Przez nacjonalistyczne tendencje i „wstawanie z kolan” kompletnie zapomnieliśmy o Panu Bogu – mówi były rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Wypowiedź ks. prof. Andrzeja Szostka podczas promocji książki „Uczestniczyć w losie Drugiego. Rozmowy o etyce, Kościele i świecie” 11 grudnia 2018 r. w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej

W dokumentach Soboru Watykańskiego II Kościół nazywany jest Ludem Bożym. Mieszczą się w nim i katolicy, i chrześcijanie innych wyznań; i żydzi, i muzułmanie; wyznawcy innych religii, jak również ludzie, którzy w ogóle Boga nie uznają, ale szukają Prawdy. Pamiętajmy, że to soborowa definicja Kościoła, a nie pomysł bardziej lub mniej genialnego teologa. W tym kontekście hasło św. Cypriana „Poza Kościołem nie ma zbawienia” rzeczywiście oznacza, że nie można być zbawionym inaczej jak przez Kościół – tylko że Kościół musi być szeroko rozumiany.

W Kościele co jakiś czas podnoszą się głosy, by zorganizować III sobór watykański. Tymczasem w najmniejszym stopniu nie przetrawiliśmy jeszcze Vaticanum II.

Warto przypomnieć, że Jan Paweł II, którego tak czcimy, w swoim kilkakrotnie poprawianym testamencie podkreślał znaczenie soboru – a przecież nie podkreśla się kwestii, którą wszyscy znają. Jeśli papież tak robił, to znaczy, że według niego w całym Kościele – w tym także w Polsce – sobór okazał się zupełnie nieodrobioną lekcją.

Znajomy biskup powiedział mi: „Ty nie wiesz, jak my się kłócimy w episkopacie”. Odpowiadam, że nie wiem, bo nikt o tym nie mówi, na zewnątrz wychodzi gładka formułka, która nie wnosi nic nowego

Nie potrafię pojąć tego, jak obecnie katolicy mogą głosić hasła nienawiści; jak można głosić hasła patriotyczne, biorąc Hitlera za swojego patrona. Mam poczucie, że coś bardzo głęboko szwankuje w naszej formacji duchowej, religijnej, szkolnej. Dzisiejsze dyskusje o reformach w ogóle tej sprawy nie dotykają, a ona może się okazać znacznie ważniejsza dla naszej przyszłości, naszej kondycji moralnej, intelektualnej niż wiele innych sporów, które nas pochłaniają.

Gdyby w Polsce szło powoli w kierunku rozumienia soboru – martwiłbym się, że powoli, ale cieszyłbym się, że idzie. Ale obserwujemy odwrotny kierunek! Mam poczucie, że w latach 60. czy 70. uczyliśmy się soboru, a teraz uczymy się, żeby o nim zapomnieć. To niebezpieczna droga. Przez te wszystkie nacjonalistyczne tendencje, „wstawanie z kolan” w ogóle zapomnieliśmy o Panu Bogu. Hasło Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, na którym tyle lat przepracowałem, brzmi „Deo et Patriae” – „Bogu i Ojczyźnie”. Nie wolno zmieniać kolejności tych haseł.

Jako Kościół w 1989 roku zgrzeszyliśmy pychą. Kościół w komunizmie był bohaterski i wyszedł z tego okresu z przekonaniem: jesteśmy znakomici, zdaliśmy egzamin. A to przekonanie stało się pierwszym krokiem do upadku. Teraz Kościół naprawdę jest zagubiony. Uwikłał się w związek z aktualną władzą i nie może mówić swoim głosem, boi się w ogóle zabrać głos. Martwi mnie to w dzisiejszym Kościele – myślę głównie o hierarchach. Niepokoi i boli mnie, że ich wypowiedzi są zbyt rzadkie i nie dotyczą najbardziej palących kwestii.

Ks. Andrzej Szostek, Ignacy Dudkiewicz, „Uczestniczyć w losie Drugiego. Rozmowy o etyce, Kościele i świecie”, Wydawnictwo Więź, Warszawa 2018

Ks. Andrzej Szostek, Ignacy Dudkiewicz, „Uczestniczyć w losie Drugiego. Rozmowy o etyce, Kościele i świecie”, Wydawnictwo Więź, Warszawa 2018. Zamów tutaj

Wiem, że łatwo krytykować polskich biskupów, gdy się nie jest jednym z nich, ale uważam, że właśnie taka była ich droga: najpierw triumfalizm, następnie roszczenia (a to religia w szkole, a to zmiana prawodawstwa, a to odzyskiwane majątki), potem krytyka i kryzys.

Znajomy biskup powiedział mi: „Ty nie wiesz, jak my się kłócimy w episkopacie”. Odpowiadam, że nie wiem, bo nikt o tym nie mówi, na zewnątrz wychodzi gładka formułka, która nie wnosi nic nowego. A cóż by się katastrofalnego stało, gdyby różnica zdań między biskupami okazała się jawna? Trzeba wreszcie przekroczyć ten Rubikon.

Biskupi boją się dziś bardziej mediów niż kiedyś komunizmu. To prawda, że jeśli biskupi ujawnią wewnętrzne różnice między sobą, w mediach będzie trochę hałasu, nieco sensacji – trudno, trzeba przez to przejść. Kiedyś jako czytelnicy się tym znudzimy i przyzwyczaimy się, że w naszym kraju (podobnie jak w wielu innych) co do podstawowych zasad wiary i moralności panuje zgoda, ale w sprawach dotyczących sposobu rozumienia obecności Kościoła w państwie i reagowania na pewne przykre fakty, które się zdarzają (a ich jest ostatnio niemało), ma prawo istnieć między biskupami różnica zdań. Niech ona będzie – niech się okaże, że Kościół jest także w tym sensie powszechny, że mieści w sobie różne poglądy.

Tytuł od redakcji