Młodzi duchowni mówią często per „córko” do wszystkich kobiet, nawet tych, które mogłyby być ich matkami. Skoro księża w sposób naturalny wchodzą w rolę duchowych ojców, może powinni uzyskiwać „prawo wykonywania zawodu” w wieku nieco poważniejszym niż 25 lat?

Przy okazji kolejnych sporów dotyczących polskiego Sądu Najwyższego uświadomiłem sobie, że w moim wieku – nawet gdybym został wybitnym prawnikiem – nie mógłbym objąć urzędu sędziego zasiadającego w tej szacownej instytucji. W Kościele jest inaczej: już od dwunastu lat mógłbym być księdzem, który ma „władzę odpuszczania grzechów”.

Do Sądu Najwyższego się nie wybieram. Od lat zajmuję się co prawda teorią prawa, ale moje wykształcenie oparte jest na naukach społecznych, a nie prawnych. Do seminarium również nie planuję wstąpić; zresztą mam żonę i córki. Debaty dotyczące Kościoła i sądownictwa pokazują, że przygotowanie merytoryczne oraz dojrzałość życiowa człowieka wypełniającego funkcję sędziego lub kapłana mają duże znaczenie. To właśnie dzięki nim ma on możliwość rzetelnego i mądrego odniesienia się do problemów, jakie nieuchronnie pojawiają się w praktyce przedstawicieli wspomnianych profesji. Sytuacja księży jest szczególna. Młodzi mężczyźni, którzy zostają księżmi, już w wieku 25 lat wchodzą do zawodu wyjątkowego zaufania. Być może „uprawnienia” te otrzymują zbyt wcześnie? Właśnie nad tym problemem zatrzymam się nieco dłużej.

Może konieczne jest podwyższenie minimalnej granicy wiekowej pozwalającej na wstąpienie do seminarium/zakonu oraz otrzymanie święceń?

Pomoże mi w tym nieoceniony Clint Eastwood. Dokładnie dekadę temu premierę miał film „Gran Torino”. Obsypany nagrodami obraz w bardzo prosty, a jednocześnie genialny sposób pokazuje, jak człowiek może zmienić się na lepsze i nie jest w tym przeszkodą nawet pesel. Eastwood gra gnuśnego i niesympatycznego Walta Kowalskiego, który ma wyraźny problem w relacjach interpersonalnych. Doświadcza tego młody ksiądz, ojciec Janovich. W jednej ze scen mówi, że zmarła żona Kowalskiego prosiła go, by objął on duchową opieką jej męża. Ten, słysząc to, stwierdza, że młody kapłan jest „przemądrzałym 27-letnim prawiczkiem pocieszającym przesądne staruszki, obiecując im życie wieczne”. Pod koniec filmu duchowny przyznaje, że Kowalski miał rację. „Dopóki go nie poznałem, nie miałem pojęcia ani o życiu, ani o śmierci” – mówi.

Młody ksiądz a stary

Przywołany dialog rezonował we mnie przez pewien czas. Janovich podchodził bowiem do kilkadziesiąt lat starszego od siebie Kowalskiego w taki sposób, jakby ten był nie tylko jego parafianinem, ale wręcz synem. Podobne sceny obserwowaliśmy w polskim serialu „Ranczo”. Kolejni wikarzy na parafii księdza (biskupa) mówią często „per córko” do wszystkich kobiet, nawet tych, które mogłyby być ich matkami. Skoro księża w sposób naturalny wchodzą w rolę duchowych ojców, może powinni uzyskiwać „prawo wykonywania zawodu” w wieku nieco poważniejszym niż 25 lat?

Wiele lat temu miałem okazję czytać książkę bp. Kazimierza Romaniuka „Listy do kleryka”. W kolejnych krótkich opowieściach biskup przygotowywał młodego kleryka do święceń. Gdy wspominam tę lekturę, nagle przed oczami staje mi pewna postać. Młody chłopak, najczęściej tuż po maturze, dokonuje rozeznania. Słyszy w sercu: „Pójdź za mną!”. Po wielu rozmowach i modlitwach w końcu się decyduje. Zostaje alumnem seminarium. Na roku ma podobnych dżentelmenów do siebie. Nawiązują się znajomości. Codzienne modlitwy, studia, rozmowy o Kościele, księżach, biskupach, kuriach itd. Przez kolejne sześć lat będzie w towarzystwie kleryków zdobywać wiedzę od swoich starszych kolegów i wychowawców, w większości księży (w Łodzi na 48 wykładowców tylko 8 to osoby świeckie, w większości to lektorzy języków obcych). Będzie uczony postaw, nie tylko tych modlitewnych. Wchłonie specyficzny język filozofii i teologii. Nauczy się chodzić w sutannie. Po święceniach trafi na pierwszą parafię.

Założenie stroju duchownego/zakonnego nie jest w stanie anulować myśli, wyobrażeń czy pragnień młodego mężczyzny

I teraz wyobraźmy sobie taką sytuację: do spowiedzi przyjdzie kobieta, która opowie mu, że jest regularnie bita przez partnera, wspomni, że dokonała aborcji, bo bała się powiedzieć, że zaszła w ciążę. Czy będzie przygotowany na takie wyznanie? Co jej powie? Czym ją umocni, pamiętając jeszcze atmosferę seminarium?

Powołanie do…

Nie chcę podważać czyjegokolwiek powołania. Ani polemizować z głosem Boga, który „nie tyle powołuje uzdolnionych, ile uzdalnia powołanych”, jak się zwykło mówić w ruchu oazowym. Sam – jeżdżąc na rekolekcje od blisko 15 lat – spotykam coraz częściej kapłanów młodszych od siebie. W ostatnim czasie rekolekcjonista był w wieku moich studentów. Jego dojrzałość duchowa powodowała, że czułem się bezpiecznie.

