Odpowiedzią Jana Pawła II na pokusę pesymizmu był nie optymizm, lecz nadzieja. A to nie to samo.

Gdy patrzymy na dzisiejszy świat powierzchownie, uderzają nas liczne fakty negatywne i możemy popaść w pokusę pesymizmu. Jest to jednak wrażenie nieuzasadnione, wierzymy przecież w Boga, Ojca i Pana, w Jego dobroć i miłosierdzie.

Na progu trzeciego tysiąclecia Odkupienia Bóg przygotowuje wielką wiosnę chrześcijaństwa, której początek można już dostrzec. Rzeczywiście, zarówno w świecie niechrześcijańskim, jak i tam, gdzie chrześcijaństwo istnieje od dawna, dokonuje się stopniowe zbliżenie ludów do ideałów i wartości ewangelicznych, któremu Kościół pragnie służyć. Dzisiaj faktycznie zaznacza się nowa zgodność ludów co do tych wartości: odrzucenie przemocy i wojny, poszanowanie dla osoby ludzkiej i jej praw, pragnienie wolności, sprawiedliwości i braterstwa, dążność do przezwyciężenia rasizmów i nacjonalizmów, wzrost poczucia godności i dowartościowanie kobiety.

Jan Paweł II, encyklika „Redemptoris missio”, 1990

Jednym z medialnych określeń Jana Pawła II było „papież nadziei”. Niby banalne, ale jakże prawdziwe.

Wielu ludzi, łącznie z kard. Josephem Ratzingerem, miało wielki kłopot z zaakceptowaniem wizji przyszłości, jaką głosił Jan Paweł II, a którą on sam określał mianem „nowa wiosna Kościoła”. Przecież wokół nas pustoszejące kościoły, narastające zagrożenia i niebezpieczeństwa dla wiary… Dlaczego zatem papież z Polski zapowiadał świetlaną przyszłość? W jakim sensie Jan Paweł II mówił o „wiośnie chrześcijaństwa”?

Po pierwsze, często posługiwał się tym określeniem w odniesieniu do poszczególnych Kościołów lokalnych odradzających się po stanie wojny czy prześladowań. W tym właśnie znaczeniu mówił o nadchodzącej (bądź kwitnącej już) wiośnie Kościoła m.in. w Rosji i Rwandzie.

Po drugie, równie często „wiosną Kościoła” nazywani byli przez Jana Pawła II ludzie młodzi. To w ich wierze i entuzjazmie – w naturalny sposób – widział przyszłość Kościoła. Mówił im to zarówno podczas wielkich Światowych Dni Młodzieży, jak i w czasie kameralnych spotkań w rzymskich parafiach.

Po trzecie, początkiem wiosny Kościoła był dla papieża II Sobór Watykański. „U kresu drugiego tysiąclecia Duch Święty dał Kościołowi cudowną wiosnę, obdarzając go Soborem Watykańskim II” – powiedział 8 grudnia 1995 roku, w trzydziestą rocznicę zakończenia soboru. „Ogromne bogactwo treści, a także nowy, nieznany przedtem sposób podania ich przez sobór, są jakby zapowiedzią nowych czasów” – przeczytać można w liście apostolskim „Tertio millennio adveniente”.

Po czwarte wreszcie – i to wydaje się najbardziej godne głębszej refleksji – „wiosna Kościoła” czy raczej „wiosna chrześcijaństwa” to w ustach Jana Pawła II zapowiedź, wspomnianych przed chwilą, „nowych czasów”. „Bóg przygotowuje nową wiosnę  Ewangelii” – to tytuł jednego z ostatnich fragmentów encykliki „Redemptoris missio” z roku 1990.

Szczególne znaczenie przywiązywał papież w tym kontekście do jubileuszu roku 2000. W jego przekonaniu sobór lat sześćdziesiątych XX wieku był w Bożych planach początkiem przygotowania „nowej wiosny życia chrześcijańskiego, która powinna rozkwitnąć w Wielkim Jubileuszu, jeśli tylko chrześcijanie będą posłuszni działaniu Ducha Świętego”.

Na czym Jan Paweł II opierał swoje przekonanie, że w wieku XXI chrześcijaństwo tak rozkwitnie, że aż będzie można mówić o wiośnie Ewangelii? Z pewnością decydujące nie były przesłanki racjonalne ani socjologiczny ogląd rzeczywistości współczesnej. Ta papieska nadzieja miała swoje korzenie w proroczym i mistycznym – o wiele głębszym duchowo od przeciętnego – spojrzeniu na otaczający świat. Papież przedstawiał profetyczną wizję – po to, by zachęcić ludzi do jej realizowania. Prorok widzi zaś rzeczywistość zawsze głębiej niż ci, do których się zwraca. Na tym polega jego profetyczna misja, że on dostrzega te horyzonty, których inni nie są w stanie zobaczyć.

Prorocze spojrzenie mistyka jest odmienne nie tylko od chłodnego racjonalisty. Również przeciętny człowiek wierzący ma kłopoty z akceptacją wielkich wizji mistyka. Papież dobrze o tym wiedział i przedstawiał swą wizję nadchodzącej wiosny Kościoła jako świadome stanięcie po stronie nadziei. W „Tertio millennio adveniente” pisał, że konieczne jest „podkreślenie i głębsze rozeznanie znaków nadziei, dostrzegalnych u schyłku obecnego stulecia mimo cieni, które często je zakrywają  przed naszym wzrokiem”. Jeszcze mocniejsze słowa na ten temat znajdujemy w cytowanej wyżej encyklice „Redemptoris misio”, gdzie pesymizm wobec przyszłości nazwany został pokusą.

