Im więcej biskupów zdecyduje się ujawnić dane dotyczące nadużyć seksualnych ze swoich diecezji, tym więcej będziemy wiedzieli i o skali zjawiska, i o postawach poszczególnych członków polskiego episkopatu.

Wydarzenia ostatnich tygodni związane z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich przez duchownych pokazały jasno, że zachowanie podstawowej uczciwości w tej kwestii wymaga mówienia o stanowisku nie tyle episkopatu, ile poszczególnych biskupów diecezjalnych, którzy odpowiadają za konkretne Kościoły lokalne. Teza o istnieniu jednolitego stanowiska biskupów (żeby nie używać określenia: Kościół w Polsce, bo jednak Kościół to nie tylko biskupi) od pewnego poziomu staje się nieprawdziwa.

Owszem, na pewnym poziomie panuje jedność. Konferencja Episkopatu Polski przyjęła w 2014 roku wspólnie wytyczne postępowania, biskupi jednogłośnie potwierdzają również, że są za polityką „zero tolerancji”. Nie mam najmniejszego powodu, by to kwestionować. Jestem przekonana, że żaden z biskupów nie chciałby twierdzić, że czyny pedofilne należy tolerować czy tuszować. Różnice zaczynają się na poziomie praktycznym. W jaki sposób się to wyraża?

Komunikat po zebraniu episkopatu wspomina, że „biskupi podjęli decyzję o zebraniu danych statystycznych na temat nadużyć”, w żaden sposób jednak nie zapowiada ich upublicznienia

Jak wiadomo, wszystkie diecezje wyznaczyły delegatów, którzy mają stanowić pierwszy kontakt dla ofiar. Tylko część z nich podała jednak tę informację na swoich stronach internetowych. Zakres podanych informacji także jest różny. Co więcej, ze stron niektórych diecezji informacja taka znikła (na szczęście pojawiła się ponownie, choć trzeba jej szukać za pomocą wyszukiwarki). Już samo to świadczy o podejściu do zagadnienia, i to na poziomie bardzo podstawowym: czy ofiara może bez trudu odnaleźć kontakt do delegata w danej diecezji.

Wśród zatwierdzonych w 2014 roku „Wytycznych” był także dokument dotyczący profilaktyki, w którym na samym początku napisano: „Wszystkie dzieła prowadzone przez jednostki organizacyjne Kościoła podejmujące pracę z dziećmi i młodzieżą są zobowiązane do przyjęcia i stosowania przejrzystych, nieskomplikowanych i poddanych jakościowej kontroli procedur prewencji nadużyć seksualnych”. Trzy lata później, w trakcie konferencji zorganizowanej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, mówiono o słownie jednej diecezji, która wprowadziła kodeks zachowań (także o kilku zakonach). W sierpniu br. podczas spotkania na Jasnej Górze biskupi diecezjalni zdecydowali ostatecznie, że w diecezjach zostanie wprowadzony szeroko zakrojony program prewencji, potwierdzili to także w ostatnich dniach. W każdej z diecezji zostanie on jednak opracowany osobno, w niektórych zresztą już powstał.

Po raporcie z Pensylwanii i opublikowanym niedawno raporcie niemieckim coraz głośniej wyrażane jest oczekiwanie, by Kościół katolicki w Polsce podał informację o skali zjawiska. Dotychczas nie mieliśmy zbiorczych danych, w ostatnich dniach biskupi zdecydowali jednak o ich zbieraniu. Media podały informację abp. Wojciecha Polaka, że zostanie przygotowany raport na ten temat (w bliżej nieokreślonej przyszłości, choć zbieranie danych ma się zacząć natychmiast). Komunikat po Zebraniu Plenarnym wspomina, że „biskupi podjęli decyzję o zebraniu danych statystycznych na temat tych nadużyć”, w żaden sposób jednak nie zapowiada ich upublicznienia. 

Kolejna sprawa: przed rozpoczęciem obrad abp Stanisław Gądecki ujawnił, że biskupi przygotowują list pasterski na temat wykorzystywania nieletnich. Nie zapowiada się zwykle takich rzeczy z dużym wyprzedzeniem, więc chyba wszyscy oczekiwaliśmy tego listu już wczoraj. Drugiego dnia zebrania od prymasa Polski dowiedzieliśmy się jednak, że list taki zostanie przygotowany i opublikowany do końca listopada. Cóż można pomyśleć, jak nie to, że nie zdołano w ciągu tych dwóch dni uzgodnić formuły listu?

Czy w liście pasterskim polskich biskupów znajdą się także przeprosiny i wezwanie do ujawniania przypadków wykorzystania seksualnego? Osobiście spodziewam się listu pasterskiego w duchu „chwalimy się tym, co robimy”

O dokumencie, który ma powstać, wiemy tylko tyle, ile napisano w komunikacie: ma dotyczyć działań dotyczących ochrony dzieci i młodzieży w Polsce i powstaje w nawiązaniu do papieskiego Listu do Ludu Bożego. W swoim dokumencie Franciszek po raz kolejny przeprasza oraz wzywa do modlitwy i pokuty. Czy w polskim dokumencie znajdą się także przeprosiny? Czy będzie w nim coś bardzo potrzebnego: wezwanie do ujawniania przypadków wykorzystania? Osobiście spodziewam się listu pasterskiego w duchu „chwalimy się tym, co robimy”, będącego rozwinięciem tego cytatu z komunikatu: „Episkopat Polski od wielu lat podejmuje prace, których celem jest zdecydowane postawienie tamy nadużyciom wobec dzieci i młodzieży. Opracowane zostały zasady reagowania na zło. Wiarygodne zgłoszenia obejmowane są dochodzeniem wstępnym, a ich wyniki przekazywane do Watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Postępowanie w tej kwestii jest również zgodne z obowiązującym prawem państwowym”. Obym się myliła. Naprawdę, nie tego w tej chwili potrzeba. To już słyszeliśmy wielokrotnie.

Jednocześnie trzech już biskupów – bp Piotr Libera (diecezja płocka), bp Józef Guzdek (ordynariat polowy) i bp Romuald Kamiński (diecezja warszawsko-praska) – zdecydowało się na ruch, na który w moim przekonaniu powinien zdecydować się cały episkopat: nie tylko wypowiedzieli słowo „przepraszam” wobec ofiar, ale także podali swoje dane o przypadkach wykorzystania seksualnego i toczących się bądź zakończonych sprawach. To odważny gest, za który jestem im bardzo wdzięczna. W diecezji warszawsko-praskiej zaapelowano również do ofiar oraz do osób posiadających wiedzę na temat wszelkich przypadków nadużyć o ich zgłaszanie. 

Mam nadzieję, że do zwierzchników tych trzech diecezji dołączą kolejni. Im więcej biskupów zdecyduje się ujawnić dane ze swoich diecezji, tym więcej będziemy wiedzieli nie tylko o skali zjawiska w Kościele katolickim w Polsce, ale także o postawach poszczególnych członków polskiego episkopatu. Pytania będziemy mogli zadawać nie zbiorowości, ale konkretnemu biskupowi. Przede wszystkim własnemu. Myślę, że każdy Kościół lokalny ma do takiej informacji prawo.

Kościół w Polsce można porównać do rozciągniętego kolarskiego peletonu, w którym mamy liderów, środek stawki i tych, którzy jadą na końcu. Trzeba się z tym pogodzić. I ciesząc się, że indywidualni liderzy podkręcają tempo, trzeba pilnować, by ostatni zbytnio nie odstawali. To zadanie dla nas wszystkich.