Jacek Moskwa w „Tajemnicach konklawe 1978” zadaje pytanie, czy  przyczyn wyboru kard. Wojtyły na papieża nie należałoby szukać znacznie wcześniej niż dotychczas sądzono, czy czasem papiestwo nie „było mu pisane” od momentu, gdy został biskupem.

Pisanie o konklawe jest zadaniem karkołomnym. To tak jakby z różnej wielkości i jakości skrawków materiału próbować uszyć szykowny ubiór. Jednak wśród watykanistów nie brakuje śmiałków, którzy usiłują dokonać rekonstrukcji różnych wyborów pontifexa odbywających się w Kaplicy Sykstyńskiej pod freskami Michała Anioła. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się pamiętne konklawe z października 1978 roku, z którego papieżem wyszedł kard. Karol Wojtyła. Pisali o nim wszyscy jego biografowie.

Osobne książki bądź obszerne fragmenty w publikacjach o wyborach papieży posoborowych poświęcili konklawe z 1978 r. brytyjski ex-jezuita Peter Hebblethwaite, jego rodacy Gordon Thomas (kuzyn słynnego poety Dylana Thomasa) i Max Morgan-Witt, amerykański watykanista John Allen jr oraz włoscy publicyści Giancarlo Zizola i Cesare De Agostini, uchodzący za najlepszego eksperta od konklawe XX wieku. Do tego grona dołączył właśnie Jacek Moskwa, najwybitniejszy z nielicznej grupy polskich watykanistów, autor najobszerniejszej (i niedocenianej) biografii Jana Pawła II. Na początku października opublikował on książkę „Tajemnice konklawe 1978”, która ukazała się z okazji 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. To samo w sobie zasługuje na uwagę, gdyż napisana została zatem – w porównaniu z publikacjami wymienionych autorów – z dość odległej perspektywy.

Wbrew tytułowi nie znajdziemy w książce Moskwy rozwikłania tajemnic dokonanej przez 111 kardynałów elekcji, której wynik zaszokował świat. Dzisiaj niemal co druga książka ma w tytule „tajemnica” lub „tajemnice”, aby przyciągnąć czytelników. Odsłonięcie kulisów konklawe jest niemożliwe z prostej przyczyny: w przypadku elekcji papieży nie ma czegoś takiego jak baza źródłowa. Jesteśmy w stanie zrekonstruować niemal minuta po minucie przebieg poetyckiego pojedynku na improwizacje pomiędzy Mickiewiczem a Słowackim 25 grudnia 1840 r. w Paryżu, bo z grona około 40 uczestników tego wydarzenia ponad połowa (sic!) spisała i opublikowała swoje relacje. Natomiast w przypadku każdego konklawe, obwarowanego od wieków ścisłymi przepisami bezwzględnego przestrzegania tajemnicy, żadna rekonstrukcja nie jest możliwa.

W czasach współczesnych były dwa przypadki ujawnienia głosowań podczas konklawe: tego z 3 września 1914 r. , które wybrało na papieża Benedykta XV i z 6 lutego 1922 r., z którego papieżem wyszedł jako Pius XI kard. Achille Ratti, były nuncjusz apostolski w Polsce. Dzięki zapiskom uczestnika obu elekcji kard. Friedricha-Gustawa Piffla, arcybiskupa Wiednia, opublikowanymi wbrew jego woli po śmierci, znamy dokładne wyniki wszystkich głosowań.

Już na konklawe sierpniowym kandydatura kard. Wojtyły była poważniejsza niż się powszechnie sądzi

Obecnie, po wyborze papieża, docierają do nas jakieś strzępki informacji od niedyskretnych kardynałów, wynikające z ich nieostrożności albo gadatliwości. Zdarza się, że powiedzą coś komuś zaufanemu, a ta osoba podzieli się z dziennikarzem wiedzą tajemną. Takim człowiekiem był bardzo dobrze widziany w Kurii Rzymskiej były premier Włoch Giulio Andreotti, który poznał wyniki głosowań z drugiego i trzeciego konklawe z października 1978 r. od któregoś z zaprzyjaźnionych kardynałów (Jacek Moskwa twierdzi, że był to watykański sekretarz stanu, francuski kardynał Jean Villot). „Puścił parę” również Gwatemalczyk kard. Mario Casariego, skądinąd człowiek o niespotykanej wrażliwości, który doznał zawału serca ze skutkiem śmiertelnym po tym, jak władze Gwatemali odrzuciły stanowczo jego wniosek o ułaskawienie pięciu więźniów skazanych na karę śmierci. Na gwatemalskiego kardynała powołało się kilku publicystów piszących o kulisach pamiętnego konklawe.

