniaków księży Lémann, konwertytów z Lyonu, apelem do Żydów dotyczącym stosunków między Kościołem a Żydami. Apel zyskał poparcie Piusa IX, zebrano też podpisy 518 biskupów spośród 766 obecnych w Rzymie. Do rozpatrzenia supliki nie doszło. Autorom dano do zrozumienia, że z powodu przeszkód, na jakie natrafiał dogmat o nieomylności papieskiej, sprawę należy przenieść na następną sesję, do której już nie doszło[4]. Skądinąd intencje braci Lémann spotkały się z ostrą krytyką zarówno ze strony Żydów, jak i nie-Żydów. Zwracano uwagę, że przecież w papieskim Rzymie Żydzi wciąż żyli w getcie – zniknęło ono formalnie dopiero po włączeniu miasta do Włoch, jako ostatnie w XIX w.

W ciągu piętnastu lat między Soborem a ogłoszeniem listu Haynald miał niewątpliwie świadomość klimatu niechęci do Żydów w społeczeństwie węgierskim, także wśród części niższego duchowieństwa. Pierwszą organizację antyżydowską założyli Géza von Önody i Iván Simonyi już w 1875 r.. Dziewięć lat później potrafiła ona wprowadzić 21 członków do parlamentu i przejąć miejską radę Bratysławy. Doszło do tego, że stolicę kraju nazywano prześmiewczo „Judapesztem”[5].

Bez wątpienia Haynald znał dobrze głośną w 1882 r. sprawą „mordu rytualnego” w Tisza-Eszlár, na zachód od Debreczyna. Piętnastu Żydów oskarżono tam o rzekome zamordowanie czternastoletniej chrześcijanki. Agitacja antysemicka na Węgrzech osiągnęła wówczas apogeum. Po sześciu miesiącach prokuratura stopniowo jednak uwolniła uwięzionych, których niewinność potwierdził zespół naukowców budapeszteńskich.

Wolno wreszcie domniemywać, że kardynał orientował się w przebiegu międzynarodowych kongresów antysemickich. W pierwszym, odbytym w Dreźnie w 1882 r., brali udział delegaci z Niemiec, Austrii i Węgier. Jeden z węgierskich uczestników, wspomniany Simonyi, przywiózł sugestywny wizerunek rzekomej ofiary z Tisza-Eszlár, który zawieszono na honorowym miejscu nad stołem prezydialnym. W drugim kongresie, w Chemnitz w roku następnym, uczestniczyli także delegaci z Rosji, Rumunii i Francji[6] .

Z pewnością kardynał orientował się w ówczesnej sytuacji Żydów i był świadom przejawów rodzącego się antysemityzmu – dlatego też ogłosił swe potępienie. Nie ulega wątpliwości, że był pierwszym hierarchą, który sprzeciwił się antysemityzmowi. Następnym, w 1892 r., był sam ówczesny biskup Rzymu.

Papież i dziennikarka

Leon XIII (1810-1903) słusznie uchodzi za męża stanu wielkiego formatu. Był mediatorem w konflikcie o Karoliny między Hiszpanią a Niemcami i w siedmiu dalszych sporach. Pojmował potrzebę sprawiedliwości społecznej i celowość uczestnictwa papiestwa w rozwiązywaniu kwestii robotniczej. 11 lutego 1889 r. proroczo wskazywał na konieczność poszukiwania nowego porządku międzynarodowego jako podstawy pokoju w miejsce pozornego zabezpieczania się poprzez rozbudowę armii. Sformułował wyrazisty apel o powstrzymanie zbrojeń, od którego można wyprowadzać pontyfikalną doktrynę pokoju. W 1899 r. przeprowadził pierwszy synod plenarny Ameryki -Łacińskiej.

