„Exit” to teatr nietypowy. Tworzą go osoby z niepełnosprawnością, część porusza się na wózkach i o kulach. Tydzień po premierze przejmującego spektaklu „Genesis” okazało się, że teatr straci salę prób. Salezjanie odmówili mu przedłużenia umowy.

Na tę premierę czekałam od czerwca. 26 września w kościele oo. augustianów na krakowskim Kazimierzu Teatr „Exit” wystawił spektakl „Genesis” zrealizowany na podstawie Księgi Rodzaju. Jest to teatr nietypowy. Tworzą go osoby z niepełnosprawnością (działa od dwóch lat przy Katolickim Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół „Klika” w Krakowie), ale charakter nadaje mu reżyser – Maciej Sikorski. Katolik nawrócony, po przejściach opisanych w książce „Byłem w piekle” (2017). Ma talent i wyczucie. Jego wizja teatru wykracza poza klasyczny pomysł na terapię zajęciową. Premiera była przesuwana, szukał wokalisty. W końcu trafił na Marka Piekarczyka. Słynny rockman, były lider TSA, odtwórca głównej roli w musicalu „Jesus Christ Superstar” znakomicie odnalazł się na scenie i muzycznie, i mentalnie. Obu panów połączył artystyczny bunt i wrażliwość na osoby niepełnosprawne. Może byłby to początek współpracy, ale teatr zaraz po premierze stracił… salę prób.

Gra światła i cienia    

To kolejne już przedstawienie oparte na Biblii (była „na tapecie” Księga Wyjścia i Księga Hioba), w której Sikorski szuka inspiracji. Zapytany o wybór tematu wyjaśnia, że chciał dotknąć serca widzów. Doszedł do wniosku, że Księga Rodzaju jest dziś aktualna, bo świat współczesny na pytania o pochodzenie człowieka ma odpowiedzi inne niż wierzący. Toczą się debaty nad zapłodnieniem in vitro, inżynierią genetyczną itp. Wejście w tak skomplikowane rejony świadczy o ambicjach twórcy, który nie chce „brać na litość” publiczności, szuka nowatorskich rozwiązań (teatr cieni) i przestrzeni do debat intelektualnych. Biorąc pod uwagę zasoby teatru i ograniczenia aktorów to… szaleństwo. Widzów spektakl poruszył.

Wojciech Bonowicz, poeta i biograf ks. Józefa Tischnera mówi: – Najbardziej przejmujące było to, że jest to opowieść o pięknie – stworzenia, człowieka. I występują osoby, które muszą walczyć o to, żebyśmy widzieli je jako piękne. To jest zawsze dla mnie niesamowite. Spektakl opiera się na obrazach, ale tekst biblijny, bardzo poetycki ale też zwięzły, enigmatyczny chwilami, jest podany przez profesjonalnego lektora, narratora. To jest wielka siła spektaklu.

Dodaje też, że teatr „Exit” ma aktorów, którzy są mocni słowem. To czyni go wyjątkowym.

Kto nie wierzy, może znaleźć na YouTubie filmy Marcina Konika „Końska dawka poezji”. Marcin – nie pierwszy raz – jest głosem Boga w spektaklach „Exit”. W „Genesis” w rolę Ewy wcieliła się Beata. Trochę się denerwowała, jak mówi, lecz nie było nic widać. Najtrudniejsza dla niej była scena z jabłkiem.

Dla Bonowicza najmocniejsza była „gra światła i ciemności”. Dlaczego? – Początek świata opisany w Biblii wyobrażam sobie jako pojawienie się wielkiej jasności – tłumaczy. – Ciemność w pewnym sensie znika i robi się jasno. Ale to nie jest prawda. Za chwilę zaczynają się problemy Kaina i Abla. Nadchodzi potop. Rodzą się (w nas) wielkie pytania teologiczne i etyczne. Aktorzy pokazali to właśnie światłem i cieniem. Ilość cienia była przejmująca, bo światła jest tak mało, że ono musi zawalczyć trochę o swoją obecność w tych mrokach. To taka impresja. Zostaną we mnie obrazy, mówi poeta.

Performance zamiast debaty

Pod wrażeniem była Anna Kowalska, młoda dziewczyna, którą zagadnęłam po wydarzeniu. – Interpretacja i przedstawienie tematu było zrozumiałe dla każdego – opowiada. – Spektakl dotyka bardzo trudnych rzeczy poprzez prostą formę, dźwięk, światło, muzykę… A osoby z niepełnosprawnością intelektualną bardzo pięknie pokazały stworzenie człowieka… Pokazały nasze człowieczeństwo – podkreśla.

Nie obyło się jednak bez zgrzytu. Komplikacje zaczęły się pojawiać, gdy do głosu doszli intelektualiści. Aby zainspirować debatę Sikorski zaprosił do współpracy Wojciecha Bonowicza, a ten zorganizował panel dyskusyjny. Wzięli w nim udział: ks. prof. Wojciech Grygiel, Łukasz Kwiatek z „Tygodnika Powszechnego”, o. Marek Donaj OSA (proboszcz parafii) i Maciej Sikorski. Dyskusja dotyczyła interpretacji Księgi Rodzaju, ale też teorii ewolucji Karola Darwina itp. Pomysł interesujący, jak każda próba połączenia sztuki z nauką i religią. Są to kluczowe składowe naszej kultury.

