Żyć i nie bać się żyć to dla chrześcijanina postawa, która wynika nie z lekceważenia szatana, ale z pewności dokonanego przez Chrystusa zbawienia. Zrzucanie z siebie na szatana wszelkiej odpowiedzialności za zło nie jest dobrą strategią – mówi ks. Grzegorz Strzelczyk.

Rozmowa ukazała się w książce Tomasza Ponikły „Szachy ze Złym.

Tomasz Ponikło: Umiemy opowiedzieć historię zbawienia, która jest historią ludzi i Boga. Gdzieś w tle majaczy niewyraźna postać, raczej ukryta, choć stale obecna. Czy umiemy odtworzyć biografię szatana?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Szatan to także część historii zbawienia. Na jej początku jest stworzenie: najpierw wyłaniają się wolne byty duchowe inne od człowieka, anioły. Mało co o nich wiemy, a Objawienie nie wychodzi naprzeciw naszej ciekawości. Czy zresztą nie należy domniemywać, że oprócz człowieka Bóg stworzył inne byty rozumne i wolne? To istotna korekta szaleńczego dziś antropocentryzmu filozoficzno-teologicznego.

Stoimy w rozkroku: jedną skrajnością jest liberalna teologia, która twierdzi, że aniołowie są tylko personifikacjami Boga, a demony – ludzkiego grzechu. Drugą są niektóre „objawienia” prywatne, w których z imienia występują tabuny aniołów. Ta rozpiętość poglądów jest możliwa ze względu na skromność danych biblijnych. Z tradycji wynika jednak przekonanie, że szatan nie został stworzony jako zły. Złym stał się decyzją własnej wolnej woli. To sprawa fundamentalna, bo oznacza, że pierwsza poważna turbulencja w historii zbawienia nie dotyczy człowieka – i że naznaczenie świata złem nie jest efektem wyłącznie wolności człowieka.

Ale jednak efektem czyjejś wolności, a nie Bożego zamierzenia? Wizja odwiecznej dialektyki dobra i zła, konkurencji tych sił, konieczności ich współistnienia, jest fałszywa?

– Chrześcijaństwo właściwie od samego początku musiało się mierzyć z takimi dialektycznymi opisami rzeczywistości – choćby gnostyckiej czy manichejskiej proweniencji – jednak konsekwentnie je odrzucało. Idea stworzenia i refren, że wszystko, co Bóg stworzył, było dobre, powtarzający się w opisie Księgi Rodzaju jasno wyznaczał perspektywę. Nie ma równoważnych sił dobra i zła. Bóg zła nie chce. Ono jest defektem, który w szerokim planie zostaje dopuszczony jako krańcowa możliwość wolności stworzeń. Ale nic ponad to.

Kim w Bożym planie są aniołowie?

– Jeśli iść konsekwentnie za rozpropagowaną przez Augustyna intuicją, iż słowo „anioł” oznacza w istocie funkcję, a nie tożsamość, to odpowiedź narzuca się sama – to urząd pocztowy i firma kurierska Najwyższego. Chodzi o istoty wspomagające – od strony stworzenia – komunikację pomiędzy Bogiem a resztą stworzeń – zwłaszcza tych materialnych.

Jeżeli Bóg powołał przed człowiekiem aniołów, czy wiemy, jaki był Jego pomysł na świat? Bo przecież w takim razie nie mówimy od razu o historii zbawienia, ale po prostu o jakiejś historii?

Trzeba pamiętać, że gdy mówimy historia „zbawienia”, to od razu implikujemy grzech stworzeń. Historia, której Bóg chce, to historia bez grzechu, a więc i bez tego określenia. Niestety zupełnie nie znamy tej wersji dziejów, której Bóg rzeczywiście chce. Grzech naznaczył je od samego początku, zatem ludzka historia de facto, poza króciutkim momentem początków, jest już zawsze historią zbawienia…

Dlaczego część aniołów odwróciła się od Boga?

– Biblia na to nie odpowiada, próbują to robić apokryfy czy Ojcowie Kościoła. Jeden ze scenariuszy związany jest z rolą, jaką Bóg miał przeznaczyć tym bytom w dziejach świata, a mianowicie służbą człowiekowi. Czemu właściwie miałyby służyć istotom mniej doskonałym od siebie? Bunt szatana byłby więc związany z decyzją „nie będę służyć” – człowiekowi, a zatem Bogu, który tej służby wymagał. Ale to nie dogmat, tylko domniemanie. Na pewno wiemy natomiast o diabłach, że są dobrzy z natury, bo stworzeni. Dlatego też są istotami w absolutnej sprzeczności. W znacznie większej, niż może być człowiek, kiedy odwraca się od Boga i ludzi. Ale – to kolejna intuicja – człowiek jest związany czasem, więc może swoje decyzje zmieniać. W przypadku istot duchowych może być tak, że decyzja jest jedna, nieodwracalna. Próby wyjaśnienia tego założenia były różne: np. że istoty duchowe uczestniczą w bezczasowości, czyli moment stworzenia jest tym samym, w którym dokonuje się decyzja, więc nie można jej zmienić ze względu na metafizyczny stan bytu.

