U Ojców Kościoła dużo łatwiej znaleźć ostrą polemikę z wierzącymi inaczej niż dialog. To jednak nie przypadek, że świętym i wielkim Doktorem Kościoła jest „dialogowy” Bazyli, a nie „wojowniczy” Tertulian.

Gdy podczas II Soboru Watykańskiego dyskutowano o potrzebie, sposobach i możliwościach reformy Kościoła, oparto ją na dwóch głównych zasadach: aggiornamento, czyli (z włoskiego) „udzisiejszenia“, szerszego otwarcia Kościoła na świat współczesny i dialog z nim, oraz ressourcement, czyli (z francuskiego) „uźródłowienia”, większego odwoływania się do Biblii i tradycji pierwszych wieków.

Jednym ze sztandardowych przedsięwzięć urzeczywistniających pierwszą z tych zasad było zaangażowanie się Kościoła w ruch ekumeniczny, dialog międzyreligijny i dialog z niewierzącymi. Utworzono specjalne dykasterie watykańskie mające się zajmować tymi sprawami. W dokumentach Vaticanum II poświęconych tym zagadnieniom – w przeciwieństwie do innych dokumentów soborowych i posoborowych – niewiele jednak można znaleźć odniesień do Ojców Kościoła: żadnego w Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich „Nostra aetate”, tylko jedno w Dekrecie o ekumenizmie „Unitatis redintegratio”. Nie ma w tym nic dziwnego – w dziełach Ojców Kościoła dużo łatwiej znaleźć inwektywy wobec wierzących inaczej niż zachęty do tolerowania ich.

Celowo mówię tu o „wierzących inaczej”, nie zaś o niewierzących, ponieważ tych ostatnich w świecie starożytnym praktycznie nie było. „Poganie” to nieco późniejsze określenie wyznawców dawnych religii. Dziedziniec świątyni jerozolimskiej – do którego odwołał się Benedykt XVI, zapoczątkowując cykl spotkań pod nazwą „Dziedziniec pogan” – nie nazywał się oczywiście „dziedzińcem dialogu”. Jednak również określenie „dziedziniec pogan” nie jest do końca właściwie. Oryginalne znaczenie tego miejsca dobrze oddaje włoska nazwa tej watykańskiej inicjatywy: il cortile dei gentili – „dziedziniec narodów”, czyli po prostu „gojów”, tych, którzy są poza narodem wybranym.

Gdy stajemy przed współczesnym „poganinem”, mamy najczęściej przed sobą kogoś, kto w Boga ani siły nadprzyrodzone nie wierzy. Zadaniem współczesnych „dziedzińców dialogu” jest więc znalezienie innych płaszczyzn porozumienia, egzystencjalnych podstaw, na których można razem troszczyć się o dobro wspólne. A potem może będzie można porozmawiać i o Panu Bogu… Tymczasem pierwsi chrześcijanie tych podstaw kontaktów z otaczającym ich światem nie musieli ustalać. W ich czasach dyskusja zaczynała się już szczebel dalej: chodziło nie o to, czy Bóg (albo bóstwa) istnieją, ale jak im służyć i oddawać im cześć. Tutaj zaś poglądy były dramatycznie rozbieżne, a konflikt nieunikniony.

Wzajemne „Precz z bezbożnikami”

Czy chrześcijanie pierwszych wieków izolowali się całkowicie od ludzi swoich czasów, odmawiali wszelkich prób dialogu z nimi? Niezupełnie, gdyż spora część utworów chrześcijańskich z drugiego wieku (np. jeden z pierwszych utworów chrześcijańskich napisanych po łacinie, „Oktawiusz” Minucjusza Feliksa) ma właśnie charakter próby dialogu ze światem zewnętrznym. Jest to jednak dialog bardzo specyficzny, sprowadza się bowiem przede wszystkim do obrony.

Wyznawcy Chrystusa musieli przede wszystkim odpowiadać na zarzuty, jakie im stawiano, a te można podzielić na dwie grupy: wynikające z nieznajomości nauczania chrześcijańskiego oraz, wprost przeciwnie, wynikające z zaznajomienia się z nim. Nad tymi pierwszymi nie ma się co zastanawiać, powtarzają się one w historii wobec większości mniejszościowych grup religijnych: rozwiązłość seksualna, zabijanie niemowląt, kanibalizm itd. Warto się natomiast przyjrzeć temu, o co oskarżali chrześcijan ci, którzy choć trochę się z nimi zaznajomili.

Wyrzucano wyznawcom nowej religii jej ekskluzywizm i pewność siebie, zuchwałe odmawianie racji bytu dawnym wierzeniom. Z oburzeniem przyjmowano odmowę podporządkowania się nakazom cesarskim jako najwyższemu prawu. Podejrzane wydawały się zasady moralne chrześcijan, zwłaszcza rygorystyczna etyka seksualna, ale też odmowa przelewania krwi (np. na wojnie) i niechęć do większości uznanych wtedy przyjemności (widowisk teatralnych, walk gladiatorów itd.). Wydawało się więc, że chrześcijanie negują niemal wszystko, na czym jest zbudowana ówczesna cywilizacja, dlatego też Tacyt, odnosząc się do prześladowań chrześcijan w Rzymie za Nerona mógł napisać, że „udowodniono im nie tyle zbrodnie podpalenia, ile nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu”[1].

Gdy stajemy przed współczesnym „poganinem”, mamy najczęściej przed sobą kogoś, kto w Boga ani siły nadprzyrodzone nie wierzy. Zadaniem współczesnych „dziedzińców dialogu” jest więc znalezienie innych płaszczyzn porozumienia

Chrześcijanie cierpliwie odpowiadali na zarzuty pierwszego rodzaju, udowodniając, że nie są winni żadnego z zarzucanych im przestępstw. Nie wypierali się jednak swojego nauczania. Co więcej, ich odpowiedzią było wezwanie do przejścia adwersarzy na chrześcijaństwo, inaczej bowiem czeka na nich ogień wieczny. Uczniowie Chrystusa skazywani byli na śmierć, nie prosili jednak o łaskę, lecz do końca odmawiali uznania racji prześladowców, modląc się równocześnie o ich nawrócenie. Jeśli szukalibyśmy w drugim wieku miejsc spotkania i dyskusji chrześcijan z ich przeciwnikami („dziedzińców dialogu”, jeśli już chcemy je tak nazywać), to byłyby nimi trybunały cesarskich namiestników i areny cyrkowe, na których tracono chrześcijan.

W drugiej połowie II wieku w Smyrnie (dzisiejszy Izmir w zachodniej Turcji) tłum krzyczał: „Precz z bezbożnikami!” (dosłownie: ateistami), czyli chrześcijanami odrzucającymi kult bogów. Rzymski prokonsul starał się namówić wiekowego biskupa Polikarpa do zaparcia się wiary, mówiąc: „Złóż przysięgę na szczęście Cezara, zmień zdanie, powiedz: «Precz z bezbożnikami!»”. Co zrobił w odpowiedzi Polikarp? „Skierował surowe spojrzenie na cały ów tłum bezbożnych pogan zgromadzonych na stadionie i wznosząc oczy ku niebu, powiedział: «Precz z bezbożnikami!» ”[2].


[1] Tacyt, Roczniki”, XV, 44, tłum. S. Hammer.
[2] „Męczeństwo św. Polikarpa” IX, 2, tłum. A. Świderkówna.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018