Nie wolno tolerować tego, że polscy pogrobowcy faszyzmu sięgają po tradycję, z którą nie mają nic wspólnego – mówi prof. Karol Modzelewski w rozmowie z miesięcznikiem „Pismo”.

Z prof. Karolem Modzelewskim rozmawia Kalina Błażejowska. Wywiad ukazał się w listopadowym wydaniu miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii”.

Rozmowa dotyczy stulecia polskiej niepodległości. Jak zaznacza profesor, „trzeba wreszcie odebrać to święto [11 listopada] organizacjom faszyzującym i faszystowskim. To aberracja, horrendalne kłamstwo, od którego każdemu historykowi powinny włosy na głowie stanąć dęba i osiwieć”. „Przypomnę, że dzień powrotu Piłsudskiego z Magdeburga był świętem sanacji, nie endecji. I w żadnym wypadku nie przedwojennego ONR, który został przez Piłsudskiego zdelegalizowany” – mówi Modzelewski. „Nie chcę zresztą nic ujmować międzywojennym endekom – było tam bardzo wielu przyzwoitych ludzi. Za to w ONR było ich bardzo niewielu, jeżeli w ogóle jacyś. Nie wolno tolerować tego, że polscy pogrobowcy faszyzmu sięgają po tradycję, z którą nie mają nic wspólnego” – dodaje.

Historyk przypomniał, że pierwszy rząd Niepodległej był rządem lewicowym. „Jeśli ktoś ma prawo do tego święta, to socjaliści. Tylko gdzie pani ma tych socjalistów? Właściwie to ja powinienem ich reprezentować, ale czuję się trochę samotnie w tej roli” – zaznacza.

Gdzie jest Polska sto lat po odzyskaniu niepodległości? W jakim dziejowym miejscu? – pyta Błażejowska. „W fatalnym. Jesteśmy w punkcie rozstawania się, rozdarcia z Europą, która była… naszym umocowaniem wobec niebezpieczeństwa ze Wschodu” – odpowiada Modzelewski. Jak zauważa, tendencja polskiego rządu do odwracania się od Europy „nas osłabia i tym samym wprowadza w rosyjskie sidła”.

Według profesora, jeśli chcemy wyjść z sytuacji, w której znaleźliśmy się po dojściu PiS-u do władzy, „to nie możemy się ograniczać do deklamacji o zagrożonej demokracji, zrozumiałej tylko dla wielkomiejskich inteligentów”. „Jedyną szansą jest odbudowa kontaktu z tą częścią społeczeństwa, która głosuje na PiS, ponieważ czuje się odrzucona przez Trzecią Rzeczpospolitą” – podkreśla.

Mówiąc z kolei o narodowej dumie i narodowym wstydzie, Modzelewski wyraża przekonanie, że „taki wstyd jest objawem uczuć patriotycznych”. „Jeśli uwiera mnie coś, co uczynili Polacy, to znaczy, że łączy mnie z nimi więź. Gdyby oni nie byli moi, to ja bym może ich zachowaniem gardził, może bym potępiał, ale bym się nie wstydził. Za rodaków wstydzi się tylko patriota” – wyjaśnia.

DJ