Nie w naszych rękach są losy świata. Ale to od nas zależy, czy zdejmiemy słuchawki z uszu, czy usłyszymy w sobie ciszę. I zaczniemy się naprawdę modlić.

Dziś mocne słowa Jezusa z Ewangelii według św. Łukasza: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”.

Ta deklaracja Chrystusa wydaje się stać w sprzeczności z Jego słowami wypowiedzianymi w innym miejscu: „Pokój mój wam daję! Nie jako świat daje, ja wam daję”.

Jezus ofiarowuje swój pokój uczniom, ale jest realistą i zdaje sobie sprawę, że kiedy zapłonie ogień, który On rzuci na ziemię, umierając na krzyżu, wywoła to w świecie opór i sprzeciw, a jego uczniowie spotkają się z niezrozumieniem i wrogością, nawet u najbliższych; że będą cierpieć prześladowania. A historia ludzkości do końca pozostanie dramatyczną walką dobra ze złem. Jakże naiwne okazało się niedawne przekonanie Fukuyamy, że oto historia skończyła się na naszych oczach wraz z upadkiem komunizmu i rzekomym zapanowaniem na całym świecie liberalnej demokracji…

Mój przyjaciel, wybitny krytyk sztuki, śp. Wojciech Skrodzki lubił przytaczać pewne proroctwo Witkacego. Pisarz nie tylko widział grożące Polsce totalitaryzmy i dlatego w dzień po 17 września 1939 roku z rozpaczy odebrał sobie życie, ale też przenikliwie dostrzegał pogłębiający się kryzys zachodniej kultury związany z banalizacją życia i myślenia. Ostrzegał, że za siedemdziesiąt lat „zanikną w ludziach uczucia metafizyczne i nastąpi powszechne zbydlęcenie”. Czy nie jesteśmy właśnie świadkami takich procesów współcześnie, obserwując konsumpcyjno-hedonistyczny styl życia, ucieczkę w świat wirtualny, zanik czytania książek, brutalizację języka i obyczajów, ignorancję i głupotę, wreszcie zobojętnienie religijne? Sam Jezus ze smutkiem zadawał sobie pytanie: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

Historia ludzkości do końca pozostanie dramatyczną walką dobra ze złem. Jakże naiwne okazało się przekonanie Fukuyamy, że oto historia skończyła się na naszych oczach wraz z upadkiem komunizmu

Słowo Boże, które dzisiaj słyszymy w pierwszym czytaniu, daje jednak nadzieję i wskazuje drogę. Św. Paweł w Liście do Efezjan wyznaje z mocą: „Zginam kolana moje przed Ojcem, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego, by potężnie wzmocnił się wewnętrzny człowiek. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach, abyście w miłości zakorzenieni i ugruntowani (…) zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Boga”. Niepojęte są te słowa Apostoła o przepastnej tajemnicy Boga, którą odkrywamy w życiu wewnętrznym.

Nie w naszych rękach są losy świata. Ale to od nas zależy, czy zdejmiemy słuchawki z uszu, czy usłyszymy w sobie ciszę i „wzmocnimy człowieka wewnętrznego”. I zaczniemy się naprawdę modlić.

Tekst emitowany 25 października jako „Słowo na dzień” w poranku radiowej Dwójki.