Ciekawe, jak nas widzą i co (jeśli w ogóle) o nas myślą w różnych odległych krajach świata w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. W takich krajach, gdzie Polska kojarzy się ewentualnie tylko z nazwiskiem Lecha Wałęsy. Czy sami wiemy, co chcielibyśmy o sobie opowiedzieć z okazji naszego wspaniałego (choć zaprawionego goryczą) święta? Popuściłem wodze fantazji i wyobraziłem sobie, że jestem ambasadorem w jakimś egzotycznym, dalekim kraju, powiedzmy w Urugwaju, i zapraszają mnie do tamtejszej telewizji. Oto co bym powiedział…

Gdy Polska, państwo suwerenne i demokratyczne, wchodzące w skład Unii Europejskiej, niestały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, obchodzi w tych dniach stulecie odzyskania niepodległości w 1918 roku, warto przypomnieć hasło stanowiące przez ostatnie dwa wieki jakby motto narodowe Polaków. Brzmi ono: „Za naszą i waszą wolność”. 

Hasło to pojawiło się po raz pierwszy na polskich sztandarach podczas powstania listopadowego w roku 1831. Rzeczpospolita, chlubiąca się swoim wolnościowym ustrojem zwanym demokracją szlachecką, upadła w końcu XVIII wieku i znikła z mapy Europy, podzielona między trzech zaborców: Prusy, Austrię i Rosję. Polacy w zaborze rosyjskim w roku 1830 podjęli walkę z Rosją, a hasło „Za naszą i waszą wolność” miało wymownie znaczyć, że celem powstania nie jest walka przeciw Rosjanom, lecz tylko przeciw carskiemu despotyzmowi, który gnębił nie tylko inne narody, w tym polski, ale także swój własny naród rosyjski. Świeża była jeszcze pamięć po krwawo stłumionym przez carat powstaniu dekabrystów.

Wiek XIX to były czasy ruchów wolnościowych i demokratycznych w całej Europie. Wybuchły one z wielką siłą w wielu krajach w roku 1848, co przeszło do historii pod nazwą Wiosna Ludów. Polacy znów zerwali się wtedy do walki o wolność, tym razem w zaborze pruskim, a chociaż zostali pokonani, zdobyli się na solidarność z Węgrami. Polski generał Józef Bem objął dowodzenie powstańczą armią węgierską walczącą przeciwko jednemu z zaborców Polski – Austrii, której z militarną pomocą pospieszył inny zaborca, carska Rosja, największy wróg Polaków. Powstanie węgierskie zakończyło się wprawdzie klęską, a Józef Bem musiał schronić się w Turcji, gdzie notabene przeszedł na islam, ale wspólna walka z Austrią i Rosją scementowała przyjaźń Polaków i Węgrów. I kiedy w ponad sto lat później, w październiku 1956 roku, wojska sowieckie krwawo stłumiły antykomunistyczne powstanie węgierskie, czołgami najeżdżając na bezbronny Budapeszt, Polacy masowo zbierali pieniądze i oddawali krew dla poszkodowanych braci Węgrów.

Hasło „Za naszą i waszą wolność”, wypisane na polskich sztandarach, znalazło też swoje potwierdzenie podczas drugiej wojny światowej, gdy Polacy, napadnięci we wrześniu 1939 roku z dwóch stron przez wrogie potęgi – nazistowskie Niemcy i stalinowski Związek Sowiecki, i niestety pozostawieni swemu losowi przez zachodnich sojuszników – Anglię i Francję, podjęli potem na wielu frontach walkę z Hitlerem, u boku aliantów. Znany jest bohaterski i skuteczny udział polskich dywizjonów lotniczych w Bitwie o Anglię w roku 1940, udział polskich żołnierzy w walkach pod Narwikiem, pod Tobrukiem w północnej Afryce, wreszcie w inwazji na Włochy, ze słynną bitwą pod Monte Cassino w roku 1944, kiedy to dopiero Polacy pod wodzą generała Władysława Andersa bohaterskim szturmem zdobyli klasztor benedyktynów zamieniony przez Niemców w twierdzę, co utorowało aliantom drogę na Rzym i umożliwiło wyzwolenie Włoch. Polacy szli odważnie na śmierć, z hasłem „Za naszą i waszą wolność”. Niestety, zakończenie wojny w 1945 roku i zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami, do którego tak bardzo Polacy się przyczynili, nie przyniosło Polsce wolności, lecz kolejne zniewolenie – tym razem przez sowiecki komunizm. Aż na ponad 40 lat. 

I oto w sierpniu 1980 roku polscy robotnicy i działacze opozycji demokratycznej pod charyzmatycznym przywództwem Lecha Wałęsy, podejmują strajk okupacyjny w Stoczni Gdańskiej, zmuszając reżim komunistyczny do zgody na utworzenie niezależnego od władz związku zawodowego Solidarność. W komunistycznym systemie totalitarnym oznaczało to bezprecedensowy wyłom. Do ruchu Solidarność w krótkim czasie zapisało się 10 milionów Polaków. A na pierwszym ogólnokrajowym zjeździe delegatów we wrześniu 1981 roku uchwalono Przesłanie do narodów Europy Środkowo-Wschodniej (zdominowanej przez Związek Sowiecki), wzywając je do walki o swoje prawa. Borykający się z kryzysem gospodarczym reżim próbował jeszcze zdusić pokojową rewolucję, wprowadzając stan wojenny 13 grudnia 1981 roku, ale na próżno. 

W roku 1989, który przez współczesnych historyków nazywany bywa z kolei Jesienią Ludów (przez analogię do Wiosny Ludów), komuniści w Polsce zdecydowali się zasiąść z opozycją do „okrągłego stołu” i w rezultacie ogłoszonych pół-demokratycznych wyborów, które przegrali z kretesem, oddali władzę. Bardzo szybko za przykładem Polski poszły inne kraje, na zasadzie domina. Doszło do zburzenia haniebnego muru berlińskiego, do zjednoczenia Niemiec, do rozpadu Związku Sowieckiego. 

Ruch Solidarność to było bodaj największe w historii urzeczywistnienie polskiego hasła „Za naszą i waszą wolność” – a zwycięstwo nad despotyzmem było tym większe, że dokonało się bez użycia przemocy, lecz na drodze pokojowej, non violence, bez przelewu krwi. Polacy, świętując dzisiaj stulecie odzyskania niepodległości, mogą więc wspominać z wdzięcznością nie tylko tych, którzy przelewali krew za wolność „naszą i waszą”, ale także tych, którzy tej wielkiej sprawie przysłużyli się swoją pracą i twórczością, myśleniem politycznym i mądrym czynem. Wśród ich imion nie może zabraknąć legendarnego przywódcy Solidarności, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, Lecha Wałęsy.