Krajowa Rada Sądownictwa „zweryfikowała” obrońcę rotmistrza Pileckiego w procesie rehabilitacyjnym. Stanisław Zabłocki, obecny prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego, otrzymał werdykt „zero głosów pozytywnych”.

Tak w 1990 r. Stanisław Zabłocki bronił przed Sądem Najwyższym rotmistrza Witolda Pileckiego w procesie rehabilitacyjnym:

„Sądzie Najwyższy!

Mam nadzieję, więcej – głęboko w to
wierzę – że po wyroku Sądu Najwyższego
każdy z uczestników tego procesu, niezależnie
od swego stopnia wojskowego, będzie
mógł w głębi swego sumienia złożyć rotmistrzowi
Pileckiemu ostatni, aktualny meldunek:

Rotmistrzu Pilecki!
Nie tylko nie byłeś szpiegiem, ale i polski
Sąd dał temu świadectwo.

Rotmistrzu Pilecki!
Nie tylko nie byłeś płatnym agentem obcego
wywiadu, ale wyrok Sądu Rzeczypospolitej,
i to sądu wojskowego, fakt ten
stwierdza.

Rotmistrzu Pilecki!
Nie byłeś przestępcą nie tylko w oczach
historii, ale i w oczach wymiaru sprawiedliwości,
prawdziwie polskiego wymiaru
sprawiedliwości.

Sądzie Najwyższy!
Proszę, bym po ogłoszeniu wyroku mógł
w myślach złożyć rotmistrzowi Pileckiemu
taki właśnie meldunek”.

Po ogłoszeniu przez Sąd Najwyższy wyroku uniewinniającego (rehabilitującego) rotmistrza Pileckiego, przewodniczący składu sądzącego zakończył rozprawę słowami: – Tak więc mec. Zabłocki będzie mógł złożyć swój ostatni meldunek rotmistrzowi Pileckiemu… Niech to będzie meldunek od wszystkich uczciwych żołnierzy.

To mój prawniczy (i nie tylko) autorytet, wybitny sędzia, erudyta. W latach 80-tych obrońca opozycjonistów i represjonowanych studentów, później obrońca w cytowanym wyżej procesie rehabilitacyjnym rotmistrza Pileckiego, a obecnie Prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego. Do historii przejdzie jego zeszłoroczne wystąpienie w Senacie, gdy reprezentując Sąd Najwyższy w trakcie procedowania przez izbę wyższą ustaw mających na celu „reformę” wymiaru sprawiedliwości, wyłożył w sposób przystępny i zrozumiały również dla nie-prawników wady rozwiązań proponowanych przez większość parlamentarną, ich oczywistą niekonstytucyjność oraz prawdziwy cel, jakim były zmiany osobowe w Sądzie Najwyższym, a nie usprawnienie jego funkcjonowania i poprawienie szybkości orzekania. Ten niewątpliwy popis oratorski, jest w mojej ocenie jednym z ważniejszych wystąpień publicznych w Polsce po 1989 r. Sędzia Stanisław Zabłocki stał się w ostatnim czasie symbolem walki o niezależność sądów i niezawisłość sędziów, której wyrazem jest chociażby gwarantowana Konstytucją nieusuwalność sędziów z urzędu.

Zero głosów w tym wypadku oznacza najwyższe wyróżnienie, potwierdzające tylko, że władza ustawodawcza i wykonawcza uznała, że dany sędzia dla obecnej ekipy rządzącej jest co najmniej zbędny

I ten oto sędzia Zabłocki został właśnie negatywnie zaopiniowany przez nowo powołaną Krajową Radę Sądownictwa, uzyskując wynik „zero głosów pozytywnych”. Zaopiniowany, mimo że żadnego wniosku o wydanie opinii nie składał. Powołując się na Konstytucję, wysłał tylko do Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego oświadczenie o gotowości zajmowania stanowiska sędziego Sądu Najwyższego do 70 roku życia.

