Jak jeszcze głosić wierzącym – a przede wszystkim świadczyć czynem – że w otwarciu na uchodźców nie chodzi o naiwne oddanie losów swoich i swojej wspólnoty w ręce wyimaginowanego wroga, ale o pomoc straumatyzowanym kobietom, mężczyznom i dzieciom, którzy bez naszej otwartości skazani są na cierpienie, a często i śmierć? Widać, że dokumenty kościelne nie wystarczą, skoro ich treść nie dochodzi ani do wiernych, ani nawet do hierarchów.

„Sanktuaria nie mogą być miejscem manifestowania nienawiści względem grup politycznych, społecznych lub etnicznych” – ostrzegała kilka dni temu Rada Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek. Dokument Rady był reakcją na nienawistne hasła głoszone przez ugrupowania narodowe i quasi-faszystowskie w trakcie pielgrzymek do sanktuariów maryjnych w Polsce. Minęło kilka dni, a słowa nienawiści podczas pielgrzymki do sanktuarium w Gietrzwałdzie – będącej częścią kościelnych obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości – wygłosił… biskup. Z ambony.

– Nie będzie uchodźca rządził w moim domu, bo przysięgałem, że Twierdzą nam będzie każdy próg, tak nam dopomóż Bóg”. Więc przysięgi nie zmienię – powiedział podczas pielgrzymki do sanktuarium w Gietrzwałdzie bp Józef Zawitkowski. Jedno zdanie później zaapelował: – Dajcie nam żyć, pracować i modlić się spokojnie w rodzinnym domu, gdzie Panem jest Jezus, a Królową Jego Matka.

Słowa emerytowanego biskupa łowickiego ilustrują pewien problem w polskim Kościele. Warto zastanowić się: co dalej?

W zasadzie nie wiadomo, od czego zacząć. Po lekturze takiego wystąpienia przyzwoitemu człowiekowi nie tylko opadają ręce, ale jest mu po prostu ogromnie wstyd. Idąc na łatwiznę (i po łatwą „klikalność”), można by po prostu bp. Zawitkowskiego oskarżyć o publiczny akt apostazji, skoro, zamiast Ewangelii, woli być wierny enigmatycznej przysiędze rodem z wiersza poetki – nota bene – odsądzonej za życia (i po śmierci) od czci i wiary przez duchowieństwo katolickie. Ale, po pierwsze, zdecydowanie nie do mnie należy osądzanie jakości czyjejś wiary, a po drugie, wcale nie uważam, że mamy do czynienia z problemem jednostkowym. Sądzę, że słowa emerytowanego biskupa łowickiego ilustrują pewien problem w polskim Kościele. Warto zastanowić się: co dalej?

Przede wszystkim, trudno o wyraźniejszy przykład wewnętrznej sprzeczności. Hierarcha w jednym zdaniu zapowiada, że nie wpuści uchodźcy do swojego domu – w domyśle: do Polski – po czym apeluje, by Panem w rodzinnym domu – znów, w domyśle: w Polsce – był Jezus. Kluczowy kościelny dokument, mówiący o stosunku do uchodźców i migrantów, pochodzi z 2013 roku i zatytułowany jest „Przyjęcie Chrystusa w uchodźcach i przymusowo przesiedlonych”, a jego treść wykłada dlaczego właśnie w uchodźcach szczególnie „rozpoznajemy oblicze Jezusa Chrystusa” (punkt 123 dokumentu). Przyjęcie uchodźcy to przyjęcie Chrystusa, a odrzucenie uchodźcy to odrzucenie Chrystusa – to jest logika Ewangelii. Co, swoją drogą, wcale nie oznacza politycznego postulatu zniesienia barier bezpieczeństwa i bezrefleksyjnego osiedlania każdego człowieka bez ograniczeń.

