Polskie społeczeństwo nie reaguje na politykę antyuchodźczą rządzących czy na akty nienawiści w stosunku do obcych, bo ma znacznie poważniejsze sprawy na głowie, na przykład protesty w obronie niezależności sądownictwa albo konstytucji – mówi prof. Katarzyna Górak-Sosnowska, kierownik Zakładu Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Magdalena Bryś: Ile Polacy wiedzą o islamie?

Katarzyna Górak-Sosnowska: Na swój sposób nasz poziom wiedzy jest niesamowicie szczegółowy, ale dotyczy to literalnej wykładni islamu. Myślę, że gdyby zapytać Polaka na przykład o to, ile żon ma muzułmanin, to będzie wiedział, że przynajmniej cztery, jak nie więcej. Kolejne pytanie: skąd się bierze agresja u muzułmanina? Polak przywoła dżihad. Co robią muzułmanie we Francji? Tworzą getta. Jak zrobić muzułmaninowi na złość? Wrzucić mu głowę świńską do meczetu.

Muzułmanów, bardziej niż wyznawców innych religii postrzegamy przez pryzmat religii jako homo religiosus. Przywołamy przykład wrzucenia świńskiej głowy do meczetu, jak się później okazało przez panią, która była wcześniej zakochana w Egipcjaninie i postanowiła to zrobić w ramach zemsty. Wydaje mi się, że gdyby zakochała się w buddyście, nie szukałaby świątyni buddyjskiej, podobnie gdyby się zakochała w protestancie, również nie szukałaby kościoła protestanckiego.

W dyskursie krytycznym do islamu często pojawiają się stwierdzenia – muzułmanie są religijni, uznają Mahometa jako autorytet, a przecież Mahomet prowadził wojny, miał wiele żon, w tym również nieletnią. Skoro muzułmanie uznają go za autorytet, to znaczy, że przejmują jego postawy. To rozumowanie wydaje się prostym ciągiem przyczynowo-skutkowym. Jednak mamy i drugą stronę: według badań Centrum Badania Opinii Społecznej, jedynie 12 procent Polaków zna osobiście jakiegoś muzułmanina – zakładam, że zna na tyle, że wie, że to muzułmanin, albo domyśla się, bo nazywa się np. Ahmed a nie Juan.

Muzułmanów w Polsce praktycznie nie ma.

– Dlatego społeczeństwo polskie jest dosyć specyficzne, bo nasze stereotypy i mity tworzone są „na sucho”. Wiedzę czerpiemy z doniesień medialnych, mediów społecznościowych, ewentualnie wycieczki do egipskiego kurortu, czy pobytu w Paryżu. Zresztą sporo tego negatywnego dyskursu w Polsce zasadza się na tym, że muzułmanie stanowią problem w Europie, a my jesteśmy lepsi, bo my ich nie przyjęliśmy.

W innych krajach znajdzie się zawsze jakiś muzułmański znajomy – sąsiad, sklepikarz, współpracownik, inżynier, lekarz. U nas nie. Pojawia się zatem kolejne pytanie: co u nas zrobić, by zmieniać ten stereotyp muzułmanina? Zawsze powtarzam, że gdyby wszyscy z 1,5 miliarda muzułmanów na świecie byli agresywni i wojujący, to już dawno by nas nie było (ich zresztą też). Jednak skoro nie ma u nas tego prawdziwego muzułmanina, to kim równoważyć negatywne stereotypy?

Na przykład stereotyp muzułmanina terrorysty?

– Czasami, gdy prowadzę spotkania w szkołach, pytam uczniów o liczbę zamachów terrorystycznych, a potem ile osób jest odpowiedzialnych za taki zamach. Mamy, powiedzmy, 10 milionów terrorystów, a na świecie żyje 1,5 miliarda muzułmanów. Tylko jaki procent terrorystów stanowią muzułmanie? Aby był to 1 proc., musiałoby być 15 mln czynnych muzułmańskich terrorystów. Choć kiedyś jedno dziecko powiedziało, że to nic nie znaczy, bo ci pozostali trzymają kciuki, aby tamtym udało się…

Niektórzy powiadają, że może nie każdy muzułmanin jest terrorystą, za to każdy terrorysta to muzułmanin. Abstrahując od tego, że trudno wygrać na agrument z dużym kwantyfikatorem, warto sięgnąć do niedawnej historii. Do 2001 r. większość zamachów terrorystycznych nie miała charakteru religijnego i nie obywała się na Bliskim Wschodzie. Warto zastanowić, co się wówczas stało, czyli nad geopolitycznymi konsekwencjami zamachów z 11 września.

Czy decyzje polskiego rządu dotyczące nie przyjęcia uchodźców są umotywowane nastrojami społecznymi?

