Postulaty programowe partii Teraz, nawet jeśli nie ma ona większego politycznego znaczenia, stanowią dobry przyczynek do dyskusji o tym, z jaką narracją powinny iść formacje opozycyjne, a jakiego języka nie używać. 

„Koniec z przywilejami dla górników”, „500+ to fiasko”, „obniżenie podatków”, „likwidacja KRUS” – podobne hasła padały na spotkaniu programowym partii Teraz. Treści te były okraszone deklaracjami posłanki Joanny Scheuring-Wielgus na temat pomocy potrzebującym, spraw społecznych, obywatelskich i tak dalej – które jedynie nieco zmiękczały główny przekaz. Na pierwszym planie zarysował się kurs na znaną z lat 90. doktrynę neoliberalną. Czy tędy droga ku rozwojowi społeczno-ekonomicznemu?

Nawet jeśli za poszczególnymi postulatami – gdyby je dokładniej uzasadnić – kryły się pewne, warte zastanowienia, racje, to w niejednym uchu mógł zabrzmieć dzwonek alarmowy.

Koniec z przywilejami górniczymi

Żadna poważna formacja polityczna nie może ominąć kwestii bezpieczeństwa energetycznego kraju i związanych z tym wyzwań ekologicznych. Jednocześnie nie można zapominać, że dla wielu osób, rodzin, całych społeczności wydobycie węgla do podstawa organizacji życia, a nawet społecznej tożsamości. O zmianach w polityce energetycznej (którym miałaby towarzyszyłoby mniej lub bardziej stopniowe odchodzenie od dotychczasowej roli wydobycia węgla) trzeba podchodzić ostrożnie, ważąc racje, interesy i mieć na uwadze tych, którzy na restrukturyzacji stracą. Samo nawoływanie do ukrócenia przywilejów górniczych (bez względu na to, ile w tym słuszności, a ile stereotypów) jest złym punktem wyjścia do niełatwej rozmowy, która nas czeka. A o likwidacji przywilejów górniczych Ryszard Petru mówił nieraz jeszcze jako lider Nowoczesnej. Warto, aby przemyślał tę strategię.

Jakie gwarancje wsparcia osłonowego i przekierowującego potencjał osób zatrudnionych w górnictwie partia ma do zaoferowania – jak na razie się nie dowiadujemy. Nie ma się też co łudzić, że ludzie po raz kolejny – po wyjątkowym 1989 roku – kupiliby retorykę, iż takie głębokie zmiany to tylko krótkotrwały wstrząs, po którym sprawy się jakoś ułożą. Transformacja sprzed trzech dekad pokazała, że w doświadczeniu wielu rodzin i społeczności lokalnych od wielkiego wstrząsu latami ciągnie się potransformacyjna smuta. Obrazuje to choćby świeża książka Magdaleny Okraski „Ziemia jałowa” na temat Zagłębia. 

Dodajmy jednak, że stosowane przez aktualną władzę petryfikowanie dotychczasowego modelu rozwoju energetyki opartego na węglu – wraz retorycznym „stawianiem się” Unii i jej proekologicznej agendzie – nie jest jedyną alternatywą. Trzeba znaleźć coś pomiędzy trwaniem w starych koleinach, a  pójściem naprzód bez oglądania się na tych, którzy zostali w tyle. Czy istnieje siła polityczna, która by wypełniała tę lukę? 

Więcej sektora prywatnego w służbie zdrowia

Kolejna zapowiedź dotyczy stałej obecności sektora prywatnego w ochronie zdrowia. Ma to być sposób na… zmniejszenie kolejek? Jeśli partia Teraz ma na to pomysł – niech go przedstawi. Na poziomie haseł może to brzmieć złowrogo. Owszem, problem kolejek jest poważny (raporty porównawcze pokazują, że jest u nas nawet większy niż w wielu innych krajach rozwiniętych), ale czy więcej sektora prywatnego w służbie zdrowia pomoże? Jaką postać miałoby to przybrać? Czy chodzi o cofnięcie przyjętych przez rząd PiS tzw. ustawy dekomercjalizacyjnej i ustawy o sieci szpitali? Czy też o – postulowane kiedyś, za rządów Platformy Obywatelskiej – dodatkowe prywatne ubezpieczenie zdrowotne, które miałoby zasilić system finansowo, ale przy okazji mogłoby prowadzić do podziału na pacjentów lepszego i gorszego sortu?

Czy dalsze wprowadzenie sektora prywatnego do ochrony zdrowia nie spowoduje, że logika podążania za zyskiem do końca wyprze misję leczniczo-opiekuńczą? Petru powinien publicznie zmierzyć się z tymi pytaniami, jeśli jego propozycje mają rozbudzać nadzieje, a nie obawy. 

Niskie podatki i bez KRUS

Kolejna grupa propozycji odnosi się do ogólnej obniżki różnych podatków, w tym likwidacji nowych, które zdążyło wprowadzić PiS. Wydaje się, że daninom, jakie obligatoryjnie oddajemy na rzecz państwa (lub zmuszone są do tego  wyodrębnione prawnie grupy), należy się przyglądać i warto być otwartym na modyfikacje. Jednak w propozycji Petru daje się odczuć chęć cięcia po całości. Czy to dobry kierunek?

