Siła Marszu Niepodległości wynika z oddolnej sprawności narodowców. Jeżeli władze spróbują zawłaszczyć ich święto, oni zbuntują się i zorganizują nowe. Jak na razie rządzący zaledwie przylepili się do Marszu. W efekcie najwyższe władze kraju – historycznej ofiary ideologicznego obłędu lat 30. – poszły na czele wielkiego nacjonalistycznego zgromadzenia.

Skorzystałem wczoraj z ustawowego dnia wolnego, ale chciałbym jeszcze wrócić do świątecznych wydarzeń i napisać kilka słów komentarza.

1. Dziesięć lat temu pisałem magisterkę o roku 1928 i ówczesnych wyborach do Sejmu (serdeczne pozdrowienia dla doktora Janusza Osicy i profesora Rafała Habielskiego!), które odbywały się dziesięć lat po odzyskaniu niepodległości. Przeczytałem dziesiątki gazet z tego okresu. Prasa była wtedy inna niż dziś. Absolutnie upartyjniona, rozpolitykowana i podzielona. Dzisiejsze spory nie mają w sobie nic z tamtego żaru. Nie znamy obecnie prawdziwych polemik. Cały spór polityczny kręcił się w tamtym czasie wokół jednego tematu – uznania zasług Józefa Piłsudskiego, a zatem opowiedzenia się za jego rządem albo przeciw niemu.

Jeśli zatem dziś świętujemy kolejną rocznicę odzyskania niepodległości podzieleni w naszym stosunku do rządu albo skłóceni, czy robimy coś niezwykłego albo szczególnie niegodnego? Czy może wpisujemy się w rodzimą tradycję i własnym życiem odgrywamy sceny rozpisane przez poprzednie pokolenia? Czy chcemy wyzwolić się z tych ram, czy nie – nie umiemy. Stajemy się arcypolscy i, nawiązując do klasyka, arcynienormalni.

2. Merytorycznie tegoroczne Święto Niepodległości wygrał Donald Tusk. Jako jedyny wygłosił przemówienie, które było o czymś (podczas Igrzysk Wolności) i udzielił dobrego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. W tych treściach widać format byłego premiera, horyzonty, w jakich operuje. Na obecnej polskiej scenie politycznej nie ma konkurencji (co nie znaczy, że jest skazany na sukces). W rozentuzjazmowanym tłumie złożył kwiaty pod pomnikiem Piłsudskiego i dał się upokorzyć władzom podczas oficjalnych obchodów. Umocnił swoich zwolenników i dał sygnał, że jest gotowy – choć nie wiemy na co.

Jedyne, co mnie zdumiało, to widok w bliskim otoczeniu Tuska sztabowca z kampanii Bronisława Komorowskiego; chłopaka, którego pamiętam z 2015 roku, gdy miał wyrysowane na twarzy: mam władzę, bo mi się należy. Osłupiałem z wrażenia, że nadal robi karierę w tym gronie i stanęły mi przed oczami wszystkie błędy Platformy (za które, rzecz jasna, sam sztabowiec nie odpowiada).

3. Wobec przewodniczącego Rady Europejskiej prezydent Andrzej Duda wypadł blado. Jedyne, co zapamiętamy z jego wystąpień, to przesłanie, że chciałby, aby w odbudowanym Pałacu Saskim Polacy mogli załatwiać swoje sprawy i że mają biało-czerwoną flagę. Przez cały okres swojej prezydentury Andrzej Duda nie wykonał żadnego gestu, abyśmy spróbowali świętować ponad podziałami. Przeciwnie: dokładał starań, by nasze podziały pogłębić.

4. Marsz Niepodległości – wielki temat, trudny do syntetycznej oceny. Byłem na nim po raz pierwszy. Chciałem wyrobić sobie własny pogląd. Myślę, że był spokojniejszy, niż to wynika z niektórych relacji. Jednocześnie nie mogę się zgodzić, że różne zachowania skandaliczne – rasistowskie, szowinistyczne, antyukraińskie hasła, wybuchy, race – że to wszystko „incydenty”. Były to mocne, stałe i spodziewane punkty Marszu, jego konstytutywne elementy. Każdy, kto uczestniczy w takim Marszu, jest świadomy, do czego dołącza i legitymizuje to.

