Wykorzystanie seksualne dziecka to jak wypalenie dziury w głowie, w emocjach, w pamięci. Do tego nie chce się wracać, ale to wraca. Największej odwagi wymaga powiedzenie przez ofiarę prawdy i zgłoszenie swoich krzywd, przejście przez tę bolesną drogę ponownie.

Dyskutują Agata Baraniecka-Kłos, Justyna Kopińska i Adam Żak SJ oraz Katarzyna Jabłońska i Zbigniew Nosowski („Więź”).

Zbigniew Nosowski: Z różnych powodów znają Państwo dobrze ból ofiar wykorzystywania seksualnego i ich doświadczenie. To niezwykle ważne, bo bardzo często dyskusja na ten temat staje się debatą o problemie, o instytucji, o wizerunku, o radzeniu i nieradzeniu sobie – a znika perspektywa ofiary, gubi się ta pierwotna krzywda.

Zacznijmy od początku. Dlaczego tak trudne jest, aby osoba, która była wykorzystywana seksualnie w dzieciństwie czy jako nastolatek/nastolatka, zdecydowała się o tym powiedzieć dorosłym?

Agata Baraniecka-Kłos: Taka osoba od samego początku znajduje się w zaklętym kręgu. Nie ma dla niej dobrego momentu, żeby o tym powiedzieć. Jeżeli powie od razu – dorosły jej nie uwierzy. Jeżeli powie za tydzień – usłyszy: ,,dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?”. Jeżeli powie po dwudziestu latach, spytają: ,,co ci się raptem przypomniało?”. Nie ma więc dobrego momentu, żeby o tym powiedzieć. A co za tym idzie, każdy moment jest dobry, aby o tym powiedzieć.

Czemu to takie trudne? Bo opowiadając o swym doświadczeniu, osoba wykorzystana jako dziecko mówi nie tyle: ,,ty jesteś pedofilem, ty mnie skrzywdziłeś”. Ona musi przede wszystkim przyznać się sama przed sobą (albo i przed całym światem), że ktoś robił jej tak straszne rzeczy. Trzeba powiedzieć: „to dotknęło mnie”.

Katarzyna Jabłońska: Pani jako dziecko próbowała powiedzieć o tym, że była Pani od siódmego roku życia wykorzystywana przez swego ojczyma.

Baraniecka-Kłos: Dzieci próbują o tym mówić. Ja mówiłam tak, jak potrafiłam. Że on jest dla mnie niedobry. Że nie chcę, żeby on tu był. Dziecko nie potrafi tego nazwać. Dziecko nie wie, co to jest wykorzystanie seksualne, bo nawet nie wie, że to, co się z nim działo, to jakiś akt seksualny. Nie wie, że to coś złego.

Mam wstrząsające nagranie, z którym przyjechała do mnie matka pięcioletniej dziewczynki. To dziecko z radością opowiada mamie o tym, jak się z tatusiem bawiła w siusiaczka. Z uśmiechem mówi: ,,Mamo, a później z siusiaka wyszły białe robaki”… I tata wymyślał coraz nowe zabawy… To niewyobrażalne, a jednak prawdziwe!

Baraniecka-Kłos: Nie ma więc dobrego momentu, żeby powiedzieć o wykorzystywaniu seksualnym. A co za tym idzie, każdy moment jest dobry, aby o tym powiedzieć

Dopiero po latach, gdy dziecko zaczyna dojrzewać, zyskuje świadomość, z czym miało do czynienia. I wtedy pojawia się kolejny kłopot, bo często seksualność tej ofiary jest zaburzona. I później, niestety, z każdym rokiem, z każdym kontaktem wszystko idzie nie taką drogą, jaką powinno iść.

Nosowski: Dlatego ofiary potrzebują rzeczników. Pani Justyna Kopińska jako reporterka jest właśnie takim rzecznikiem. Jak Pani postrzega egzystencjalną sytuację ofiar?

