Kościół na emigracji ma za zadanie utrzymać i zachować wiarę polskich emigrantów oraz próbować ponownie pozyskać dla wiary tych, którzy odeszli.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 1/2011.

Ostatnie lata przyniosły duże zmiany w instytucjach organizacyjnych Kościoła w Polsce. Rozdzielono między innymi stanowisko przewodniczącego Konferencji Episkopatu i godność prymasa Polski. Zmiany te prowokują pytanie o stanowisko kościelnego protektora emigracji – funkcji związanej z urzędem prymasa, który piastowany był dożywotnio.

Warto przypomnieć dzieje nominacji na protektora emigracji. Urząd ten przypisany prymasowi Polski, był przywilejem, o który trzeba było prosić papieża.

Na przełomie XIX i XX wieku, czyli w okresie, kiedy nie było ani państwa polskiego, ani polskiego episkopatu, wielu Polaków udało się na emigrację „za chlebem”. Duża ich część osiedliła się w Stanach Zjednoczonych i Brazylii, niewielu osiadło w Argentynie (głównie w prowincji Misiones). Spora część polskich emigrantów udała się do Westfalii i Nadrenii, gdzie powstawały kopalnie i ciężki przemysł metalurgiczny. Westfalię wybierali Polacy z Wielkopolski, która w polityce Prus miała być jedynie spichlerzem i nie pozwalano tam na budowanie przemysłu.

Jedynie biskupi z Galicji starali się posłać nielicznych kapłanów do pracy duszpasterskiej pośród emigrantów. Potrzeby duszpasterskie Polaków na obczyźnie zaspokajali głównie kapłani zakonni. Również polscy misjonarze w Ameryce Południowej i Północnej, realizując swoje posłannictwo misyjne, doraźnie duszpasterzowali napotkanym tam polskim osadnikom. Jedyne polskie zgromadzenie zakonne wyspecjalizowane w apostolstwie emigracji – księża zmartwychwstańcy – nie miało licznych powołań i posyłało kapłanów właściwie wyłącznie do Stanów Zjednoczonych, głównie do Chicago.

Kiedy odrodziło się państwo polskie, zorganizowała się również konferencja biskupów, która pośród ważnych zadań do rozwiązania umieściła również sprawę duszpasterstwa emigracyjnego, choć zrozumiałe było, że przede wszystkim niezbędne było zbudowanie struktur instytucjonalnych Kościoła w samej ojczyźnie po odzyskaniu niepodległości.

Obejmujący prymasostwo kard. August Hlond był bardzo uczulony na problemy duszpasterstwa emigracyjnego – być może dlatego, że większą część swojego dotychczasowego życia przebywał on poza ojczyzną. Kiedy jego apele do biskupów o wysyłanie księży do posługi Polakom zagranicą dawały nikłe rezultaty, po doświadczeniach z założonym seminarium zagranicznym, powołał zgromadzenie zakonne kapłanów przeznaczonych wyłącznie do duszpasterstwa emigracyjnego – było to Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej (potocznie: chrystusowcy).

Prymas-protektor

W roku 1931 kard. Hlond zwrócił się do papieża z prośbą o przyznanie mu tytułu protektora emigracji. Papież Pius XI przychylił się do prośby i ówczesny sekretarz stanu, kard. Eugenio Pacelli (przyszły papież Pius XII) listem z 26 maja 1931 r. przekazał ks. Kard. Hlondowi tytuł protektora. Przytaczam fragmenty z tego listu – napisanego w oryginale w języku włoskim – tak jak został on opublikowany w „Miesięczniku Kościelnym Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Poznańskiej” (1931 nr 105): „Wiadomo Waszej Eminencji z jaką troskliwością zajmował się bez przerwy Ojciec Święty. położeniem religijnym wychodźców przeróżnych narodowości, którzy przebywając z dala od swych środowisk ojczystych, potrzebują staranniejszej opieki duchowej. Nic więc dziwnego, że Ojciec Święty, znając działalność, którą Wasza Eminencja z dobrem powodzeniem rozwija w tej dziedzinie, ze szczególną łaskawością przychylił się do wniosku, który Mu Wasza Eminencja dnia 10 maja przedłożył, prosząc by Stolica Święta dla wzmożenia i lepszego skoordynowania starań skierowanych ku zapewnieniu należytej opieki religijnej nad emigrantami polskimi zatwierdziła dotychczasową centralę narodową opieki religijnej nad wychodźcami, opierając tę opiekę o zakon lub zgromadzenie, które by się tym szlachetnym zadaniom w szczególny sposób poświęciło.

