Gdy władza ma tylko jedną ofertę – aby się jej kłaniać i milczeć – oznacza to zimną wojnę domową – mówi prof. Andrzej Friszke w rozmowie z „Newsweek Polska”.

Z prof. Andrzejem Friszkem, redaktorem działu historycznego kwartalnika „Więź”, rozmawia Aleksandra Pawlicka. Wywiad ukazał się 6 sierpnia w „Newsweeku”. Cytujemy wybrane fragmenty:

Mamy zablokowanie Sejmu, który jest ciągiem technologicznym pisowskiego ustawodawstwa, a nie miejscem debaty, szukania kompromisu, prezentowania odmiennych stanowisk. Rządzący nie próbują nawet udawać szacunku dla oponentów, lekceważą jakość ustaw, demonstrują przemoc symboliczną.

PiS powiela schematy przedwojennej sanacji i PRL. Przejęło zasady usytuowania głównego ośrodka władzy w partyjnym centrum, poza konstytucyjnymi organami. I dąży do upartyjnienia wszystkiego.

Bez niezależnych od władzy sądów nie ma wolności.

Za PiS Kościół dramatycznie odmienił swoje oblicze. Milczy, gdy demontuje się państwo prawa, a wielu pod wpływem Radia Maryja opowiada się po fundamentalistycznej stronie negującej pluralistyczne państwo. Pewnie część hierarchów i księży uznała, że dominacja niby-katolickiego ugrupowania, jakim jest PiS, zapewni rekatolicyzację Polski. Przymusem, co jest oczywiście naiwnością. Kościół słono za to płaci, bo już pozbawia się roli mediatora i autorytetu. Półtora roku temu na spotkaniu z grupą działaczy KIK, na które zaproszono wiceszefa partii rządzącej Adama Lipińskiego, pytaliśmy o szanse dialogu. Lipiński odparł: żadnego dialogu, żadnych kompromisów.

Gdy władza ma tylko jedną ofertę – aby się jej kłaniać i milczeć – oznacza to zimną wojnę domową. A skoro wojna, to wszystko jest możliwe. Obawiam się, że to się może skończyć rozlewem krwi. Rosną straszne emocje, dostaję komentarze na Facebooku o treści „będziesz wisiał”.

Odbudowa Polski po rządach Jarosława Kaczyńskiego będzie trudniejsza niż ta, którą rozpoczęliśmy w 1989 roku. Jako społeczeństwo nie byliśmy aż tak strasznie podzieleni, nie było aż takiej nieufności i – niestety – nienawiści.

Wyb. DJ