Oczekujemy, że Bóg nas wysłucha – a On oczekuje, że to my Go wysłuchamy.

Chrześcijański sens modlitwy ściśle wiąże się z tajemnicą Chrystusa Jezusa. Dlatego rozważając modlitwę jako drogę, nie można nie wspomnieć o Jego słowach: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6).

Słowa te sprawdzają się szczególnie w świetle modlitwy. Jeśli jest ona drogą, to dlatego, że samo życie jest drogą. Z tego wynika najpierw określona prawda: w miarę, jak się rozwija nasze życie, także modlitwa powinna się rozwijać, inaczej bowiem, gdy w modlitwie panuje „zastój”, życie także nie rozwija się tak jak powinno… Dlatego drogę życia przejdziemy prawdziwie tylko dzięki modlitwie jako drodze – do pełni prawdy. Jako chrześcijanie nie „posiadamy” prawdy, lecz ona nas posiada. Skoro wiąże się z tajemnicą Boga, nieogarnionego do końca w naszym ziemskim poznaniu, bo zgodnie ze słowami św. Pawła, dopiero w niebie „poznam tak, jak i zostałem poznany” (1Kor 13,12).

To jedna strona chrześcijańskiej modlitwy. Powyższe jej określenia, choć związane z Jezusem, otwarte są na tradycję judaizmu – na Boga jako Ojca, bowiem i tu droga modlitwy prowadzi do Niego jako pełni życia i prawdy. Poświadcza to modlitwa, której Jezus uczy swoich uczniów, a której słowa mogą być akceptowane bez reszty przez wyznawców judaizmu. Nie ma w modlitwie „Ojcze nasz” niczego, czego nie mógłby przyjąć pobożny Żyd. Jest jednak pewne „ale”… Słyszałem o rabinie, którego podziw dla tej modlitwy, gdy ją posłyszał po raz pierwszy, skończył się na wieść o tym, że nauczył jej… Jezus. Wtedy rabin odrzucił podziwianą wcześniej modlitwę, zamknął się na nią, bo bał się otworzyć na Jezusa – na drogę, prawdę, życie.

Dalsze moje rozważania prezentują drogę modlitwy Jezusa – żywię przy tym nadzieję, że wszystkie elementy tej drogi, poza być może ostatnim, nie zawierają niczego, co nie byłoby do przyjęcia ze strony judaizmu. Zatrzymuję się przy czterech istotnych prawdach, które Jezus przypomina wyznawcom jednego Boga, żywego Boga ojców – Abrahama, Izaaka, Jakuba.

Całym sobą…

Pierwsza prawda to przypomnienie: „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie” (Mt 6,7n) – i tu następują słowa dłuższej, popularnej wersji modlitwy „Ojcze nasz”. Można by skomentować nieco żartobliwie: wielomówstwo modlitewne przystoi może pogańskiemu wielobóstwu, natomiast gdy wyznajemy – także jako chrześcijanie – jednego Boga, wystarczy proste zwrócenie się do Niego jako Ojca, który wie dobrze, czego potrzebują Jego dzieci. Dlatego wystarczyłoby właściwie jedno, pierwsze słowo modlitwy Pańskiej: „Ojcze…”. Reszta służy nie tyle Jemu, by Go poinformować o naszych potrzebach, ile nam, aby przypomnieć, co dla Boga jest istotne – jeśli więc o tym pamiętamy każdego dnia, wiemy, na jakie Jego dary możemy z pewnością liczyć.

Druga prawda wiąże się z innym ostrzeżeniem ze strony Jezusa: „Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,5n). Nie chodzi tutaj o zewnętrzne zamknięcie czy oderwanie się od wspólnoty; liczy się wewnętrzny, osobisty wymiar modlitwy, gdzie człowiek otwiera się na „samego” Boga, który jest ukryty. W Biblii hebrajskiej pięknym przykładem takiej wewnętrznej modlitwy jest Anna, przyszła matka Samuela; nie rozumie jej „nawet” kapłan, któremu się wydaje, że jest pijana. Tymczasem Anna wyjaśnia: „wylałam duszę moją przed Panem” (1Sm 1,15). Czego trzeba więcej w obliczu Boga, który „widzi w ukryciu”, jak oddać Mu wszystko, co w nas jest – całą duszę, nie w oddzieleniu od ciała, ale ze wszystkim – w pełnym oddaniu Jemu siebie. Wtedy Bóg może nas napełnić sobą, stanie się naszym największym skarbem, a Jezus dodaje: „gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21).

