Tylko pozornie między innowacyjnością Izraela a jego geografią nie ma żadnego związku.

„Izrael krajem startupów” – słychać na co drugim kroku w centrum Tel Awiwu. „Na amerykańskim indeksie giełdowym liczba izraelskich startupów ustępuje jedynie kalifornijskim…”, „Maleńki Izrael ma więcej startupów niż cała Unia Europejska…”, „Finansowanie startupów per capita w Izraelu jest najwyższe na świecie…” – to kolejne, często słyszane wypowiedzi, zazwyczaj poprzedzone wypowiadanym od niechcenia: „Pewnie już wiecie, że…”.

Z czego wynika ta kwitnąca innowacyjność w kraju przytulonym czułym, choć nieco wymuszonym przez przygniatającą bliskość arabskich sąsiadów, uściskiem do wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego? W kraju, który – mówią niektórzy jego mieszkańcy – nie jest nawet miejscem, tylko co najwyżej skrzyżowaniem-bramą między Europą, Azją i Afryką (swoją drogą, mają rację – przez Izrael przebiega wielka płyta tektoniczna oddzielająca Afrykę od Eurazji)? W kraju, którego rytm nowożytnej historii wyznaczają kolejne wojny, konflikty i powstania?

Tylko pozornie między innowacyjnością a geografią – i częściowo wynikającymi z niej konfliktami – nie ma żadnego związku. Na przykład Watergen wymyślił żołnierz drugiej wojny libańskiej z 2006 r. Problemy aprowizacyjne jednostek frontowych były wówczas szczególnie uporczywe ze względu na trudności w dostarczaniu wody – Izrael jest w 60 procentach położony na terenach pustynnych. Pomysłodawca postanowił więc użyć technologii znanej z klimatyzatorów i wykorzystać wilgotność powietrza do „produkcji” wody. Ponieważ urządzenie może być dzisiaj zasilanie bateriami słonecznymi, pozwala ono „produkować” wodę bez użycia elektryczności. W oparciu o Watergen powstały już plany tworzenia całkowicie niezależnych od zewnętrznego ujęcia wody budynków.

Zikit wymyśliła z kolei była pilotka izraelskich sił powietrznych. Trójwymiarowe mapowanie terenu w izraelskich samolotach zainspirowało ją do stworzenia aplikacji mapującej ludzkie ciało w 3D, po to, by kupujący w internecie mogli korzystać z wirtualnych przymierzalni ubrań. Po co specjalnie jechać do sklepu przed zakupem sukienki, skoro możną ja przymierzyć cyfrowo w Zikit? Kolejna inicjatywa – również czerpiąca z wojskowych inspiracji – pomaga osobom niewidomym i niedowidzącym. Orcam pełni funkcję zewnętrznego oka. Nie tylko odczytuje napisy szyldów sklepów, numery i trasę autobusów, ale rozpoznaje również płeć, twarz, zapamiętuje imiona i charakterystykę ludzi.

Ale wojsko nie tylko inspiruje. W Izraelu mówi się, że „każdy zna każdego”. Obowiązkowa służba wojskowa – dla kobiet dwuletnia, dla mężczyzn o rok dłuższa – w kraju liczącym niespełna dziewięć milionów obywateli, to czas poznawania różnych części kraju i jego mieszkańców. Zróżnicowanie etniczne i kulturowe Izraela może szczerze zadziwić turystę, tak jak zadziwia nastolatków idących do wojska. Dla osób z mniejszościowych grup etnicznych wojsko staje się więc przestrzenią emancypacji, zrównuje ich z pozostałymi obywatelami Izraela i daje podobne przeszkolenie. Państwo chętnie korzysta z okazji do wzmacniania narodowej wspólnoty – młody człowiek podczas służby wojskowej powinien przede wszystkim zdać sobie sprawę, że jego zadaniem jest niedopuszczenie do kolejnego Holokaustu. Ataki jak ten w Pittsburghu tylko wzmacniają tę narrację, nawet jeśli jako potencjalnych sprawców mordów państwo widzi przede wszystkim Arabów.

Wojsko to również okazja do zdobycia znajomości. Izraelczycy mówią o tym, że dobra postawa podczas służby wojskowej jest nagradzana szerszymi perspektywami kariery zawodowej. Zdobycie znajomości w wojsku po prostu popłaca. Do legendy przeszła elitarna jednostka 8200 izraelskiego wywiadu wojskowego. Jej absolwenci zazwyczaj mogą liczyć na świetną karierę, rekrutuje się z niej również liczne grono startupowych przedsiębiorców.

Wojskowi mają także wielki wpływ na sytuację polityczną kraju. Były naczelny dowódca sił  wojskowych Izraela często angażuje się w politykę – i to z powodzeniem. Lewica mogła w ostatnich dekadach zdobyć władzę jedynie wtedy, gdy pozyskiwała do swoich szeregów byłego szefa sztabu generalnego Sił Obronnych Izraela.

Jest jeszcze jedna rzecz, która łączy sektor startupowy z wojskowością. To niedoreprezentowanie w nim kobiet, Arabów i ortodoksyjnych Żydów. Kobiety co prawda służą w wojsku, ale krócej i raczej nie na najwyższych stanowiskach – żadna nigdy nie stała na czele wojsk izraelskich. Arabowie teoretycznie nie są zwolnieni ze służby wojskowej, ale praktycznie nie są do niej powoływani. Skrajni ortodoksi odrzucają wojskowość, podobnie jak odrzucają świeckie podstawy państwa Izrael (choć oczywiście robią to roztropnie – odrzucając państwo, nie odrzucają uczestnictwa w jego życiu politycznym).

Oznacza to, że powyższe grupy są, przynajmniej częściowo, strukturalnie wykluczone z budowania wspólnoty narodowej. Czy pozostali Izraelczycy są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy? „Nie chcemy iść do armii. Ale czy mamy jakiś wybór?” – pytają retorycznie ci, którzy przez nią przeszli.