Elementem stroju pielgrzymiego nie była dotychczas chusta zasłaniająca twarz, zaś raca odpalana pod klasztorem nie była częścią obrzędu wejścia pielgrzymów. Zmieniła to salezjańska pielgrzymka na Jasną Górę. To nowe, obce elementy włączone do obrzędu religijnego.

Od kilku dni prześladuje mnie pewne zdjęcie. Na pierwszym planie młodzi ludzie – dziewczyny i chłopaki – z twarzami zasłoniętymi niebieskimi chustami i odpalonymi racami w ręku. Pierwsze skojarzenie prowadzi do stadionowych kibiców albo uczestników marszów – patriotycznych, prawicowych, narodowych? – sam nie wiem. Drugi plan wyjaśnia sytuację: Salezjańskie Wspólnoty Ewangelizacyjne wchodzą w pielgrzymce na Jasną Górę. Lead tekstu, który ukazał się w świdnickim wydaniu „Gościa Niedzielnego”, informuje: „Niebieskie chusty, race w rękach, radość i śpiew na ustach. Ponad 140 młodych osób z całej Polski (i nie tylko) upadło na twarz przed Maryją”.

Coś tu się nie zgadza. Zdjęcie ilustruje tylko pierwszą część tego zdania. Przejrzałem cały fotoreportaż z wejścia pielgrzymki salezjańskiej. Są tam także i takie zdjęcia, które ukazują kapłanów i młodzież w geście prostracji przed wejściem do sanktuarium. Ciekawe, dlaczego wydawca zdecydował się zilustrować ten tekst jednak zdjęciem z racami, a nie zdjęciem ukazującym pielgrzymów leżących w modlitewnym i pełnym pokory geście? Bo to bardziej emblematyczny i ikoniczny dla tej pielgrzymki obraz? Bo na twarz padają przed Jasną Górą wszystkie pielgrzymki, a z racami i zasłoniętymi twarzami tylko salezjańska? Czyżby to miał być nowy znak rozpoznawczy?

Wesele przychodzących

Z pielgrzymek odbywanych w dzieciństwie na Jasną Górę najbardziej pamiętam obchodzenie ołtarza na kolanach. Ten moment wydawał mi się najbardziej misteryjny, choć go pewno nie rozumiałem. I dzisiaj być może nie dla wszystkich jest czytelny. Podobne wrażenie zrobili na mnie wiele lat później pielgrzymi w Fatimie, którzy przemierzali esplanadę przed bazyliką na kolanach. Gesty te są zapewne wyrazem pokutnego charakteru pielgrzymowania, który był zawsze obecny w europejskiej tradycji peregrynacyjnej. Można je uznać także za element tego, co Dyrektorium o pobożności ludowej nazywa „liturgią przekraczania progu” (287). Dokument niewiele o tym mówi: „Przyjęcie pielgrzymów może mieć charakter pewnego rodzaju «liturgii przekraczania progu», co stanowi spotkanie między pielgrzymami i stróżami sanktuarium na wyraźnej płaszczyźnie wiary”.

Świadectwa historyczne potwierdzają, że współczesne formy wejścia pielgrzymów nie odbiegają zasadniczo od tradycyjnie praktykowanych. Andrzej Gołdonowski, XVII-wieczny autor, tak pisał w swoim „Summariuszu Historyey o obrazie Panny Mariey”: „A wszyscy niemal z daleka to mieysce obaczywszy, zsiadszy z karet y wozow swoich, iedni na kolana, drudzy na twarz upadaią, pozdrawiając Panny Przenayświętszey. […] Drudzy daleko od Kościoła nie piechotą, ale na kolanach klęczkami przychodzą y wstępują do Kościoła, także takich wiela się znayduie w których iedni na mile, poł mili a inni od tego miejsca gdzie obaczą Kościół Częstochowski, drudzy zaś iuż blisko Kościoła będąc. Kto wypowie wesele przychodzących, którzy z iakim krzykiem, śpiewem, muzyką, graniem przychodzą do Kościoła, każdy się napatrzy”.

