„Obietnica poranka” nie pretenduje ani do realistycznego portretu psychologicznego, ani wiernej biografii Romaina Gary’ego. Pozostaje opowieścią o tym, jak najważniejsze relacje odciskają na naszym życiu niezatarte piętno.

Związki z Polską francuskiego pisarza Romaina Gary’ego, jedynego dwukrotnego laureata prestiżowej Nagrody Goncourtów, nie są w naszym kraju bliżej znane, a przecież urodził się on w przedwojennym Wilnie. Jako młody chłopiec zetknął się z polsko-żydowskim światem literackim Warszawy, a w swojej pierwszej powieści opisał fikcyjne losy polskich partyzantów. Po wojnie odwiedził Polskę kilkakrotnie i żywił do niej sentyment, choć powojenna rzeczywistość w niczym nie przypominała kosmopolitycznego kraju jego dzieciństwa.

W filmie „Obietnica poranka” Erica Barbiera opartego na autobiografii pisarza polski widz ma okazję usłyszeć Charlotte Gainsbourg mówiącą po polsku (gra ona matkę Romaina – Ninę Kacew). Nie jest to zresztą pierwszy film reżysera poruszający polskie wątki. Jego debiut fabularny „Zarzewie”, którego akcję umieścił w latach trzydziestych, opowiadał o zakazanej miłości polskiego migranta – pracującego w kamieniołomach – do Francuski.

Najnowszy film Barbiera pozostaje w bliskim związku z autobiograficznym charakterem powieści poprzez wprowadzenie narratora z offu. Jednocześnie intymność jego głosu zderza się z epickim rozmachem wydarzeń, pokazanych w okresie dwudziestu lat. Daje to wybuchową mieszankę, którą krytyk „Le Monde” nazwał „ekstrawaganckim romantyzmem”. Z jednej strony mamy melancholijny i uwodzicielski głos Pierre’a Nineya, a z drugiej przepych nasyconych barwami zdjęć Glyna Speeckaerta i pulsującej energią muzyki Renauda Barbiera.

Formuła filmu pozwala także na wprowadzenie motywu opowieści w opowieści. Bohatera poznajemy, kiedy zmaga się z poczuciem straty po matce. Przeżywa kryzys zdrowotny i egzystencjalny. Podczas jazdy samochodem do szpitala żona pisarza sięga po rękopis ukończonej właśnie autobiografii i w tym momencie odsłania się przed nami historia jego życia. Patrzymy na historię Gary’ego niejako jak przez dodatkowy filtr.

Reżyser dużo uwagi poświęca okresowi dzieciństwa pisarza w Wilnie, kiedy to kształtuje się relacja między matką a synem, stanowiąca oś filmu. Do Wilna Nina Kacew uciekła z Moskwy przed rewolucją bolszewicką. Jako zdeklarowana frankofila (w Moskwie była aktorką we francuskim teatrze) marzyła, aby jej syn, wówczas noszący imię Roman Kacew, wychowywał się we Francji. Nie był to jej jedyny ambitny plan wobec dziecka. W reakcji na donos i upokarzającą rewizję w wileńskim mieszkaniu wykrzykuje do mieszkańców kamienicy: „Mój syn będzie ambasadorem francuskim, kawalerem Legii Honorowej, wielkim pisarzem dramatycznym, Ibsenem, Gabrielem d’Annunzio!”. Jej przepowiednia spełni się. Nina i Roman przeniosą się z czasem do Warszawy, następnie do Nicei. Kiedy wybuchnie wojna, bohater zaciąga się do francuskich sił zbrojnych, aby służyć tam jako pilot. Po wojnie zostaje dyplomatą i odnosi sukcesy literackie.

Nie jest to film wyłącznie o trudnej relacji pomiędzy matką a synem, ale również o jej życiodajnej sile

„Chciałem spełnić wszystkie jej pragnienia, najbardziej naiwne” – mówi narrator filmu. Kolejno realizuje pomysły matki na rozbudzenie jego geniuszu poprzez lekcje śpiewu, malarstwa i pojedynków. Nina Kacew wprowadza syna w świat barwnych opowieści i iluzji. Udaje przedstawicielkę francuskiego projektanta i zakłada salon mody obsługujący najbogatsze mieszkanki Wilna. Prowadzi życie na wysokiej stopie, którego wyznacznikiem są rozliczni prywatni nauczyciele oraz ekstrawaganckie stroje dla Romaina. Nierówności społeczne dadzą jednak szybko o sobie znać. Kobieta staje się przedmiotem obelg ze względu na swoje żydowskie pochodzenie oraz samotne macierzyństwo. Klientki lekceważą również płatności, z którymi zalegają. Romain otrzymuje od matki ważną lekcję walki o godność. Wydarzenia te przyśpieszają również decyzję o wyjeździe do Francji.

