Nie dajmy sobie wmówić, że tylko silni przywódcy potrafią znaleźć odpowiedzi na skomplikowane pytania. 

To swoisty paradoks: nigdy w historii nie pojawiło się tyle koncepcji dotyczących równości i podmiotowości w zarządzaniu biznesowym, a jednocześnie w różnych dziedzinach życia świat przesuwa się w stronę „kultu silnych przywódców”. Towarzyszy temu wyraźne odchodzenie od szacunku dla reguł demokratycznych. Dodajmy, że dzieje się tak nie tylko w polityce.

Utrzymywanie takiej sytuacji pociąga wiele strat. Jedną z najpoważniejszych jest osłabienie instytucji państwa demokratycznego oraz związanego z nimi etosu służby publicznej. Mam na myśli instytucje, od których istnienia zależy stan demokracji – wybór przedstawicieli, wolne i uczciwe wybory, powszechne i bierne prawa wyborcze, wolność słowa, dostęp do informacji i wolność zrzeszania się (Robert A. Dahl). To one zapewniają równość praw, faktyczne uczestnictwo, właściwe rozeznanie, kontrolę władz i włączanie szerokich grup społecznych do obywatelskich inicjatyw. Pisząc o instytucjach nie można pominąć urzędów administracji centralnej, samorządowej, konkretnych organizacji gospodarczych i pozarządowych, a także rynku i jego granic. Instytucje opierają się na powtarzalnych czynnościach, gromadzeniu informacji i budowaniu wiedzy.

System wodzowski ma swoje oczywiste konsekwencje dla większości instytucji państwa i – co wiadomo z historii – zawsze prowadzi do nadużywania władzy i permanentnego przedefiniowywania uprawnień. Akceptacja dla personalizowania władzy państwowej emanuje na wszystkie struktury w kraju oraz na rynek. Przekłada się na sposób doboru osób pełniących funkcje kierownicze i sprzyja utożsamianiu instytucji z konkretną osobą zgodnie z mentalnością: „ja jestem instytucją”. Prowadzi to do arbitralnych decyzji, odchodzenia od procedur oraz wypracowanych wcześniej dobrych praktyk. Od tego już tylko krok do błędów, korupcji, partykularyzmów i skandali. Etos służby publicznej odchodzi wtedy do lamusa, bo służenie instytucjom poprzez dobre praktyki przestaje być społecznie i politycznie cenione. Samoograniczanie się osób sprawujących funkcje kierownicze – co w demokracji jest cnotą – w systemie „wodzowskim” staje się po prostu słabością.

Mandela czy Waszyngton to anomalia na kartach współczesnej historii. Przede wszystkim dlatego, że zdobywanie władzy drogą rewolucyjną wiązało się zwykle z potrzebą nabycia umiejętności autorytarnych i rozbudowanego machiawelizmu

Można się zastanawiać, z czego w 30 lat po zmianach politycznych w naszej części Europy (i mimo tragicznych doświadczeń totalitaryzmów XX wieku) wynikają skłonności do poszukiwania „silnych przywódców” i antydemokratycznego ducha.

Ciekawej podpowiedzi udziela psycholog polityki prof. Fathali M. Moghadam („Psychologia demokracji”), rozwijając koncepcję psychologicznych umiejętności i cech niezbędnych do bycia tzw. demokratycznym obywatelem. Dotyczą one tak jednostek jak i całych społeczności. Moghadam wymienia dziesięć cech obywatela demokratycznego:

1. Dopuszczanie do siebie, że mogę się mylić: autokrytycyzm;

2. Gotowość do podważania norm i utartych reguł: umożliwianie konstruktywnego podważania utartych reguł i „świętości” społecznych, narodowych i rodzinnych;

3. Gotowość do zmiany mojej opinii, jeśli dowody mówią co innego: związana z wysoką tolerancją radzenia sobie z wieloznacznością;

4. Potrzeba lepszego zrozumienie tych, którzy są inni ode mnie: postawa wychodzenia poza własne ograniczenia;

5. Przyjęcie założenia, że mogę się uczyć od tych, którzy są inni ode mnie (mają inne doświadczenie, pochodzenie, przekonania): postrzeganie innych jako źródła nowej wiedzy;

6. Potrzeba poszukiwania informacji oraz opinii z wielu różnorodnych źródeł: niezbędne do krytycznej analizy i budowania niezależności;

7. Potrzeba otwartości na nowe doświadczenia: aktywne poszukiwanie nowych doświadczeń; 

8. Otwartość na tworzenie nowych doświadczeń dla innych: także przez dzielenie się z innymi własnymi doświadczeniami, porażkami i sukcesami;

9. Przekonanie o istnieniu reguł dobra i zła: relatywizm moralny nie służy demokracji, istnieje niezbędna potrzeba akceptacji uniwersalności praw i godności człowieka, choćby opartych na Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka;

10. Zaakceptowanie, że nie wszystkie doświadczenia mają tę samą wartość: budowanie na bardziej wartościowych doświadczeniach i odrzucanie gorszych.

Moghadam, pisząc o „urzeczywistnionej demokracji”, pokazuje, w jaki sposób najlepiej umotywowane moralnie przewroty polityczne kończyły się niedemokratycznym sposobem sprawowania władzy przez liderów wcześniejszej opozycji. Mandela czy Waszyngton to anomalia na kartach współczesnej historii. Przede wszystkim dlatego, że zdobywanie władzy drogą rewolucyjną wiązało się zwykle z potrzebą nabycia umiejętności autorytarnych i rozbudowanego machiawelizmu. Dowodzi też, że wbrew powszechnemu przekonaniu otoczenie międzynarodowe (bywa, że wrogie nastawienie światowych potęg, konflikty globalne i wielki kapitał) nie zawsze musi sprzyjać sprawnemu upodmiotowieniu się obywateli w krajach przemian. Stosunkowo łatwo w sposób proceduralny i techniczny można utworzyć instytucje demokratyczne wskazywane przez Dahla. Znacznie trudniej jest jednak użyć ich w kierunku pożądanego włączania obywateli, uczestnictwa, faktycznej kontroli czy refleksji obywateli nad przeznaczeniem państwa.

Dlatego tak ważne stają się inwestycje oddolne w demokratyczne kompetencje obywateli – w nasze postawy, wiedzę i umiejętności. Wymagają one jednak czasu, cierpliwości i konsekwencji. Może to właśnie zaniedbania na tym polu prowadzą do widocznego sprzyjania rozwiązaniom niedemokratycznym i wierze w to, że tylko „wszechwładni” liderzy wiedzą, jak wyprowadzić świat z kryzysu.

Jedną z odpowiedzi na tak postawione wyzwanie jest inicjatywa Akademia Miasta i Państwa, realizowana przez Laboratorium „Więzi” wraz z Komitetem Dialogu Społecznego KIG. Właśnie trwa rekrutacja do tego programu. Akademia jest miejscem zdobywania wiedzy (i umiejętności) o funkcjonowaniu państwa i samorządu oraz ich instytucji zakorzenionych w Konstytucji. W połączeniu z treningami kompetencji dialogu, jakie prowadzimy, jest wyraźnym znakiem, że tylko reguły demokratyczne stwarzają optymalne warunki do rozwoju społeczeństw i poszanowania godności człowieka.