Po zapaści, jaką „Więź” przeżywała jeszcze kilka lat temu, kwartalnik próbuje na nowo zbudować środowisko czytelników. Wyniki z ostatnich miesięcy pokazują, że wybraliśmy dobry kierunek.

Od lutego, kiedy „Więź” świętowała swoje 60-lecie, przystąpiliśmy do intensywnej kampanii promocyjnej. Obniżyliśmy koszt prenumeraty, dołożyliśmy do kupowanej „Więzi” książki z naszego wydawnictwa, wysyłaliśmy okolicznościowe gadżety, w tym torbę z naszym logo czy nawet kawę (od Braci Ziółkowskich). Działania promocyjne dały rezultaty. Luty – jak to można niżej przeczytać – był miesiącem, gdy opłacono najwięcej prenumerat.

Sam ostatnio starałem się intensywnie wykorzystać możliwości, jakie dają portale społecznościowe, i zaproponowałem akcję „Selfie z Więzią”, która dała kolejne wymierne rezultaty. Jak można było doczytać w wielu deklaracjach, na prenumeratę zdecydowali się na przykład ci, którzy do naszego kwartalnika zaglądali tylko okazjonalnie. Mamy nadzieję, że teraz staną się stałymi czytelnikami. Można by odtrąbić sukces i przedstawić dane o wzroście sprzedaży w procentach. Wyglądałoby to całkiem nieźle. Realny obraz dają jednak tylko liczby bezwzględne. A te pokazują, że wciąż jesteśmy niszą i pismem elitarnym. Tylko czy rzeczywiście te elity – a tu odwołujemy się określonego stylu katolickiego myślenia – są takie małe?

Pierwsza dekada nowego tysiąclecia przyniosła kryzys finansowy „Więzi”. Sprzedaż zaczęła systematyczne spadać: z 1308 egzemplarzy w roku 2003 do 1126 w roku 2007, a więc prawie o 200 egzemplarzy. Zmniejszający się stopniowo nakład generował mniejsze dochody, a to z kolei przekładało się na zmniejszenie zatrudnienia w redakcji. Mniejszy potencjał redakcyjny oznaczał także zmniejszenie liczby wydań. Dalsze istnienie miesięcznika „Więź” stało pod coraz większym znakiem zapytania. Przyszedł czas na podjęcie działań zmierzających do restrukturyzacji pisma i jego redakcji.

Od momentu powstania, a więc od lutego 1958 roku, „Więź” była miesięcznikiem, ale wydawano zasadniczo 11 numerów, w tym jeden podwójny: sierpniowo-wrześniowy bądź lipcowo-sierpniowy, czyli wakacyjny. W latach 2008-2012 „Więź” była już faktycznie „półtoramiesięcznikiem” – ukazywały się dwa numery kwartalnie, w ciągu roku ukazywały się 4 numery podwójne i 4 numery pojedyncze. Niestety, nie zatrzymało to spadku sprzedaży, która zmniejszyła się z 1196 w roku 2008 do 698 w roku 2012 (chodzi oczywiście o średnią sprzedaż numeru).

Wciąż jesteśmy niszą i pismem elitarnym. Tylko czy rzeczywiście te elity – a tu odwołujemy się określonego stylu katolickiego myślenia – są takie małe?

Pod koniec roku 2012 podjęto środowiskową debatę na temat dalszej przyszłości pisma. Rozważano dwie możliwości: przekształcenie w dwumiesięcznik albo w kwartalnik. Dwumiesięcznik oznaczał większą zdolność reagowania na aktualne wydarzenia, choć – siłą rzeczy – byłoby to reagowanie z opóźnieniem, co w kontekście tempa życia i szybkości kolejnych wydarzeń, tudzież ich komentowania, czyniłoby naszą aktualność nieaktualną. Prowadzenie dwumiesięcznika wymaga poza tym w miarę dużego zespołu redakcyjnego ze względu na proces wydawniczy. Opcja kwartalnikowa wskazywała nie tylko na lepsze możliwości redakcyjne, ale także na szansę, jaką mogłaby być zmiana profilu na czasopismo bardziej monograficzne niż przeglądowe z jednoczesnym poszukiwaniem autorów spoza ścisłego grona redakcji.

Tak więc nie mogąc pozwolić sobie na powrót do stałego wydawania miesięcznika, redakcja ostatecznie podjęła decyzję o publikowaniu „Więzi” w cyklu kwartalnym. Wiosną 2013 roku ukazał się 651 numer „Więzi” – już jako kwartalnika. Było to wydanie programowe pod hasłem „Otwarta ortodoksja”. Pismo zmieniło format, stało się obszerniejsze (240-256 stron) i zostało wzbogacone o nowe działy i formy publicystyczne. Oprócz artykułów, esejów, rozmów, wywiadów, komentarzy pojawiły się także reportaże, recenzje książkowe, poezja przyporządkowane do trzech zasadniczych bloków: wiara, społeczeństwo, kultura. W tym czasie udało się utrzymać średnią sprzedaż na stałym poziomie: od 775 egzemplarzy w roku 2013 do 704 w roku 2016. W roku 2016 osiągnęliśmy poziom 54 proc. w stosunku do sprzedaży w roku 2003. 

