Wielu artystów traktuje religię jako spętanie swej wolności twórczej, znajdując satysfakcję w przełamywaniu wszelkich ograniczeń i barier. Z kolei wielu kościelnych decydentów, z nieufnością patrząc na artystów, rezygnuje z roli mecenasa wielkiej sztuki i przedkłada pobożny kicz ponad dzieła, które niosłyby trwałe, ponadczasowe przesłanie.

Każda autentyczna forma sztuki jest swoistą drogą dostępu do głębszej rzeczywistości człowieka i świata. Tym samym stanowi też bardzo trafne wprowadzenie w perspektywę wiary, w której ludzkie doświadczenie znajduje najpełniejszą interpretację. Oto dlaczego pełnia prawdy zawarta w Ewangelii musiała od samego początku wzbudzić zainteresowanie artystów, z natury wrażliwych na wszelkie przejawy ukrytego piękna rzeczywistości. […]

W epoce nowożytnej obok tego nurtu humanizmu chrześcijańskiego, nadal tworzącego wybitne dzieła kultury i sztuki, stopniowo ukształtowała się też inna forma humanizmu, którą cechuje nieobecność Boga, a często sprzeciw wobec Boga. Ten klimat prowadził czasem do rozejścia się dróg sztuki i wiary, przynajmniej w tym sensie, że wielu artystów okazywało mniejsze zainteresowanie tematami religijnymi.

Jak jednak wiecie, Kościół nadal żywi bardzo wysokie uznanie dla sztuki jako takiej. Sztuka bowiem, jeżeli jest autentyczna, choć niekoniecznie wyraża się w formach typowo religijnych, zachowuje więź wewnętrznego pokrewieństwa ze światem wiary, tak że nawet w sytuacji głębokiego rozłamu między kulturą a Kościołem właśnie sztuka pozostaje swego rodzaju pomostem prowadzącym do doświadczenia religijnego. […] Nawet wówczas gdy artysta zanurza się w najmroczniejszych otchłaniach duszy lub opisuje najbardziej wstrząsające przejawy zła, staje się w pewien sposób wyrazicielem powszechnego oczekiwania na odkupienie.

Jan Paweł II, „List do artystów”, 1999

O papieskim „Liście do artystów” noblista Czesław Miłosz napisał, że jest „wydarzeniem niespodziewanym, zachwycającym, cudownym”. Ten wielkiej wagi dokument, wyrażający potrzebę i wizję nowego przymierza Kościoła i ludzi sztuki, stał się ukoronowaniem dokonań Jana Pawła II w tej dziedzinie.

Nawet wówczas gdy artysta zanurza się w najmroczniejszych otchłaniach duszy lub opisuje najbardziej wstrząsające przejawy zła, staje się w pewien sposób wyrazicielem powszechnego oczekiwania na odkupienie – pisał Jan Paweł II w „Liście do artystów”

I znowu, tak jak w przypadku papieskiego nauczania o świeckich i nowatorskiego podejścia do kwestii małżeństwa i rodziny, na to niezwykle głębokie rozumienie istoty sztuki wpłynęły osobiste doświadczenia Karola Wojtyły. Papieżem został przecież nie tylko człowiek ogólnie wrażliwy na piękno, lecz także twórca – poeta i były aktor. Jan Paweł II doskonale rozumiał zwłaszcza moc słowa, ponieważ Teatr Rapsodyczny, który współtworzył, opierał się właśnie na założeniu prymatu tego środka wyrazu. Dzięki temu Wojtyła miał świadomość sakramentalnej funkcji sztuki – odsyła ona bowiem do wartości, które ją samą przekraczają, tak jak słowo odsyła do rzeczywistości, którą wyraża.

W „Liście do artystów” Jan Paweł II najpierw ukazał, jak bardzo Kościół potrzebuje przymierza ze sztuką: „Musi bowiem sprawiać, aby rzeczywistość duchowa, niewidzialna, Boża, stawała się postrzegalna, a nawet w miarę możliwości pociągająca. Musi zatem wyrażać w zrozumiałych formułach to, co samo w sobie jest niewyrażalne”.

Kościół potrzebuje zatem malarzy, rzeźbiarzy, grafików, witrażystów, muzyków, pisarzy, architektów. Praktyka życia w Watykanie za pontyfikatu Jana Pawła II dopowiada, że nie chodzi tu wyłącznie o twórców tzw. kultury wysokiej. Papież z radością oglądał także pokaz breakdance’u, tańca na wskroś nowoczesnego, który przecież jest bardzo odległy od form kultury bliskich Karolowi Wojtyle. Chodziło mu przede wszystkim o wyrażenie otwartości na różne formy współczesnej sztuki.

