Nie jestem entuzjastą metafory przedstawiającej chrześcijanina jako żołnierza Chrystusa. Wydaje mi się ona obrazem niepokojąco odległym od łagodności nauk Nauczyciela z Galilei.

Wyobraźmy sobie armię, której sztab generalny stwierdza, że podstawowy kierunek przyszłej ewentualnej wojny to północ, sojusznicy są na południu, a zasadniczą formacją, która winna zostać wyszkolona, ma być ciężka konnica. Po czym jeden z generałów oświadcza, że sojusznicy są zdradzieccy i należy raczej spodziewać się konfliktu na południu. Inny dowódca – niedawno przeniesiony w stan spoczynku, ale uznawany powszechnie za autorytet – deklaruje, że jego zdaniem ciężka konnica to przeżytek. A jeszcze kto inny – wpływowy pułkownik uważany za szarą eminencję wojska – zachęca, by zrezygnować z hodowli koni, gdyż przyszłość to piechota. Po tych wypowiedziach żaden z mówców nie zostaje przywołany przez sztab do porządku. Czy umielibyśmy stwierdzić, jakie są właściwie plany strategiczne tej armii?

Obawiam się, że coś podobnego dzieje się z Kościołem katolickim w Polsce.

Nie jestem entuzjastą metafory przedstawiającej chrześcijanina sicut miles Christi (jako żołnierza Chrystusa). Wydaje mi się ona obrazem niepokojąco odległym od łagodności nauk Nauczyciela z Galilei (wypędzenie kupców ze świątyni było jednym z wyjątków, nie regułą). Jeśli mimo to przywołuję obraz armii, to jedynie dlatego, że Kościół jest również instytucją i jako taki może być z innymi instytucjami porównywany. Doceniam, naturalnie, pewien margines swobody, który pozwala nam spierać się o rozmaite detale nauczania. Niemniej są obszary, w których Kościół upartych dyskutantów karze, a nawet usuwa poza swoje granice. Może być przedmiotem sporu, czy kwestie, o których chcę powiedzieć, należą do takiego obszaru. Niewykluczone, że nie; a jednak chciałoby się, by ludzie, których wypowiedzi nie sposób lekceważyć, nie wygłaszali zdań jawnie ze sobą sprzecznych. Jeśli ktoś znaczący twierdzi, że mamy ruszać na północ, a ktoś równie znaczący, że na południe – to nawet gdy chwilowo donikąd się nie wybieramy, budzi to popłoch, że nikt nie wie, dokąd iść.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, jesień 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

„Więź”, jesień 2018