Przestrzeń do głoszenia Ewangelii się zmienia, ale zawsze należy widzieć ją jako wezwanie, a nie powód do ciągłego narzekania – mówi o. Michał Zioło w rozmowie z „Przewodnikiem Katolickim”.

Wywiad z trapistą o. Michałem Ziołą ukazał się w najnowszym numerze „Przewodnika Katolickiego”. Rozmawiał ks. Mirosław Tykfer, redaktor naczelny pisma.

Rozmowa dotyczyła głównie kondycji duchowej Kościoła we Francji. „Polscy księża przyjeżdżający do Francji mają często taką ideę, że są tu po to, żeby zgasić wieczną lampkę, zamknąć kościół i oddać kluczyki imamowi. Po paru tygodniach okazuje się jednak, że to nieprawda, bo Kościół we Francji żyje” – wyjaśniał trapista.

Jak zauważył, tamtejszy Kościół odradza się, „ale to już nie jest ten sam Kościół co wcześniej”, zaś nam „czasem trudno jest zaakceptować fakt, że Kościół może być inny”. Według niego ten we Francji jest „wreszcie pokorny”. „To jest Kościół, który się nie obraża. (…) Kościół pokorny to taki, w którym ludzie po doktoratach gotowi są głosić Ewangelię trzem osobom, które zdecydowały się przyjść na spotkanie. I może wcale nie są to osoby intelektualnie najbardziej ambitne” – przyznaje. Bóg bowiem „chce być w świecie przez Kościół, który nie boi się ostatniego miejsca”.

Mnich zauważył, że w Polsce wciąż żyjemy mitem Kościoła międzywojnia, „fałszywą nostalgią, że kiedyś będzie jak przedtem i że przedtem na pewno było lepiej”. Tymczasem – jak przekonywał – „przestrzeń do głoszenia Ewangelii się zmienia, ale zawsze należy widzieć ją jako wezwanie, a nie powód do ciągłego narzekania”.

„Sekularyzacja nam trochę pomogła. Dzisiaj ludzie podejmują decyzję o swojej wierze w sposób całkowicie wolny. Nas księży to może denerwować, bo nie możemy kontrolować sytuacji i jest mniej ludzi w Kościele. Ale tak jest lepiej, bo wiara ma szansę kształtować ludzi naprawdę, tzn. w wolności” – mówił o. Zioło.

Po co nam przejścia i kryzysy w wierze? – dopytywał ks. Tykfer. „To jest kształtowanie ufności i wdzięczności. Wcześniej Bóg mógł mówić do nas przez bardzo wyraźne znaki, ale po pewnym czasie chce, aby Go szukać. W ten sposób wiara się oczyszcza. Uwalniamy się od przywiązania do rzeczy, które nas obciążają. Wiara, która się rozwija staje się czystą ufnością” – odpowiadał trapista. „Jako dominikanin jeszcze wciąż myślałem, kim mam być. I to jest naprawdę jakieś nieszczęście, jeżeli człowiek nie umie uwolnić się od swoich planów. W życiu mniszym odkryłem natomiast, że Bóg chce, żebym był małym chłopcem. Bo wtedy, gdy nim wcześniej byłem, byłem również blisko Boga. Gdy to sobie uświadomiłem, zacząłem sobie powoli odpuszczać, przestawać się naprężać z powodu tego, kim to ja mam być. I to jest droga szczęścia, i oddania Bogu” – wyznał o. Zioło, nawiązując do swojego przejścia z zakonu dominikanów do trapistów kilkanaście lat temu.

DJ