„Czy można jednak powiedzieć, że także sztuce potrzebny jest Kościół?” – pyta Jan Paweł II i odpowiada, sięgając do głębi człowieczeństwa i istoty powołania twórców: „Artysta nieustannie poszukuje ukrytego sensu rzeczy, z wielkim trudem stara się wyrazić rzeczywistość niewysłowioną. Nie sposób zatem nie dostrzec, jak wielkim źródłem natchnienia może być dla niego ta swoista «ojczyzna duszy», jaką jest religia. Czyż to nie w sferze religii człowiek zadaje najważniejsze pytania osobiste i poszukuje ostatecznych odpowiedzi egzystencjalnych?”.

Pragnienie papieża, by doprowadzić do nowego przymierza między Kościołem a sztuką natrafia jednak na wiele przeszkód. W wieku XX nastąpił wyraźny rozdźwięk religii i sztuki. Jak wyraził to pisarz Jerzy Sosnowski: „oglądana z perspektywy religijnej sztuka dwudziestego wieku przypominała lekkomyślny odzew na ponowione kuszenie węża: «Będziecie jako bogowie»… Z perspektywy sztuki religia wydawała się zaś w najlepszym razie starszą siostrą, której czas atrakcyjności już minął”.

Efektem tego rozdźwięku są liczne napięcia i coraz większa podejrzliwość. Wielu artystów traktuje religię jako spętanie swej wolności twórczej, znajdując satysfakcję w przełamywaniu wszelkich ograniczeń i barier. Z kolei wielu kościelnych decydentów, z nieufnością patrząc na artystów, rezygnuje z roli mecenasa wielkiej sztuki i przedkłada pobożny kicz ponad dzieła, które niosłyby trwałe, ponadczasowe przesłanie.

Jan Paweł II uważał, że wiara powinna się wyrażać w kulturze, inaczej nie jest wiarą dojrzałą, w pełni przyjętą, dobrze uformowaną

Apel o tworzenie nowego przymierza między religią a sztuką brzmi dla nas, Polaków, znajomo. Osobom pamiętającym lata 80. XX wieku z pewnością przypomina się czas ówczesnego – wielkiego i serdecznego, jak się wydawało – sojuszu Kościoła z artystami. Kościół stał się w tym okresie naszej współczesnej historii mecenasem kultury niezależnej i niekwestionowaną przestrzenią wolności. Klimat wzajemnego zaufania szybko zniknął jednak w wolnej Polsce. Nie miejsce tu, by analizować przyczyny tej sytuacji. Jan Paweł II zachęcał polskich biskupów – przed rokiem 1989, i po nim – aby Kościół polski znalazł „język, który trafi do umysłów i serc” artystów (w tych samych słowach mówił na ten temat w roku 1987 do ludzi kultury i w roku 1998 do polskich biskupów). Bezskutecznie. Rozdźwięk Kościoła i sztuki stał się faktem w dużej mierze również w naszym kraju.

W tej sytuacji „głębokiego rozłamu między kulturą a Kościołem właśnie sztuka pozostaje swego rodzaju pomostem prowadzącym do doświadczenia religijnego” – ta papieska deklaracja zaufania do artystów wydaje się przełomowa i profetyczna. Zwłaszcza że dotyczy także zasadniczego punktu spornego: eksponowania zła przez twórców. Jan Paweł II stwierdził, że również ten nurt w sztuce „staje się w pewien sposób wyrazicielem powszechnego oczekiwania na odkupienie”.

„Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II”

Zbigniew Nosowski, „Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II”, Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2010

Jerzy Sosnowski tak komentował w „Więzi” ten proroczy wymiar „Listu do artystów”: „Może przyjdzie czas, którego jednym z przejawów będzie powszechne zrozumienie, że nieposkromiona skłonność do kiczu to niedoskonałość charakteru, zawada na naszej drodze do pełnego człowieczeństwa. Że wyzwanie, jakie stanowi niepokojąca nieraz sztuka, jest wezwaniem. Że przykazanie miłości może obejmować także ukochanie trudnego piękna”. Wymaga to jednak wielkiej pracy – zarówno od ludzi Kościoła, jak i od ludzi sztuki. To kolejny niepodjęty nurt pontyfikatu Jana Pawła II.