Nie żywił nadmiernej sympatii do systemu republikańskiego, ale – jako bystry obserwator, sprawnie informowany przez nuncjuszy paryskich – pojmował gasnące możliwości restauracji monarchii we Francji i mocne zakorzenienie się republiki. Począwszy od 1884 r. zachęcał duchowieństwo i wiernych do unikania postawy sprzeciwu wobec władzy. Był inicjatorem gestu zbliżenia między Kościołem a Republiką, dokonanego 12 listopada 1890 r. przez kard. Charlesa Lavigerie, arcybiskupa Algieru i Kartaginy, podczas przyjęcia dowództwa eskadry francuskiej, co przeszło do historii Kościoła jako „toast algierski”. W tym kierunku inspirował też biskupów francuskich i ogłaszał stosowne encykliki, m. in. „Au milieu des sollicitudes” (1892).

W latach 1891-1900 pięciokrotnie udzielił wywiadu prasie paryskiej, co nie miało precedensu w historii papiestwa[7]. W drugim wywiadzie, z 17 lutego 1892 r., papież wypowiedział znamienne słowa: „Każdy może zachowywać swe osobiste preferencje, ale w płaszczyźnie działania jest tylko rząd, który Francja sobie przydała – Republika jest formą rządu równie prawomocną, jak inne”.

W wypowiedziach z lat 1892 i 1899 papież Leon XIII publicznie wyraził dezaprobatę dla antysemityzmu i pozbawił go jakiejkolwiek prawomocności teologicznej

W sprawach francuskich Leon XIII nie unikał też kwestii antysemityzmu. Wprawdzie Francja jako pierwsza w Europie uznała Żydów za obywateli, ale od lat czterdziestych XIX w. stopniowo rozwijały się tam rozmaite antysemityzmy: ekonomiczny, rasowy, socjalizujący, populistyczny, agresywnie nacjonalistyczny (szermujący hasłem „Francja dla Francuzów”, od 1881 r. mający swoje periodyki, dysponujący też wpływowym dziennikiem „La Libre Parole”), wreszcie katolicki, wywodzący się z chrześcijańskiego antyjudaizmu. Jego ostoją stał się dziennik asumpcjonistów „La Croix” – antyrepublikański i zjadliwie antyżydowski, znajdujący wsparcie wśród wiernych oraz szeregowego duchowieństwa. Biskupi – z wyjątkiem jednego, „zamorskiego” – dystansowali się od niego. Okresowo asumpcjoniści spotykali się z zastrzeżeniami Stolicy Apostolskiej.

Ówczesnemu francuskiemu antysemityzmowi towarzyszyły hasła „wojny religijnej” oraz możliwej „wojny ras”. Karmelita o. Hyacinthe Loyson uznawał wypowiedzianą Żydom wojnę za „wojnę religijną i wojnę przeciw fanatyzmowi religijnemu”, a współzałożyciel Narodowej Ligi Antysemickiej Francji Jacques de Biez (z pobudek „patriotycznych” doszukujący się celtyckiego pochodzenia Jezusa) – za „wojnę świętą”. Zwłaszcza od 1884 r. głoszono hasło wiekuistego konfliktu między Semitą a Aryjczykiem, posługując się takimi pojęciami, jak rasa francuska, rasy celtyckie, rasa latyńska.

Zdecydowaną przeciwniczką antysemityzmu była francuska dziennikarka Caroline Rémy (1855-1929), używająca pseudonimu Séverine, wnuczka żołnierza Rewolucji i Cesarstwa. Zarabiała piórem, prowadząc rozległą działalność charytatywną, zawsze gotowa bronić sprawy uciemiężonych, wydziedziczonych, przegranych. „Wszyscy biedni są moi” – pisała, i nie była to egzaltacja. Potrafiła zjechać na głębokość sześciuset metrów do szybu kopalni węgla zniszczonej w katastrofie, by uzyskać pieniądze dla rodzin poszkodowanych. Znalazła się w zespole dziennika „La Fronde”, kierowanego, administrowanego i redagowanego wyłącznie przez kobiety. W 1919 r. Anatole France i Romain Rolland zgłosili ją do pokojowej nagrody Nobla, która jednak przypadła prezydentowi Wilsonowi. To właśnie Séverine udzielił wywiadu Leon XIII: drugiego w 1892 r., a trzeciego w ogóle.