– Wydaje mi się, że żaden rząd, który chciałby przyjąć uchodźców w Polsce, nie wygrałby na tym politycznie – nawet gdyby to miała być symboliczna liczba. Po pierwsze, my się raczej cieszymy, że wyszło na nasze, bo nawet kanclerz Merkel powiedziała, że to nie był dobry pomysł z przyjęciem uchodźców, a my wiedzieliśmy wcześniej. Po drugie, nigdy nie chcieliśmy przyjąć uchodźców z otwartymi rękami, bo przecież również Platforma Obywatelstwa wycofała się w którymś momencie. Sprawa przyjęcia uchodźców jest traktowana jako temat zastępczy i – jeżeli w ogóle – przywoływana instrumentalnie. Zresztą przy tym wszystkim, co się dzieje teraz w Polsce dzieje, sprawy uchodźców czy muzułmanów można skategoryzować do ostatniej rangi. Polskie społeczeństwo już w zasadzie nie reaguje na politykę antyuchodźczą rządzących czy na akty nienawiści w stosunku do obcych (w tym muzułmanów), bo ma znacznie poważniejsze sprawy na głowie, jak na przykład protesty w obronie niezależności sądownictwa albo konstytucji. Są to sprawy realne, palące, dotyczące naszego tu i teraz; uchodźców czy muzułmanów praktycznie nie ma – nie starcza sił, aby działać na ich rzecz. 

Nie pomogą nasza polska gościnność ani katolicyzm?

– Z jednej strony w Kościół mówi: powinniśmy zapraszać uchodźców, a z drugiej strony przecież też są głosy księży, którzy jednoznacznie opowiadają się przeciw. Wszystko zależy od przyjętej perspektywy – jedni odwołują się do pomocy bliźniemu, drudzy wskazują, że trzeba przede wszystkim zadbać o siebie: to jest rozdźwięk na poziomie interpretacji doktryny chrześcijańskiej. Warto dodać, że w islamie też są takie rozdźwięki – nie ma jednej interpretacji tej religii, tylko my tego nie dostrzegamy.

Przy okazji ostatnich świąt bożonarodzeniowych Wirtualna Polska zadała pytanie: „Czy przyjąłbyś do siebie do domu uchodźców na święta Bożego Narodzenia?”. 65 procent Polaków nie zaprosiłoby na święta uchodźców. Tylko to jest trochę nietrafione pytanie, ponieważ nie zapytano najpierw: czy przyjąłbyś kogokolwiek? Jeżeli przyjmę kogokolwiek, ale uchodźcy nie, to znaczy że mam problem z uchodźcami. Jeżeli nikogo nie przyjmę, bo boję się obcych, albo nie chcę, to ja mam tak ogółem i nie dotyczy to wyłącznie uchodźców. Czasami za daleko idziemy w piętnowaniu Polaków, że są achrześcijańscy.

Jak w takim razie edukować polskie społeczeństwo w tym zakresie?

– W tej kwestii starłam się swego czasu z koleżanką z Niemiec, która również prowadziła projekt edukacyjny „1001 Idee”. Koleżanka ta w swoim programie skupiła się na m.in. przybliżaniu muzułmańskiego hip-hopu czy udziału w gospodarce, działaczach społecznych etc. W Polsce wraz z Polskim Komitetem ds. UNESCO prowadziłam zajęcia dotyczące świata islamu: o strojach arabskich, nauce pisaniu po arabsku. Dla mojej koleżanki to był folklor. Tylko, że Polska jest monolitem pod względem etnicznym i religijnym, gdy brak jest muzułmanów w Polsce to trzeba zacząć od przybliżenia obcego. Podczas spotkań wyjazdowych w szkołach często słyszę pytania: czy muzułmanki noszą podpaski? Czy łysa muzułmanka nosi hidżab? W Niemczech czy Wielkiej Brytanii tego pytania nie zadadzą, bo w klasach, czy na podwórku są koleżanki muzułmanki.

Myślę, że przede wszystkim musimy „odreligijniać muzułmanina”. Przywołam przykład propagandowego plakatu samozwańczego kalifatu na motywach gry „Call of Duty”. Przedstawia kilku dzihadystów, trzymających broń i podniesione palce wskazujące. Niektórzy muzułmanie pokazują w ten sposób, że jest jeden Bóg. Jeden z uczniów sam z siebie kiedyś zauważył, że na tym zdjęciu jest coś nie tak. Otóż jeden z dżihadystów ma podniesioną lewą rękę. Prawa ręka służy do rzeczy czystych, lewa do nieczystych – to wiedzą uczniowie. Co zatem można pomyśleć o dżihadyście, który pokazuje jedyność Boga ręką służącą do oczyszczania po czynnościach fizjologicznych? Chyba czegoś nie doczytał.   

W Polsce trzeba w tym temacie działać małymi krokami. Przez dekadę jeździłyśmy z koleżankami w ramach wspomnianego projektu po polskich szkołach. Czasami wychodziłyśmy po 6 godzinach zajęć w poczuciu, że wykonałyśmy dobrze swoją pracę, w drodze do domu włączałyśmy radio, a tam słyszymy się o kolejnym zamachu terrorystycznym, którego sprawcą był muzułmanin. I cała robota na nic. Można powiedzieć, że nie warto uczyć o obcych, skoro ich prawie u nas nie ma, ale jeżeli nie przyda się nam to na miejscu – w Polsce – może się przydać w kontekście wyjazdu za granicę. Moja koleżanka kończy właśnie pisać książkę o chrześcijanach bliskowschodnich w Szwecji. Powiadają oni, że jak Polacy przychodzą na msze do lokalnych kościołów, trudno jest im zaakceptować, że duchowny może nie być biały, a imigrant z Iraku czy Syrii może być katolikiem.

dr hab. Katarzyna Górak-Sosnowska, prof. SGH – kierownik Zakładu Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Zajmuje się problemami społeczno-gospodarczymi świata arabskiego, muzułmańską kulturą popularną, edukacją międzykulturową oraz islamem Polsce i na Zachodzie.