Krajowa Rada Sądownictwa postanowiła jednak sędziego Zabłockiego ocenić. Żebyśmy mieli świadomość, kto tu kogo ocenia, przypomnieć należy, że KRS składa się aktualnie w większości z sędziów sądów rejonowych – dla których odpowiednim zadaniem jest rekomendować sędziów sądów powszechnych, ale zdecydowanie nie opiniować sędziów Sądu Najwyższego – oraz czynnych polityków, w tym z posła Stanisława Piotrowicza (byłego prokuratora PRL, który w czasie, gdy mec. Zabłocki bronił opozycjonistów, parafował akt oskarżenia przeciwko jednemu z nich) oraz poseł Krystyny Pawłowicz (udział w posiedzeniu KRS rozpoczęła od kolportażu listy osób pożądanych i niepożądanych na stanowiskach sędziowskich). I właśnie taka KRS wydaje opinię, czy dany sędzia Sądu Najwyższego może w dalszym ciągu sędzią pozostawać, czy też powinien udać się na emeryturę. To trochę tak, jakby uczniowie z pierwszej klasy podstawówki (w tym ci z negatywnym zachowaniem na świadectwie) mieli decydować o odejściu swojego dyrektora na emeryturę.

Wydaje się, że w kontekście takiego składu Rady sędzia Zabłocki paradoksalnie z werdyktu „zero głosów pozytywnych” powinien być zadowolony. Podobnie bowiem jak powodem chwały opozycjonistów z czasów PRL jest fakt ich ówczesnego prześladowania i szykanowania (usuwania z uczelni, więzienia, zastraszania), tak analogicznie sędzia Zabłocki może z dumą prezentować „wynik” uzyskany przed Krajową Radą Sądownictwa. Zero głosów w tym wypadku oznacza najwyższe wyróżnienie, potwierdzające tylko, że władza ustawodawcza i wykonawcza (w końcu to jej przedstawiciele zasiadają w KRS) uznała, że dany sędzia dla obecnej ekipy rządzącej jest co najmniej zbędny.

Co znamienne dla obecnej władzy (i ludzi przez nią wybieranych) – informacje na temat osób opiniujących i sam proces głosowania zostały utajnione. Niewygodni sędziowie mają zostać zastąpieni bardziej przychylnymi Prawu i Sprawiedliwości. Patrząc na precedens związany z Trybunałem Konstytucyjnym, aż „strach się bać”, jeśli do Sądu Najwyższego trafią sędziowie pokroju sędzi Julii Przyłębskiej, która otwarcie przyznaje się do manipulowania składami orzekającymi w Trybunale Konstytucyjnym (w styczniu i lutym 2017 r. zmieniła skład orzekający w 49 sprawach, w większości powołując do składu orzekającego tzw. sędziów dublerów).

A że „łatwiej” będzie zostać sędzią Sądu Najwyższego, niech świadczy fakt, że 10 lipca br. ze strony internetowej KRS zniknęły informacje o wymaganych dokumentach i kryteriach, jakie mają spełnić kandydaci na sędziów Sądu Najwyższego. Pozostał jedynie wymóg złożenia formularza zgłoszeniowego, a więc paradoksalnie łatwiej będzie zostać sędzią Sądu Najwyższego niż sędzią sądu powszechnego. Czy kryteria obiektywne zostaną zastąpione przez kryteria subiektywne? Czy teraz o tym, kto może, a kto nie może zostać sędzią Sądu Najwyższego, będą decydowały listy poseł Pawłowicz?

Słaby byłby ze mnie uczeń sędziego Zabłockiego, gdybym niniejszy wywód zakończył w pesymistycznym tonie. Wierzę, że ktoś ten walec jest jeszcze w stanie zatrzymać. Być może będzie to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a być może pozostanie nam czekać lata, aż wymiar sprawiedliwości zagoi swe rany i odbuduje zaufanie obywateli.