Niemal do końca nie było pewne, czy pismo w ogóle się ukaże.

Kiedy pisze się o „Więzi”, w jej metrykę wpisuje się Październik ‘56, czyli czas odwilży i destalinizacji oraz dojścia do władzy Władysława Gomułki – chociaż pierwszy numer pisma wyszedł prawie półtora roku po tych wydarzeniach. Jeśli więc chcemy uznać czasopismo, którego sześćdziesiąte urodziny właśnie obchodzimy, za dziecko Października, to trzeba dodać, że rodziło się ono w bólach, poród był długi, a imię dziecka początkowo miało być inne. Jesienią 1956 roku powstał bowiem pomysł na nowe katolickie pismo związane z ruchem katolików świeckich, które wówczas jeszcze miało nazywać się „Droga”.

Większość osób ze środowiska, które starało się o utworzenie tego pisma, wcześniej związana była ze Stowarzyszeniem „PAX” – organizacją katolickich działaczy lojalnych wobec władz i wykorzystywaną przez komunistów do rozbijania Kościoła. W 1955 roku osoby te podjęły krytykę szefa stowarzyszenia, Bolesława Piaseckiego, i opuściły organizację. Do tego kręgu, oprócz Tadeusza Mazowieckiego, należeli jego przyszli bliscy współpracownicy redakcyjni, między innymi Janusz Zabłocki, Wojciech Wieczorek, Stefan Bakinowski, Tadeusz Myślik, Ignacy Rutkiewicz. Jednocześnie część środowiska „Drogi” i późniejszej „Więzi” nie miała z PAX-em nic wspólnego, jak choćby Juliusz Eska lub Andrzej Wielowieyski.

„Chcemy wydawać pisma: i dawny «Tygodnik Powszechny», dawny «Znak» – i nowe pismo dwutygodniowe – młodej inteligencji katolickiej, mniej więcej na wzór «Po Prostu»” – pisał Jerzy Zawieyski do Jerzego Giedroycia w na początku listopada 1956 roku. Miał na myśli właśnie „Drogę”, która – jak sądził – będzie odgrywać rolę podobną do słynnego „Po Prostu”, tygodnika zrewoltowanej marksistowskiej młodzieży.

„Więź” wypłynęła na fali październikowej odwilży, chociaż zapewne był to już ostatni moment na powstanie takiego pisma

Początkowo wydawało się, że nowy tytuł pojawi się szybko. Janusz Zabłocki pod koniec tego samego miesiąca zanotował: „Wygrana! Dziś Tadeusz pokazał mi świeżo przyniesione z cenzury zezwolenie na wydawanie dwutygodnika «Droga»”. Jednak zezwolenie cenzury, które miało charakter czasowy, wkrótce zostało wycofane ze względu na przedłużające się przygotowania. Wynikały one z koncepcji Mazowieckiego zakładającej, że zanim powstanie pismo, środowisko powinno ustalić jego formułę. Tymczasem nie było to łatwe. Starania Mazowieckiego i Zabłockiego trwały przez kolejne miesiące.

W międzyczasie zmieniono nazwę na „Więź”. Założycielom pisma wydało się znacznie lepsze. Na jego pomysł wpadł sam Mazowiecki, który pewnego dnia zobaczył w domowej biblioteczce książkę „Więź społeczna i dziedzictwo krwi” socjologa Stanisława Ossowskiego. „I pomyślałem: więź – świetne słowo! Dobre na nazwę pisma” – zapisał. Można przy tej okazji przypomnieć, że związany z pismem od samego początku poeta Andrzej Szmidt wspominał, że w tamtym okresie krążyła anegdota – autorstwa prawdopodobnie Stefana Kisielewskiego – że tytuł „Więź” kojarzy się wyłącznie z więziennictwem.

To, czy pismo się ukaże, nie było pewne dla jego redaktorów niemal do końca. W dziennikach Zawieyskiego, Zabłockiego czy wspomnieniach Mazowieckiego odnaleźć można oznaki niepewności sytuacji.

Wystarczy przywołać losy „Europy”, która dostała koncesję niemal równocześnie z „Więzią”. Było to czasopismo grupy pisarzy: Jerzego Andrzejewskiego, Adama Ważyka, Pawła Hertza, Mieczysława Jastruna, Juliusza Żuławskiego. Jesienią 1957 roku Zabłocki pisze: „Może nie jest z tym Październikiem tak źle, jeśli władze dają koncesje na nowe pisma kręgom intelektualnym, o których wiadomo, iż bliskie są rewizjonistom? Wszystko wskazuje na to, że oba nasze miesięczniki – «Więź» i «Europa» – wystartują w podobnym czasie: i oni, i my przygotowujemy pierwszy numer pisma, szczególnie ważny, bo stanowiący dla niego wizytówkę”.

Pierwszy numer „Europy” nigdy się nie ukaże. Cenzura przetrzyma gotowy materiał, władze cofną zgodę, niedoszli redaktorzy oddadzą legitymacje partyjne. Cała sytuacja stanie się jednym z symboli odwrotu władz od Października.

„Więzi” uda się utrzymać koncesję, wydać numer pierwszy – bardzo nawiązujący do Października – i kolejne, jakoś zmieścić się w granicy tego, co według władz jest do zaakceptowania.

Mazowiecki zdążył w ostatniej chwili. „Więź” wypłynęła na fali październikowej odwilży, chociaż zapewne był to już ostatni moment na powstanie takiego pisma. Pierwsza połowa 1958 roku, kiedy ukazuje się miesięcznik, to już odwrót od Października, nie ma już „Po Prostu”, cenzura znowu ma pełne ręce roboty, na linii Kościół – państwo znowu iskrzy. A jednak Październik określił pozycję wyjściową „Więzi” i można powiedzieć, że „Więź” korzystała ze „zdobyczy Października” w praktyce.