Zdaniem Séverine, antysemityzm wydawał się uchodzić za inspirację Kościoła. Dlatego też zapragnęła udać się do Rzymu, by zapytać papieża – „niekwestionowanego sternika sumień katolickich” – o to, „co należy myśleć o problemie antysemickim”. Rozmowę przygotowała nie na zamówienie, ale z wewnętrznej potrzeby, kierując się miłosierdziem dla Żydów, solidarnością ze strapionymi Hebrajczykami. Widziała ich wędrujących pieszo poprzez Europę (niewątpliwie chodziło o wyganianych z Rosji począwszy od 1882 r.) i łupionych przez finansistów – zarówno katolickich, jak żydowskich. Za jedynego wroga uznawała spekulanta, Żyda lub „goja”: „wystarcza mi, że jest złodziejem biedaków”.

Przed oblicze papieża dotarła w samo południe 3 sierpnia 1892 r. dzięki wstawiennictwu niewymienionego „wysokiej rangi dygnitarza Stolicy Apostolskiej”. Następnego dnia tekst (przetelegrafowany z Rzymu) ukazał się w dzienniku „Le Figaro” na przeszło trzech szpaltach pierwszej strony pod znamiennym tytułem „Papież a antysemityzm”.

Séverine nie uznała za możliwe oczekiwanie od papieża bezpośredniego potępienia antysemityzmu. Jego sytuacja polityczna skłaniała go do unikania stanowczych wypowiedzi, które mogłyby wywołać niezadowolenie któregoś z mocarstw, a więc wykraczających poza kwestie dogmatów czy troski o wiarę. Dlatego dziennikarka nie oczekiwała stanowczych potępień, ale dezaprobaty. W rozmowie papież ani razu nie użył słowa „potępiam”, natomiast dziesięciokrotnie w ciągu godziny powiedział „nie zezwalam”. Séverine uznała to za wyraz papieskiej dezaprobaty.

Papież mówił: „Nawet gdy istniało getto w Rzymie, nasi księża krążyli po nim we wszystkich kierunkach, rozmawiając z Izraelitami, rozpoznając ich potrzeby, pielęgnując ich chorych, pobudzając ich zaufanie na tyle, by dojść do dyskutowania tekstów, a na koniec do ich konwersji”. Gdy zaś pojawiały się zagrożenia ze strony ludu, „Żydzi przechodzili pod opiekę papieża, który rozciągał nad nimi ochronę”.

W rozmowie papież ani razu nie użył słowa „potępiam”, natomiast dziesięciokrotnie w ciągu godziny powiedział „nie zezwalam”. Séverine uznała to za wyraz papieskiej dezaprobaty

Zapytany przez Séverine o „wojnę religijną” i „wojnę ras”, papież uznał pierwsze sformułowanie za nietrafne, wzmacniając swą ocenę „władczym gestem”, drugie zaś odrzucił w następującym wywodzie: „Jakież rasy? Wszystkie one wywodzą się od Adama, którego stworzył Bóg. Jakie znaczenie ma to, że jednostki – wedle szerokości geograficznej – mają różną karnację i odmienny wygląd, skoro ich dusze są tej samej istności, ukształtowane jednakim promieniem”. Wysyłanie misjonarzy do pogan i heretyków wynika z tego, że wszyscy ludzie – „wszyscy, zrozum to dobrze” – są stworzeniami Boga: jedni mieli szczęście posiąść wiarę, innym Kościół ma obowiązek ją przydać. „Wszyscy są równi w obliczu Najwyższego, ponieważ ich istnienie jest dziełem Jego powszechnej woli”.

Tymi słowami Leon XIII zdezawuował antysemitów – nie tylko francuskich – skłonnych upatrywać możliwość konfliktu rasowego. Przeciwstawił się także spekulacjom katolickich rzeczników rasizmu kolonialnego w sytuacji, gdy katolickie społeczeństwo laicyzującej się III Republiki popierało tworzenie rozległego imperium zamorskiego.