Próbujemy projektować naszą sytuację na sytuację aniołów. Ale czy Bóg stosuje wobec nich te same miary, które stosuje do nas?

Jednak od takich rozważań ważniejsze jest przekonanie, że szatan tkwi w decyzji odwrócenia się od Boga. Oczywiście także w tym przekonaniu mamy wyłom: nauka o apokatastazie, która w radykalnych wersjach obejmuje także nadzieję na nawrócenie demonów (to spojrzenie na pograniczu herezji).

Nieodwracalność decyzji istot duchowych nie odpowiada wyobrażeniu o Bożym miłosierdziu.

– Próbujemy tu projektować naszą sytuację na sytuację aniołów. Ale czy Bóg stosuje wobec nich te same miary, które stosuje do nas? Nie mamy odpowiedzi na to pytanie, tak samo jak nie wiemy, co „czuje” Bóg w przypadku ewentualnego potępienia człowieka: jedno z Jego umiłowanych stworzeń znajduje się w stanie, którego On nie zamierzał…

Jest sens stawiać pytanie o zbawienie szatana?

– Nie da się od niego uciec, bo to w istocie pytanie o Boga. Stawiając je, pokorniejemy teologicznie. I bądźmy szczerzy: zbawienie szatana jako takie nas nie interesuje, zwłaszcza że mamy mu sporo za złe. Obchodzi nas piekło i wieczność odwrócenia się złych duchów, bo chcemy zrozumieć Boga. Jak – jeśli w ogóle – Bóg reaguje, kiedy stworzenie się od Niego odwraca? Wpatrujemy się w krzyż Chrystusa, ale dalej mamy kłopot z pogodzeniem miłości i potępienia. Szukamy więc rozwiązania, chroniącego naszą antropomorficzną wizję Boga. I próbujemy ją ocalić wyciągając potępionych i szatana z piekła. Ale może od strony Boga to wygląda jednak jakoś inaczej? Coś mi mówi, że On sobie poradzi z tym na własny sposób.

Bywamy ślepi na jedno oko: nie ma piekła, nie ma szatana.

– A co, jeśli są? Łatwo tu o utratę równowagi. Tak jak na Zachodzie, gdzie przez dziesięciolecia właściwie nie powoływano egzorcystów. A teraz zgodnie z efektem wahadła pewne środowiska katolickie widzą tabuny diabłów na główce każdej szpilki.

A nie jest tak, że każdy ma swojego anioła stróża i kuszącego go diabła? Wtedy co najmniej siedem miliardów złych duchów byłoby z nami na Ziemi.

– Doświadczenie Kościoła doprowadziło do odkrycia „aniołów stróżów”. Ale to nie pociąga za sobą z konieczności symetrii – i jeśli nawet w popularnych wyobrażeniach pojawia się czasem obraz dobrego i złego anioła siedzących na dwóch ramionach człowieka i podpowiadających przeciwne rozwiązania, to jednak w oficjalnym nauczaniu wątek negatywnego odpowiednika anioła stróża nie występuje. I znowu wracamy do podstawowej intuicji, że nie ma w istocie w świecie symetrii dobra i zła!

Co oznacza katechizmowe określenie, że diabeł jest bytem osobowym? I czy jako osobę spotykamy go gdzieś w Biblii?

– Jest „kimś”. Myślimy tu w kategoriach relacyjnych. Jesteśmy nieustannie „w relacji do” – Boga, innych ludzi, siebie. Relacje Boga i szatana trwają, bo diabeł wciąż jest przez Boga miłowany. I wciąż ma tego dojmującą świadomość, zapewne większą niż jakikolwiek człowiek. Jednocześnie tej relacji absolutnie nie chce. Co prawdopodobnie pociąga – jeśli zachować kategorie analogiczne do naszej psychologii – konflikt z samym sobą. Szatan, będąc dobrym z natury, takim być nie chce, czyli „nie chce siebie” najradykalniej, jak to możliwe. Poza tym inne istoty wokół niego także go miłują.

Od strony biblijnych opisów wystarczy przyjrzeć się różnym opisom kuszenia – choćby Jezusa na pustyni. Kusiciel opisywany jest wyraźnie jako „ktoś”, a nie jako bezosobowa „siła”. Tak jest już od Starego Testamentu – wystarczy przywołać początek księgi Hioba.