Czyżby raca i chusta na twarzy miały być jakimś nowym sposobem wyrażenia „wesela przychodzących”?

Tu raca i tam raca

Patrząc na zdjęcie z salezjańskiej pielgrzymki, trudno mi – badaczowi związków religii z kulturą – nie postawić pytania o genezę pojawienia się w tak swoistym kontekście, jakim jest pielgrzymka rozumiana jako wyraz pobożności ludowej, elementów, które są tej formie religijności obce: płonącej racy i zasłaniania twarzy. Jak przypuszczam, raca wzięta jest z kultury kibicowskiej. Z paleniem rac pod Jasną Górą mieliśmy już do czynienia podczas patriotycznych pielgrzymek kibiców, z którymi to pielgrzymkami związani są księża salezjanie, tradycyjnie powiązani ze sportem i światem kibiców jako ich duszpasterze, co wynika z charyzmatu zgromadzenia. Od wielu lat obserwujemy, że race zostały przeniesione ze stadionów na marsze o charakterze patriotycznym oraz – to chyba nowość – pielgrzymki.

Czyżby raca i chusta na twarzy miały być jakimś nowym sposobem wyrażenia „wesela przychodzących” pielgrzymów?

A skąd się wzięły race na stadionach? Przyznam, że nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi. Raca stała się dzisiaj stałym – choć zabronionym – elementem opraw stadionowych w Polsce (i nie tylko). „Stadion. Mecz. Tak odpowie każdy na pytanie, z czym kojarzą mu się race. To tylko świadczy o tym, jak mocno zakorzeniły się w naszej świadomości i kulturze. Nie ma już stadionów bez rac” – „Głos Wielkopolski” przytacza słowa Marcina Kawki ze Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań.

Tenże Kawka wyjaśnia dalej: „Race są symbolem walki z nowoczesnym futbolem, w którym liczą się tylko pieniądze. A w Polsce raca stała się przyczynkiem walki nie wiadomo o co policji z kibicami”. Przyjmując tę genezę za prawdziwą, trzeba chyba uznać, że to pierwotne znaczenie jest już zupełnie nieczytelne. Raca przestała być wyrazem kibicowskiego oporu wobec procesu komercjalizacji sportu, a stała się nieodłącznym elementem kibicowskiego rytuału. Czy wymierzonego w policję? Nie wiem. Mam wrażenie, że raczej używa się jej bez głębszej ideologii. Ot, taka stadionowa estetyka, niestety przez wielu częściej kojarzona z chuliganem stadionowym niż z kibicem. A że związki między sportem, patriotyzmem i kulturą kibiców są silne, raca została przeniesiona ze stadionu na ulice. Nie da się wykluczyć, że może się znajdować w tych samych rękach na stadionie, na pielgrzymce i na marszu.

Nie tylko na szyi kowboja

Proweniencja chusty zasłaniającej twarz wydaje się podobna. Można wyróżnić dwa zasadnicze powody zasłaniania twarzy chustą: higieniczny i – jakby nie było – przestępczy. Dla chust na twarzach pielgrzymów najbliższa kulturowo wydaje się kowbojska bandanka (cowboy bandana, cowboy kerchief). Pierwotne zastosowanie chusty wiązało się ze względami higienicznymi. Przede wszystkim była to maska przeciwpyłowa używana ze względu na bydło, które – przepędzane przez prerię –wznosiło tumany kurzu. Miała też wiele innych zastosowań: chroniła szyję przed poparzeniem słonecznym, przed śniegiem odbijającym promienie słońca czy też jako opaska uciskowa w przypadku zranienia. Chustka ta miała także swoje drugie zastosowanie: to za nią kowboj ukrywał swoją tożsamość podczas napadu. Chroniła go przed rozpoznaniem.

