We współczesnym myśleniu o karze – także karze śmierci – ma ona wciąż przede wszystkim funkcję odpłaty. W obliczu zmiany nauki Kościoła zwolennikom kary śmierci tego najbardziej będzie brak.

„Tygodnik Powszechny” przytoczył krótką informację o młodym 22-letnim Afrykańczyku, który odbył pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Rzecz nie byłaby zapewne godna wzmianki – do Composteli pielgrzymują setki, a może tysiące osób – gdyby nie fakt, że wcześniej został we Włoszech oskarżony o posiadanie narkotyków. Jak podaje „TP”, „sąd, który w ubiegłym tygodniu miał go skazać na karę pozbawienia wolności, uznał, że 85-dniowy marsz Drogą św. Jakuba do hiszpańskiego sanktuarium był wystarczającym środkiem wychowawczym, i odstąpił od wydania wyroku”. W czasie marszu do grobu apostoła młody człowiek „zrezygnował z narkotyków, papierosów, alkoholu i używania telefonu komórkowego”.

Kiedy przytoczyłem tę informację na swojej tablicy na Facebooku, pojawił się komentarz jednego z prawników: „Kara ma też funkcję odpłaty i nie możemy o tym zapominać, jedynym jej celem nie jest prewencja. Tu żadnej odpłaty nie było”. Ten komentarz jest znamienny. Jak widać, nie jest ważne, że człowiek podjął próbę zmiany – miejmy nadzieję trwałą – ale że „żadnej odpłaty nie było”.

Jaki jest więc cel kary? – zapytałem sam siebie, mając także świadomość toczącej się dyskusji o karze śmierci. Skąd opór przeciwko jej zniesieniu? Może z tego samego powodu – że nie będzie odpłaty, której oczekuje społeczeństwo?

Potencjał odwetowy

Dyskusja o sensie kary toczy się już od wieków. A zapoczątkowali ją już starożytni, czego świadectwem jest zasada przypomniana przez Senekę: „Nemo prudens punit quia peccatum est sed ne peccetur, revocari enim praeterita non possunt, futura prohibentur”, co znaczy „Nikt rozsądny nie karze, dlatego że popełniono przestępstwo, lecz by go nie popełniano w przyszłości – tego co się stało, to już się nie wróci, na przyszłość należy zapobiegać”. Zasada ta szła wyraźnie w kierunku postrzegania sensu kary w jej celach skierowanych ku przyszłości, a więc w funkcji prewencyjnej: aby odstraszyć przestępcę i społeczeństwo.

Znamy przypadki, że skazywani na śmierć umierali pełni godności – tyle że źródłem tej godności nie była ani kula, ani pętla, ani gilotyna, ani zastrzyk z trucizną. Ktoś powie, że to teza publicystyczna, ale nic godnego nie widzę w konwulsjach umierającego

Komentator przytoczonej wzmianki z „TP” przypomniał o innym wymiarze kary, który można nazwać odwetowym bądź sprawiedliwościowym. Zwolennikami takiego rozumienia kary byli Kant i Hegel. Według nich kara jest wewnętrznie powiązana z przestępstwem, a ten kto je popełnia, musi godzić się z karą. Jak komentuje poglądy Hegla Jarosław Warylewski, „kara stanowi potwierdzenie podmiotowości i wolności jednostkowej sprawcy”. Argument ten przytaczany był także przez św. Tomasza. Cezary Kościelniak pisze na łamach Rzeczpospolitej: „Dla Tomasza z Akwinu, argumentującego za jej utrzymaniem, elementem godności ludzkiej jest wolność człowieka, a wraz z nią przyjmowanie konsekwencji za swoje czyny. Jeśli kara jest skutkiem wolnego aktu człowieka, to nie narusza ona jego godności”.

Owszem, znamy przypadki, że skazywani na śmierć umierali pełni godności – tyle że źródłem tej godności nie była ani kula, ani pętla, ani gilotyna, ani zastrzyk z trucizną. Ktoś powie, że to teza publicystyczna, ale nic godnego nie widzę w konwulsjach umierającego ani w tych, którzy go na te konwulsje skazują.

Jak wiadomo, przytoczona argumentacja to jeden z zarzutów stawianych przeciwko decyzji Franciszka i Kongregacji Nauki Wiary. Krytycy podkreślają, że uznanie godności człowieka domaga się jego ukarania, także poprzez karę główną, a nie – jak twierdzi nowy zapis w Katechizmie Kościoła Katolickiego – staje się argumentem do odstąpienia od jej stosowania. Jest to jeden z węzłowych punktów dyskusji.