Debata po spektaklu „Genesis” w Krakowie 26 września 2018 r.

Debata po spektaklu „Genesis” w Krakowie 26 września 2018 r. Pierwszy z lewej Marek Piekarczyk. Fot. Adam Walanus / adamwalanus.pl

W pewnej chwili moderator poprosił uczestników o podzielenie się refleksją, w czym według nich najbardziej widać podobieństwo człowieka do Boga. Łukasz Kwiatek jako główny aspekt obrazu Boga w nas wymienił rozum. Szczegółowo i z pasją rozwinął ów motyw, przedstawiając wyższość człowieka nad zwierzętami. Te nie są aż tak racjonalne, choć niektóre małpy są w stanie, podobno, kierować się logiką. Wypowiedź wywołała konsternację. Inaczej wybrzmiałaby w auli uniwersyteckiej, ale po spektaklu? Gdy na sali (w kościele) siedzą aktorzy – niepełnosprawni nie tylko fizycznie, lecz w niektórych przypadkach także intelektualnie? Wraz z bliskimi, którzy walczą o ich godność i prawo do istnienia, choć ci nie dorównują rozumem swoim rówieśnikom…

„Exit” naprawdę jest niezwykły. Wyzwala w ludziach spontaniczność. Najpierw do grona szacownych panelistów przysiadł się Marek Piekarczyk, po nim niżej podpisana, a po chwili ks. Robert Bieleń SDB (bo stały trzy wolne krzesła, a moderator upominał się o głos kobiety). Rozmowa zmieniła tory w stronę miłości, do której zdolny jest każdy, bez względu na iloraz inteligencji i talenty rozumu. Czyż Bóg chrześcijan nie jest Miłością? Przez duże M? Wiara w Rozum przez duże R cechowała projekt oświecenia, a nie rybaków, uczniów Jezusa.

Niepełnosprawni, a teraz bezdomni

Maciej Sikorski podkreśla, że Bóg nigdy w historii nie inwestował w tężyznę fizyczną. Faktycznie, wybierał na bohaterów ludzi nic nie wartych w oczach tego świata. Miejsce w Jego planie mają też – ukochane i szczególne – osoby niepełnosprawne intelektualnie. Zapytałam Piekarczyka, czego się nauczył od aktorów teatru, z którym zrobił spektakl.

– Uczę się od nich siły – mówi z przekonaniem. – Determinacji w dążeniu do tego, w co się wierzy. Przełamywania swoich słabości. Ja śpiewam, ktoś skomponował muzykę, ale najbardziej wzruszające są role aktorów. Mam słabość do tych ludzi, bo oni zawsze są silniejsi ode mnie. Przy nich odkrywam, jakim jestem słabym człowieczkiem. Dopiero ich wysiłki uświadamiają mi, jak wiele mam szczęścia w życiu – kwituje. Piekarczyk ma wielkie serce dla niepełnosprawnych, którym pomaga od lat.

Pytam. – Istotą doświadczenia Boga jest miłość?

Piekarczyk: – Oczywiście. I to jest jedyna droga ewolucji człowieka. Powrót do bycia nawet amebą, jeśli ta kocha. – Więc Bóg nas stworzył do miłości i teraz uczy nas do tego wracać? – dociekam, bo po debacie mam intelektualną zgagę. – Tak. Musimy wrócić do tego, poszliśmy za daleko. Nie czekajmy na potop – odpowiada artysta, nawiązując do „Genesis”.

Spektakl „Genesis” w Krakowie 26 września 2018 r.

Spektakl „Genesis” w Krakowie 26 września 2018 r. Fot. Adam Walanus / adamwalanus.pl

Sala jest salezjanów

Tydzień po premierze Maciej Sikorski został poinformowany, że teatr stracił salę prób. Przez pierwszy rok pracy ćwiczyli w pomieszczeniach „Kliki”, gdzie było im nieco ciasno. „Exit” to sześcioro aktorów, część porusza się na wózkach i o kulach. Scenografia do pierwszego spektaklu to spory namiot. Znaleźli ładną, funkcjonalną salę teatralną (tzw. Łosiówka) u salezjanów. Ks. Robert Bieleń, ówczesny rektor kościoła rektoralnego pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych przy ul. Tynieckiej 39 w Krakowie podpisał z nimi umowę na rok. Koszty najmu ponosiła „Klika”.

Umowa wygasła pod koniec czerwca. Po wakacjach miała zostać przedłużona. W tym czasie ks. Bieleń został mianowany proboszczem parafii w Pychowicach, a zastąpił go ks. Jerzy Szkiert SDB. I nagle się okazało, że dwa teatry w jednej sali prób to o jeden za dużo…

Przy kościele działa teatr związany z salezjańską wspólnotą „Ziemia Boga”. Jednoczy studentów, absolwentów, pracujących i rodziny, czyli inteligentnych dorosłych. Teatr ma tam próby, gra własne spektakle, prowadzi go profesjonalny aktor. Przedstawienia religijne przygotowują też co roku klerycy salezjańscy. Kompleks budynków obejmuje kościół, salezjańskie seminarium i Łosiówkę. Sala jest salezjanów. Mają prawo używać jej zgodnie z sumieniem.

I tylko niepełnosprawni, dla których teatr „Exit” jest całym niemal życiem, traci miejsce prób. Może gdyby byli bardziej racjonalni… Zawalczyliby o salę na stałe. Ale na co komu kochające ameby?