4 lipca 1946 roku żydowscy Polacy zginęli w Kielcach męczeńską śmiercią za wiarę w to, że lepszy świat jest możliwy.

Przemówienie podczas uroczystości w 72. rocznicę pogromu kieleckiego 4 lipca 2018 r.

„Zagłada pokryła cieniem całą ludzkość. Dotknęła każdego, nawet tych, którzy o niej nic nie wiedzą” – twierdził Marek Edelman.

Zagłada jest raną, która być może nigdy się nie zagoi. Zagłada jest częścią historii Polski. Zagłada jest częścią historii chrześcijaństwa. Pozostaje historią chrześcijaństwa w Polsce, wpisaną w dzieje polskiego katolicyzmu.

20 tysięcy istnień ludzkich zgładzonych przez totalitarne państwo niemieckie w ciągu trzech sierpniowych dni 1942 roku. 1/3 mieszkańców Kielc pozostaje niezabliźnioną polską, kielecką, chrześcijańską, katolicką raną.

Żydowscy Polacy, żydowscy kielczanie tworzyli kulturę duchową i materialną naszego miasta. Ucichły modlitwy w dziesiątkach małych modlitewni rozsianych po podwórkach, ustały śpiewy modlitewne w synagodze, zamarł szmer chederów i jesziw. Pozostały kamienie, mury licznych kamienic użytkowanych przez współczesne miejskie instytucje, obecnych mieszkańców naszego miasta.

Czy możemy sobie wyobrazić, że wkrótce w ciągu 3 dni zostanie zabita jedna trzecia ze 190 tysięcy obywateli dzisiejszych Kielc: starców, kobiet, dzieci? Jedna trzecia, czyli ponad 60 tysięcy. Nie możemy sobie wyobrazić, prawda? A czy ktoś, powiedzmy w 1938 roku, mógł sobie wyobrazić śmierć tych 20 tysięcy zgładzonych podczas wojny? Nie. A jednak to się wydarzyło. A to, co wydarzyło się raz, może przecież wydarzyć się i drugi raz. Bo dlaczego nie? Kto jest w stanie wymienić chociaż jeden powód, dla którego to nie może wydarzyć się ponownie?

Czy w 1945 roku ktoś był w stanie wyobrazić sobie, że garstka ocalonych z Zagłady zginie w rodzinnym mieście męczeńską śmiercią z rąk sąsiadów lub tzw. stróżów prawa, funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa i żołnierzy?
Nikt wówczas nie był w stanie tego sobie wyobrazić. A jednak to się wydarzyło.

Kto jest w stanie wymienić chociaż jeden powód, dla którego Zagłada nie może wydarzyć się ponownie?

Co powstrzyma nienawiść i pogardę dla innych z powodu tego, że są inni? Kto opamięta tych, którzy uważają się za lepszych tylko dlatego, że innych uważają za gorszych? Kto obnaży kłamców, którzy oszukują bezwstydnie tłumy, chociaż znają prawdę? Kto nauczy młode pokolenia, że żadna wojna nie jest zwycięską, bo zawsze jest porażką dobra i miłości? Kto przekaże naszym dzieciom i wnukom niezłomne braterstwo z drugim człowiekiem, każdym człowiekiem?

Dzisiaj myślimy o ofiarach. O męczennikach. My, katolicy, wierzymy, że męczeństwo uświęca. 4 lipca 1946 roku żydowscy Polacy zginęli męczeńską śmiercią za wiarę w to, że lepszy świat jest możliwy. Ocalona z pogromu Miriam Guterman mówiła: „Czułam się żydowską Polką. Byłam patriotką. Chciałam żyć”. Zabójcy na jej oczach zamordowali jej bliskich, a wraz z nimi świat, w który wierzyła. Świat bez nienawiści, bez uprzedzeń, podziału na lepszych i gorszych ludzi, świat bez strachu, nędzy, głodu i samotności. Świat, który będzie bezpiecznym domem dla każdego, świat solidarności i współczucia.

Czy dzisiaj na pewno wszyscy wierzymy w taki świat? Czy żyjemy zgodnie z naszą wiarą? Powtórzę za Markiem Edelmanem: „Niezależnie od tego, kim jest bity – trzeba z nim być. Trzeba dać mieszkanie bitemu, trzeba go schować w piwnicy. Trzeba się tego nie bać i trzeba być przeciwko tym, co biją”.