Daje mi tedy Ojciec Święty miłe zlecenie powiadomienia Waszej Eminencji, że On chętnie pochwala i aprobuje stojącą pod kierownictwem Waszej Eminencji centralę opieki religijnej nad emigracją polską i że oddaje to dzieło pod protektorat Waszej Eminencji”.

Kardynał Hlond twierdził, że udzielony protektorat ułatwił mu rozmowy z episkopatami tych krajów, w których była liczna polska emigracja i mógł ustanowić rektoraty Polskich Misji Katolickich w poszczególnych krajach.

3 lutego 1944 r. kard. Hlond został aresztowany przez gestapo i internowany w Paryżu. Gdy tylko wiadomość o tym dotarła do papieża, zwrócił się on do bp. Józefa Gawliny, przekazując mu – listem z 8 lutego 1945 r. (nr 640/45) nominację na protektora emigracji na czas, gdy prymas Hlond będzie aresztowany.

Kiedy odrodziło się państwo polskie, zorganizowała się również konferencja biskupów, która pośród ważnych zadań do rozwiązania umieściła sprawę duszpasterstwa emigracyjnego

W styczniu 1949 roku, w dwa miesiące po śmierci prymasa Hlonda, papież  dokumentem motu proprio mianował bp. Gawlinę protektorem emigracji. W oparciu o dekret ówczesnej Kongregacji dla Nadzwyczajnych Spraw Kościoła można przyjąć, że Pius XII uznawał protektorat emigracji polskiej za związany z obowiązkami prymasa Polski, ale uważał tytuł protektora za przywilej, którego on sam udziela według swojego uznania. Poniżej tłumaczenie listu Kongregacji dla Nadzwyczajnych Spraw Kościoła z dnia 28 stycznia 1949 r. (nr 619/49) podpisanego przez ówczesnego prowadzącego Kongregację, ks. prał. Bardiniego: „Najdostojniejsza Ekscelencjo, z bolesnym odejściem Em. Kard. Hlonda pozostał bez nominacji – między innymi – Urząd Protektora Krajowego Dzieła Opieki nad polskimi emigrantami.

Uwadze Ojca Świętego nie uszły liczne i poważne trudności, jakie J. E. Stefan Wyszyński, nowy Arcybiskup Gniezna i Warszawy, napotkałby – przykre trudności przy wypełnianiu ewentualnych zadań związanych z nominacją jako Protektora wspomnianego Dzieła.

Ojciec Święty doszedł więc do wniosku, by przydzielić to zadanie Prałatowi przebywającemu zagranicą. W tym kontekście Papież zwrócił swoją uwagę na Waszą osobę i powierzył Mu z życzliwością zadanie kierowania wspomnianego Dzieła Opieki nad Emigrantami.

Ojciec Święty nie wątpi, że Ekscelencja z dobrze znaną roztropnością będzie pełnił te zadania tak, by wszystko przebiegało z właściwym odniesieniem się do Biskupów Ordynariuszy miejsc, gdzie zamieszkują Polacy oraz z właściwym odniesieniem się do Przedstawicieli Stolicy Apostolskiej (Nuncjuszy). Ojciec Święty ufa, że gorliwa praca Ekscelencji przyniesie Rodakom rezydującym poza Ojczyzną moralne i religijne pociechy, których potrzebują. W tym celu, jako zadatek łask nieba, Ojciec Święty udziela Ekscelencji i tym, którzy go wspomagają, Apostolskie Błogosławieństwo.

Pragnę w końcu poinformować, że z dzisiejszą datą, zakomunikowałem decyzję Ojca Świętego do wiadomości Eminencji ks. Kardynałowi Stefanowi Adamowi Sapiesze oraz Ekscelencji Stefanowi Wyszyńskiemu.

Przesyłam Waszej Ekscelencji moje gorące życzenia dla realizacji dzieła, do którego Ekscelencja został powołany oraz korzystam z okazji, by przesłać moje uszanowanie Waszej Ekscelencji”.

Bp Józef Gawlina pełnił funkcję protektora polskiej emigracji do swojej nagłej śmierci. Zmarł 21 września 1964 r. Następnego dnia miał w auli soborowej wygłosić przemówienie o sytuacji emigrantów. Wcześniej został mianowany arcybiskupem tytularnym Madito.

