Odważne podjęcie tematu nadużyć seksualnych na zbliżającym się Synodzie może sprawić, że z poważnego kryzysu wyjdziemy jako wyznawcy Chrystusa wzmocnieni.

To już mniej niż miesiąc. 3 października ma się rozpocząć XV Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów. Tym razem zajmie się tematem „Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania”. Łatwo się domyślić, że trwające od dwóch lat przygotowania do tego wydarzenia weszły w ostatnią fazę. Tymczasem jeden z amerykańskich biskupów w ostatnich dniach sierpnia poinformował, że zwrócił się do papieża Franciszka z prośbą o odwołanie lub przełożenie tegorocznego Synodu. Co ważne, uczynił to jeden z pięciu przedstawicieli episkopatu Stanów Zjednoczonych, wybranych do udziału w nim – metropolita Filadelfii abp Charles Chaput. Swój pomysł upublicznił podczas diecezjalnego spotkania odbywającego się pod dokładnie takim samym hasłem, jakie zaplanowane zostało na synodalne zgromadzenie.

Czy mamy do czynienia z emocjonalnym aktem desperacji, czy też miesiąc przed rozpoczęciem Synodu jego potencjalny uczestnik dokonał głębokiej analizy i doszedł do wniosku, że w aktualnej sytuacji w Kościele nie ma sensu, aby biskupi zajmowali się refleksją nad współczesną młodzieżą, jej miejscem i przyszłością w Kościele i w świecie?

Jak metropolita Filadelfii uzasadnił swoją prośbę? Uznał, że w świetle ostatnio ujawnionych skandali obyczajowych w Kościele biskupi utracili wiarygodność i nie mogą zajmować się tą tematyką. W zamian abp Chaput zaproponował, aby przygotować Synod na temat życia kapłańskiego i odpowiedzialności biskupów. Podobną propozycję złożył podobno także inny hierarcha – Philip Egan z Portsmouth w południowej Anglii.

Czy w aktualnej sytuacji w Kościele nie ma sensu, aby biskupi zajmowali się refleksją nad współczesną młodzieżą, jej miejscem i przyszłością w Kościele i w świecie?

Abp Charles Chaput poruszył bardzo ważną sprawę – wiarygodności pasterzy w Kościele katolickim i Kościoła w świecie. Dwa lata temu Franciszek tłumaczył, że wiarygodność Kościoła zależy od tego, czy potrafi postępować jak Dobry Samarytanin. Czyli ktoś, kto jest całościowo zatroskany o dobro człowieka w potrzebie. Ktoś nastawiony nie tylko na doraźne, jednorazowe zainteresowanie drugą osobą, ale patrzący szeroko, wybiegając w przyszłość. Bohater opowiedzianej przez Jezusa przypowieści nie poprzestał na opatrzeniu ran spotkanego człowieka, lecz zadbał o jego dalszy los i powrót do zdrowia. Ulegając porywowi serca nie wyłączył rozumu. Miał świadomość, że nie wystarczy udzielić tylko pierwszej pomocy, a potem zająć się swoimi sprawami. Poczuwał się do pełnej odpowiedzialności za los potrzebującego, który znalazł się na jego drodze. Dzięki temu okazał się kimś całkowicie wiarygodnym. Kimś, kto nie skupia się na sobie, lecz nastawiony jest na służbę drugiemu.

To prawda, że wiarygodność biskupów i księży w niebagatelny sposób wystawiona została na szwank. Wraz z nią znacząco nadszarpnięta jest w tej chwili wiarygodność całego Kościoła katolickiego, jako instytucji, ale także jako wspólnoty wiary. Jego ewangelizacyjna misja stała się pod wieloma względami jeszcze trudniejsza. Pokazała to w drastyczny sposób niedawna pielgrzymka papieża do Irlandii. Franciszek udał się tam przede wszystkim ze względu na Światowe Spotkanie Rodzin, odbywające się pod hasłem „Ewangelia rodziny, radość dla świata”. Jednak pozytywne przesłanie tego ważnego dla Kościoła powszechnego wydarzenia zostało w globalnym przekazie niemal całkowicie zdominowane przez problem nadużyć seksualnych duchownych wobec małoletnich.

Postulat odwołania XV Zgromadzenia Ogólne Synodu Biskupów poświęconego młodzieży i rozeznawaniu powołania przedstawiony w takim momencie sprawia wrażenie kolejnego kroku w tył, wręcz ucieczki. A także zmarnowania okazji.

To nie paradoks. Zbliżający się Synod może być dla Kościoła, a także dla biskupów, okazją do potwierdzenia i wzmocnienia swej wiarygodności. Rzetelne i odważne podjęcie tematu, który jest ściśle związany z przyszłością, z nadzieją, z wiarą i powołaniem, mimo osaczających z wielu stron skutków popełnionego zła, może być zapowiedzią, że z bardzo poważnego kryzysu wyjdziemy jako wyznawcy Jezusa Chrystusa wzmocnieni. Może być okazją do dawania świadectwa, ze świadomością własnej grzeszności i słabości, ale z mocnym zawierzeniem Bożemu Miłosierdziu.

Czyż pochylając się w taki sposób nad potrzebami powierzonych im ludzi, biskupi nie okażą się bardziej wiarygodnymi Dobrymi Samarytanami, niż gdyby, zgodnie z postulatami niektórych, zrezygnowali z całościowej i dalekosiężnej troski o młodzież i skupili się w ramach Synodu na samych sobie?