Również inni kardynałowie – po latach – jakby czując się zwolnionymi z obowiązku zachowania tajemnicy, podawali różne szczegóły dotyczące konklawe, albo podawali spóźnione newsy, licząc na poklask. Ale nawet te strzępki informacji trzeba weryfikować. Opowiadają je bowiem osoby będące w wieku, w którym – jak pisze Wiesław Myśliwski w swojej najnowszej powieści „Ucho igielne” – „pamięć zwalnia się z pamiętania”.

Jacek Moskwa relacjonuje swoją rozmowę z 1988 r. z kard. Johnem Królem, arcybiskupem Filadelfii, który wspomina dwa konklawe sprzed dziesięciu lat. Mówiło się o nich, że to „konklawe trzech króli”. Uczestniczył w nim obok kard. Króla, także – jak wiemy – promotor Karola Wojtyły, kard. Franz König. A gdzie jest trzeci Król? – zapytajmy jak w tytule sensacyjnej powieści Joe Alexa. Arcybiskup Filadelfii dokonuje karkołomnej akrobacji, wskazując na arcybiskupa Montrealu, Paula-Emile’a Legera. Tłumaczy: Mont real, czyli góra króla. Tymczasem kard. Król zapomniał, albo nie wiedział, że trzecim Królem, który brał udział razem z nim w obu konklawe, był inny Kanadyjczyk, metropolita Quebecu, Maurice Roy. O ile informację nie objętą tajemnicą, tak jak w powyższym przypadku, można zweryfikować, to tej sekretnej już się nie da i wypada tylko zaufać pamięci informatora.

Zupełnie wyjątkową wartość posiadają informacje pochodzące od papieży. Pewnymi szczegółami z przebiegu konklawe podzielili się publicznie Jan Paweł II i Franciszek, ale żaden z nich nie ujawnił, rzecz jasna, wyników głosowań i „układu sił”. Kiedy pewien polski arcybiskup chciał zasięgnąć wiedzy „u źródła” i zapytał Jana Pawła II czy to prawda, że podczas pierwszego konklawe w 1978 r. otrzymał 11 głosów, papież pogroził mu palcem.

Publicystom piszącym o konklawe w 1978 r. przyszedł niespodziewanie w sukurs prymas Stefan Wyszyński. W swoich Pro memoria, jeszcze nieopublikowanych, sporo miejsca poświęca okolicznościom wyboru Karola Wojtyły. Wprawdzie w momentach, kiedy ciekawość czytelnika sięga zenitu prymas zapisuje: „nic więcej!”, jednak z jego notatek wiele można się dowiedzieć.

Moskwa wykorzystuje źródła osobowe: uczestników konklawe, najbliższych przyjaciół papieża i swoich znakomitych kolegów publicystów. Tak szerokiego spektrum osób opowiadających i komentujących konklawe w innych książkach nie ma

Z fragmentów opublikowanych przez Petera Rainę – z których korzysta także Moskwa – wynika, że również kard. Wyszyński był kandydatem na papieża, bo w drugim dniu elekcji – kiedy dwaj pretendenci włoscy Giuseppe Siri i Giovanni Benelli „zaklinowali się”, grupa purpuratów zwróciła się do niego z pytaniem, czy przyjmie wybór. Prymas odmówił, argumentując, że papieżem powinien być Włoch, on sam jest za stary, nieprzygotowany do takiej funkcji, zaś jego życiowym zadaniem jest obrona Kościoła na Wschodzie. Równocześnie sondowano w sprawie kard. Wojtyły.

Z zapisków prymasa Wyszyńskiego wynika, że zasadniczym zwrotem w konklawe była inicjatywa arcybiskupa Genui, kard. Siriego, który po pierwszym dniu głosowania zaprosił na kolację trzech polskich kardynałów (prymasa, metropolitę krakowskiego i kard. Johna Króla). Zasugerował, że wycofa się z kandydowania i poprosi swoich zwolenników, by „przerzucili” swoje głosy na rzecz Wojtyły. Zachęcał przy tym kard. Króla, aby zabiegał o to u purpuratów amerykańskich. Od tego momentu kard. Wyszyński zaangażował się bez reszty w zabiegi o poparcie innych kardynałów dla wyboru swojego młodszego kolegi.

Zapiski prymasa to główne źródło pisane, z którego korzysta Jacek Moskwa. W dociekaniu jak to się stało, że Karol Wojtyła został wybrany na papieża, idzie on swoją własną drogą. Zupełnie nie korzysta z literatury poprzedników piszących o konklawe. Nie wchodzi również na ścieżkę austriacką: w Instytucie kard. Königa w Wiedniu można by znaleźć – jak przypuszczam – sporo informacji dotyczących pamiętnego konklawe (kard. König udzielił masę wywiadów, w których wątki o tym wydarzeniu musiały być poruszane).