Ci, którzy uparcie nie wierzą w Chrystusa, jak najbardziej potrzebują odkupienia. Jak powiedział papież, misją Kościoła pozostawioną mu przez Chrystusa jest doprowadzenie ich do prawdy. Wówczas Séverine zapytała: „Poprzez przekonywanie czy poprzez prześladowanie, Ojcze Święty?”. Papież odpowiedział – jak stwierdziła – gniewnie: „Poprzez przekonywanie! Obowiązkiem Kościoła jest łagodność i braterstwo. Wszelka przemoc jest sprzeczna z wolą Boga, z Boskim nauczaniem, z urzędem, jaki mi nadano, z władzą, jaką rozporządzam”.

Papież zaznaczył dystans Kościoła wobec sfery politycznej: „Kiedy wreszcie wszyscy pojmą, że Kościół nie pragnie uprawiania polityki i tego nie potrzebuje… zamierza zdecydowanie pozostawać od tego odległy… Pragnę władzy nad duszami, ponieważ chcę ich zbawienia – ponieważ pragnę królowania braterstwa między ludźmi, zapomnienia o waśniach, nadejścia uświęconego pokoju”. W zakończeniu Leon XIII stwierdził: „Miłuję Francję. To ku niej zwracam zawsze oczy, gdy mój głos wznosi się z głębi tych pokojów, po których wędruję od piętnastu lat, nigdy nie wychodząc”.

Séverine starała się odtworzyć atmosferę Watykanu. Głęboko zafascynowała ją osobowość Leona XIII, w którym jak gdyby słyszała słowa z encykliki „Rerum novarum”: „Wszystkie dobra naturalne i łaski Boskie należą wspólnie bez różnicy do całego rodzaju ludzkiego”. Podkreśliła, że rozmowa przebiegała w „bardzo eleganckiej francuszczyźnie” – abp Pecci był przecież nuncjuszem w Belgii, długo przebywał także w Paryżu.

W sprawie Dreyfusa

Siedem lat później Francja była w apogeum sprawy Dreyfusa – kapitana pochodzenia żydowskiego, oskarżonego o szpiegostwo i w grudniu 1894 r. skazanego na dożywotnie zesłanie na Czarcią Wyspę. Od 1897 r. powoli rosły wątpliwości co do słuszności wyroku. Sprawa stopniowo zmierzała ku powtórnemu rozstrzygnięciu sądowemu. Równolegle narastał jednak agresywny, radykalny antysemityzm, także katolicki, opierający się na przeświadczeniu, że Żyd został stworzony po to, by służyć za szpiega tam, gdzie dochodzi do zdrady. Pamiętać jednak należy o aktywnej grupie katolików – zwolenników Dreyfusa, w tym również księży.

13 stycznia 1898 r. Zola opublikował sławne „Oskarżam…!”. Dwory europejskie oraz dominująca część opinii publicznej poza Francją opowiadały się po stronie zesłańca. Takie też było zdanie Leona XIII, który jednak nie mógł wyrazić go wprost. W Watykanie ponadto potężne były jeszcze uprzedzenia – zarówno teologiczne, dotyczące rzekomego bogobójstwa, jak też ekonomiczne, wsparte o wizję lichwy i międzynarodowej finansjery. Pod wpływem nalegań papieża dziennik „La Criox” złagodził wrogość wobec Dreyfusa. Mimo to Leon XIII zapytał przełożonego generalnego asumpcjonistów: „Dlaczego w waszym dzienniku jest tyle niesprawiedliwości wobec nieszczęsnego niewinnego Żyda?”[8]. Słowa te potwierdzają, że papież był przeświadczony o niewinności Dreyfusa.

Intencje papieża były zapewne trojakie. Chciał odseparować religię od antysemityzmu, przedstawiając sprawę Dreyfusa jako kwestię prawną, bez związku z religią. Pragnął też obniżyć poziom egzaltacji katolików francuskich i prasy katolickiej. Zamierzał wreszcie bronić pozycji katolicyzmu we Francji i wzmocnić własną „politykę francuską”. Towarzyszyło temu niewątpliwie zwykłe współczucie dla Dreyfusa.

