Czy władze w Polsce mają tyle odwagi i czy wierzą, że opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jak Kościół przez dziesięciolecia traktował swoje dzieci – pyta w „Kulturze Liberalnej” Walter Robinson z „Boston Globe”.

Z Walterem Robinsonem, amerykańskim dziennikarzem i pierwowzorem głównego bohatera filmu „Spotlight”, rozmawiają Łukasz Pawłowski i Maciej Kowalczyk. Wywiad ukazał się na stronach „Kultury Liberalnej”.

Były redaktor działu śledczego bostońskiego dziennika, który ujawnił w 2002 roku nadużycia seksualne księży, komentuje obecne doniesienia o kolejnych skandalach. – Wielu ludzi, wliczając w to dziennikarzy, potraktowało to, co się wydarzyło w Pensylwanii, jako niesamowite odkrycie – mówi. – To raczej potwierdzenie, że jeśli tylko jakiś organ śledczy otrzyma dostęp do dokumentów kościelnych, odkryje taką samą sytuację w każdej diecezji i archidiecezji na świecie. Nawiasem mówiąc, z tego, co wiem, dotyczy to także archidiecezji krakowskiej, kiedy arcybiskupem był późniejszy Jan Paweł II. To znaczy, że wszyscy biskupi i arcybiskupi postępowali tak samo – ukrywali zbrodnie.

– Jeśli władze w Polsce miałyby na tyle odwagi, żeby zainicjować śledztwo, jego wyniki nie byłyby inne od tych w Pensylwanii i Bostonie. Pozostaje pytanie, czy władze w Polsce mają tyle odwagi i czy wierzą, że opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jak Kościół przez dziesięciolecia traktował swoje dzieci – mówi Robinson.

Dziennikarz przypomina, że Kościół w Stanach Zjednoczonych oficjalnie przyznał, że około 4-5 procent księży wykorzystywało seksualnie dzieci. – Kiedy jednak organy śledcze przeprowadzają dochodzenie, okazuje się, że te liczby są dwa razy większe. W Bostonie, kiedy w 2003 roku opublikowano pełne wyniki dochodzenia, mieliśmy 250 takich księży, co stanowiło 10 procent wszystkich – dodaje.

– Po pierwsze, najważniejsze jest to, że problem jest o wiele poważniejszy, niż się ludziom wydaje. Po drugie, po sukcesie prokuratora generalnego w Pensylwanii, a także na skutek korzyści politycznych, jakie z tego tytułu odniósł, dziś każdy prokurator stanowy zapewne myśli: powinienem zrobić to samo. Teraz w końcu bez żadnych przeszkód można zająć się prześwietlaniem Kościoła katolickiego – przekonuje Robinson.

JH