Obecność polityków przy ołtarzach zazwyczaj wzbudza słuszny sprzeciw. Postrzegamy ją jako element agitacji i autopromocji, nie licujący z powagą miejsca. Nieliczne wyjątki pokazują jednak, że wystąpień polityków podczas uroczystości religijnych być może nie należy z góry odrzucać.

Dyskusja, która toczyła się w mediach po wystąpieniu premiera Mateusza Morawieckiego podczas Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę 8 lipca, pokazała, jak gorące emocje budzą słowa czynnych polityków wypowiadane na uroczystościach religijnych. Większość krytycznych argumentów – padająca zarówno z wewnątrzwyznaniowych pozycji teologicznych i prawno-kanonicznych oraz psychologicznych i moralnych, jakie pojawiły się w tych debatach, jest już dobrze znana opinii publicznej (choćby bardzo krytyczna opinia Szymona Hołowni) i nie ma potrzeby ich powtarzania. Niedzielne wystąpienie Pawła Kukiza podczas prawosławnych uroczystości Przemienienia Pańskiego na Świętej Górze Grabarce pokazuje jednak, że w tego rodzaju przemówieniach możemy usłyszeć zupełnie nową, pozytywną jakość.

Po zakończeniu świątecznej Boskiej Liturgii sprawowanej przez metropolitę Warszawy i Całej Polski Sawę, biskupów Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego i goszczącego w Polsce arcybiskupa Waszyngtonu metropolitę Całej Ameryki i Kanady Tichona obecny na nabożeństwie lider ruchu Kukiz’15 w najpierw podziękował zgromadzonym za możliwość wspólnej modlitwy, informując, że ofiarował ją za ojczyznę i wspólnotę, która z niezrozumiałych dla niego względów jest dzisiaj mocno podzielona. Przyznał jednocześnie, że była to również modlitwa za wspólnotę chrześcijan i „zachowanie tożsamości każdego z członków tej wielkiej rodziny chrześcijańskiej, szczególnie w czasach, gdy następuje ogromna laicyzacja”. – Musimy szanować własną tożsamość i często różne w tej wielkiej rodzinie zwyczaje – mówił. Zakończył zaś słowami: – Bóg nie dzieli ludzi na narodowości, nie dzieli ludzi ze względu na kolor skóry, ze względu na płeć. Bóg jest miłością. Po prostu Bóg jest miłością.

Zupełnie abstrahując od oceny autora tych słów jako czynnego aktora sceny politycznej, przyznać należy, że jak na codzienne polskie realia, było to wystąpienie bardzo wyróżniające się apolitycznością i rzeczywistym, chrześcijańskim przesłaniem, wzmocnionym jeszcze zwrotem „Bracia i Siostry”. Był to wyraźny kontrast w stosunku do przemówienia premiera Morawieckiego, który w lipcu z Wałów Jasnogórskich w obecności biskupów i duchowieństwa mówił m.in., że „różni nasi przeciwnicy ideowi próbują zrobić podkop pod Polskę, pod polskość, pod nasze wartości, tradycyjne wartości”.

Rzuca się w oczy różnica między uniwersalnym i opartym na chrześcijańskim humanizmie przesłaniem Kukiza a partykularnym, poszukującym wroga przemówieniem Morawieckiego

Można oczywiście powiedzieć, że obydwa wystąpienia trudno ze sobą zestawić na tym samym poziomie. Kukiz, jako członek Kościoła rzymskokatolickiego, zwracał się do wiernych drugiego, siostrzanego Kościoła chrześcijańskiego. Jego wyznawcy są jednak od tysiąca lat integralną częścią polskiej wspólnoty. Morawiecki zwracał się zaś nie tylko do swoich współobywateli, ale również współwyznawców tego samego Kościoła. Niemniej, rzuca się w oczy różnica między uniwersalnym i opartym na chrześcijańskim humanizmie przesłaniem Kukiza a partykularnym, poszukującym wroga przemówieniem Morawieckiego. Nie da się ukryć, że pierwsze z tych wystąpień jest zasadniczo bliższe duchowi Ewangelii i postawie otwarcia na drugiego człowieka, szczególnie tego, który w pewnych aspektach myśli, zachowuje się lub wierzy w inny sposób.

Nawet pobieżne przejrzenie dyskusji na prawosławnych grupach w sieciach społecznościowych zwraca uwagę, że publiczne wypowiedzi polityków podczas nabożeństw, niezależnie od ich szczegółowej treści, są, podobnie jak wśród wiernych Kościoła rzymskokatolickiego, odbierane jako kontrowersyjne i balansujące na subtelnej granicy między sacrum i profanum. Zwłaszcza, że właśnie rozpoczęła się kampania przed wyborami samorządowymi, a ruch Kukiz’15 zabiega o poparcie także prawosławnych mieszkańców Podlasia.

Oceniając tego rodzaju wystąpienia warto brać pod uwagę te wszystkie niuanse, ale jednocześnie – być może niektórzy uznają to za naiwność – uwierzyć też w dobre intencje tych, którzy mają odwagę je wygłosić. Doczekaliśmy bowiem smutnych czasów, gdy nawet z ambon i polowych ołtarzy rzadko słyszymy od polityków deklarujących się jako chrześcijanie słowa wzywające do ekumenizmu, szacunku dla odmienności i budowania wspólnoty opartej na miłości i zrozumieniu. Jeżeli przemówienie Pawła Kukiza było choć małą iskierką dającą dobry przykład – warto je docenić niezależnie od sympatii politycznych.