W 1898 r. Leon XIII miał skierować do gubernatora generalnego Algierii list potępiający tamtejszy antysemityzm. Krok ten nie uzyskał większego rozgłosu

Równolegle do różnych poczynań paryskiej nuncjatury posłużono się pośrednictwem prasy. Inicjatywa wywiadu mogła tym razem wyjść od strony papieskiej poprzez nuncjusza. Możliwość przeprowadzenia rozmowy uzyskał Augustin Boyer d’Agen, autor dzieł o inspiracji katolickiej, życzliwie widziany przez Leona XIII. Tekst ukazał się 15 marca 1899 r. na trzech szpaltach pierwszej strony dziennika „Le Figaro” pod neutralnym tytułem „Wizyta u Leona XIII”.

Słowa papieża odnosiły się do Francji oraz do sprawy Dreyfusa, a pośrednio do antysemityzmu, w zasadzie zawężonego do sytuacji francuskiej, ujmowanego jednak znacznie szerzej. Leon XIII wyraził obawy, by Francja nie pociągnęła swym przykładem innych społeczeństw, ponieważ „jedną z istotnych prerogatyw waszego wielkiego narodu jest przeznaczenie do kroczenia na czele cywilizacji – albo barbarzyństwa. Czyż nie mówi się, że Francja jest sercem świata, inne zaś narody jedynie dostosowują się do szczęśliwych albo żałosnych impulsów odeń otrzymywanych?”.

Papież znalazł słowa uznania dla polityków republikańskich, których intencje „ważą więcej niż ich czyny”, przeciwstawiając im „zacofanych zwolenników formuł niegdysiejszych”. Wskazał że „republika z założenia jest obszarem swobody, w którym wcześniej czy później zaaklimatyzują się wszystkie zdrowe wolności”. Oznaczało to zaufanie do instytucji republikańskich.

Z kolei papież, nie wymieniając nazwiska Dreyfusa, nawiązał do „kosmopolitycznego skandalu”, zużywającego siły narodu do walki, która „Francji rycerskiej nie przydaje wzniosłości, a współczującej ludzkości nie przynosi korzyści”. Stąd wynikło pytanie: „Gdzież podziała się wspaniałomyślność waszej rasy w tej okrutnej agresywności partyjnej?”. Wyraził zadowolenie, że ta „nieszczęsna sprawa” dociera wreszcie do trybunału (kasacyjnego), a parlament przyznaje oskarżonemu prawo do sędziów nadzwyczajnych i plenarnego trybunału – jednak „wokół tego imponującego i uspokajającego aparatu praworządności” nie następuje rozbrojenie: czyżby rzeczywistą oskarżoną miała stać się Republika? „W każdym razie nie należy oczekiwać przekształcenia tej sprawy partyjnej w religijną”. Tym samym padł wyraźny postulat oddzielenia sprawy Dreyfusa od kwestii religijnej.

W wypowiedzi Leona XIII da się być może odczytać wyrzut pod adresem nadmiernej hałaśliwości zwolenników Dreyfusa: „Poprzez milczenie i poddanie się nasza religia uświęciła już słuszną sprawę wielu milionów męczenników. Komuż to Koloseum opowiadało swe żałosne dramaty, na zawsze pokryte pyłem ruin i przebaczeniem świętych? Pozostajemy przy nauce, jakiej udzielił nam nasz Mistrz na Kalwarii”. Trzeba jednak zaznaczyć, że ruch poparcia dla Dreyfusa – opóźniony i długo marginalny – stanowił jedynie reakcję na silną, pełną emocji, kampanię przeciwko kapitanowi.

Te rozważania papieża doprowadziły go do sformułowania niezwykle wyrazistej opinii, która w innych ustach zatrącałaby niemal o bluźnierstwo: „Szczęśliwy ten cierpiący, którego Bóg uznał za wartego upodobnienia jego doli do losu Swego własnego Syna złożonego w ofierze”.