Dla wchodzącego w dorosłość Romaina (znany z filmu „Franz” Pierre’a Niny) kontrola matki stanie się ciężarem. Jednocześnie będzie starał się ją chronić przed rozczarowaniami. Kiedy po pierwszym literackim debiucie jego kolejne opowiadania zostaną odrzucone, wymyśla misterne kłamstwa, żeby ją uspokoić. Gra według reguł wyznaczonych przez matkę. Zgadzając się na tę grę obie strony poświęcają możliwość uzyskania wsparcia emocjonalnego i pokazania swojej kruchości drugiej osobie. Czy nie tracą w ten sposób szansy na budowanie bliskości i szczerości?

Nie jest to jednak film wyłącznie o trudnej relacji pomiędzy matką a synem, ale również o jej życiodajnej sile. W czasie wojny Romain odbywa służbę w Afryce, zapada na tyfus. W chorobliwej malignie słyszy głos matki, która ponagla go, aby się nie poddawał i nie zaniedbywał pisania, niezależnie od okoliczności. Odkrywa w sobie pokłady ponadludzkiej determinacji. Pomiędzy lotami i zrzucaniem bomb na cele niemieckie, pisze swoją pierwszą wielką powieść „Edukacja europejska”.

Historia Romaina Gary’ego pobudza do refleksji, na ile nasze własne życiowe decyzje są zakorzenione w rodzinie, a na ile są naszą własną inicjatywą. Czy głos matki, jej słowa przekazywane w listach, są ucieleśnieniem jej obecności, a może stały się już częścią samego bohatera? Niezależnie od wszystkiego Romain nie wydaje się prostą sumą pomysłów swojej matki, czy jednak bez niej byłby tym, kim jest? Najpiękniejsze zdanie, jakie pada w filmie, to: „przekazała mi część swojej siły”. To najcenniejsze, co od niej otrzymał.

Charlotte Gainsbourg znakomicie odgrywa egzaltację swojej bohaterki. Jest męcząca i irytująca, a jednocześnie pod pozornie twardą skorupą kryje się kobieta, która zmaga się z rolą samotnej matki i migrantki. Musi stale walczyć. Historia tych dwojga to przecież metafora migranckiego losu, ciągłego obowiązku udowadniania swojej wartości i pięcia się w górę.

Matka z synem bezustannie składają sobie obietnice. Wypowiadane przez Ninę: „Odniesiesz sukces”, „będę cię chronić”, wyrażane w myślach przez Romaina zaklęcia: „pomszczę cię” popychają ich naprzód, a jednocześnie są źródłem ciągłego napięcia. Aktorzy potrafią to brawurowo zagrać. W scenach między matką a synem obecne są na przemian, gniew i czułość. Najbardziej zapada w pamięć scena, kiedy do jednostki wojskowej Romaina wpada rozszczebiotana matka i staje się on natychmiast pośmiewiskiem kolegów. „Nigdy żaden syn nie nienawidził swojej matki równie mocno, jak ja w tym momencie” – mówi narrator. Po chwili jednak chłopak przytula ją mocno, odgradzając od kpin towarzyszy.

Film nie pretenduje ani do realistycznego portretu psychologicznego, ani wiernej biografii Romaina Gary’ego. Pozostaje opowieścią o tym, jak najważniejsze relacje odciskają na naszym życiu niezatarte piętno. Retrospekcję zdarzeń przerywa powrót do chwili teraźniejszej, do rozterek i pytań bohatera o to, czy warto było odnosić sukcesy, skoro nie może dzielić ich z matką. Nie dostajemy jednoznacznej odpowiedzi, czy Romain poradzi sobie ze swoim smutkiem. Czy obietnicą poranka w tym wypadku nie byłoby głębsze zrozumienie własnego losu i próba pojednania się z nim? Właśnie z tym pytaniem twórcy filmu pozostawiają widza. I chodzi tu nie tylko o doświadczenie bohatera „Obietnicy poranka”, ale każdego z nas wobec straty bliskiej osoby.