Przysłuchiwałem się rozmowom kilku chłopaków, którzy wspominali poprzednie lata, i dla których Marsz liczy się jako prawdziwie oddolne wydarzenie, nie rozróba, ale uczczenie niepodległości, tak jak je rozumieją. Widziałem też facetów, którzy dużą karną grupą wykrzykiwali „Narodowe Siły Zbrojne – NSZ!”. W takiej chwili po prostu przechodzi człowieka strach. Czy jest mniejszy, jeśli obok przechodzi rodzina z dzieckiem? Nie.

5. Prezydencki Biało-Czerwony Marsz „Dla Ciebie Polsko” jedni traktują jako część Marszu Niepodległości, inni jako odrębne państwowe wydarzenie. Faktycznie, i prezydent, i organizatorzy Marszu Niepodległości zapraszali wspólnie na rondo Dmowskiego. A gdy ktoś tam przyszedł i został tam do 14:30, to już siłą rzeczy szedł z Marszem Niepodległości, a nie z prezydentem, bo to wynikało z logistyki. Nie było oczywiste, jak znaleźć się w części państwowej.

Ja zacząłem od ronda, potem od ulicy Brackiej dołączyłem do biało-czerwonych, na koniec pod Stadionem Narodowym czekałem na Marsz i obserwowałem go. Wszystko to było w sumie ciekawe, nieoczywiste, i nic dziwnego że wywołuje różne komentarze. Przebieg tego wydarzenia nie sugeruje moim zdaniem, że polskie władze odniosły organizacyjny sukces (trudno też powiedzieć, czy imponująca liczba uczestników wynika z zaproszenia prezydenta, aktywności narodowców, czy z wyjątkowości rocznicy).

Gdy prezydencki pochód zbliżał się do ronda Waszyngtona, na sygnał wszyscy ważni politycy schowali się w podstawionych limuzynach i odjechali. Biało-czerwoni nie mieli żadnej puenty swojego spotkania, zostali doprowadzeni na drugi brzeg Wisły, widząc za plecami niebo czerwone od rac. Wiele osób się rozeszło. Mając w pamięci ten obraz, trudno poważnie traktować opinie, według których władze przejęły Marsz Niepodległości albo są do tego zdolne.

Siła Marszu wynika z oddolnej sprawności narodowców. Jeżeli władze spróbują zawłaszczyć ich święto, oni zbuntują się i zorganizują nowe. Warto poczytać, co sami piszą w swoich społecznościach i sprawdzić ich stosunek do polityków – wtedy wszystko staje się jasne. Jak na razie rządzący zaledwie przylepili się do Marszu, a efekt jest taki, że polska i międzynarodowa opinia publiczna zobaczyły najwyższe władze kraju – historycznej ofiary ideologicznego obłędu lat 30. – idące na czele wielkiego nacjonalistycznego zgromadzenia.

6. Kościół okazał się niezwykle zachowawczy. List pasterski Konferencji Episkopatu Polski z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości to zmarnowana okazja, by powiedzieć społeczeństwu coś ważnego (więcej na ten temat pisałem w Newsweek.pl). Niewiele powiedział także przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki podczas Mszy w Świątyni Opatrzności z udziałem władz państwowych. Czuję tym większe rozczarowanie, że kościelni hierarchowie mówili w ostatnich latach sporo ważnego. Choćby wydali dokument „Chrześcijański kształt patriotyzmu”, w którym jasno powiedzieli, że nacjonalizm jest postawą niechrześcijańską.

7. To może błahe, ale moim zdaniem jest organizacyjnym skandalem, że nikt nie wyczyścił z ptasich odchodów pomnika Józefa Piłsudskiego na czas rocznicy. Zbliżenia telewizyjnych kamer na zabrudzony pomnik podczas składania kwiatów przez prezydenta odsłoniły nasze groteskowe rozumienie szacunku dla własnej historii i jej symboli.