Pamięć naprawdę głęboko łączy – i z umarłymi, i z żywymi.

Dzieje polsko-żydowskie są wciąż bardzo realnie obecne w życiu zarówno Żydów, jak i Polaków. Lud, który żył z nami przez wiele pokoleń, pozostał z nami po tej straszliwej śmierci milionów córek i synów. O tej wspólnej przeszłości mówią również cmentarze żydowskie, których jest wiele na polskiej ziemi. Taki cmentarz jest również tu, w Kaliszu. Są to miejsca o szczególnie głębokiej wymowie duchowej, eschatologicznej i historycznej zarazem. Niech te miejsca łączą Polaków i Żydów, bo przecież wspólnie czekamy dnia Sądu i Zmartwychwstania.

Jan Paweł II, Kalisz, 4 czerwca 1997 r.

Z żydowskim cmentarzem i z Janem Pawłem II wiąże się moja osobista historia zaangażowania się w dialog chrześcijańsko-żydowski.

Stan etnicznej i wyznaniowej homogeniczności w Polsce uznawałem za właściwy i pożądany. Tak mnie nauczono w PRL-owskiej szkole

Najpierw była ignorancja. Mieszkałem od urodzenia w mieście, którego ponad połowę mieszkańców przed wojną stanowili Żydzi, a ja o tym nic nie wiedziałem (moi rodzice byli w Otwocku przyjezdnymi i nie znali historii tego miasta). Mieszkałem w kraju, którego znaczną częścią obywateli jeszcze bardzo niedawno – bo z grubsza rzecz biorąc, pół wieku temu – byli Żydzi. Ale mnie to wcale nie interesowało. Po prostu uważałem stan etnicznej i wyznaniowej homogeniczności za właściwy i pożądany. Tak mnie nauczono w PRL-owskiej szkole…

Drugi etap to stopniowo rosnące zainteresowanie Żydami – ich historią i kulturą, judaizmem i dialogiem chrześcijańsko-żydowskim oraz stosunkami polsko-żydowskimi. Do przemiany przygotował mnie najpierw Ruch Światło-Życie, dzięki któremu wiara katolicka odziedziczona w ramach rodzinnej tradycji stała się moim osobistym wyborem i moją życiową przygodą. Dzięki oazie otworzyły mi się oczy na znaczenie Starego Testamentu. W tym klimacie odkryłem, że Jan Paweł II – mój papież i duchowy ojciec mojej wiary – odwiedził rzymską synagogę, że zachęca katolików do dialogu z Żydami i judaizmem. Zaczęło mnie to intrygować.

Kiedyś rozmawiałem na ten temat z Kasią, moją narzeczoną, dziś żoną, i od niej dowiedziałem się, że w lesie pod Otwockiem też jest cmentarz żydowski. To ona mnie tam zaprowadziła i to od niej dostałem w prezencie piękny album fotografii Moniki Krajewskiej z żydowskich cmentarzy w Polsce zatytułowany „Czas kamieni”, zawierający także wyjaśnienie symboliki macew. Potem przyszedł czas na lekturę czasopism katolickich – głównie „Więzi”, „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku” – które pokazywały mi rangę tematu żydowskich korzeni chrześcijaństwa dla katolika, oraz uświadamiały, że nie jest to fanaberia czy hobby, lecz że tak właśnie oficjalnie naucza Kościół.

Zacząłem najpierw dziennikarsko towarzyszyć dialogowi chrześcijańsko-żydowskiemu w Polsce, a potem go współtworzyć. Doskonale pamiętam pierwsze międzynarodowe sympozjum chrześcijańsko-żydowskie w kwietniu 1988 roku w Krakowie i Tyńcu. Miała tam miejsce m.in. niezwykła przemiana, która uświadomiła mi, jak wielką moc ma dialog i czemu służy.

Pierwszy żydowski referat wygłaszał wówczas rabin o nazwisku Polish. To zresztą pierwszy rabin w historii, który przemawiał w siedzibie arcybiskupów krakowskich. W pierwszych słowach swego wystąpienia stwierdził, że „Polska słusznie uważana jest za najbardziej antysemicki kraj świata”… Potem pojechaliśmy na trzy dni obrad do klasztoru benedyktynów w Tyńcu, by na zakończenie powrócić do domu kard. Franciszka Macharskiego. Na koniec spotkania usłyszeliśmy wyznanie rabina Polisha poczynione ze łzami w oczach: „zrozumiałem teraz polski ból”. Wtedy z kolei ja zrozumiałem, że dialog ma prowadzić do tego, by lepiej zrozumieć drugiego, zrozumieć go tak, jak on siebie rozumie.