Przypomnijmy, że Polska już dziś jest krajem relatywnie niskich podatków. Jak podaje Eurostat, w 2018 roku łączne przychody państwa ze wszystkich podatków (w tym ze składkami na ubezpieczenie społeczne) wyniosły  35,1 proc. PKB, podczas gdy unijna średnia to 40,2 proc., czyli o 5 punktów procentowych więcej. Ponadto najniższe obciążenia fiskalne są w krajach relatywnie gorzej rozwiniętych ekonomicznie (Litwa, Łotwa, Rumunia, Bułgaria). Czy więc na pewno niskie podatki to klucz do sukcesu? Pojawia się też pytanie, czy w obliczu znacznego zmniejszenia wpływów budżetowych, starczyłoby środków na aktywne wsparcie słabszych, o czym mówiła posłanka Wielgus. Tak się składa, że prawa osób chorych, niepełnosprawnych, starszych najlepiej są chronione akurat w krajach, w których podatki są dość  wysokie – w Danii, Szwecji czy we Francji.

Obok obietnicy zmniejszenia fiskalizmu u Petru pojawia się także stary pomysł likwidacji KRUS. I ten postulat jest wątpliwy. Owszem, system zabezpieczenia społecznego rolników – zarówno tych faktycznych, jak i fikcyjnych (którzy nie raz przechodzą na KRUS), bogatych i biednych – wymaga przemyślenia i zapewne reform. Ale mówienie o likwidacji, bez wskazania: co w zamian, jest społecznie nieodpowiedzialne. Przypomnijmy, że w wielu rozwiniętych krajach występują wyodrębnione segmenty zabezpieczenia społecznego członków gospodarstw utrzymujących się z rolnictwa – ze względu na specyfikę tego typu działalności. Ewentualna perspektywa likwidacji KRUS nie zwalnia z odpowiedzi na pytanie, jak inaczej zabezpieczyć ludność rolną przed ubóstwem. Przecież części gospodarstw rolniczych nadal zagraża skrajna bieda. Zresztą system KRUS wcale – wbrew  neoliberalnej narracji – tak jednoznacznie nie uprzywilejowuje. Owszem, składki na KRUS są niskie, ale później wypłacane świadczenia – również. Niestety, w wypowiedziach lidera partii Teraz słychać szkodliwy schemat: coś nie działa jak powinno, więc to likwidujemy. A może warto pomyśleć najpierw, co i jak naprawić? 

Zmiany w 500+

Wreszcie partia Teraz nie omieszkała zapowiedzieć zmian w programie 500+. Ale i w stosunku do tego programu, który faktycznie wymagałby reformy, widać pomieszanie z poplątaniem. Z jednej strony program jest krytykowany głównie jako nieskuteczny w podnoszeniu wskaźników dzietności („demograficzne fiasko”), a z drugiej postuluje się uczynienie go programem tylko dla najbardziej potrzebujących. Czyli nie wiadomo, czy w wizji partii Teraz ma to być program pronatalistyczny, prorodzinny (a więc adresowany do szerokiej grupy rodzin, w celu pobudzenia dzietności), czy właśnie typowo socjalny? 

Obok sugestii, że świadczenie powinno być tylko dla tych, którzy tego potrzebują, pojawia się zastrzeżenie, że należy wspierać wyłącznie aktywnych zawodowo. Czyli mamy rozumieć, że ktoś jest potrzebujący dopiero wtedy, gdy jest aktywny zawodowo? A co z ubogimi rodzinami, których głównym źródłem dochodu jest renta, emerytura czy np. świadczenie pielęgnacyjne?

W jednym z programów telewizyjnych Petru wskazywał na problem tych matek, które pozostają poza rynkiem pracy latami i pobierają świadczenie wychowawcze, co oddala je od rynku pracy i nie gwarantuje bezpieczeństwa na starość ani w okresie, w którym świadczenie nie będzie już pobierane. Faktycznie, to problem, tyle że samo odcięcie prawa do świadczenia dla nieaktywnych zawodowo nie rozwiąże problemów tych ludzi, a w części przypadków może je nawet pogłębić. Nieco bardziej uzasadniony mógłby wydawać się natomiast pomysł, by świadczeń nie otrzymywały osoby bogate – ale tu nasuwa się pytanie o wysokość progu.

*

Mimo tych wszystkich zastrzeżeń, jedno trzeba partii Teraz oddać: choćby na moment skierowała publiczną uwagę na kwestie programowe. Gdy o Nowoczesnej i Platformie rozmawia się głownie w kontekście roszad kadrowych (podobny problem od lat istnieje także na lewicy), każde wyjście z propozycjami programowymi wydaje się powiewem świeżości. Niestety, zaproponowane recepty są już mocno przeterminowane, a także wielce dyskusyjne. Zdradzają powrót myślenia o państwie i gospodarce sprzed dekad. To mało obiecujące w dobie nowych wyzwań. Nie ma powrotu do tej samej rzeki, zwłaszcza takiej, w wodach której wiele łodzi poszło na dno.