Protektor i delegat

Wkrótce po śmierci abp. Gawliny prymas Polski kard. Stefan Wyszyński wystosował list w języku włoskim (z dnia 3.10.1964 r., nr 4250/64/8), do sekretarza stanu kard. Amleto Cicognani, w którym prosił o przedstawienie papieżowi kilku próśb w związku z ze śmiercią abp. Gawliny. Prymas pisał m.in.: „Abp Gawlina otrzymał ad personam tytuł Protektora emigrantów polskich w sytuacji powojennej, gdy Kardynał Prymas posiadał utrudnione kontakty z zagranicą, nie mógł zatem wykonywać zadań duszpasterskich nad emigrantami, jak spełniał to przed wojną […].

Nowa sytuacja, która powstała po śmierci Abp. Gawliny, pozwala mi przedłożyć Ojcu Świętemu następujące dezyderaty polskiego Episkopatu:

1. Naszym pragnieniem jest, by troska duszpasterska nad emigrantami wróciła do uprawnień Prymasa Polski, jak było to przed wojną […].

2. Uwzględniając fakt, że kontakty Prymasa Polski mogą być utrudnione, mam zamiar powołać mojego delegata, ad interim, który byłby, rezydując w Rzymie, pośrednikiem między mną a emigrantami. Kandydatem na to stanowisko mógłby być ks. Prał Władysław Rubin, Rektor Kolegium Polskiego w Rzymie […]”.

Na prośbę prymasa Wyszyńskiego odpowiedział sekretarz stanu kard. Cicognoni listem z dnia 20 października 1964 roku (nr 5757/64): „[…] Zgodnie z obowiązkiem zaraz przedstawiłem poszczególne problemy Ojcu Świętemu, który powziął następujące decyzje, które mam zaszczyt zakomunikować Eminencji.

1. Protektorat nad krajowymi dziełami opieki nad polskimi emigrantami zostaje powierzony Waszej Eminencji. Ojciec Święty upoważnia do mianowania jako Delegata Eminencji ad interim Czcigodnego Ks. Prałata W. Rubina dotychczasowego Rektora Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie […]”.

Wkrótce po tej nominacji zaszły jednak w Kościele duże zmiany. W czasie II Soboru Watykańskiego podkreślano, że papież powinien częściej omawiać ze światowym episkopatem bieżące zagadnienia i problemy Kościoła powszechnego. Papież Paweł VI pragnąc zadośćuczynić wysuwanym sugestiom, powołał Synod Biskupów, w którym uczestniczą delegacje poszczególnych konferencji episkopatu w liczbie zależnej od liczby biskupów w danym kraju. Na pierwszego sekretarza generalnego Synodu papież powołał bp. Władysława Rubina. Było to odpowiedzialne stanowisko, zwłaszcza, że bp Rubin musiał wszystko organizować od zera, poczynając od urządzenia auli synodalnej, poprzez organizowanie sekretariatu, zaproszenie prelegentów przedstawiających problemy, które zamierzano omawiać, itd. Trudności, z jakimi musiał borykać się bp Rubin, były tym większe, że nie wszyscy kurialiści byli pozytywnie ustosunkowani do idei synodu.

Zapadła decyzja, że drugi biskup dla emigracji będzie biskupem pomocniczym archidiecezji gnieźnieńskiej, czasowo rezydującym w Rzymie. W rzeczywistości biskup cały czas rezydował w Rzymie, a z rzadka, tylko na kilka dni w roku, odwiedzał Gniezno

Nowe obowiązki bp. Rubina sprawiły, że nie mógł on odwiedzać ośrodków duszpasterskich na emigracji ani uczestniczyć w różnych emigracyjnych uroczystościach i spotkaniach. Obowiązki sekretarza generalnego Synodu nakazywały mu obecność w Rzymie. Wprawdzie zachował on stanowisko delegata prymasa Polski do spraw emigracji, ale nie mógł wypełniać związanych z tym tytułem obowiązków.

Prymas Wyszyński zwrócił się więc do sekretariatu stanu z prośbą o drugiego biskupa dla polskiej emigracji, który mógłby uczestniczyć w duszpasterskim i społecznym życiu Polaków żyjących poza ojczyzną. Prośba ta nie uzyskała aprobaty w Kurii Rzymskiej, jej akceptacja oznaczałaby bowiem, że polska emigracja miałaby dwóch biskupów. Po różnych dyskusjach prymasa Wyszyńskiego z sekretariatem stanu i z samym papieżem zapadła decyzja, że drugi biskup będzie biskupem pomocniczym archidiecezji gnieźnieńskiej, czasowo rezydującym w Rzymie. W rzeczywistości biskup cały czas rezydował w Rzymie, a z rzadka, tylko na kilka dni w roku, odwiedzał Gniezno.