Nadzieja zaś to postawa religijna, płynąca z wiary w dobrego Boga, który chce zbawienia wszystkich, opierająca się na podstawach nadprzyrodzonych

Papieską odpowiedzią na pesymizm nie był jednak optymizm, lecz nadzieja. A to nie to samo. Optymizm to po prostu emocjonalne pozytywne nastawienie do świata, przysłowiowa skłonność do dostrzegania, że szklanka jest raczej do połowy pełna niż od połowy pusta. Nadzieja zaś to postawa religijna, płynąca z wiary w dobrego Boga, który chce zbawienia wszystkich, opierająca się na podstawach nadprzyrodzonych. W nadziei nie ma naiwności, nie ma emocjonalnej skłonności do postrzegania tylko dobrych stron rzeczywistości. Nadzieja świadoma jest trudności i wyzwań. Jednak pomimo zła i grzechu świata – obecnego w ludzkiej historii w XX wieku w wyjątkowym nadmiarze – Jan Paweł II starał się patrzeć na świat Bożymi oczyma i dostrzegać również to, co dobre.

Tak rozumiana nadzieja jest „deficytowym towarem” w czasach, gdy ludzie łatwo ulegają skłonnościom apokaliptycznym. Papież wiedział, że dzisiejszy świat bardzo potrzebuje nadziei. Nadzieja, którą on proponował, nie jest łatwa. To nadzieja wymagająca. Daje ona wizję jaśniejszej przyszłości, ale pod trudnym warunkiem podjęcia wysiłku uległości Duchowi Świętemu.

Jan Paweł II często zachęcał, by „przekraczać próg nadziei”, „nie zatrzymywać się przed nim, ale pozwolić się prowadzić”. Kluczowe wydają się tu słowa: „pozwolić się prowadzić”. Nadzieja opiera się bowiem nie na przekonaniu o jakichś  historycznych determinizmach korzystnych dla chrześcijaństwa czy nagłym spontanicznym przyroście dobra w ludziach, lecz na wierze w moc Ducha Świętego. Znamienne są cytowane już słowa z listu „Tertio millennio adveniente” o nadchodzącej wiośnie życia chrześcijańskiego, zakończone przestrogą: „jeśli tylko chrześcijanie będą posłuszni działaniu Ducha Świętego”. Zatem: jeśli nie będą Mu posłuszni, nie ma co marzyć o wiośnie Ewangelii.

„Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II”

Zbigniew Nosowski, „Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II”, Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2010

Wiosna jest za każdym razem inna, niepowtarzalna. Nowa wiosna Ewangelii nie musi oznaczać liczebnej przewagi chrześcijan w społeczeństwie, ale z pewnością oznacza większą gorliwość wszystkich nominalnych chrześcijan. „Po soborze jesteśmy świadkami odnowy w znaczeniu przede wszystkim odnowy jakościowej” – mówił Jan Paweł II w „Przekroczyć próg nadziei”. Wyjaśniał, że następuje „bardzo zasadnicza przemiana podstawowego modelu” Kościoła: „Tradycyjny model, poniekąd ilościowy, przechodzi w model nowy, bardziej jakościowy. I to jest także owoc soboru”.

Nowa wiosna chrześcijaństwa to zatem nie odrodzenie dawnej christianitas, ale duchowe odrodzenie chrześcijan. Społeczne kształty, jakie może ono przybrać, są wielką niewiadomą – to po prostu niespodzianka, którą  Bóg przygotował, „jeśli tylko chrześcijanie będą posłuszni działaniu Ducha Świętego”.

Kilka lat po śmierci Jana Pawła II wydaje się, że ludzie jeszcze bardziej dramatycznie potrzebują nadziei. Zadaniem chrześcijan jest wskazywanie, że taka nadzieja jest możliwa. Powinniśmy świadomie stać po stronie nadziei. Owszem, czasem trzeba być znakiem sprzeciwu w świecie, ale zawsze trzeba być znakiem nadziei. Nawet jeśli intelektualnie nie wiemy, czy nadchodzi nowa wiosna Kościoła, to możemy ufać, powinniśmy przekroczyć próg nadziei. I pozwolić się prowadzić…

PYTANIA

Czy w moim myśleniu o współczesnym świecie nie ulegam pokusie pesymizmu? Czy obok zła potrafię dostrzec wokół siebie także dobro?

Papież Jan XXIII w przemówieniu na inaugurację II Soboru Watykańskiego mówił, że chrześcijanie mogą być w świecie prorokami nadziei albo prorokami nieszczęścia. Sam opowiadał się za głoszeniem nadziei. Jakie jest moje podejście: wolę dostrzegać nieszczęścia, jakie nam potencjalnie grożą, czy nadzieję, jakiej możemy się spodziewać?

Czy jestem otwarty na Ducha Świętego, czy pozwalam Mu się prowadzić?

PROPOZYCJE

Porozmawiajcie we wspólnocie o przemianie podstawowego modelu Kościoła, o jakim pisał Jan Paweł II: z modelu ilościowego na bardziej jakościowy. Jakie są różnice, wady i zalety obu modeli? Czy dostrzegacie taki proces? Jak go wspierać, jak go modyfikować?

Zastanówcie się też nad perspektywami duchowego odrodzenia i nadejścia nowej wiosny chrześcijaństwa. Co miałoby to oznaczać? Czy wydaje się to możliwe? Czy dostrzegacie jakieś przejawy nowej wiosny ludzkiego ducha?

W jaki sposób Wasza wspólnota może przyczynić się do wzrostu nadziei w świecie?

Tekst pochodzi z książki Zbigniewa Nosowskiego „Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II” wydanej przez Centrum Myśli Jana Pawła II (Warszawa 2010)

Centrum Myśli Jana Pawła II