Justyna Kopińska: Najgorsze jest to, że im nikt nie wierzy. Gdy pracowałam nad sprawą siostry Bernadetty, która była skazana za przemoc fizyczną, psychiczną i pomocnictwo w gwałtach, okazywało się, że jej dawni wychowankowie od wielu lat bezskutecznie mówili o tym nauczycielom. Bo, jak zauważyłam, osoby molestowane czy gwałcone często zgłaszają się w pierwszej kolejności do swoich nauczycieli. Tylko że ci nauczycieli zupełnie im nie wierzyli! Co gorsze, dzwonili do oprawcy, w tym przypadku do sióstr boromeuszek, żeby zweryfikować te wiadomości. A siostry pytały: ,,a które dokładnie dziecko to powiedziało?”…

Z takich doświadczeń wynika, że największa obawa dziecka to przekonanie „jak powiem prawdę, to będzie mi jeszcze gorzej”. W tym przypadku to się spełniało. Te skrzywdzone dzieci były później jeszcze bardziej bite, jeszcze bardziej upokarzane.

Ta pętla została przerwana przez chłopca, który przyszedł do nauczycielki i powiedział, że jest bity i gwałcony. Dodał, że już to mówił wcześniej i nic nie zrobiono, więc jeżeli on ma tam dziś wrócić wieczorem, to woli się zabić. Była to doświadczona, odpowiedzialna nauczycielka. Wezwała policję. To zgłoszenie sprawy na policję i do prokuratury rozpoczęło ujawnianie procederu, który trwał w tym ośrodku od kilkudziesięciu lat.

OFIARA PRZED TRYBUNAŁEM SPOŁECZNYM

Jabłońska: Jak jest możliwe, że tak długo to trwało?

Kopińska: W polskim społeczeństwie istnieje bardzo mocne przekonanie, że osoby duchowne są dobre i jakoś nietykalne. Tę sakralność duchownych trzeba wreszcie odczarować. W ośrodkach świeckich, które znam, podobne sprawy były rozwiązywane szybciej. W przypadku boromeuszek wiele mi wyjaśniła pewna świecka wychowawczyni. Ona wiedziała o wszystkim, wiedziała, że siostry wyrywały małej dziewczynce włosy z głowy, ale z pełnym przekonaniem powiedziała mi, że to przecież grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne.

Kopińska: W polskim społeczeństwie istnieje bardzo mocne przekonanie, że osoby duchowne są dobre i jakoś nietykalne. Tę sakralność duchownych trzeba wreszcie odczarować

W sprawie Kasi – 13-latki gwałconej przez zakonnika ze zgromadzenia chrystusowców – było podobnie. Ona mówiła mi, że stale słyszała od ks. Romana B.: ,,Nikt ci nie uwierzy. Pamiętaj, nikt ci nie uwierzy”. I to on miał rację. Gdy Kasia pierwszy raz zgłosiła wykorzystanie swojej nauczycielce, ta porozmawiała z tym księdzem. Bo to odruchowa reakcja, żeby się upewnić, usłyszeć relację z drugiej strony. Tyle że reakcją tego oprawcy jest jeszcze większe zastraszanie dziecka…

Baraniecka-Kłos: Od mojego ojczyma słyszałam te same słowa: „I tak nikt ci w to nie uwierzy”. Byłam już dorosłą kobietą i cały czas słyszałam to od niego na ucho przy składaniu życzeń na święta… Lata całe… To powodowało paraliż, strach i lęk. I przekonanie, że naprawdę nikt mi nie uwierzy. Ofiary muszą przezwyciężyć ten strach. Bo sprawca – nieważne: ksiądz, ojczym czy wujek – zazwyczaj potrafi skutecznie zastraszać swoje ofiary. A potem dochodzi jeszcze wstyd przed opowiedzeniem o tym doświadczeniu.

Nosowski: Czy osoby odpowiedzialne w Kościele w Polsce uczą się słuchać ofiar i wierzyć im?

Adam Żak SJ: Mamy w Kościele wszystkie postawy, jakie występują w społeczeństwie. Być może mocniejsze są w instytucjach kościelnych mechanizmy wypierania, negacji, niedowierzania. Bardzo niewielu ludzi ma umiejętność zinterpretowania oznak wykorzystania. A ponieważ mamy skłonność do myślenia życzeniowego, do uważania innych za dobrych, to sprawcom jest, niestety, łatwiej manipulować ofiarami, aby unikać odpowiedzialności.

Wciąż dużo mojej pracy przy szkoleniach i w rozmowach z ludźmi to uświadamianie, z jak ciężką krzywdą mamy tu do czynienia. Łatwo jest mówić o grzechu i złu ogólnie, teoretycznie. O wiele trudniej skonfrontować się z nim w praktyce, w konkretności osoby, która wyznaje, że uczyniono jej coś strasznego.