Po wyborze Jana Pawła II bp Rubin został mianowany kardynałem i otrzymał funkcję prefekta Kongregacji do spraw Kościołów Wschodnich. Został więc członkiem Kurii Rzymskiej. W tej sytuacji kard. Wyszyński listem z dnia 5 sierpnia 1980 r. (nr 1984/80/9) mianował swoim delegatem do spraw emigracji bp. Szczepana Wesołego. Prymas zwrócił się też z odezwą do całej emigracji, informując o nominacji swojego delegata.

Po śmierci prymasa Wyszyńskiego w 1981 roku, jego następcą został biskup warmiński Józef Glemp. Dopiero po kilku latach, w 1985 r., kard. Glemp zwrócił się do sekretariatu stanu z prośbą o nominację na protektora emigracji. Sekretarz stanu, kard. Agostino Casaroli, przekazał prymasowi decyzję Jana Pawła II w liście z 12 listopada 1985 r. (nr 7920/85): Najdostojniejszy Eminencjo!

Listem N2811/85/P z dnia 12 października br. Wasza Eminencja przedstawił pod rozwagę Ojca Świętego relacje, które zachodzą między urzędem Arcybiskupa Gnieźnieńskiego a opieką duszpasterską polskiej emigracji, prosząc o formalne potwierdzenie zadania Protektora emigracji polskiej, które to zadania przejął wraz z nominacją jako następca zmarłego Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Mam zaszczyt zakomunikować Eminencji, że Ojciec Święty chętnie zatwierdza Waszą Eminencję jako Protektora Narodowego Dzieła dla Emigracji Polskiej (Opiekun Duszpasterstwa Emigracji Polskiej). Podobnie Eminencja jest upoważniony zatwierdzić jako swojego Delegata Ekscelencję Szczepana Wesołego, biskupa tytularnego Dragonady oraz Sufragana Gnieźnieńskiego, obecnie Rektora Kościoła św. Stanisława BM w Rzymie, mianowanego jako Delegata przez wspomnianego kard. Wyszyńskiego w 1980 r.

Nie muszę podkreślać, że wykonywanie zadań zarówno Protektora, jak i Delegata, powinno uwzględniać odpowiednie zarządzenia Konferencji Episkopatów krajów, w których mieszkają emigranci polscy oraz zasady podane w motu proprio Pastoralis migratorum cura oraz inne dokumenty wydane w tej materii przez Stolicę Apostolską”.

Bez protektora

Czy w dzisiejszej rzeczywistości kościelnej potrzebne jest stanowisko protektora emigracji?

Jak wspomniałem we wstępie, obecnie została wprowadzona nowa struktura instytucjonalna i organizacyjna Kościoła w Polsce. Zmiany są wynikiem nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego. Kierownictwo episkopatu, a więc w pewnym znaczeniu kierownictwo Kościoła w danym kraju, przejął przewodniczący Konferencji Episkopatu, który jest wybierany przez całą Konferencję i to na określony czas.

Tytuł prymasa obecnie jest tytułem czysto honorowym, związanym z archidiecezją gnieźnieńską. Obejmujący archidiecezję biskup przyjmuje równocześnie tytuł prymasa na tak długo, jak pozostaje arcybiskupem Gniezna. Arcybiskup zobowiązany jest do złożenia rezygnacji, gdy osiągnie – określony prawem – wiek emerytalny.

Kontakty konferencji episkopatu danego kraju z jej odpowiednikami w innych krajach wymagają czasami ustalenia uprawnień jurysdykcyjnych, dotyczących np. nominacji rektorów polskich misji katolickich, przejęcia lokalnej parafii albo świątyni, by służyła lokalnym potrzebom, a równocześnie była przeznaczona dla duszpasterstwa polskiego w danym mieście i okolicy. Ustalenia wiążące musi w tych sprawach podejmować Konferencja Episkopatu – jej prezydium bądź sekretariat. Honorowy tytuł prymasa nie upoważnia do podejmowania decyzji. Wcześniej sytuacja była inna, gdyż prymas był równocześnie przewodniczącym Konferencji.

Z treści listów przekazujących nominację na protektora polskiej emigracji wynika, że stale podkreślano w nich, iż powinny zostać uszanowane prawa episkopatów w krajach, gdzie osiedlają się Polacy.

