Nie ma takich słów, które wystarczająco mocno wyraziłyby niemoralność ostatniego spotu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości. Podłość, obrzydliwość, sadyzm – tak, ale to wciąż mało. Skutki tej kampanii nienawiści mogą odczuć przedstawiciele mniejszości na własnej skórze.

Chaos na ulicach, przepychanki, strzelaniny, spalone samochody, słowem: przemoc – wszystko na nagraniach amatorskich, które sprawiają wrażenie autentyczności. Taki komunikat zafundowało wyborcom Prawo i Sprawiedliwość na finiszu kampanii samorządowej w spocie wyborczym opublikowanym w środę 17 października. Już za dwa lata tak będzie wyglądał nasz kraj – straszy PiS – jeśli do Polski trafią uchodźcy. A trafią – przekonują autorzy filmiku propagandowego – jeśli tylko wybory samorządowe wygra Platforma Obywatelska i zlikwiduje urzędy wojewódzkie.

Oto na finiszu kampanii wyborczej partia rządząca zapowiada, że nie tylko nie pomoże ofiarom wojen i głodu, ale jeszcze będzie żerować na ich tragedii. Stosuje przy tym strategię zarządzania strachem jako narzędzie manipulowania opinią publiczną. Odwołuje się do potrzeby bezpieczeństwa – tak uniwersalnej i łączącej nas z całą rodziną ludzką – następnie kreuje wyobrażone zagrożenie, utożsamia je z uchodźcami, po czym podsuwa rozwiązanie: my was ochronimy, jeśli tylko na nas zagłosujecie! Ta prosta strategia, pasożytująca na pierwotnej potrzebie każdego człowieka, jaką jest bezpieczeństwo, ma tak naprawdę tylko jeden cel: zdobyć poparcie za wszelką cenę.

Nie ma takich słów, które wystarczająco mocno wyraziłyby niemoralność kampanii Prawa i Sprawiedliwości. Podłość, obrzydliwość, sadyzm – tak, ale to wciąż mało. Jestem przekonany, że za jakiś czas studenci będą analizowali spot wyborczy rządzącego nami ugrupowania jako przykład odrażającej propagandy – tak jak dziś rozbiera się na czynniki pierwsze komunistyczne kroniki filmowe z lat powojennych.

Problem w tym, że ta kampania może uderzyć w konkretnych ludzi tu i teraz. W Polsce mieszkają przedstawiciele mniejszości narodowych, etnicznych i religijnych, którzy na własnej skórze odczuwają skutki nienawiści podsycanej przez polityków. Nieprzypadkowo pogorszenie się stosunku Polaków do uchodźców wiązało się ściśle z kampaniami wyborczymi 2015 roku, a także ze słowami Jarosława Kaczyńskiego o tym, że uchodźcy mogą przenosić nieznane choroby. Niestety, to wszystko przekłada się na lawinowy wzrost przemocy wymierzonej w obcokrajowców – mówią o tym dane prokuratury. Pamiętajmy o tym, zwłaszcza w najbliższych dniach, bo istnieje ryzyko rozbudzenia demonów przemocy.

Za jakiś czas studenci będą analizowali spot wyborczy partii rządzącej jako przykład odrażającej propagandy – tak jak dziś rozbiera się na czynniki pierwsze komunistyczne kroniki filmowe z lat powojennych

Wspierający rząd publicysta Jacek Karnowski pisał przed rokiem, że nawet projekt przyjęcia małej liczby uchodźców w ramach bezpiecznego (dla wszystkich) programu korytarzy humanitarnych jest próbą uderzenia „w centralny punkt obozu Prawa i Sprawiedliwości: intensywnie przeżywaną relację z moralnością, Tradycją i Kościołem”. Ktoś skomentował tę myśl, że relację z moralnością może przeżywać tylko osoba, której samej brak moralności. Po roku widać jeszcze wyraźniej, że to prawda.

Zaś co do relacji z Kościołem – warto przypomnieć słowa, które wypowiedział niedawno kard. Kazimierz Nycz podczas ekumenicznego nabożeństwa za uchodźców „Umrzeć z nadziei”. Dedykuję je zwłaszcza tym politykom PiS, którzy wspomniany spot swojej partii udostępniali w mediach społecznościowych, a lista – jak zauważa portal uchodźcy.info – jest pokaźna. Są na niej m.in. Patryk Jaki, Piotr Gliński oraz… minister ds. uchodźców (sic!) i pomocy humanitarnej Beata Kempa.

Metropolita warszawski mówił: „Musimy się wszyscy uderzyć w piersi. Powiedzieć sobie, że w ciągu ostatnich miesięcy wszędzie, nie tylko w Polsce, ciszej na ten temat mówimy. Ciszej mówią ludzie Kościoła i politycy. Dzieje się coś niepokojącego. Ta modlitwa jest potrzebna, żebyśmy się obudzili, powiedzieli sobie: uchodźcy są, wcale nie jest ich mniej, niż było kilka lat temu, kiedy papież Franciszek jechał na Lampedusę. Znieczuliliśmy nasze serca”.

I chociaż to znieczulenie serc jest zawinione przez nas wszystkich – w tym mnie samego i moje środowisko, bo też mówimy na ten temat ciszej niż powinniśmy – to Prawo i Sprawiedliwość tym się wyróżnia, że ze swojego znieczulenia próbuje czynić cnotę. Pamiętajmy o tym przy urnach.