„Więź”, „Tygodnik Powszechny” i „Znak” pokazywały mi rangę tematu żydowskich korzeni chrześcijaństwa dla katolika oraz uświadamiały, że nie jest to fanaberia czy hobby, lecz że tak właśnie oficjalnie naucza Kościół

Wciąż jednak raczej towarzyszyłem dialogowi chrześcijańsko-żydowskiemu niż go współtworzyłem. Dopiero kilkanaście lat później, wraz z ludźmi, których wcześniej nie znałem, powołaliśmy Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich. Uznałem wtedy, że moim podstawowym obowiązkiem wobec Żydów jest – oprócz dialogu religijnego – zaangażowanie na rzecz pamięci członków tego narodu, którzy byli obywatelami mojego miasta: przywrócenie ich pamięci i jej ocalenie. Miałem przez lata wyrzuty sumienia, że tym się nie zajmuję, dopiero po dyskusji na temat zbrodni w Jedwabnem zdecydowałem się wreszcie coś uczynić…

Należało zacząć, co oczywiste, od porządkowania żydowskiego cmentarza. Prace te uznaliśmy za wyraz pamięci o przeszłości rodzinnego miasta, ale także za swoiste zadośćuczynienie za zniszczenia, jakich dokonali w tym miejscu przed laty inni otwocczanie. Gdy ogłaszaliśmy zamiar podjęcia prac, przytoczyliśmy cytowane na początku tego rozdziału słowa Jana Pawła II o cmentarzach żydowskich w Polsce. Szybko okazało się, jak niezwykłą moc ma takie działanie. Niebawem do naszego komitetu zgłosiło się kilka osób, które dotychczas w zupełnym osamotnieniu zajmowały się – na tyle, na ile mogły – tym zapomnianym kirkutem. Wspólnie było dużo łatwiej…

W działania włączyli się katolicy, prawosławni, baptyści i niewierzący anarchiści. Cmentarz porządkowali uczniowie otwockich szkół i pensjonariusze pobliskiego ośrodka dla osób uzależnionych. Później miejsce to pokazywaliśmy młodym Żydom z Izraela, USA i Australii, a oni przyłączali się do swoich polskich rówieśników i wraz z nimi przywracali mu należny wygląd.

Sprawdziły się w naszym przypadku co do joty słowa Jana Pawła II. Stary żydowski kirkut – gdy po wycięciu krzaków i odchwaszczeniu wyłonił się spomiędzy drzew – stał się miejscem łączącym Polaków i Żydów. Cmentarz okazał się miejscem o „szczególnie głębokiej wymowie duchowej, eschatologicznej i historycznej”. Nie ma już otwockich Żydów, ale ożyła pamięć o nich.

W jednym z poprzednich rozdziałów pisałem o polskości jagiellońskiej. Poprzez spotkanie z żydowskim cmentarzem i historią ludzi tam pochowanych doświadczyłem tamtej Polski. Podobne były doświadczenia wielu innych Polaków, którzy nie mając korzeni żydowskich, zaangażowali się w prace na rzecz odrodzenia pamięci o Żydach – dawnych współgospodarzach ich lokalnych społeczności. Odkryli oni, że schemat, w którym w ramach martyrologii mówi się tylko o cierpieniach Polaków, to pozostałość komunistycznej propagandy, sprytnie usiłującej w latach PRL łączyć wątki narodowe z proletariackim internacjonalizmem. Nie da się bowiem uczciwie opowiedzieć lokalnej historii bez uwzględnienia losów wszystkich mieszkańców ziem danego regionu naszego kraju czy danej jego miejscowości.

Podstawowym obowiązkiem wobec Żydów jest dla mnie – oprócz dialogu religijnego – zaangażowanie na rzecz pamięci o żydowskich współobywatelach mojego miasta

Piszę tu przede wszystkim o polskich Żydach, ponieważ oni stanowili najliczniejszą mniejszość narodową w II Rzeczypospolitej (10 procent obywateli). Toteż najwięcej jest dzisiaj żydowskich cmentarzy – obecnie ponad 1000 rozsianych po całej Polsce. Ale podobnie można by pisać o cmentarzach niemieckich, ukraińskich czy cmentarzach żołnierzy rosyjskich. W Otwocku od lat 1 listopada znicze płoną na wszystkich grobach żołnierzy Armii Czerwonej.