Przyznam, że nie rozumiem, w jaki sposób kara potwierdza – bądź też przywraca – godność ludzką. Widzę w tym przede wszystkim absolutyzowanie wolności człowieka jako fundamentu godności. Być może trudno mi to zrozumieć, ponieważ jestem teologiem, a nie filozofem. W teologicznym rozumieniu grzech (teologiczny analog przestępstwa) skutkuje utratą godności, a jej przywrócenie wiąże się ze zbawieniem. Jak w jednej z homilii przypomniał Franciszek, „Ty w Zmartwychwstaniu uczyniłeś dwie rzeczy: przywróciłeś człowiekowi jego utraconą godność i w konsekwencji dałeś mu nadzieję. To jest zbawienie. Pan daje nam godność, którą utraciliśmy”.

Kara śmierci nie jest odkupieńcza, jak nie jest odkupieńcza żadna śmierć prócz tej jednej, która dokonała się na krzyżu

Tradycyjnie rozumiana teoria samoodkupienia przestępcy przez pokutę – a dotyczy to także kary śmierci – w świetle zasady odkupienia przez łaskę też upada. Jeśli kara nie prowadzi do odmiany życia, nie prowadzi także do nadprzyrodzonego odkupienia, wszak nie tylko wiara bez uczynków jest martwa, ale także uczynki bez wiary. Kara śmierci nie jest odkupieńcza, jak nie jest odkupieńcza żadna śmierć prócz tej jednej, która dokonała się na krzyżu.

Teorie odwetowe opierają się na rozumieniu sprawiedliwości jako tego, co się komu słusznie należy. Dlatego też jedną z ich zasad jest adekwatność czy proporcjonalność kary. Tak rozumiana kara jest także zabezpieczeniem przed niekontrolowanym społecznym poczuciem sprawiedliwości. Pamiętam wypowiedź jednego z sędziów, który na zarzut, iż orzekł zbyt niską karę, stwierdził, że zadaniem sądu nie jest zadość czynić społecznemu zapotrzebowaniu na zemstę.

Tak czy inaczej – w tej koncepcji kary śmierci chodzi o odwet, kontrolowany lub nie.

Od odwetu do naprawy

Z czasem koncepcje odwetowe zostały zrównoważone koncepcjami celowymi, które odwołują się do przyszłości, a nie do przeszłości. „Kara — w myśl tych teorii — ma rację bytu ze względu na spodziewane korzyści. Sam fakt popełnienia przestępstwa nie jest wystarczającym powodem wymierzenia kary” – jak zauważa Warylewski. Innymi słowy, kara nie powinna być „za coś”, a „po coś”.

W utylitarystycznej teorii Jeremy’ego Benthama kara miała spełniać trzy funkcje: unieszkodliwienie, poprawa i odstraszanie. Prawdą jest, że kara śmierci unieszkodliwia w sposób absolutny. To właśnie przeciw temu celowi kary opowiedział się Jan Paweł II w „Evangelium vitae”, twierdząc, że społeczeństwo nie powinno sięgać po prawo do odebrania życia przestępcy „tylko poza przypadkami absolutnej konieczności, to znaczy, gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa”.

Jednocześnie Papież wyraża przekonanie, że w obecnej sytuacji „dzięki coraz lepszej organizacji instytucji penitencjarnych takie przypadki są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale”. Czy kara śmierci odstrasza? Ks. Piotr Nitecki na łamach „Nowego Życia” pisał: „jak wykazują to badania – nie ma wyraźnego związku między orzekaniem i wykonywaniem kary śmierci a wzrostem bądź obniżaniem się przestępczości”. Nie weryfikowałem tego stwierdzenia z żadnymi aktualnymi badaniami, ale jeśli tak jest, to i ten argument za karą śmierci upada.

Pozostaje jeszcze jeden cel kary – wychowawczy. Marian Cieślak pisał w roku 1969, że kara realizuje cztery cele. Są to w następującym – i jak podkreśla Warylewski – „nieprzypadkowym porządku”: zaspokojenie społecznego poczucia sprawiedliwości, zapobieganie przestępstwom (prewencja generalna i specjalna), wychowanie sprawcy, naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem. Jak widać, cel wychowawczy nie ma charakteru priorytetowego.

