Podobno Polacy umieją współpracować, gdy muszą walczyć, ale gdy trzeba budować, nie potrafią stanąć na wysokości zadania. W przypadku Jazdowa jest inaczej. Walka o zachowanie dzielnicy była organicznie spleciona z realizacją marzenia o społecznościowym zarządzaniu.

Stołeczny harmider: hałasują silniki, słychać gwar spacerowiczów. Setki samochodów i autobusów przemieszczają się Trasą Łazienkowską w stronę Placu Na Rozdrożu, gdzie z przejść podziemnych wylewają się kolejne fale pieszych. Trąbią klaksony, spaliny unoszą się w niebo. Nieopodal toczą się gorące dyskusje: w Sejmie na Wiejskiej podejmowane są decyzje kluczowe dla losów Polski.

Sto pięćdziesiąt metrów dalej, niemal w sercu miasta: mały raj. Tymi słowami w 2011 r. Jerzy Majewski[1] nazwał Osiedle Jazdów. Na tyłach Parku Ujazdowskiego znajduje się 27 zatopionych w zieleni, drewnianych domków. Przybyły do Polski długą drogę – pochodzą z fińskich reparacji wojennych dla Związku Radzieckiego.

Dziś, gdy idę przez osiedle, widzę, jak alejkami spacerują pojedyncze osoby. Słyszę, jak śpiewają ptaki, wiewiórka upuszcza szyszkę, przeskakuje z płotu na werandę. Oaza ciszy i spokoju.

– I to jest wielki wstyd[2] – powie w 2011 r. ówczesny burmistrz dzielnicy Śródmieście, Wojciech Bartelski. A serwis TVN Warszawa poinformuje swoich czytelników, że „około 30 rodzin mieszkających na osiedlu Jazdów dostało zaproszenia na czwartkowe spotkanie z burmistrzem Śródmieścia, na którym usłyszą o planowanej rozbiórce domków fińskich. Ma to związek z przygotowywanym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który przewiduje tam inne funkcje”[3]. Decyzja zapada – nadchodzi koniec małego raju na Jazdowie.

Faza pierwsza – protest

Dlaczego właśnie społecznościowe zarządzanie? Siedzę w ogrodzie jednego z jazdowskich domków z „Dudkiem” – Andrzejem Górzem. Wysoki, przypomina zaangażowanego studenta. Lider. Na Osiedlu Jazdów mieszka od urodzenia. To on zwoływał społeczność, organizował kolejne akcje. Skąd wziął się ten pierwszy impuls? „Dudek” nie ma wątpliwości – była nim decyzja o wyburzeniu domków.

– „Tak zwane osiedle Jazdów”, problem „tak zwanych domków fińskich” – tych określeń używano w dokumentach miejskich – mówi Górz. – Taki sposób pisania miał odbierać domkom znaczenie i podmiotowość, pozwalał traktować je jak baraki niegodne zachowania, nienadające się do mieszkania.

Paradoksalnie próby odbierania mieszkańcom podmiotowości tylko tę podmiotowość wzbudziły. Już trzydzieści lat temu chcieli zrzeszyć się i współpracować[4]. Jazdów jest nietypowym miejscem, osiedlem o dużym kapitale społecznym. Mieszkańcom chce się działać, znają się, pomagają sobie nawzajem. Otwarta formuła osiedla pełnego małych ogródków sprzyja spotkaniom. Jazdowiacy odczuwają odrębność swojego osiedla – fińskich domków zagubionych między wielkimi kamienicami. Jednak wtedy, trzydzieści lat temu, zostało zorganizowane tylko jedno spotkanie i na tym się skończyło. Dopiero w 2011 r., gdy mieszkańcy poczuli się zagrożeni, zebrali się znów i założyli organizację – Stowarzyszenie Mieszkańców Domków Fińskich Jazdów.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018


[1] J. Majewski, „Mały raj w centrum miasta. Szkoda domków fińskich”, „Gazeta Wyborcza”, 7.12.2011, http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34889,10772056,_Maly_raj_w_centrum_miasta___Szkoda_domkow_finskich.html#sondaz [dostęp: 30.11.2016].
[2] G. Szymanik, „Fińskie domki to jest wstyd?”, „Gazeta Wyborcza”, 29.01.2014, http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,15351883,Finskie_domki_to_jest_wstyd_.html [dostęp: 30.11.2016]
[3] „Domki fińskie do wyburzenia”, http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,domki-finskie-do-wyburzenia,33129.html [dostęp: 30.11.2016].

[4] Tekst w części historycznej oparty jest w dużej mierze na studium przypadku przygotowanym przeze mnie we współpracy z Fundacją Pole Dialogu na potrzeby publikacji pt. „Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy”. Projekt o tej samej nazwie, w ramach którego powstała publikacja, finansowało m.st. Warszawa. Ww. studium przypadku ostatecznie nie znalazło się w publikacji.