Który ze sposobów użycia chusty jest dzisiaj bardziej popularny? Sam jej używałem na pielgrzymce jako ochronę szyi przed spaleniem, a namoczona dobrze chłodziła moją głowę. Na co dzień rzadko widuję, by ktoś jej używał w celach higienicznych, zasłaniając dolną cześć twarzy, choć zdarza mi się widzieć tak zabezpieczonych rowerzystów, a czasami także ktoś użyje jej z powodu smogu czy zanieczyszczenia powietrza.

Raca przestała być wyrazem kibicowskiego oporu wobec procesu komercjalizacji sportu, a stała się nieodłącznym elementem kibicowskiego rytuału

Obawiam się jednak, że w codziennej sytuacji człowiek z twarzą zasłoniętą chustą wywołuje raczej lęk. Bierze się go za kogoś, kto chce ukryć swoją twarz – za ewentualnego napastnika. Na pewno za kogoś, kto chce zataić swoją tożsamość, aby nie zostać rozpoznanym, na przykład na stadionie albo na marszu.

A jest to w Polsce – w niektórych okolicznościach – czyn karalny. Art. 57a ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych precyzuje: „Kto w miejscu i w czasie trwania masowej imprezy sportowej używa elementu odzieży lub przedmiotu w celu uniemożliwienia lub istotnego utrudnienia rozpoznania osoby, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 2000 zł.”. Dodajmy, że art. 60, ust. 4 tejże ustawy wskazuje, iż za popełnienie niektórych czynów zabronionych w takim „stroju” można dostać nawet 5 lat więzienia. Karalne nie jest jednak samo zasłanianie twarzy na przykład przez założenie chusty czy kominiarki, musi to być „w celu uniemożliwienia lub istotnego utrudnienia rozpoznania osoby”, a nie na przykład z powodów meteorologicznych. Nie zawsze będzie to łatwe do rozróżnia.

Mariaż znakowy

Na koniec wróćmy do naszej fotografii z pielgrzymki. Trudno chyba będzie uzasadnić założenie chust na twarz względami higienicznymi czy meteorologicznymi. Nie przypuszczam, że chodzi o ukrycie własnej tożsamości, bo byłoby to jednak – zważywszy na okoliczności pielgrzymkowe – dość kuriozalne. To oczywiste, że założona na twarz chusta to także nie jest modny dodatek, a raczej element określający tożsamość. Przypuszczam, że przybył ze stadionu i marszu wraz z racą, stając się razem z nią znakiem wyróżniającym i identyfikującym. I w tym kontekście rację miał wydawca, że materiał prasowy opatrzył tym właśnie zdjęciem. Na twarz pada każda pielgrzymka, z chustami na twarzach i racami w ręku – salezjańska.

Oba te elementy w odniesieniu do okoliczności, miejsca i czasu, jakim jest pielgrzymka piesza na Jasną Górę, są kulturowo obce tej formie pobożności. Elementem stroju pielgrzymiego nie była dotychczas chusta zasłaniająca twarz, ani raca odpalana pod klasztorem nie była częścią obrzędu wejścia pielgrzymów czy „liturgii przekraczania progu”. To nowe, obce – i bardziej subkulturowe niż ogólnokulturowe – elementy włączone do obrzędu religijnego.

Być może taki był właśnie zamysł pomysłodawców: znakowy, emblematyczny mariaż z określonymi nurtami subkulturowymi. Bo przecież trudno mówić o przypadku. Ale mariaż znakowy nie jest – co chyba oczywiste – znaczeniowo neutralny. Za znakami idzie treść, która – owszem – poddaje się różnorakim reinterpretacjom, ale zawsze coś mówi i coś pierwotnego ze sobą wnosi.

Co oznacza raca przyniesiona pod klasztor? Co oznacza zasłonięta twarz? Znaczeń religijnych – póki co – nie mają. Wnoszą do pielgrzymkowej pobożności znaczenia ze świata, skąd zostały wzięte.