Baraniecka-Kłos: Owszem, działa taki mechanizm: łatwo wygłosić ogólną opinię, że osobę, która wykorzystuje dziecko, należy postawić pod sąd i odseparować od dzieci – ale dużo trudniej uwierzyć, że może to czynić człowiek, którego znam osobiście: sąsiad, kuzyn, ksiądz, lekarz. Typowa reakcja to: ,,Ale ja widuję go codziennie, to niemożliwe”. Wszystkim trudno uwierzyć, że to okropne zło dzieje się tak blisko, za ścianą.

Społeczeństwo nie chce tego zobaczyć. Kiedy ja wreszcie powiedziałam publicznie, że byłam wykorzystywana jako dziecko, ludzie odpowiadali, że to niemożliwe, bo „przecież znamy tego człowieka”. On był prokuratorem, radnym, szanowanym obywatelem. Sąsiad, który bywał u nas w domu, mówił: ,,Co? Ty chcesz mi powiedzieć, że pedofilowi rękę podawałem?”. Zdobyłam nagranie, jak ludzie się przyznawali, że widzieli z okna, jak on wykorzystywał inne dziecko na podwórku mojego domu, i komentowali: ,,Pedofil, zobacz, pedofil! Co on robi tej dziewczynce!” – ale nie reagowali.

Żak: Mamy w Kościele wszystkie postawy, jakie występują w społeczeństwie. Być może mocniejsze są w instytucjach kościelnych mechanizmy wypierania, negacji, niedowierzania

Paradoksalnie: wszyscy potępiają wykorzystywanie dzieci, ale ofiara ma największe problemy nie przed trybunałem kościelnym czy trybunałem sądowym, lecz przed trybunałem społecznym. Zostaje odsunięta od społeczeństwa. Nikt nie chce się z nią identyfikować. Znajomi się odsuwają. Staram się to rozumieć – bo to takie straszne doświadczenie, że lepiej się do niego nie zbliżać. Tylko że ofiara jest ponownie pozostawiana sama sobie. A kto, jak nie dorośli, może pomóc tym dzieciom?

Pod względem stosunku do ofiar Kościół jest dla mnie taką samą instytucją jak każda inna. Niczym się, niestety, nie różni od reszty społeczeństwa. Ludzie spoza Kościoła odwracają od tego problemu głowę i to samo robią niestety ludzie w Kościele. Dopóki i Kościół, i całe społeczeństwo nie zidentyfikują się z ofiarą, nie staną po stronie ofiary, będzie nam bardzo trudno z tym problemem walczyć. Bo rzeczywiście mówi się o wszystkim, tylko nie o ofierze.

Żak: Dlatego bardzo ważne jest, że pojawia się poruszenie związane z różnymi publikacjami. Mam na myśli choćby (tylko ostatnio) doniesienia nt. raportu z Pensylwanii, reakcje na film „Kler” prezentujący perspektywę ofiary czy na reportaże, w tym pani Kopińskiej, opisujące poszczególne tragiczne przypadki, np. dziewczynki wielokrotnie gwałconej przez księdza chrystusowca. To wpływa na klimat społeczny.

Do mnie dzwoni teraz i pisze dużo ofiar. Dlaczego? Bo te wydarzenia publiczne sprawiają, że u nich odżywają dramatyczne wspomnienia i chcą móc je w bezpieczny sposób wypowiedzieć. Wiedza o sytuacji w innych krajach sprawia, że przewiduję wkrótce znaczną falę ujawnień w Polsce. Pośród większej liczby ofiar niektórym łatwiej wypowiedzieć swój ból.

Agata Baraniecka-Kłos – założycielka i prezes fundacji Stop Przedawnieniu, w dzieciństwie ofiara wykorzystywania seksualnego ze strony ojczyma. Współwłaścicielka kliniki Kriocentrum w Józefowie. Szczęśliwa żona i matka dwóch dorosłych synów.

Justyna Kopińska – reporterka, z wykształcenia socjolog. Laureatka wielu nagród dziennikarskich, m.in. European Press Prize i Grand Press. Autorka książek „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie, Polska odwraca oczy, Z nienawiści do kobiet”.

Adam Żak SJ – jezuita, doktor filozofii. Dyrektor Centrum Ochrony Dziecka na krakowskiej Akademii Ignatianum, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży z ramienia Konferencji Episkopatu Polski. Był asystentem generała jezuitów na kraje Europy Środkowej i Wschodniej.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018