Od paru lat – także na cmentarzu żydowskim. Nikt do tego nie zachęcał, nie mobilizował, stało się to spontanicznie.

„Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II”

Zbigniew Nosowski, „Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II”, Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2010

Istnieje tu wielkie pole do działania także dla wspólnot religijnych. W Otwocku przykładem był ks. Wojciech Lemański, proboszcz parafii, do której przylegał kirkut. Ksiądz ten zainicjował także regularne modlitwy na terenie obozu zagłady w Treblince, miejsca, które zostało prawie zupełnie zapomniane, choć to drugi obóz pod względem liczby ofiar i największy cmentarz mieszkańców Warszawy.

Innym wspaniałym przykładem może być parafia w Krasiczynie pod Przemyślem. Jej proboszcz, ks. Stanisław Bartmiński, jeszcze w 2000 roku zainicjował akcję swoistej „adopcji” cmentarza żydowskiego przez parafię. Po II wojnie światowej z całego kirkutu zostały cztery macewy. Reszta posłużyła Niemcom do wybrukowania błotnistej drogi. Później teren ten stał się gminnym pastwiskiem. Pod kierunkiem proboszcza miejscowa młodzież oczyściła i uporządkowała teren cmentarza, który później ogrodzono. Ustawiono też pamiątkową tablicę z napisem w językach polskim, hebrajskim i angielskim: „Cmentarz gminy żydowskiej w Krasiczynie do 1941. Pamięci starszych braci w wierze. Parafia rzym.-kat. w Krasiczynie”.

Historię porządkowania krasiczyńskiego cmentarza prezentowano w popularnym telewizyjnym serialu „Plebania”. Ksiądz Bartmiński jest bowiem pierwowzorem postaci filmowego proboszcza – scenarzyści konsultują z nim treść kolejnych odcinków. Na razie jednak wielu naśladowców się nie znalazło. Tylko na razie?

PYTANIA

Czy w mojej okolicy znajduje się cmentarz żydowski albo innej grupy narodowościowej? Czy kiedykolwiek na nim byłem? Czy jest on dla mnie częścią lokalnej historii, czy też nic dla mnie nie znaczy?

W jakim stanie znajduje się ten cmentarz? Czy ktoś się nim opiekuje? Czy coś mogę w tej sprawie zrobić?

Czy kiedykolwiek byłem w obozie zagłady – nie ze szkolną wycieczką, lecz z własnej woli? Jeśli mieszkam w Warszawie: czy myślałem o Treblince jako największym warszawskim cmentarzu?

Czy rozumiem różnicę między losem Polaków w czasie II wojny światowej (zagrożeni śmiercią) a losem Żydów (skazani na śmierć), a tym samym różnicę między obozem koncentracyjnym a obozem zagłady?

Może jesteś nauczycielem, zwłaszcza historii czy języka polskiego? Zastanów się, jak przedstawiasz swoim uczniom lokalną historię. Czy historia okolicy to tylko historia Polaków?

PROPOZYCJE

Wybierzcie się na cmentarz żydowski. Dowiedzcie się wcześniej nieco więcej o symbolice nagrobków żydowskich. Nauczcie się rozpoznawać znaczenie najważniejszych symboli graficznych: świeczniki, korona, zwój Tory, dłonie w geście błogosławieństwa.

Czy lokalna martyrologia to tylko martyrologia Polaków? Czy pamięta się w Waszej okolicy o zagładzie miejscowych Żydów, którzy byli współobywatelami i współgospodarzami tej ziemi? Zastanówcie się, co Wasza wspólnota może zrobić, aby pamięć tę przywrócić i ją ocalić.

Pojedźcie wspólnie do obozu zagłady. Pomyślcie zawczasu o tym, w jaki sposób chcecie się tam pomodlić. Takie miejsca bardzo potrzebują modlitwy.

Dowiedzcie się o mieszkańcach Waszej okolicy, którzy otrzymali medal Sprawiedliwych wśród Narodów Świata za ratowanie Żydów podczas II wojny światowej. Czy pamięć o nich jest kultywowana, czy też wstydliwie ukrywana?

Zastanówcie się, czy Wasza wspólnota/parafia mogłaby zaopiekować się jakimś opuszczonym, zaniedbanym miejscem historycznym. Warto, ponieważ pamięć naprawdę łączy – i z umarłymi, i z żywymi…

Tekst pochodzi z książki Zbigniewa Nosowskiego „Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II” wydanej przez Centrum Myśli Jana Pawła II (Warszawa 2010)

Centrum Myśli Jana Pawła II