Trudno znaleźć drugiego poetę, który tak jak Tadeusz Różewicz wprost wyrażałby ateizm. A zarazem czynił to z takim natręctwem, że niewiara stała się u niego czy to bolącym cierniem, czy to paradoksalną wiarą w brak Boga, czy to swoistą formą teologii negatywnej.

W twórczości Tadeusza Różewicza skupiają się może wszystkie najważniejsze problemy, z którymi zmagała się polska kultura po roku 1918. Najistotniejszym punktem odniesienia jest straszne doświadczenie II wojny światowej. Słynna fraza „ocalałem / prowadzony na rzeź” odzywa się w naszych uszach jak ostre i przenikliwe brzęczenie, od którego nie można się uwolnić. Z jednej strony – ocalałem, więc żyję, przetrwałem; czyżbym zwyciężył, przechytrzył tych, którzy chcieli mnie zabić? Z drugiej – prowadzony na rzeź! To, co było fundamentem cywilizacji: szacunek dla człowieka, życie wartościami, zakorzenienie w tradycyjnych pojęciach, które nadawały sens współżyciu między ludźmi – to wszystko zostało zanegowane; człowiek nie różni się od zwierzęcia, poddany jest (nazwijmy to tak) prawu rzezi, odebrano mu godność.

Najkrócej jak można – w dwóch linijkach, czterech wyrazach – została przez Różewicza wyrażona groza doświadczenia, które spadło na ludzkość w połowie XX wieku. II wojna światowa, obie formy totalitaryzmu, Holokaust, ludobójstwo, całkowite przewartościowanie wartości stają się dla Różewicza, ale i dla ogromnej części polskiej kultury, przedmiotem refleksji oraz dramatycznym wyzwaniem. Trzeba przepracować traumę, żałobę, trzeba na nowo poukładać wartości, znaleźć klucz do epoki, która odbiera godność, sprowadzając człowieka nie tylko do pozycji zwierzęcia, ale – co gorsze – cyfry w statystykach, bezosobowego bytu w masie.

Pamięć wojny będzie w Różewiczu do ostatnich dni jego życia boleśnie obecna, jak utkwiony w ciele odłamek. Poeta nie będzie w stanie się od niej wyzwolić. Nawet po kilkudziesięciu latach wojna znowu odezwie się w jego poezji. To wydarzenie było punktem zwrotnym nie tylko w historii Polski, ale właściwie całego cywilizowanego świata, który zaprzeczył swojej wypracowanej przez tysiąclecia kulturze. Nade wszystko jednak była to rana każdego człowieka, który przeszedł przez tamten czas. Rana nie do zagojenia, nie do wyleczenia.

Zrodziło się pytanie: czy o owym bolesnym doświadczeniu w ogóle da się opowiedzieć? Różewicz przejął się słynnym stwierdzeniem Theodora Adorno: „Pisanie wierszy po Auschwitz jest barbarzyństwem”. Niejednokrotnie dawał wyraz swojej niewiary w twórczość poetycką. Zarazem jednak do końca swoich dni był poetą, nigdy nie przestał nim być. Wierzył więc w wiersz – czy nie wierzył?

Naddatek słów wydawał się po Auschwitz barbarzyństwem

Niewypowiedziane doświadczenie (to zadziwiający paradoks) domagało się wypowiedzenia, żeby nie zostało zapomniane, nade wszystko jednak żeby można było traumę przynajmniej w niewielkim stopniu zaleczyć lub raczej – ociosać. Nie dało się tego jednak uczynić za pomocą tradycyjnie pojętej mowy wiązanej. Trzeba było znaleźć inny język.

Pomoc przyszła z wnętrza samej poezji. Poszukiwanie nowego języka już trwało. Przed wojną podejmowały się go kolejne awangardy. Chodziło o oczyszczenie poezji z naddatku dekoracji, z takiej śpiewności, która służyła sama sobie i zasłaniała istotę przekazu. Pierwsza awangarda stawiała na ekonomię języka. Różewicz swoje poszukiwania zaczął właśnie w wyznaczonym przez nią miejscu. Piękne zdania Peipera i metafory Przybosia to jednak dla niego było i tak za dużo estetyki. „Najmniej słów” – to naprawdę miało być najmniej słów. Trzeba było wiersz oczyścić z każdego naddatku, każdej linijki, która nie wnosiłaby czegoś nieodzownego. To kwestia poetyki, maksymalistycznie ascetycznej, ale też etyki, odpowiedzialności za słowo. Właśnie naddatek wydawał się po Auschwitz barbarzyństwem.

Różewicz zatem rozwiązywał wewnętrzny modernistyczny problem poetycki, a zarazem (splecione są te sprawy w ciasny węzeł) szukał sposobu wyrażenia doświadczenia, po którym głos zamarł w gardle.

Życie bez boga

Zamarł głos świadka, głos ofiary, ale i głos kogoś, kto utracił wszystkie wiary. I to jest drugi problem. Wiara – zauważyliśmy – dotyczyła poezji, ale dotyczyła też całej kultury, w tym przecież tradycyjnej moralności i religii.

Zacznijmy od religii. Trudno znaleźć drugiego poetę, który tak jednoznacznie i wprost wyrażałby ateizm. A zarazem czynił to z takim natręctwem, że niewiara stała się u niego czy to bolącym cierniem, czy to paradoksalną wiarą w brak Boga, czy to swoistą formą teologii negatywnej, w której nie tyle nawet nie da się nazwać Boga, ile nie da się nic o Nim powiedzieć. Język okazuje się zupełnie niewspółmierny, cokolwiek wyrazimy, zawsze to będzie nie to.

Pamięć wojny będzie w Różewiczu do ostatnich dni jego życia boleśnie obecna, jak utkwiony w ciele odłamek

Przeczytamy zatem: „życie bez boga jest możliwe / życie bez boga jest niemożliwe”. Bez boga, właśnie tak to słowo jest napisane, a więc bez jakiegokolwiek metafizycznego punktu odniesienia, nie tylko bez Boga religii. Takie życie „jest możliwe”: da się żyć, na bezbożnika nie spadają z nieba plagi. Zarazem takie życie „jest niemożliwe” – bo mimo wszystko się nie da, bo metafizyka w końcu do człowieka zapuka; bo w takiej sytuacji ono, życie, jest nie do zniesienia, gdyż brakuje w nim nadrzędnej sankcji i sensu.

W przywołanym wcześniej wierszu „Ocalony” padły słowa: „Widziałem: / furgony porąbanych ludzi / którzy nie zostaną zbawieni”. Tragedia polega na tym, że rzeź została dokonana na ludziach pozbawionych religijnej nadziei, czy inaczej – tej religijnej nadziei nie ma, bo nie ma zbawienia, byt ludzki jest wyłącznie cielesny, materialny, dlatego tak łatwo go unicestwić. Najdramatyczniej, bo najdosłowniej, wyznanie zabrzmiało w wierszu o znaczącym tytule „Lament”: „Nie wierzę w przemianę wody w wino / nie wierzę w grzechów odpuszczenie / nie wierzę w ciała zmartwychwstanie”. Kim jest ów lamentujący? To człowiek po utracie fundamentu? Co jest jego problemem: sama wiara czy wyrażający ją język? Język bezradny w mówieniu o eschatologicznej nadziei, bo rozbija się on o konkretne, a przekraczające wyobraźnię doświadczenie.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, jesień 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

„Więź”, jesień 2018