O jednej relacji przypomina Benedykt XVI definiując wiarę jako osobistą relację człowieka z Bogiem. Ale czy równocześnie człowiek może wejść w drugą relację, z szatanem, i obie będą trwać?

– Relacje nas określają, bo w nich się kształtujemy. Nawet kiedy nie są realizowane w tej chwili, i tak w nich tkwimy. Więc jesteśmy w pewnej relacji do Boga, nawet jeśli w Niego nie wierzymy. Moja aktualna świadomość wpływa nie tyle na zaistnienie relacji, ile na to, jak ona uwarunkuje moje wolne decyzje. Czyli głębsza świadomość istnienia szatana może mi pomagać w rozpoznawaniu, co jest we mnie bliższe Ducha Bożego, a co może być poruszeniem Złego. Klasyczna duchowość rozróżnia bowiem to, co we mnie pochodzi od Boga, co od naszej natury, a co od demona.

Przez dziesięciolecia na Zachodzie właściwie nie powoływano egzorcystów. A teraz zgodnie z efektem wahadła pewne środowiska katolickie widzą tabuny diabłów na główce każdej szpilki

Wiem, jak bardzo niepopularne jest dziś mówienie, że istnieją istoty duchowe, które mogą wpływać na naszą rzeczywistość. To obraza dla aksjomatu światopoglądu scjentystycznego, dla założenia, że materia jest autonomiczna. Doświadczenie Kościoła jednak przekazuje świadectwa o ludziach subiektywnie przekonanych, że możliwy jest nie tylko taki wpływ, ale świadomie przeżywany kontakt z tymi istotami. Możemy tu jedynie powiedzieć, że w świecie zdarzają się sprawy, które wymykają się eksperymentom. Racjonalnie patrząc, muszę przyjąć przynajmniej, że istnieje możliwość obecności i działania istot duchowych. Neurobiolog prof. Jerzy Vetulani mówi, że „klasyczny pogląd o rozdzielności ducha i materii zawodzi, jeśli chodzi o mózg”. Takie podejście zdecydowanie bardziej mi odpowiada.

Kiedy relacja z szatanem staje się relacją dominującą, to mamy do czynienia z opętaniem? Nowy Testament opisuje wiele takich sytuacji.

– Jednak trzeba te opisy interpretować z dużym spokojem, ponieważ odzwierciedlają stan ówczesnej wiedzy: część opisanych wyzwoleń z opętania może być uzdrowieniem z chorób psychicznych lub epilepsji. W istocie nadal trudno rozstrzygnąć z całą pewnością, czy mamy do czynienia z opętaniem, czy z chorobą psychiczną.

Zdaje się, że istnieją dwa rodzaje opętania: bez udziału, a czasem wręcz wbrew woli człowieka, oraz związane ze świadomym oddaniem się duchowej istocie – na zasadzie uzależniania się, w którym człowiek działa wolą nie swoją, ale cudzą, wręcz ją odgadując i wyprzedzając.

Grzech, zło może być pomostem dla Złego. Punktem dostępu. Ale niekoniecznie będzie to uchwytne w świadomości grzesznika. Na szczęście opętanie jest stanem dość rzadko spotykanym. Dlatego nie ma sensu się na nim koncentrować. „Zwykły” grzech jest większym zagrożeniem.

Jak rozróżniać to, co w człowieku jego własne, od tego, co jest poruszeniem demona?

– To nie takie proste, bo zdaje się, że zwykle są one splecione jak pszenica i kąkol z Jezusowej przypowieści. Może lepiej, zamiast zastanawiać się, skąd pochodzi ruch odwracający nas od Boga i braci, skupić się po prostu na tym, by się nie odwrócić? Oczywiście – pewną wskazówką są takie sytuacje, w których zderzamy się z jakąś myślą, postrzegając ją wyraźnie jako nie naszą, niepasującą do kierunku, w którym zmierza nasza wola. Opisujemy takie sytuacje zwykle w kategoriach pokusy. I jeśli pokusa wiąże się na przykład z jakąś naturalną wadą naszego charakteru, to możemy domniemywać, że wychodzi od nas samych (choć może być wzmacniana przez złego). Natomiast pokusy biorące się „nie wiadomo skąd” mogą pochodzić od Złego. Ale poza pewnymi ekstremalnymi przeżyciami duchowymi on dobrze się maskuje i dba o nieujawnianie swojej tożsamości. Zatem dokładne rozstrzyganie jest niemożliwe.

W Modlitwie Pańskiej padają słowa o Bogu, który wodzi nas na pokuszenie. W innym tłumaczeniu prosimy, by nie dopuszczał do nas pokus. Mimo tak istotnej zmiany, Bóg wciąż rozdaje karty. W przypadku Hioba człowiek stał się przedmiotem zakładu z szatanem, a ofiarami zakładu były dzieci Hioba. Na koniec tej historii Bóg serwuje wyznawcy tanie pocieszenie: stracone dzieci zastępuje nowymi – choć przecież nie są to te dzieci utracone.

