„Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą”. Trudno nie odbierać tych słów w kontekście tego, co przeżywamy w ostatnim czasie w związku z bolesną sprawą przestępstw seksualnych w Kościele.

Mówi Jezus do swoich uczniów w puencie przypowieści o gospodarzu domu, do którego o niewiadomej godzinie może włamać się złodziej: „bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”. Piotr zaciekawiony dopytuje: „Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?”. I słyszy w odpowiedzi: „Któż jest owym rządcą, wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby rozdawał jej żywność we właściwej porze?”… Jezus odpowiada wprawdzie nie wprost, pytaniem na pytanie, ale sens jego słów jest chyba jednoznaczny: w tym wypadku chodzi mu właśnie o uczniów. To oni przecież, w przyszłości biskupi i ich pomocnicy prezbiterzy, będą w Kościele szafarzami sakramentów, zwłaszcza najświętszego sakramentu – Eucharystii, pokarmu grzeszników. Czy nie na rozdawaniu „duchowej żywności” wierzącym w Chrystusa polega w istocie kapłaństwo służebne, zwane inaczej urzędowym?

I to właśnie ta kategoria ludzi Kościoła, nie bez racji utożsamiana przez niektórych z Kościołem jako takim (taką postawę potocznie nazywamy klerykalizmem) znalazła się ostatnio, w wielu krajach, a także i u nas, w Polsce, w ogniu oskarżeń o wykorzystywanie seksualne dzieci i młodocianych, a więc czyny będące nie tylko wyjątkowo odrażającym grzechem, ale też przestępstwem według prawa. Oskarżenia bywają często formułowane w sposób uogólniony, pod adresem wszystkich księży, brzmią więc niesprawiedliwie, zdarzają się też pomówienia, mające na celu zniesławienie lub zwyczajnie zysk, jak to było choćby z arcybiskupem Chicago. Ale faktów bezspornych, udowodnionych, jest niestety wystarczająco wiele.

Czy nie na rozdawaniu „duchowej żywności” wierzącym w Chrystusa polega w istocie kapłaństwo służebne, zwane inaczej urzędowym?

Mamy tu niewątpliwie do czynienia ze złem wewnątrz Kościoła. Sprawa jest poważnym zagrożeniem dla wizerunku Kościoła, bo przecież nie da się zaprzeczyć, że to przede wszystkim duchowni są jego twarzą. W pewnym sensie trudno więc dziwić się, że wielu z nich, jak również wielu szeregowych katolików czy katolickich publicystów, przyjmuje postawę obronną. Także w wypowiedziach zapraszanych do mediów przedstawicieli hierarchii pojawiają się argumenty bagatelizujące odpowiedzialność Kościoła za ohydne czyny jego funkcjonariuszy: że pedofilia była, jest i będzie ludzką słabością; że nie da się jej skutecznie wyplenić wśród osób konsekrowanych, które są „tylko ludźmi”; że występują u nich jeszcze gorsze grzechy; że podobnie jest w innych grupach zawodowych, na przykład wśród wychowawców i nauczycieli.

To wszystko smutna prawda. A jednak nie wolno nam chyba przejść obojętnie obok słów Jezusa wypowiedzianych do uczniów – i to specjalnie pod ich adresem – które słyszymy na zakończenie dzisiejszej ewangelii: „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą”.

Tekst emitowany 24 października jako „Słowo na dzień” w poranku radiowej Dwójki.