Obecnie coraz częściej ordynariusze różnych diecezji proszą polskich biskupów o kapłanów z Polski do posługi duszpasterskiej w lokalnym Kościele. Jeżeli dany ordynariusz polski posyła kapłana do lokalnego Kościoła w innym kraju, byłoby wskazane, żeby został o tym powiadomiony odpowiedni rektor misji polskiej. Czasami taki kapłan, mimo że nie jest częścią kleru polskiej misji, może pomóc w duszpasterstwie wśród Polaków. Oczywiście jest to kwestią dobrej woli kapłana, a nie jego formalnych obowiązków, lecz niejednokrotnie istnieją w tej dziedzinie dobre doświadczenia.

Istnieje jeszcze inny problem – kard. Hlond jako protektor utworzył w Poznaniu sekretariat czyli stałe biuro do spraw duszpasterstwa emigracyjnego, które zostało zniszczone w czasie wojny. Abp Gawlina, nim otrzymał nominację na protektora emigracji, został rektorem polskiego kościoła św. Stanisława w Rzymie. Dlatego przy tym właśnie kościele, mimo początkowych trudności lokalowych, utworzył sekretariat do spraw duszpasterstwa emigracyjnego.

Bp Rubin otrzymał te same nominacje w odwrotnej kolejności – najpierw mianowany został delegatem do spraw emigracji, jednak niemal równocześnie otrzymał nominację na rektora polskiego kościoła w Rzymie. Z polecenia kard. Wyszyńskiego funkcjonujący tam sekretariat został powiększony i ustanowiono Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Emigracji.

Jeżeli duszpasterstwo emigracji ma być skuteczne, musi mieć jakieś ramy organizacyjne

Kiedy bp Rubin mianowany został kardynałem i prefektem Kongregacji do spraw Kościołów Wschodnich, nie mógł pozostać rektorem kościoła. Jego następca, niżej podpisany, otrzymał nominację na delegata oraz rektora kościoła i Centralnego Ośrodka Duszpasterstwa Emigracji. Po osiągnięciu wieku kanonicznego przestał być delegatem, ale w dalszym ciągu był jeszcze kilka lat rektorem kościoła. Centralnego Ośrodka Duszpasterstwa Emigracji w Rzymie nikt nie likwidował.

Aktualny delegat – od listopada 2009 r. jest nim, na mocy decyzji Konferencji Episkopatu Polski, bp Wojciech Polak, biskup pomocniczy archidiecezji gnieźnieńskiej – został mianowany bez zaplecza struktur organizacyjnych, bez ustalenia kompetencji, a więc i bez odpowiedzialności. Jeżeli jednak duszpasterstwo emigracji ma być skuteczne, musi mieć jakieś ramy organizacyjne. Powinien zostać utworzony sekretariat czy inna instytucja z właściwym stałym adresem i kontaktem telefonicznym, która będzie śledziła zachodzące przemiany na emigracji, zmiany pokoleniowe, procesy integracyjne, itd.

Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa emigracji, jeżeli ma właściwie spełniać swoje zadanie, powinien mieć swobodę działania. Jurysdykcyjnie musi być członkiem episkopatu, zatem jako sufragan powinien być związany z diecezją, najlepiej z metropolią gnieźnieńską, powinien być jednak wolny od obowiązków w diecezji, aby móc całkowicie poświęcić się służbie emigracji. Powinien być stale do dyspozycji kapłanów i całego emigracyjnego życia religijnego, narodowego i społecznego. Nieporozumieniem jest zobowiązanie, że ma odwiedzać emigrację, gdy będzie wolny od innych obowiązków w diecezji.

Nominacja delegata do spraw emigracji, tak jak inne nominacje w ramach podziału odpowiedzialności w konferencji biskupów, może być czasowa. Zależy to od decyzji episkopatu. Istnieje jednak obawa, czy okres pięciu lat nie jest za krótki. Nim bowiem dana osoba rozezna się w sytuacji – a przecież sytuacja w każdym kraju, gdzie żyją Polacy, jest odmienna, różne są więc problemy i potrzeby – może już być zmieniony. Na jego miejsce może przyjść nowy delegat, który będzie zobowiązany do zapoznawania się z problemami od nowa.

Przed Kościołem w Polsce stoi wiele problemów i zadań. Duszpasterska troska o polską emigrację jest jednym z nich – może nie najważniejszym, ale ważnym. Kościół na emigracji ma za zadanie utrzymać i zachować wiarę polskich emigrantów oraz próbować ponownie pozyskać dla wiary tych, którzy odeszli. Przykładowo, w dzisiejszej Anglii wśród polskich emigrantów nie ma nawet dziesięć procent osób regularnie praktykujących. Hasło kard. Hlonda „na wychodźstwie giną dusze” staje się dziś może nawet bardziej aktualne niż kilkadziesiąt lat temu.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 1/2011