Leon XIII udzielił błogosławieństwa trzem kongresom cząstkowym chrześcijańskiej demokracji, natomiast mimo różnych nalegań odmówił go czwartemu: antysemickiemu, z udziałem pięciuset księży

Słowa te wykluczały jakiekolwiek próby teologicznego uzasadnienia antysemityzmu. Ustawienie na jednej płaszczyźnie niedoli Żyda Dreyfusa oraz cierpień Żyda Jezusa przyniosło reakcję z obu stron. Rysownik Henri Gabriel Ibels przedstawił rozpiętego na krzyżu Dreyfusa, któremu „cios gąbką” trzymaną na szpadzie (nawiązanie do Mt 27, 48: „wziął gąbkę, napełnił ją octem, zatknął na trzcinę”) zadaje generał Mercier, minister wojny z początku „sprawy” i nieugięty rzecznik winy zesłańca[9]. Z kolei katoliccy „nieprzejednani” zamawiali msze w intencji, „by Bóg otworzył oczy Ojca Świętego”[10].

Wywiad stanowił próbę zaprowadzenia pokoju obywatelskiego i religijnego we Francji, pozbawiając równocześnie antysemityzm jakiejkolwiek prawomocności religijnej.

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch faktach, których szczegółów zapewne nie uda się ustalić. Otóż w 1898 r. Leon XIII miał skierować do gubernatora generalnego Algierii list potępiający tamtejszy antysemityzm. Krok ten nie uzyskał większego rozgłosu[11]. Zapewne był to list pisany w imieniu papieża przez jakiś urząd kurialny, lecz nie przez niego samego. Skądinąd antysemityzm algierski mógł być nawet ostrzejszy od „metropolitalnego”.

Z kolei w 1899 r. miał powstać projekt encykliki o antysemityzmie. Rzymski korespondent londyńskiego dziennika „Daily Mail” twierdził nawet, że jest ona gotowa. Informacje na ten temat ukazały się w prasie paryskiej, później madryckiej. Powtórzono je jeszcze w 1901 r.[12].

Bezsporna pozostaje natomiast sprawa kongresu narodowego chrześcijańskiej demokracji w Lyonie listopadzie 1896 r. Leon XIII udzielił błogosławieństwa trzem kongresom cząstkowym, natomiast mimo różnych nalegań odmówił go czwartemu: antysemickiemu, z udziałem pięciuset księży. Sekretarz stanu kard. Mariano Rampolla wyjaśnił, że było to równoznaczne z potępieniem owych debat. Tak więc Kościół francuski raz jeszcze spotkał się z negatywną oceną skłonności antysemickich ze strony papieża[13].

Warto też zaznaczyć, że skierowane przeciw antysemityzmowi sformułowania Leona XIII mogły mieć także bliskiego adresata: czasopisma wydawane w orbicie watykańskiej – tam bowiem wciąż kultywowano radykalne wątki antyżydowskie (przekazy o „mordzie rytualnym”, rezolucje antysemickiego kongresu drezdeńskiego, spekulacje wokół rzekomej judaizacji społeczeństwa francuskiego)[14]. W każdym razie po wywiadzie z 1899 r. dwutygodnik jezuicki „La Civiltà Cattolica” złagodził swoje zaangażowanie przeciwko Dreyfusowi.

Natychmiastowa reakcja

Zaledwie po sześciu latach od narodzin terminu „antysemityzm” kard. Haynald potępił to zjawisko. Napiętnował zarówno antysemityzm wzywający do przemocy, jak i ideologiczny, który może doprowadzić do agresji, co okazało się bardzo przewidujące. Dał w ten sposób początek kościelnemu „anty-antysemityzmowi”. Zasięg jego upomnienia był oczywiście ograniczony do własnej diecezji, jednak był to jedyny list pasterski sprzed II Soboru Watykańskiego, wyrażający taki sprzeciw.

Wolno domniemywać, że Leon XIII znał list pasterski Haynalda. Kardynałów-ordynariuszy nie było wówczas wielu (blisko połowę kolegium kardynalskiego mogli stanowić kurialiści), a Haynald był purpuratem z jego nominacji. Był mu zapewne bliski, zarządzał archidiecezją z wciąż ważnej dla papiestwa monarchii Habsburgów. Jeśli tak było, kto wie, czy Leon XIII nie poczuł się swoiście zobligowany wystąpieniem Haynalda.