– To nie jest tanie pocieszenie, to rekompensata. Bóg nie pociesza Hioba, tylko mówi mu: jesteś za mały, by to zrozumieć – taka jest prawdziwa odpowiedź Boga. Niezadowalająca dla człowieka, to prawda. Ale to stanowi o teologicznej sile tej opowieści.

Skoro wiedział, że nie zrozumie, po co wystawiał go na taką próbę? Czemu pozwolił szatanowi nim grać?

– Samo danie człowiekowi wolności było rozpoczęciem tej gry. Wolna istota staje wobec dwóch możliwości: być z Bogiem albo nie. Stworzenie jest niedoskonałe, bo nie jest Bogiem. Gdzieś ma więc „dziurę”, którą prędzej czy później odkryje, co będzie bolesne i może prowadzić do sprzeciwu. W świecie widzimy masę niedoskonałości, widzimy zło – część z tego jest spowodowana przez nas, ale część zawsze w świecie była, bo… świat nie jest Bogiem. Żeby mógł istnieć jako nie-Bóg, musi być niedoskonały.

Czy warto było taki świat stwarzać?

– Najrozsądniej będzie uznać stan faktyczny i założyć, że w tym szaleństwie musi być metoda. Nawet jeśli to oznacza, że przez niedoskonałość i wolność człowiek bywa utytłany, rozdarty, bezbronny.

Bóg się człowiekowi nie spowiada. Hiobowi odpowiada: jesteś za mały, nie zrozumiesz. Taka odpowiedź uderza w przekonanie o naszej wielkości. Nie potrafię jej zaakceptować bez pewnej dozy buntu. Niemniej nie mam innego wyjścia. Także jestem za mały.

Nie chodzi tu jednak o bunt na koniec tej opowieści, kiedy znamy finał, przecież ten bunt zaczyna się na samym jej początku: co to za Bóg, który w ogóle daje się wplątać szatanowi w tego typu zawody?

– To Bóg, który wierzy w człowieka. Proszę zwrócić uwagę, że to w istocie jest powód Bożej zgody na wszystko to, co się potem wydarzy. Bóg wierzy w Hioba, w jego niezachwianą sprawiedliwość i wierność. Oczywiście – sposób, w jaki zostaje wypróbowany wydaje się nam – i słusznie – okrutny, ale musimy pamiętać, że to teologiczna opowieść i eskalacja nieszczęścia służy jako narracyjne wzmocnienie. Im większe nieszczęście, tym większa wartość wierności Hioba. Im większa absurdalność sytuacji wyjściowej, tym radykalniej ukazane zostaje napięcie, które przecież rzeczywiście przeżywamy: pomiędzy wiernością a kuszeniem, doświadczeniami a zaufaniem Bożemu prowadzeniu.

Gdyby ta relacja angażowała wyłącznie Hioba, Boga i szatana – byłoby ją łatwiej zrozumieć. Czemu jednak musiało się to rozegrać kosztem życia innych osób?

– Ponieważ konkretna relacja jest tylko jedną z nitek w gęstej sieci relacji. Cokolwiek dzieje się komukolwiek, wpływa na całość. Dziś mówimy: efekt motyla. Na płaszczyźnie duchowej jest analogicznie. Mamy zresztą znacznie bardziej radykalną opowieść niż ta o Hiobie: Adam i grzech pierworodny. Klasyczna interpretacja mówi, że szatan prowokuje grzech Adama, czego skutkiem jest przejście na wszystkich ludzi śmierci (zwłaszcza w najgłębszym sensie – oddzielenia od Boga). I tak z całej ludzkości zeszło powietrze, bo Adam zrobił sobie w brzuchu dziurę.

Mamy z tym trudność, ponieważ jesteśmy dziś na etapie myślenia o człowieku w kategoriach jednostek absolutnie monadycznych. Co najwyżej obijamy się o siebie, więc relacje jako takie uznajemy, ale nie zgadzamy się na uznanie radykalnych zależności. Tymczasem chrześcijaństwo widzi człowieka zawsze w połączeniu z innymi – inaczej nie ma mowy o zbawieniu. Bo przy pomocy antropologii autonomicznych jednostek nie jesteśmy w stanie wyjaśnić, w jaki sposób śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa – pojedynczego człowieka z zamierzchłej przeszłości – ma wpływ i na mnie, i na ciebie.