Ale wystarczy tych cytatów z kościelnych dokumentów. Problem w tym, że można wiele pięknego mówić i pisać o uchodźcach, a niewiele tak naprawdę dla nich zrobić. Kościół od dawna tworzył dokumenty i głosił postawy, które nie zawsze wprowadzał w praktykę życia swojej wspólnoty. Cóż z tego, że papieże od XIII wieku potępiali plotki o żydowskich mordach rytualnych, skoro przez kolejne wieki w całej Europie Żydzi byli katowani i zabijani przez chrześcijan pod tym właśnie pretekstem? Często działo się to zresztą za zgodą lub cichym przyzwoleniem władz kościelnych, a niektórzy gorliwi kaznodzieje oskarżający Żydów o wszelkie zło trafiali później na ołtarze.

Przyjęcie uchodźcy to przyjęcie Chrystusa, a odrzucenie uchodźcy to odrzucenie Chrystusa – to jest logika Ewangelii

Pytanie zatem brzmi: co zrobić, aby w kwestii uchodźców nie było podobnie? Jak jeszcze głosić wierzącym – a przede wszystkim świadczyć czynem – że w otwarciu na uchodźców nie chodzi o naiwne oddanie losów swoich i swojej wspólnoty w ręce wyimaginowanego wroga, ale o pomoc straumatyzowanym kobietom, mężczyznom i dzieciom, którzy bez naszej otwartości skazani są na cierpienie, a często i śmierć? Widać, że dokumenty kościelne nie wystarczą, skoro ich treść nie dochodzi ani do wiernych, ani nawet do hierarchów.

Głos biskupa Zawitkowskiego trzeba potępić, ale przecież nie on jeden myśli o uchodźcach w podobny sposób. Co z tysiącami pielgrzymów, którzy słuchali jego kazania? Co z większością Polaków, którzy są przeciwni przyjmowaniu uchodźców? Czy przeczytają lub usłyszą krytyczny komentarz do tych słów? Jak na razie portal wPolityce.pl pisze o „poruszającej homilii bp. Zawitkowskiego”, a Radio Maryja i TV Trwam zauważają przede wszystkim polityczne wątki wystąpienia i obecność przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości na pielgrzymce. Swoją drogą, uroczystości gietrzwałdzkie są kolejną już manifestacją sojuszu Kościoła z rządem. Nie tylko biskupi w swoich wypowiedziach używali partyjnej retoryki. Głos – jeszcze w trakcie Eucharystii – zabrał marszałek Sejmu Marek Kuchciński.

Jak wspólnie żyć w jednym państwie i jednym Kościele z osobami głoszącymi nienawiść wobec uchodźców? Jak wsłuchać się w ich głosy i dostrzec w nich podmiotowych partnerów dialogu – bez rezygnacji z potępiania niektórych poglądów? Ponieważ jakoś musimy szukać przestrzeni do dialogu (choć ktoś pewnie powie, że wcale nie), potrzebujemy poważnie zastanowić się nad tym, jak możemy pokonywać w ludziach strach przed „obcym” i uchodźcą. Zadanie jest o tyle utrudnione, że politycy – i jak widać było w Gietrzwałdzie – także część duchownych używa uchodźców do wzniecania strachu w społeczeństwie, aby następnie wykorzystywać go do budowania kapitału politycznego.

Biskupowi Zawitkowskiemu proponuję doczytanie utworu, który podobno bardzo lubi, a nawet cytuje go w gietrzwałdzkim kazaniu, choć w niefortunnym kontekście. W pastorałce „Pomaluśku, Józefie” Maryja prosi o więcej empatii w stosunku do „strudzonych wielką drogą”: „Bo teraz w miasteczku i w lada domeczku / trudno o kącik będzie, gdy gości pełno wszędzie. / Wolą pijanice, szynkarskie szklenice, / niżeli mnie ubogą, strudzoną wielką drogą”. Może przy następnej okazji w sanktuarium Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej ktoś o tym wygłosi homilię?