Na rodzinnej wigilii miałem gadkę w formie dialogu z wnukiem. Dorośli słuchali z uwagą – a są mało religijni. Skorzystałem więc z okazji…

Zgodnie z tradycją miałem na rodzinnej wigilii gadkę, tym razem w formie dialogu z pięcioletnim wnukiem. Zapytałem go, co łączy dwa największe święta w roku, Boże Narodzenie i Wielkanoc. – Spotkanie przy wspólnym stole – padła po dłuższym namyśle odpowiedź. – Doskonale. Świętowanie to ucztowanie razem z innymi. A co jeszcze łączy te święta? – No, radość. – A z czego tak się cieszymy? – No, że są święta. – A kto się dzisiaj narodził, a w Wielką Noc zmartwychwstał? – podsunąłem pomocnicze pytanie. – Pan Jezus – wyszeptało dziecko.

Dorośli zebrani wokół stołu słuchali z uwagą, a są mało religijni. Skorzystałem więc z okazji i dodałem swój komentarz.

– Niezależnie od tego, czy chodzimy do kościoła, czy nie, i czy jesteśmy chrześcijanami, muzułmanami, buddystami czy niewierzącymi, to – jak powiedział Paweł Apostoł do Greków na areopagu – „w Nim (nieznanym Bogu) żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. W Nim żyjemy, bo kochamy się wzajemnie, jak On jest miłością trzech Osób. W Nim się poruszamy (działamy), bo każdego dnia dążymy do jakiegoś konkretnego dobra, a On jest Dobrem najwyższym. Wreszcie – w Nim jesteśmy, bo istniejemy, choć mogłoby nas przecież wcale nie być, a to On, który sam sobie dał imię Jahwe („Jestem, który jestem”), jest czystym Istnieniem, źródłem wszelkiego istnienia, przelewającym się z brzegów Oceanem Istnienia.

– Zaraz, zaraz – przerwał mi ten wzniosły potok słów mój niezawodny polemista, Kuba. – Z tego, co mówisz, wynikałoby, że jesteśmy nieustannie zanurzeni w Bogu. A przecież, kiedy żyjemy i działamy, zdarza nam się czynić zło. Czy to znaczy, że i zło jest w Bogu?

– Gdy działamy w intencji jakiegoś dobra – zabrzmiała moja riposta – nawet jeśli niedoskonale je pojmujemy, uczestniczymy w rozumnej naturze Boga, do którego jesteśmy podobni. Ale jesteśmy do Niego podobni także w tym, że jesteśmy wolni. Ilekroć świadomie czynimy zło, a więc to, co być nie powinno, co marnuje, niszczy, krzywdzi i zabija, tylekroć odchodzimy od dobrego Boga. Niestety, jak pokazuje historia i nasze osobiste doświadczenie, nie dajemy sobie rady sami z sobą i w świecie jest zło: bieda i bezdomność, kłótnie, zabójstwa i wojny. Właśnie dlatego Bóg posłał na świat swego Syna, by wziął na swoje ramiona ciężar naszych błędów i win.

– Ty, dziadku, za dużo mówisz o Kościele – celnie spuentował mój wywód wnuczek, po czym wrócił na podłogę do montowania swego pojazdu policyjnego, który znalazł pod choinką.

– Na tym rozmowa przy stole się urwała i my, dorośli, wróciliśmy do konsumowania świątecznych przysmaków.