Jeśli diabeł jest księciem, to Bóg pozostaje królem i Jego będzie zwycięstwo

Idźmy głębiej: jeżeli w świecie duchowym połączenia i relacje są tak istotne, że nieposłuszeństwo jednego człowieka sprowadza śmierć, a posłuszeństwo także jednego – Chrystusa – tę sytuację odwraca i naprawia, to znaczy, że również nasze wybory mają wpływ na innych. Mój grzech zawsze dotyka siostry i braci, podobnie moja sprawiedliwość. Tak samo z nieszczęściem. Zdarzają się przecież opętania niezawinione. Niektórzy egzorcyści twierdzą, że są sytuacje, w których ktoś grzesząc przeciwko drugiej osobie, naraża ją na działanie Złego. Mówi się też o klątwie: zapraszaniu Złego do kogoś innego – czyli szatan poprzez wolę jednego dostaje się do innego człowieka. Takie niezawinione dotknięcie złem – a opętanie jest tu radykalnym przypadkiem – jest zawsze jakoś niesprawiedliwe i słusznie za takie je uznajemy. Odpowiedzią Boga na tę niesprawiedliwość nie jest jednak natychmiastowa interwencja, lecz raczej eschatologiczna obietnica nowego świata.

Z Modlitwy Pańskiej wypływa obraz Boga, który wystawia nas na próbę albo dopuszcza zło. Czy to sam Bóg nie robi tej „dziury”?

– Rodzimy się z nią, bo samo pojawienie się na świecie oznacza wystawienie na próbę. W tym sensie Bóg rzucając nas w świat, wodzi na pokuszenie. W „Ojcze nasz” tak naprawdę modlimy się o to, by kiedy nadejdzie czas wyboru, moja wola była otwarta na Boże działanie, a nie na działanie Złego. Wybrać muszę ja, nie uczyni tego za mnie ani Bóg, ani szatan. W tej modlitwie otwieram moją wolność na Boga, żeby stać mnie było też na słowa: „bądź wola Twoja”.

Z lektury Starego Testamentu można wynieść wrażenie, jakby szatan był partnerem dla Boga. Z kolei czytając Nowy Testament widzimy Jezusa, który wprawdzie rozmawia z diabłem i demonami, ale ma moc nakazywania im odejścia. Jaka jest relacja między Bogiem i szatanem?

– Bóg chce ochronić człowieka przed skutkami działania Złego. Marzyłoby się nam, żeby Bóg szatana anihilował, ale On tego nie uczyni. Zresztą nie trzeba: zbawienie, które nam dał, jest mocniejsze od Złego.

Wczesne interpretacje zmartwychwstania posługują się dramatycznym obrazem zwycięstwa nad śmiercią i szatanem. Zstąpienie do piekieł Jezusa to cios wymierzony Złemu, rozbicie diabelskiego dominium. Ojcowie Kościoła bardzo sugestywnie rozwijali ten wątek: oto po śmierci Jezus, jak każdy zmarły zstępuje do „otchłani” – miejsca, w którym zmarli oczekują na sąd, a które jest – przynajmniej tymczasowym – dominium Złego. I kiedy już Zły ma przejąć nad nim – jako kolejnym zmarłym – władzę, okazuje się oto, że w człowieczeństwie Jezusa Syn Boży, sam Bóg zstąpił do krainy śmierci. Przerażony szatan (i śmierć) czmycha, bo nie może wytrwać przed obliczem Najwyższego. Wszyscy mieszkańcy otchłani zostają w tym momencie wyzwoleni – zmartwychwstając Chrystus wyprowadzi ich z otchłani. W tej grze Boga z szatanem o człowieka wraz ze zmartwychwstaniem odwróciła się karta. Obszar wpływu szatana wciąż się kurczy. Apokalipsa powie: „Biada ziemi i biada morzu, bo zstąpił do was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu”. W końcowej opowieści tej księgi czytamy, że szatan pozbawiony zostaje jakiejkolwiek mocy szkodzenia: dzięki Chrystusowi to już się dzieje.

Dlatego w Kościele mamy gesty egzorcyzmów, których nawet nie dostrzegamy. Najważniejszy z nich wypowiadany jest podczas chrztu, kiedy człowiek otwiera swoją wolność na Boga, a przeciw Złemu. Moc egzorcyzmu przynależy do sakramentu pojednania przez odpuszczenie grzechów, i Eucharystii przez budowanie relacji z Bogiem. W tym wszystkim może nie być ani słowa o wyrzucaniu diabła, bo to jest tylko efekt uboczny. Zbawienie nie polega na tym, żeby człowieka uwolnić od złego (przecież dni szatana są policzone!), tylko na związaniu człowieka z Chrystusem. Więc nie jest też głównym zadaniem Kościoła ratowanie człowieka przed diabłem. Owszem, w skrajnych przypadkach należy to robić i wtedy wkraczają egzorcyści.