Moskwa wykorzystuje przede wszystkim źródła osobowe: uczestników konklawe, z którym zdążył porozmawiać, najbliższych przyjaciół papieża i swoich znakomitych kolegów publicystów, głównie Włochów. Tak szerokiego spektrum osób opowiadających i komentujących konklawe w innych książkach nie ma. Są to rozmowy, których nie wykorzystał w swojej biografii papieskiej.

Autorowi nie chodzi o rekonstrukcję konklawe, nie podaje wyników poszczególnych głosowań, jak to czyni np. Peter Hebblethwaite. Polski watykanista w przeciwieństwie do swoich poprzedników idzie głębiej: zadaje pytanie – i odpowiada na nie w książce – czy nie należałoby szukać przyczyn wyboru Wojtyły na papieża znacznie wcześniej niż dotychczas sądzono: że papiestwo „było mu pisane” od momentu, gdy został biskupem.

Stawia też hipotezę, a wspierają go w tym watykaniści włoscy, że już na konklawe sierpniowym kandydatura kard. Wojtyły była poważniejsza niż się powszechnie sądzi. Świadczą o tym słowa Jana Pawła I, który po konklawe wyznał, że to nie on powinien zostać wybrany, ale ten, który w Kaplicy Sykstyńskiej siedział naprzeciwko niego. Tym „kimś”, jak sprawdził sekretarza Pawła VI, był kard. Karol Wojtyła.

Jacek Moskwa, „Tajemnice konklawe 1978”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018

Jacek Moskwa, „Tajemnice konklawe 1978”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018

W książce przeczytamy, że kard. Luciani został wybrany w trzecim głosowaniu, lecz nie zaakceptował wyniku. Głosowanie powtórzono. Ponieważ wynik był ten sam, patriarcha Wenecji przyjął wybór.

Moskwa ze wszystkich biografów papieskich chyba najwyraźniej stawia i udowadnia tezę, że to Paweł VI utorował Wojtyle drogę na tron Piotrowy. Przeciwnego zdania jest prof. Andrea Ricardi, ale inni włoscy watykaniści, na których ich polski kolega się powołuje, podzielają tę opinię. Zgodnie twierdzą, że Paweł VI miał swoich faworytów: metropolitę krakowskiego i patriarchę Wenecji, kard. Albino Lucianiego. Temu drugiemu, 16 września 1972 r. publicznie nałożył swoją stułę, czym wprawił Lucianiego w zakłopotanie. Patriarcha Wenecji po prostu zarumienił się.

W przypadku kard. Wojtyły nie było tak spektakularnego wydarzenia, ale cały ciąg faktów: mianowanie kardynałem, powoływanie do ważnych gremiów Kurii Rzymskiej, wreszcie zaproszenie w 1976 r. do wygłoszenia rekolekcji wielkopostnych dla papieża i Kurii Rzymskiej.

Czasami o relacjach międzyludzkich wiele mówią szczegóły. Paweł VI, amicus Poloniae, introwertyk, który posiłki jadł sam, zapraszał na obiad polskich kardynałów: Wyszyńskiego i Wojtyłę. Po latach krewni Pawła VI wytkną mu w mediach, że podczas wizyt w Pałacu Apostolskich częstował ich tylko szklanką wody, natomiast papa Polacco gościł obiadem i zaszczycał długą rozmową.

Moskwa sugeruje, że zwolennikami wyboru Polaka byli kardynałowie niemieccy, bardzo niezadowoleni z Ost-politik papieży włoskich, przesadnie uległych wobec komunistów. Świadczą o tym liczne spotkania prymasa Wyszyńskiego z purpuratami niemieckimi, w których ten problem stawał w centrum uwagi.

Nie otrzymujemy do końca w tej książce wyczerpującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego – jak pisze pewien polski publicysta – „w kryzysowym grajdole posoborowego pesymizmu, pogłębionym dodatkowo o zgony dwóch papieży na przestrzeni dwóch miesięcy” kardynałowie wybrali właśnie Karola Wojtyłę. Sam autor odpowiada na to szczerze: „Nie sposób odpowiedzieć”.

Warto jednak sięgnąć po tę lekturę, bo poszerza wiedzę o konklawe z października 1978 r. i pozwala – mimo ogromu powstałych dotąd publikacji – lepiej zrozumieć wielkość Jana Pawła II i zwrócić uwagę na nieznane okoliczności oraz fakty dotyczące jego wyboru. Liczne hipotezy – wskazuję tutaj tylko niektóre – i sposób, w jaki Moskwa je udowadnia, czynią z „Tajemnic konklawe 1978” lekturę fascynującą. Książka jest ponadto znakomicie napisana, ale do tego Jacek Moskwa zdążył już swoich czytelników przyzwyczaić.