Istotnym czynnikiem wpływającym na kondycję „Więzi” były także zmiany technologiczne, upowszechniane się internetu oraz e-booków, książek i publikacji elektronicznych. Mając świadomość, że dotychczasowe kanały dystrybucyjne też przeżywają kryzys, podjęto decyzję o sprzedaży „Więzi” także w formie elektronicznej. Od wiosny 2014 r. kwartalnik jest udostępniany w formacie mobi i ePub (wcześniej – od stycznia 2009 – był także w formacie pdf). Jak kształtuje się sprzedaż elektronicznej wersji „Więzi”? Trzeba tu wziąć pod uwagę zarówno prenumeratę elektroniczną, jak i sprzedaż poszczególnych numerów. W pierwszym półroczu 2018 roku prenumeratę elektroniczną na kolejne cztery numery zamówiło 46 osób (w tym 40 od lutego). Dla porównania nr 3/2017 prenumerowało jedynie 15 osób. Do tego należy doliczyć sprzedaż poszczególnych numerów w wersji elektronicznej, a ta bardzo wyraźnie wzrosła. Jeśli w latach 2004-2011 liczba sprzedawanych egzemplarzy poszczególnych numerów nie przekroczyła 10 sztuk, to ostatni okres charakteryzuje się wzrostem: 4/217 – 17 egz., 1/2018 – 52 egz.

W ostatnich latach zmienia się także forma dystrybucji wersji drukowanej. W październikowym numerze roku 1999 znajdowała się lista 54 księgarń, które prowadziły sprzedaż „Więzi”. W następnych latach lista ta stawała się coraz krótsza. W roku 2006 było tych księgarń połowę mniej, bo już tylko 27, w roku 2009 – 19, 2010 – 13, a w 2011 – 10. Jeśli w 2006 w księgarniach sprzedawano 162 egzemplarze, to w 2011 – już tylko 52. Sprzedaż księgarnianą przejęły sieci. W latach 2002-2011 sprzedaż w sieciach dystrybucyjnych (Ruch, Kolporter, Inmedio, Pol-Perfect/Empik) spadła z 516 do 341 egzemplarzy. Obecnie „Więź” sprzedawana jest w dwóch sieciach: Empik, gdzie numer 1/2018 sprzedał się w liczbie 320 egzemplarzy, oraz Ruch – 78 egz.

Łączna liczba prenumeratorów „Więzi” drukowanej w latach 2000-2014 spadła z 828 do 392, co oznacza, że w tym czasie straciliśmy więcej niż połowę stałych czytelników (dokładnie 53 proc.). Na koniec pierwszego półrocza bieżącego roku drukowaną „Więź” prenumerowało 418 osób, w tym 155 osób, które prenumeratę na rok 2018 opłaciły w roku ubiegłym, oraz 263 nowe osoby (najwięcej opłaciło w lutym – 150 osób). Do tego trzeba dodać sprzedaż w internetowej księgarni „Więzi”, za pośrednictwem której sprzedano w pierwszym półroczu 51 egz., w tym 17 egz. numeru 4/2017 i 15 egz. numeru 1/2018.

Więź tworzy środowisko także poprzez współfinansowanie. Jest to szczególnie ważne przy niepewnym wsparciu z finansowania publicznego w ramach projektów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W tym roku dotacja publiczna została przyznana dopiero po złożeniu odwołania. Zresztą nigdy nie pokrywała ona kosztów, jakie ponosi redakcja. Od kilku lat publikowane są w „Więzi” nazwiska osób, które wsparły nasz kwartalnik.

W sierpniu ubiegłego roku redakcja uruchomiła także możliwość finansowania w serwisie Patronite, gdzie sympatycy pisma mogą zadeklarować stałe wpłaty po 5, 10, 25 zł lub więcej. Patronite to nie tylko wsparcie finansowe, ale tworzenie bliższego kręgu przyjaciół pisma. Ci, którzy zostaną partonami „Więzi”, otrzymują dostęp do zamkniętej grupy dyskusyjnej na Facebooku, zaproszenie do kameralnej dyskusji z naszymi autorami w saloniku „Więzi” po wydaniu kolejnych numerów kwartalnika; egzemplarze „Więzi” i książek oraz rabaty. Obecnie naszych patronów jest 114 i co miesiąc wpłacają nam łącznie 5149 zł. Od początku obecności w Patronite sympatycy redakcji wpłacili w sumie ponad 37 tys. zł.

Po zapaści, jaką „Więź” przeżywała jeszcze kilka lat temu, kwartalnik próbuje na nowo zbudować środowisko czytelników. Ze zmianami technologicznymi w parze idą także zmiany pokoleniowe. Nowy zarząd Towarzystwa „Więź”, które jest wydawcą kwartalnika, to w dużej części ludzie młodzi. Zapowiadają oni wzrost obecności w mediach elektronicznych, wykorzystanie nowych technologii i kanałów dystrybucyjnych. Sprzedaż ostatnich miesięcy pokazuje, że to dobry kierunek. Dzięki temu docieramy do tych, którzy nigdy nawet o „Więzi” nie słyszeli. Mamy nadzieję, że z „Więzią” pozostaną, a może nawet staną się jej ambasadorami.

Bo taki mamy właśnie plan na najbliższe lata: pozostać pismem elitarnym, ale wyjść z niszy. Aż chciałoby się na koniec zacytować klasyka: „Pomożecie?”.