Także w Apokalipsie pojawia się problem relacji Boga z szatanem. Najpierw obserwujemy strącenie z nieba na ziemię smoka, który symbolizuje diabła. A na koniec padają słowa o tym, że kiedy upłynie tysiąc lat, szatan zostanie wypuszczony ze swego więzienia. Tym razem to Bóg gra diabłem?

– Tekst jest niełatwy do interpretacji, bo idea „tysiącletniego królestwa” pojawia się wyłącznie w tym tekście Apokalipsy. Kościół kilkakrotnie już odrzucał jego dosłowną interpretację (millenaryzm), w której po upływie tego czasu ma nastąpić jeszcze szaleństwo wypuszczonego szatana, a dopiero potem paruzja. Bo byłoby to w istocie dołożenie jeszcze jednego etapu w historii zbawienia. Nie będzie już na tym świecie zwycięstwa szatana. Królestwo z Apokalipsy może oznaczać nasz czas, radykalne „już – jeszcze nie”, które trwa od zmartwychwstania Jezusa. To opis dialektyki, w której funkcjonujemy. Z jednej strony szatan jest już związany, zwyciężony, pobity, z drugiej strony – szaleje. Ale my posiadamy już „pierwsze dary” Ducha Świętego.

A wiemy, czym jest wspominane w Piśmie Św. królestwo szatana?

– Obraz dwóch królestw, które ze sobą walczą – choć słychać tu echo manichejskiego podziału na dobro i zło – dobrze oddaje sytuację walki, rozdarcia, które jest udziałem człowieka. Ale ci królowie nie są sobie równi. To raczej królestwo Boga i księstwo szatana, król i zbuntowany lennik.

W Ewangelii Jana czytamy jednak o diable jako o księciu tego – naszego, doczesnego – świata. Bóg wypuścił, stworzony przecież przez siebie, świat z rąk?

– To raczej nie Bóg wypuścił, ile myśmy włożyli cugle w ręce Złego. Bo przecież świat został przez Boga powierzony naszej pieczy. To człowiek jest chcianym przez Boga „księciem stworzenia”. Ale przez grzech oddaliśmy władzę… Jeśli jednak diabeł jest księciem, to Bóg pozostaje królem i Jego będzie zwycięstwo. W Jezusie przychodzi z mocą królestwo Boże. On jest Królem.

I w ogóle boję się mówienia o królestwie szatana, bo to odwraca uwagę od tego, że Złemu nic by się nie udało, gdyby nie współpraca człowieka. Jest tylko jedno Królestwo. A więc chodzi raczej o stan wojny domowej – który dobrze znamy, kiedy rozgrywa się w nas samych. To stan bardziej bolesny niż starcie dwóch mocarstw, bo czujemy, jak rozrywa się coś, co powinno być całością.

Taką wojnę przegrał Judasz. Ale choć to szatan wstępuje w Judasza, to z kolei Jezus nakazuje mu: idź i zrób, co masz zrobić.

– Ile jest judaszowego w judaszowym? Jego decyzja nie jest tylko efektem działania szatana. Ewangelista Jan pokazuje, że Judasz jest niewierny od początku – że mając trzos, podbierał z niego… Inni skupiają się na samej Ostatniej Wieczerzy. Jedno jest jasne, w pewnym momencie Judasz podjął decyzję, odwrócił się od Chrystusa ku szatanowi. Panowanie Złego nad nim nie oznacza, że Judasz nie panuje sam nad sobą. To nie diabeł idzie do władz żydowskich, tylko Judasz. To nie jest opętanie, tylko coś znacznie gorszego – wolne – choć jakoś pewnie uwarunkowane – oddanie się na usługi szatana.

Na usługach szatana mogą być też najbardziej wierni, skoro Jezus mówi do Piotra: zejdź mi z oczu, szatanie.

– Popatrzmy na kontekst tych słów. Jezus zaczyna przygotowywać się do męki, którą zapowiada uczniom razem z nadzieją zmartwychwstania. Apostołowie jednak spodziewają się po Nim przewrotu politycznego. Nie potrafią przyjąć oznajmionego właśnie Bożego planu. Wtedy do Jezusa powraca przez słowa Piotra pustynna pokusa szatana: dam ci to wszystko, jeżeli padniesz i oddasz mi pokłon. Jezus mógłby teraz wybrać „to wszystko”, czyli ziemskie panowanie. I zwraca się do Piotra jak do szatana. Oczywiście nie wiemy, czy dokładnie takie słowa wypowiedział, ale tak je zapamiętała wspólnota. A w innych miejscach Ewangelii widzimy, że w momentach, kiedy Jezusowi składano propozycje obrania drogi po ludzku rozumianego zwycięstwa, denerwował się najbardziej. Bo w niechęci uczniów do apolitycznej drogi uniżenia jest coś szatańskiego.