Zastanawiam się jednak czy – odmieniany ostatnio przez wszystkie przypadki – „kościelny kryzys” nie ma podłoża socjodemograficznego. Bo – uczciwie rzecz ujmując – mury seminarium duchownego przekracza najczęściej człowiek, który dopiero co postawił pierwszy krok w dorosłość. Czy był wcześniej zakochany? Ile poznał z życia? Każdy, kto słuchał znanego świadectwa, jakie kilka lat temu wygłosił do studentów o. Adam Szustak, wie, że klerycy mają z tymi pytaniami problem. Założenie stroju duchownego/zakonnego nie jest w stanie anulować myśli, wyobrażeń czy pragnień. Niestety, w seminarium młody mężczyzna dzieli się nimi z osobą, która znajduje się w dokładnie takiej samej sytuacji emocjonalnej. Różni ich tylko wiek.

Jaki celibat?

Moje refleksje nie zmierzają w stronę postulowania zniesienia celibatu. Zasada bezżenności dla Królestwa Niebieskiego w mojej ocenie nadal ma wielki sens. Czy teologiczny? Nie wiem. Z całą pewnością modyfikacja w tym zakresie wymagałaby całkowitej zmiany nie tylko sposobu myślenia, ale również organizacji zwykłych parafii. Pilniejsza, choć równie poważna, jest moim zdaniem zmiana w sposobie edukacji przyszłych księży.

Żyjemy dziś w społeczeństwie wiedzy i obrazu. Informacja jest na wyciągnięcie ręki. Dyskusja to zjawisko naturalne. Naturalnym jest również to, że wspomniany obraz zdominował nasze życie. Słusznie wskazuje się na przykład na plagę pornografii. Część seminarzystów pierwszych lat seminarium z całą pewnością miała kontakt z pornografią internetową, np. w gimnazjum lub liceum. Jak wpłynie ona na przeżywanie przez nich seksualności, nad którą będą uczyli się panować? Czy mają z nią nadal kontakt, korzystając z telefonu? Pytania te mają szczególne znaczenie w odniesieniu właśnie do młodych mężczyzn, którzy de facto wkraczają w dorosłość. Wielokrotnie będą do nich trafiać osoby, które odczuwać będą konkretne problemy związane z przeżywaniem własnej seksualności. Kluczowe tutaj staje się – jak mawiają terapeuci – przepracowanie przez młodego kapłana osobistego podejścia do sfery erotycznej. Obecnie przyjęty model zakłada, że absolwent liceum po kilku latach w istocie izolacyjnej formacji wkracza do świata. W podobnej formule bardzo często tematy takie jak: własna seksualność, relacja z kobietami czy reakcja na coraz powszechniejszą nagość nie są osobiście zdiagnozowane lub wewnętrznie poukładane.

Czy na poziomie diecezji nie powinno być obowiązkowej przerwy dla kleryków w studiach?

Wszem i wobec dyskutujemy, jak edukować lekarzy, terapeutów bądź sędziów. Na przykład dentysta przez pierwsze lata nie może sam prowadzić gabinetu. Musi kontrolować go ktoś bardziej doświadczony. W wypadku kapłanów nie mówimy o terapeutach. Tutaj nie będzie superwizji. Czy jednak, mając zaledwie ćwierć wieku, potrafię ocenić dobro i zło? Kapłan posiada szczególną moc Ducha Świętego. Nie polemizuję z nią. Zastanawiam się tylko, czy w tak młodym wieku zawsze będzie potrafił z Nią współpracować? W wielu przypadkach może to być niemożliwe. Młody kapłan nie będzie miał bowiem możliwości odniesienia się do doświadczenia życiowego. Papież Franciszek, opowiadając o szczególnej roli i pozycji rodziców względem dzieci, podkreśla, że mają oni prawo popełniać błędy. To pomyłki i potknięcia nas wzmacniają. Podobnie jest z kapłanami.

Młodzi neoprezbiterzy najczęściej nie mają tej perspektywy. Formowani są w bezpiecznym, nadal hermetycznym formacie. Oczywiście biorą udział w spotkaniach, rekolekcjach, wyjazdach itd. Jako młodzieńcy obserwują jednak podobne inicjatywy, będąc częścią konkretnej instytucji, która dominuje w ich życiu, więcej – to ona ich kształtuje w sposób często całkowicie nieadekwatny do współczesności, czego dowodem są młodzi panowie używający zwrotów zrozumiałych tylko dla bywalców kurialnych korytarzy.

Czy na poziomie diecezji nie powinno być obowiązkowej przerwy dla kleryków w studiach? Salezjanie mają dwa lata asystentury, kiedy żyją wśród ludzi, a nie wyłącznie wśród braci. Przerwa jest nie tylko doskonałą praktyką zawodu, ale także okazją do rewizji własnego powołania. Być może konieczne jest podwyższenie minimalnej granicy wiekowej pozwalającej na wstąpienie do seminarium/zakonu oraz otrzymanie święceń? Jezuici znani są z praktyki przyjmowania do własnego zgromadzenia osób, które już zakończyły pierwsze studia. Ma to znaczenie nie tylko cenne dla formacji intelektualnej. Mężczyźni ci często doskonale wiedzą, czym jest zakochanie, utrata ukochanej osoby bądź zerwanie zaręczyn. Nie są teoretykami relacji międzyludzkich, ale doświadczonymi praktykami.

Kapłan może być wspaniałym ojcem dla osób pragnących bliskości z Bogiem. Ojcostwa nie można jednak udawać. Ani tego biologicznego, ani tego duchowego…