W miarę, jak rozwija się nasze życie, także modlitwa powinna się rozwijać, inaczej bowiem, gdy w modlitwie panuje „zastój”, życie także nie rozwija się tak jak powinno

Trzecia prawda wskazuje, że modlitwa serca jako modlitwa całego człowieka przybliża do Boga, bo przybliża do miłości. Gdy Jezus został zapytany o najważniejsze przykazanie, nie mówił o modlitwie, lecz o miłości. Przypomniał za hebrajską Biblią, że „Pan Bóg nasz, Pan jest jeden” i połączył dwa przykazania: z jednej strony: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”, a jako drugie: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”, dodając: „Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12,29-31). Innymi słowy: by przeżyć jedność Boga, trzeba w zwróceniu się do niego pozwolić, aby On mnie „zjednoczył” – z sobą i w sobie, „całkowicie” (powtórzone cztery razy!), bo tylko wtedy doświadczę jedności w miłości – Boga i bliźniego.

Czwarta prawda dopowiada, jak to może się dokonać, a mianowicie, gdy zauważę, że naprawdę: „Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu” (Mk 12,29), czy też ogólnej: …człowieku. Nie chodzi o jakiekolwiek słuchanie, ale takie, któremu cały/cała siebie oddaję, gdy – jak mówimy – zamieniam się w słuch, uważnie, w całkowitym skupieniu na Jednym. Taka postawa jest oznaką mądrości, o którą prosił młody Salomon w modlitwie: tam gdzie w hebrajskiej Biblii słyszymy jego prośbę o „serce pełne rozsądku do sądzenia” (1Krl 3,9), w tekście greckim jest prośba o „serce słuchające i rozsądne”, bo właśnie uważne słuchanie pozwala rozsądzać sprawy po Bożemu, posłusznie wsłuchując się w Niego. Tak odsłania się głębszy sens wysłuchania Boga na modlitwie.

Bóg mówi przez wydarzenia

Wyobrażamy sobie modlitwę jako rozmowę z Bogiem, w której my do Niego mówimy, a On nam odpowiada – wysłuchuje nas… Można się zgodzić z takim ujęciem, jednak ono nie wystarcza. Gdy bowiem my oczekujemy, że Bóg nas wysłucha – On oczekuje, że to my Go wysłuchamy, czyli przyjmiemy to, z czym faktycznie do nas przychodzi. Przybliżamy się do serca modlitwy – wysłuchania Boga. Nie nasze mówienie winno być na pierwszym planie, ale słuchanie, wysłuchanie tego, co Bóg nam mówi, czego dla nas pragnie.

Dlatego słowo Boże może być pokarmem naszej modlitwy: rozważanie go, przyswajanie, szukanie jego wcielenia. Słowo Boże to nie tylko słowo zawarte w Piśmie Świętym. Wiadomo, że hebrajskie dabar czy greckie rema znaczą także zdarzenie, rzecz, bo Bóg mówi przez wydarzenia: są to Jego dary, które nas spotykają. Modlitwa Maryi, którą poświadcza Pismo, wiąże się z rozważaniem remata (Łk 2,19.51) – słów i zdarzeń, bardzo ludzkich, choć nieoczekiwanych i wzywających do tego, by dzięki modlitwie-rozważaniu rozpoznać w nich słowo Boga, Jego wolę, którą należy przyjąć. Matka Jezusa nie dyktowała Bogu, co winien On uczynić, ale przyjmowała Jego inicjatywę. Wyróżnia ją słuchanie, które prowadzi do działania, wsłuchanego w Boże działanie.

Wystarczyłoby właściwie jedno, pierwsze słowo modlitwy Pańskiej: „Ojcze…”. Reszta służy nie tyle Jemu, ile nam

Do tego miejsca, także w modlitwie Maryi, mamy jedną postawę, jednoczącą judaizm i chrześcijaństwo. Dochodzimy w końcu do momentu specyficznie chrześcijańskiego, gdzie Jezus jako droga, prawda i życie dopowiada: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Tylko przez Niego – bo jak objaśniają później apostołowie, którzy w imię Jezusa dokonują cudów: „nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Dla chrześcijan misterium imienia Jezus ściśle wiąże się z tajemnicą Jego Osoby, dzięki której jeden Bóg objawia jedność nie jako monotonny monolit, ale jako jedną wspólnotę miłości – Ojca miłującego Syna w osobowej Miłości, zwanej Duchem Świętym. I dlatego kwintesencją drogi modlitwy, którą przypomniał za Biblią hebrajską Jezus, może być modlitwa imienia Jezus, modlitwa serca skupionego na jednym: na Jezusie jako drodze, która pewnie prowadzi do celu – do prawdziwego życia w osobowej wspólnocie jednego Boga.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 3/2009. Został wygłoszony 13 stycznia 2009 r., w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego Bobolanum w Warszawie, podczas sesji „Modlitwa jako droga”, zorganizowanej przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów, PWT Bobolanum i Laboratorium WIĘZI, w ramach ogólnopolskich obchodów XII Dnia Judaizmu w Kościele katolickim.