Hannah Arendt uznała, że właśnie oddziaływanie papieskiego wywiadu z 1899 r. powstrzymywało antysemityzm na świecie, nawet w USA

W wypowiedziach z lat 1892 i 1899 papież Leon XIII publicznie wyraził dezaprobatę dla antysemityzmu i pozbawił go jakiejkolwiek prawomocności teologicznej. Odnosząc cierpienia Dreyfusa do męki Chrystusa, ustawił Kościół po stronie „żydowskiej”, co oznaczało wyzwanie rzucone aktywistom antysemickim.

Słowa Leona XIII dzięki osiemdziesięciotysięcznemu nakładowi „Le Figaro” docierały do czytelników nie tylko we Francji, ale również w całym obszarze euroamerykańskim (język francuski zachowywał rangę dyplomatyczno-międzynarodową), a prasowe relacje o wywiadach pomnażały krąg pośrednich odbiorców. Hannah Arendt uznała, że właśnie oddziaływanie wywiadu z 1899 r. powstrzymywało antysemityzm na świecie, nawet w USA[15].

Wobec rodzącego się i umacniającego antysemityzmu Kościół podczas długiego pontyfikatu Leona XIII (1878-1903) zaczął właściwie bezzwłocznie podkreślać niedopuszczalności takiej postawy. Starał się uczulić duchowieństwo, wiernych i społeczeństwo. Powtórzmy więc za Horacym: „Połowy dzieła dokonał, kto zaczął”[16].

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 11/2005.


