Stwórca przemówił do człowieka językiem jego kruchego człowieczeństwa. W Chrystusie wszystko, co słabe i zranione zostało przez Boga przyjęte. Słabość, będąca dla człowieka przekleństwem, została w Nim przeobrażona w dar i narzędzie zbawienia.

Prawda o słabości Boga wciąż nam uwiera. Przerażeni własną kruchością, mamy z jej przyjęciem poważny kłopot. Chrześcijanie wywodzą się przecież ze świata, którego mentalnością są mniej lub bardziej naznaczeni. Aby ukryć naszą niepewność, lęk i kruchość, przybieramy maskę zwycięzców lub uzurpujemy sobie wyłączność na posiadanie Prawdy. Zwłaszcza, gdy relatywizm wiary i moralności odbiera poczucie bezpieczeństwa, łatwo ulec fałszywemu wyborowi pójścia na skróty – wybrać pokusę światowości, poszukiwania mocy doczesnej, zamiast zawierzyć mocy królestwa, które przychodzi w słabości (2 Kor 12,9). 

Zbawieni bezbronnością Baranka

A przecież Bóg się odsłonił. Odsłonił się w ciele, ogołocony w naszym człowieczeństwie. Obmywając na Ostatniej Wieczerzy uczniom stopy, odsłonił się jako Ten, który służy. Odsłonił się w swoich ranach. Jego Pascha, którą codziennie celebrujemy, jest pamiątką najbardziej intensywnej wędrówki Boga w kierunku człowieka. Bóg ogranicza siebie. Kresem samoograniczenia jest ofiara Chrystusa, aż po wejście w krainę totalnej bezsilności, jaką jest śmierć. Zstępując do piekieł, wszedł całym sobą w ludzką niemoc, dotknął pustki tych, którzy pozbawieni są bliskości Boga.

Jeśli wierzymy, że Wcielenie nie jest grą boskich pozorów, ale rzeczywistym przyjęciem ludzkiego losu i najpełniejszym Objawieniem Boga, to w śmierci Jezusa musimy dostrzec ostatni akord Jego historii po tej stronie życia. Św. Grzegorz z Nyssy (IV w.) w kazaniu na Wniebowstąpienie komentuje proroctwo z Psalmu 24 o mającym wkroczyć Królu chwały. Sięga do Apokalipsy: „I ujrzałem […] Baranka, jakby zabitego” (Ap 5, 6). Pisze o zdziwieniu aniołów, którzy po zmartwychwstaniu oczekiwali powrotu Lwa Judy – zwycięskiego Króla – a oto pojawia się Baranek zabity: „Ale nie zostaje On rozpoznany, odziany w ubogą szatę naszej natury, a ubranie Jego jest splamione purpurą spod tłoczni ludzkich cierpień”[1].

Obmywając na Ostatniej Wieczerzy uczniom stopy, Bóg odsłonił się jako Ten, który służy

Łatwiej pójść za Pasterzem, który odsłonił się jako zraniony Baranek. Słabość, ubóstwo i odrzucenie – przyjęte przez Niego w wolności – legitymizują Jego zamiary. Nie traktuje nas jak swojej własności, choć wyszliśmy z Jego ręki. Mogę się Nim nakarmić, nie zatracając siebie, bo w Jego darze nie ma śladu zaborczości. Nie usiłuje panować nad nami, choć jest Panem wszystkiego. Baranek zabity zbawia świat swoją bezbronnością. Siłą Jego przyciągania jest niewyobrażalna przejrzystość daru – „moc przekonująca miłości” (Flp 2,1). „I moje serce, i moja wiara należą wyłącznie do tego Boga, który może ukazać swoje rany”.[2]

Syn, czyli dziecko

Chrystus wraca do Chwały Ojca jako Baranek zabity i jednocześnie żyjący na wieki. Ta – pozornie nie do pogodzenia – podwójna prawda wyraża jedną niepodzielną tajemnicę Boga. Chrystus – Bóg i Człowiek, jednocześnie zabity i żyjący – objawia istotę życia Trójcy Świętej. Uniżenie i ograniczenie ma swój początek w samym życiu Boga. Nie w tym sensie, że w Bogu jest jakaś słabość sama w sobie. Słabość Boga, która odsłania się w Chrystusie, jest konsekwencją tego, że Bóg jako doskonała Miłość jest jednoznacznie ukierunkowany na dar z siebie.

Hans Urs von Balthasar zauważa, że skoro Krzyż jest objawieniem Trójcy, to w Niej samej powinniśmy dostrzec prawzór najpiękniejszego umierania pośrodku życia wiecznego. Ta ostateczna wola niebycia dla siebie jest warunkiem najszczęśliwszego Boskiego życia. Bóg jest doskonałym Istnieniem, bo jest doskonałym Darem i należy „niewyobrażalną moc Ojca widzieć przede wszystkim w potędze poświęcenia siebie, to znaczy w Jego miłości, a nie w jakiejś dowolnej możliwości uczynienia tego lub owego”[3]. Podobnie pisze o Wszechmocnym współczesny biblista, Gerhard Lohfink: „Bóg nie jest tylko samo-posiadaniem, jak sądził Arystoteles, lecz również samo-ofiarowaniem. Samo-ofiarowanie Ojca jest kontynuowane w samo-ofiarowaniu Syna i w samo-ofiarowaniu Ducha Świętego. Bóg właśnie w tym posiada siebie samego i właśnie w tym myśli siebie samego, że się ofiarowuje. […] I tak w tajemnicy Boga Trójjedynego staje się jasne, że ostateczne nie jest «bycie w sobie», lecz «bycie dla innego» i «bycie dzięki innemu»[4].