Jak rozumieć stwierdzenie, że po kuszeniu na pustyni szatan odstąpił od Jezusa „do czasu”?

– Zwycięstwo Jezusa nad szatanem podczas pierwszego kuszenia sugeruje Jego siłę wobec diabła. Szatan powraca chyba w Ogrójcu, kiedy widzimy w Jezusie poruszenie: a może pójść inną drogą? I później, podczas męki. Być może wcześniej Jezus jest na tyle silny, że trzyma diabła na dystans, ale kiedy stoi przed ostatecznym wyborem, w ludzkiej słabości i w lęku, szatan znów ma do Niego swobodniejszy dostęp?

Po co szatan czyni to wszystko? Rzeczywiście próbuje stworzyć własne królestwo?

Diabeł nienawidzi w stopniu najwyższym, czyli heroicznym, a więc bezinteresownym: niczego nie musi na tym ugrać. Więc człowiek nienawidzący jest potencjalnym sprzymierzeńcem Złego, ale sam szatan niczego z tego nie ma. Nienawiść doprowadzić może do koalicji, ale nie do wspólnoty. Dlatego właśnie mówimy o szaleństwie nienawiści. Najbardziej przerażające w logice zła jest to, że jest ona logiką braku sensu. Ale taka jest od samego początku: odwrócenie się od Boga jest wyborem nonsensownym, choć możliwym.

Gdyby tak było, nie wybieralibyśmy zła.

– Wybieramy je najczęściej błądząc w ocenie, bo tylko podstępem szatan może odwrócić człowieka od Boga – jak w scenie z raju. Ludzie nie zwracają się spontanicznie ku złu rozpoznanemu jako takie, bo są z natury dobrzy. Szatan podsuwa człowiekowi pod nos jakieś dobro, ale to dobro jest nieadekwatne do jego sytuacji. Mąż zdradza żonę nie po to, żeby dokonać zdrady, ale najczęściej dlatego, że kochanka jawi mu się jako jakieś dobro – i nawet faktycznie nim jest, tyle że nie dla tego mężczyzny. Paradoksalnie tu dobro przyciąga, ale dobro, po które ten dany człowiek nie powinien sięgać – ze względu na swoją żonę…

Dlatego Jezus nazywa diabła ojcem kłamstwa?

– To nawiązanie do Księgi Rodzaju: „czy to prawda, że ze wszystkich drzew nie możecie spożywać?”. U początku sojuszu człowieka i szatana leży insynuacja i kłamstwo: „wcale nie umrzecie”. Widząc zło w czystej postaci, jako nonsens, może nigdy byśmy go nie wybrali.

Może jednak szatan sam ulega pokusie – pokusie władzy, bo chce być „panem piekieł”?

– Tego nie wiem. Nie jesteśmy chyba w stanie ustalić, gdzie w szatanie leży jądro zła, jaki jest odcień jego grzeszności. Myślę jednak, że pokusa władzy jest wtórna do pychy – uznania siebie samego za ostateczną miarę wszystkiego.

Czy wśród diabłów istnieje hierarchia: demony mają swojego króla? Może o to trwa między nimi konkurencja?

– Niewiele pewnego da się na ten temat powiedzieć. Tradycyjnie przedstawia się demony jako siły dość zorganizowane, zwykle na sposób wojska. Jeśli iść za tymi obrazami, to dodać trzeba, że jest to raczej wojsko zaciężne, w którym każdy pilnuje swojego własnego interesu, a jakakolwiek organizacja i zwierzchnictwo jest akceptowane jedynie w funkcji tego indywidualnego „interesu”. Czyli – w tym przypadku – indywidualnej nienawiści do wszystkiego, z „towarzyszami broni” włącznie.

Chciałbym jednak odnaleźć jakiś interes diabła.

– Gdyby w tym wszystkim był sens, to działanie szatana nie stanowiłoby tak dojmującego zła dla stworzenia. Nie ma żadnej „czarnej soteriologii”. Tylko nienawiść.

Skoro tak, to może zbyt proste jest mówienie, że w obliczu sytuacji, kiedy człowieka dotyka niezawinione cierpienie, czyli zło, powinien nadać mu sens?

– Jeżeli cierpię, to ja muszę się odnaleźć wobec cierpienia – to ja jakoś decyduję o jego sensie. Ale to nie jest wystawienie nas na samotny pojedynek z szatanem. Po naszej stronie jest Duch Boży. Dlatego mamy szansę odnalezienia najlepszej na daną chwilę drogi. A czasem jest nią bunt, walka, a nie „pokorne” przyjmowanie cierpienia.