Tutaj właśnie – wracając do komentarza pod informacją z „TP” – zaczyna się moja gruntowna niezgoda. Komentator bowiem napisał, że kara ma „też funkcję odpłaty”. Jak widać, we współczesnym myśleniu o karze – także karze śmierci – ma ona wciąż „przede wszystkim” funkcję odpłaty. Takie jest bowiem społeczne zapotrzebowanie. Mniej ważne, jak się wydaje, jest to, by przestępca się zmienił czy – mówiąc teologicznie – nawrócił, lecz to, by swoje „odsiedział”.

„Kara pielgrzymki”, na którą zgodził się sąd, osiągnęła cel wychowawczy czy resocjalizujący. Realizacja tego celu kary okazała się jednak – także dla wielu komentatorów, których posty czytałem na profilu „TP” na Facebooku – niewystarczająca. Dlaczego? Bo nie zaspokoiła społecznego poczucia sprawiedliwości, by nie powiedzieć potrzeby odwetu. A przecież tylko tak – odmieniony – ma szansę ten młody człowiek naprawić wyrządzone szkody, czego doskonałym przykładem jest historia Jerzego Górskiego przypomniana w filmie „Najlepszy” (reż. Łukasz Palkowski, 2017).

Izolować czy wychowywać?

Zwolennicy kary śmierci chętnie przytaczają jedną scenę ewangeliczną. Ten moment, gdy umierający na krzyżu Jezus „kanonizuje” Dobrego Łotra, jednocześnie nie negując jego stwierdzenia: „My przecież sprawiedliwie, odbieramy przecież słuszną karę za nasze uczynki” (Łk 23, 41). Niektórzy nawet wiążą Jezusowe miłosierdzie z wyznaniem Łotra co do słuszności ponoszonej kary, a nie wyłącznie z jego prośbą skierowaną do Jezusa. Poddanie się karze wymierzonej przez społeczeństwo byłoby w tej koncepcji warunkiem Bożego miłosierdzia, co jest tezą co najmniej kuriozalną.

Przytoczmy zatem inną scenę ewangeliczną, gdzie Jezus staje wobec problemu kary śmierci. To scena z kobietą pochwyconą na cudzołóstwie. Zebrana wokół kobiety społeczność była gotowa wymierzyć karę śmierci. „W Prawie Mojżesz kazał nam takie kamienować” (J 8, 5). W reakcji Jezusa znamienne są dwa elementy. Po pierwsze, Jezus zwraca się do zebranej społeczności: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8, 7). Jak wiemy, wszyscy odeszli. Wyrok bowiem zawsze wydają grzesznicy na grzesznika, niesprawiedliwi na niesprawiedliwego. Czy jednak jest to powód, by społeczeństwo miało zupełnie odstąpić od wymierzania kary? Zapewne nie. To raczej przestroga i wezwanie do powściągliwości w sądzeniu i karaniu.

I drugi aspekt – niezwykle istotny w dyskusji o karze, także karze śmierci. Jezus napomina kobietę: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8, 11). I to jest najwłaściwsza teologiczna perspektywa w odniesieniu do przestępstwa, jego konsekwencji czy kary. Ostatecznie chodzi o to, by już więcej – mówiąc językiem teologicznym – nie grzeszyć. Właśnie dlatego włoski sąd odstąpił od wymierzenia kary. Jaki byłby jej cel wobec człowieka, który porzucił przestępczy proceder? Odstraszający? Odwetowy? Czyż nie powinno chodzić przede wszystkim o to, by zmienić świadomość sprawcy?

Wielowiekowa dyskusja nad celami kary pokazuje pewną ewolucję: od jej rozumienia odwetowego do prewencyjnego. Czy kolejnym jej etapem będzie uznanie prymatu celu wychowawczego nad prewencyjnym? Czy jako społeczeństwo jesteśmy na to gotowi? W wymierzaniu kary nie chodzi przecież tylko o to, by izolować przestępców i chronić społeczeństwo, ale także (przede wszystkim?) by ich – jeśli to tylko możliwe i na ile to tylko możliwe – zmieniać i przywracać społeczeństwu.

Kara śmierci jest sposobem absolutnej izolacji i doskonałej ochrony przed przestępcą, ale jej wychowawczy potencjał wobec przestępcy jest – oględnie mówiąc – niewielki. Wielki jest za to potencjał odwetowy. I – mam wrażenie – w obliczu zmiany nauki Kościoła zwolennikom kary śmierci tego najbardziej będzie brak.

Korzystałem z: J. Warylewski, „Teoria kary Fiodora Dostojewskiego. Próba określenia”, Sopot 1987