Ukazuje to również drugi tytuł Chrystusa, obok Baranka, klasycznie opisujący Jego słabość: Syn (dziecko). Słabość Boga odsłoniła się przecież we Wcieleniu. Joseph Ratzinger zwraca uwagę, że dziecięctwo Jezusa, w którym widoczna jest zgoda na ograniczenie i bezsilność, ma swoje źródło i początek w Trójcy. Imię własne Drugiej Osoby Trójcy Świętej to Syn, czyli dziecko: „Tylko tym należy tłumaczyć fakt, że jako Jego właściwy tytuł przyjęły się ostatecznie nie takie określenia, jak Król, Pan czy podobnie wyrażające atrybuty władzy, lecz słowo, które moglibyśmy przełożyć jako «dziecko» […] Jego najwyższą godnością, wskazującą na Jego bóstwo, nie jest przecież z siebie samego posiadana moc; jej źródłem jest ukierunkowanie na tego Drugiego – na Boga, Ojca”.[5]

Barabasz – sobowtór Jezusa

W proroctwach Izajasza, ale też w Talmudzie odnajdujemy zapowiedź Mesjasza, który objawi się jako ubogi, cierpiący. Talmud mówi wręcz o utajonym Mesjaszu, który siedzi u bram Rzymu (Jezus przyszedł, gdy Rzym panował nad Judeą), pomiędzy chorymi i ubogimi oraz czeka na właściwy czas swego wystąpienia.

Proroctwo się wypełniło. Wizja takiego Mesjasza okazała się jednak dla wielu gorsząca. Odrzucili ją nie tylko uczniowie, którzy odeszli, Judasz czy zawiedziony tłum, któremu Jezus wymyka się z ich wizji mesjańskiego królowania. Sam Piotr – tuż po tym, jak wyznał wiarę w Mesjasza – nie potrafił przyjąć kenotycznego charakteru drogi Jezusa i próbował ją korygować. Była to jedna z prób, której szatan poddawał Jezusa, posługując się tym razem pychą Piotra (por. Mt 16,23).

Bóg jest Wszechmocny, ale wybrał bezradność żebraka czekającego, aż znajdzie przyzwolenie z naszej strony

Zły, który nie rozumie rzeczywistości daru z siebie i samoograniczenia z miłości, kusi innym wyborem. Tej pokusie uczniowie Jezusa poddawani są w każdym czasie. Tak o niej pisał Benedykt XVI: „Barabasz jest postacią mesjańską. Wybór: albo Jezus, albo Barabasz nie był przypadkowy; naprzeciw siebie znalazły się dwie postacie mesjańskie, dwie formy mesjanizmu. Staje się to jeszcze wyraźniejsze, jeśli zwrócimy uwagę na to że «Bar-Abbas» znaczy «syn ojca». Jest to typowe mesjańskie określenie. […] w wielu rękopisach ewangelii, aż do trzeciego wieku, człowiek, o którego tu chodzi, nazywał się «Jesus-Barabbas» – «Jezus syn ojca». Wygląda to tak, jakby był sobowtórem Jezusa, który na inny sposób wysuwa te same roszczenia. Zatem wyboru trzeba dokonać między Mesjaszem, który toczy walkę, przyobiecuje wolność i własne królestwo, a owym tajemniczym Jezusem, który głosi utratę samego siebie jako drogę do życia”[6].

Bóg wybrał bezradność żebraka

Stwórca przemówił do człowieka językiem jego kruchego człowieczeństwa. W Chrystusie wszystko, co słabe i zranione zostało przez Boga przyjęte. Słabość, będąca dla człowieka przekleństwem, została w Nim przeobrażona w dar i narzędzie zbawienia.

Bóg jest Wszechmocny, ale – aby przemówić do człowieka w przestrzeni daru, bez pozoru łamania jego wolności – wybrał bezradność żebraka czekającego, aż znajdzie przyzwolenie z naszej strony: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3,20). Jak pisał Mikołaj Kabazylas, bizantyjski mistyk z XV wieku, Bóg „nie cofa się wtedy, gdy spotka się z lekceważeniem; nie gniewa się z powodu złego potraktowania, ale nawet wówczas, gdy został odepchnięty – czeka przy drzwiach i czyni wszystko, aby nam pokazać, że nas miłuje”[7].

Jean Vanier wyznał w liście do Julii Kristevy: „Moja wiara w Boga nie jest wiarą w Boga potęgi, ale wiarą w Boga wszechmocnego, który staje się bezsilnym”[8]. Jesteśmy – mamy być – wiarygodnymi świadkami takiego Boga.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” nr 3/2013.


[1] Liturgia Godzin t. II, 7 Niedziela Wielkanocna, s. 753.
[2] T. Halik, „Dotknij ran”, tłum. A. Babuchowski, Kraków 2010, s. 14.
[3] H. Urs von Balthasar, „Credo”, tłum. J.D. Szczurek, Kraków 1997, s. 22.
[4] G. Lohfink, „Modlitwa moją ojczyzną”, tłum. E. Pieciul-Karmińska, Poznań 2011, s. 36.
[5] J. Ratzinger, „Bóg Jezusa Chrystusa”, tłum. J. Zychowicz, Kraków 1995, s. 72.
[6] Joseph Ratzinger-Benedykt XVI, „Jezus z Nazaretu. Od chrztu w Jordanie do Przemienienia”, cz. I, tłum. W. Szymona OP, Kraków 2007, s. 47.
[7] N. Kabasilas, „De vita in Christo 6, 3; PG 150, 645, por. W. Hryniewicz, „Przedmowa”, w: P. Evdokimov, „Wieki życia duchowego”, Kraków 1996, s. 10.
[8] Jean Vanier, Julia Kristeva, „(Bez)sens słabości”, tłum. K. i P. Wierzchosławscy, Poznań 2012, s. 163.