Tomasz Ponikło, „Szachy ze Złym”, Wydawnictwo Więź, Warszawa 2012

Chodzi o każdorazowe rozeznanie, dokąd chce mnie Bóg zaprowadzić, a nie zakładanie, że cierpienie uszlachetnia samo z siebie. Właśnie samo z siebie chyba nigdy – trzeba z nim stanąć wobec Chrystusa. Wybrzmiewa to u Pawła: „dopełniam w moim ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego ciała, którym jest Kościół”. W obliczu zła ta postawa jest aż tak radykalna. Jakby Jezus, wysoki gdzieś na metr sześćdziesiąt, nie był w stanie fizycznie objąć całej udręki świata. Ona nadal trwa, więc nie mogę jej uniknąć. Ale mogę się z nią zmierzyć z wolą dopełnienia udręk Chrystusa. Zobaczmy, że dalej w tym tekście Paweł stwierdzi, iż do takiej postawy przychodzi moc od Boga.

Czemu w szatanie widzimy wielkiego oskarżyciela człowieka przed Bogiem w dniu ostatecznym?

– Ta metafora pokazuje, że szatan nie odpuści nam aż do końca. Ale także, że Zły nie jest bohaterem pierwszoplanowym, a to, o czym rozmawiamy, jest poboczne wobec głównego nurtu chrześcijaństwa. Istotną dla nas sprawą jest relacja z Bogiem. Dlatego chyba Biblia nie zawiera żadnej domkniętej teorii demonologicznej. Dążenie, by ją domknąć, jest próżnym rozpraszaniem sił – wystarczy seria ostrzeżeń, jaką daje Nowy Testament.

Ich pierwsze znaczenie jest takie, żeby nie ignorować istnienia stworzeń duchowych. Drugie – że to rzeczywistość niebezpieczna, a Zły jest naprawdę zły.

Jak znaleźć równowagę, o którą apelował Paweł VI odnośnie do wznowienia badań nad diabłem: nie popaść w lęk, że żyjemy w królestwie szatana, ani w huraoptymizm, że nie mamy się czego lękać?

– Żyć i nie bać się żyć to dla chrześcijanina postawa, która wynika nie z lekceważenia szatana, ale z pewności dokonanego przez Chrystusa zbawienia. Musimy oswoić się ze świadomością, że na tym świecie nie jesteśmy sami. I przyjąć, że w chrześcijaństwie nie chodzi w pierwszym rzędzie ani o krystaliczną moralność, ani o walkę z szatanem. Zaś zrzucanie z siebie (na szatana) wszelkiej odpowiedzialności za zło, i z drugiej strony wymuszanie moralności pedagogiką lęku to nie są dobre strategie. Kościół jest przestrzenią zbawienia. Człowiek żyjący sakramentami, wierny Chrystusowi, pragnący zbawienia, nie musi się bać szatana. Zbawienie dotyczy także tych wpływów, nad którymi nie panujemy.

Ale jeżeli historię zbawienia zamienia się w opowieść o samozbawieniu – nie ma w niej miejsca na szatana. Jedni brną w niezdolność człowieka do zarządzania światem, drudzy czują się przytłoczeni złem i wyjścia szukają albo przez samousprawiedliwienie, albo przez rygoryzm moralny. A zbawienie to kwestia uczciwej relacji człowieka z Bogiem. Jeżeli jesteśmy wierni Ewangelii, to nie zapomnimy o szatanie, ale też pozostawimy go na należnym mu drugim planie. Szatan jest częścią opowieści o zbawieniu, tak samo jak jest nim grzech – i tak samo jak Jezusowa nowina o zwycięstwie nad jednym i drugim.

Ks. Grzegorz Strzelczyk (ur. 1971) – ksiądz archidiecezji katowickiej. Doktor teologii dogmatycznej, adiunkt w Katedrze Teologii Dogmatycznej i Duchowości Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. W latach 2012-2016 był sekretarzem II Synodu Archidiecezji Katowickiej. Obecnie dyrektor Ośrodka Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej. Autor m.in. książek „Traktat o Jezusie Chrystusie” w ramach Dogmatyki „Więzi”, „Teraz Jezus. Na tropach żywej chrystologii”, „Przyjaciel grzeszników. Boga portret własny”. Współautor m.in. książek „Ćwiczenia duszy, rozciąganie mózgu” (z Jerzym Vetulanim), „Niebo dla średnio zaawansowanych” (rozmowy prowadzone przez Szymona Hołownię), „Wielkie tematy teologii” i „Po co Kościół”. Członek Zespołu Laboratorium „Więzi”, felietonista miesięcznika „W Drodze”. Mieszka w Katowicach.

Rozmowa ukazała się w książce Tomasza Ponikły „Szachy ze Złym pt. „Wciąż kochany”. Obecny tytuł pochodzi od redakcji.