[1] O „Amici Israel”, dekrecie i wystąpieniu Piusa XI – zob.: ks. Grzegorz Ignatowski, „Kościoły wobec przejawów antysemityzmu”, Łódź 1999, s. 15-20 i 147-150. „Encyklopedia katolicka”, t. 1 (Lublin 1973) w zdawkowym haśle „Antysemityzm” przynosi jedno zdanie o słowach Piusa XI (nawet bez daty), bez informacji o „Amici…” i dekrecie. Odrębnych haseł „Amici…” i „Asseldonk” nie ma.
[2] Michał Horoszewicz, „Nieurzeczywistniona encyklika Piusa XI”, w: „Ja jestem Józef, brat wasz. Księga pamiątkowa ku czci arcybiskupa Henryka Józefa Muszyńskiego…”, red. ks. Waldemar Chrostowski, Warszawa 1998, s. 179-201.
[3] Zob. M. Horoszewicz, „Podstawy antysemityzmu a Szoah”, „Więź” 1993 nr 4; tenże, „Przez dwa millenia do rzymskiej synagogi…”, Warszawa 2001, s. 186-187 i 219.
[4] Ks. G. Ignatowski, dz. cyt., s. 13-14.
[5] Peter Pulzer, „The Rise of Political Anti-Semitism in Germany and Austria”, London 1964, s. 11 i 140-141.
[6] Tamże, s. 103-104; portret rzekomej ofiary z Tisza-Eszlàr – s. 105.
[7] Leon XII udzielił wywiadów we wrześniu 1891 r., 17 lutego i 4 sierpnia 1892 r., 15 marca 1899 r. oraz 29 grudnia 1900 r. Później udzielenie wywiadu przez papieża uchodziło za tak niezwykłe, że gdy w 1998 r. zmarł włoski publicysta Alberto Cavallari, określano go jako „autora pierwszego w historii wywiadu z papieżem” – w 1965 r. A przecież były wcześniejsze: z Piusem XII (1945), Benedyktem XV (1915) i wspomniane pięć z Leonem XIII. Warto nadmienić, że gdy przed trzydziestu laty jedno z państw afrykańskich wysunęło kandydaturę kobiety na stanowisko ambasadora przy Stolicy Apostolskiej – Kuria Rzymska skutecznie się temu przeciwstawiła. Londyński „Catholic Herald” zamieścił wówczas rysunek Johna Ryana, przedstawiający dwóch monsignorów w sutannach w ogrodach watykańskich z gazetą z tytułem mówiącym o kobiecie-ambasador, z podpisem: „Wyobraź sobie: spódnica! – tu, w Watykanie!” Tymczasem – jak będzie o tym mowa – osiemdziesiąt lat wcześniej dziennikarska spódnica dotarła do Pałacu Apostolskiego…
[8] Niedatowana notatka (koniec 1898 r.?), w rzymskim archiwum asumpcjonistów – cyt. za: Jean-Dominique Durand, „Le Saint-Siège et l’affaire Dreyfus”, w: „L’affaire Dreyfus et l’opinion publique en France et à l’étranger”, red. Michel Denis, Michel Lagree, Jean-Yves Veillard, Rennes 1995, s. 142.
[9] Rysunek Ibelsa reprodukowano przy artykułach niżej podpisanego: „Sprawa Dreyfusa: karty katolickie” („Gazeta Wyborcza” z 15-16.10.1994), „Sprawa Dreyfusa w karykaturze politycznej” („Słowo Żydowskie” z 3. 10.1997). Sprawa Dreyfusa w latach 1897-1899 przyniosła mnóstwo karykatur z obu stron. Przez kilkanaście miesięcy w Paryżu ukazywały się dwa czterostronicowe tygodniki – za i przeciw – zawierające wyłącznie karykatury. Za granicą powstawały liczne rysunki, wyłącznie biorące stronę zesłańca.
[10] J. France, „Souvenirs de la Sûreté Générale…”, Paris 1936, s. 184. We Francji nie brakło wrogości do Leona XIII. Abp Louis Sueur z Awinionu stwierdzał, że w niektórych klasztorach odprawiano zbiorowe nowenny w intencji „wyswobodzenia Kościoła”, to znaczy opatrznościowego zgonu Leona XIII (Gilbert Guilleminault, „La Belle Epoque”, Paris 1957, s. 36). Z drugiej strony po ogłoszeniu wymierzonej w masonerię encykliki „Humanum genus” (1884) rzecznicy utożsamiania żydostwa z masonerią uznali, że antysemityzm uzyskał aprobatę i poparcie papieża (Marc Angenot, „L’ennemi du peuple”, Montreal 2001, s. 92).
[11] Stephen Wilson, „Ideology and Experience: Antisemitism in France at the Time of the Dreyfus Affair”, London 1982, s. 522.
[12] J.-D. Durand, dz. cyt., s. 143.
[13] Polecenie papieskiego Sekretariatu Stanu: „Kongres Antysemicki ma pozostać całkowicie poza zasięgiem tego błogosławieństwa”, cyt. za: tamże, s. 129-130; także S. Wilson, dz. cyt.
[14] Anna Wolff-Powęska, „A bliźniego swego… Kościoły w Niemczech wobec ”, Poznań 2003, s. 146-149; Leonardo La Puma, „L’Affaire Dreyfus et l’Italie”, w: „L’Affaire Dreyfus…”, dz. cyt., s. 156-159.
[15] Hannah Arendt, „Korzenie totalitaryzmu”, Warszawa 1989, t. 1, s. 94, t. 2, s. 16 i 22.
[16] Autor pragnie złożyć słowa podziękowania tym, którzy umożliwili opracowanie niniejszego artykułu, a więc: o. prof. Jackowi Salijowi OP – za życzliwie dokonany przekład fragmentów pisanego po łacinie listu pasterskiego kard. Haynalda; kurii archidiecezjalnej w Kalocsa – za udostępnienie odbitki tegoż listu; pani Geneviève Plessis z paryskiej Bibliothèque Sainte Geneviève – za przekazanie odbitki „Le Figaro” z pierwszym wywiadem Leona XIII; pani Wandzie Dorociak z Biblioteki Narodowej w Warszawie – za uzyskanie odbitki „Le Figaro” z drugim wywiadem papieskim; panu François Hubertowi, naczelnemu konserwatorowi Musée de Bretagne w Rennes – za udostępnienie studiów Duranda i La Pumy.