Jeszcze inny wymiar związków religii i kultury, o którym często mówił nasz wielki rodak, to wiara. Jan Paweł II uważał, że powinna się ona wyrażać w kulturze, inaczej nie jest wiarą dojrzałą, w pełni przyjętą, dobrze uformowaną. W jego ujęciu „tylko w obrębie kultury i poprzez kulturę wiara chrześcijańska staje się historyczna i tworzy historię”. Chodzi tu, rzecz jasna, o szersze rozumienie kultury niż tylko sztuka. Wiara powinna stawać się kulturą, to znaczy: powinna tworzyć sposób życia, kształtować system wartości (jednostek i szerszych grup), uczyć współodpowiedzialności i solidarności, pomagać w budowaniu świata bardziej ludzkiego i bardziej chrześcijańskiego. Mówiąc najprościej: wiara musi być widoczna, nie można jej chować. Jest ona wprawdzie sprawą bardzo osobistą, ale nie może być sprawą tylko prywatną. Gdy jej nie widać w życiu człowieka, to tak jakby jej nie było.

„Piękno jest kluczem tajemnicy i wezwaniem transcendencji”. I nie chodzi tu wcale tylko o piękno dzieła sztuki. W Liście do artystów czytamy także: „Nie wszyscy są powołani, aby być artystami w ścisłym sensie tego słowa. Jednak według Księgi Rodzaju, zadaniem każdego człowieka jest być twórcą własnego życia: człowiek ma uczynić z niego arcydzieło sztuki”.

PYTANIA

Czy próbuję uczynić ze swego życia „arcydzieło sztuki”?

Czy umiem szukać i znajdować Boga także za pośrednictwem dzieł sztuki? Czy w pięknie, które mnie fascynuje, potrafię odkrywać Stwórcę?

Czy znam podstawowe dzieła sztuki sakralnej? Czy umiem docenić ich wartość, czy raczej ich oglądanie uważam za stratę czasu?

Czy znam twórczość literacką Karola Wojtyły: jego dramaty i poezje? Czy próbowałem odnaleźć w nich jego przesłanie dla świata?

Czy w wystroju mojego kościoła parafialnego dominuje piękno czy kicz? Czy kiedykolwiek rozmawiałem na ten temat z proboszczem?

Jeśli jestem księdzem i decydentem w sprawie wystroju kościoła: czy potrafię współpracować z artystami wysokiej klasy? Czy polegam jedynie na swoim wyczuciu, czy też radzę się specjalistów w tej dziedzinie?

PROPOZYCJE

Ustalcie we wspólnocie program wprowadzenia jej członków w tajniki rozumienia sztuki sakralnej. Mogą to być wykłady ilustrowane fotografiami albo być wycieczka na przykład do muzeum diecezjalnego, w którym można obejrzeć dzieła wysokiej klasy.

Wybierzcie się w gronie członków wspólnoty na jakąś kontrowersyjną wystawę. Podyskutujcie potem, jak odebraliście prezentowane tam dzieła. Zastanówcie się, jakimi argumentami można trafiać do osób zafascynowanych tego rodzaju sztuką.

Obejrzyjcie wspólnie wybrany przez Was film, który ukazuje zło i upadek człowieka. Podyskutujcie o nim w świetle słów Jana Pawła II: „Nawet wówczas gdy artysta zanurza się w najmroczniejszych otchłaniach duszy lub opisuje najbardziej wstrząsające przejawy zła, staje się w pewien sposób wyrazicielem powszechnego oczekiwania na odkupienie”. Czy potraficie w tym filmie dostrzec takie oczekiwanie i tęsknotę za dobrem?

Zróbcie w Waszej wspólnocie dwa rankingi najpiękniejszych kościołów – zabytkowych i współczesnych. Zastanówcie się, co z tych zestawień wynika: na jakie potrzeby i w jaki sposób powinni odpowiadać architekci.

Wprowadźcie zwyczaj obdarowywania się przy różnych osobistych okazjach ikonami. Jeśli możecie sobie na to pozwolić, nie kupujcie reprodukcji, lecz zamawiajcie ikony u osób, które je malują (to też ważna forma wsparcia dla nich). Próbujcie dobierać ikonę do usposobienia i charakteru osoby, która zostanie nią obdarowana.

Tekst pochodzi z książki Zbigniewa Nosowskiego „Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II” wydanej przez Centrum Myśli Jana Pawła II (Warszawa 2010)

Centrum Myśli Jana Pawła II