Kiedy byliśmy mali, kładło się nam do głowy, że tylko pracą i wysiłkiem można do czegoś dojść. Bez tego nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem teraz – mówi Piotr Domalewski, reżyser i scenarzysta filmu „Cicha noc”.

Damian Jankowski: Kiedy myśli Pan o swoim pokoleniu – ludziach urodzonych w latach 80. – czy może Pan wskazać najważniejsze wydarzenia, które na Was wpłynęły?

Piotr Domalewski: Dla mnie osobiście smutnym, ale ważnym wydarzeniem była śmierć papieża Jana Pawła II w 2005 roku, zwłaszcza że studiowałem wtedy w Krakowie. To mnie przejęło dlatego, że on był pewnym symbolem. A w sensie pozytywnym dla nas największym przeżyciem pokoleniowym było przystąpienie Polski do Unii Europejskiej.

Moje pokolenie nie wyobraża sobie Polski bez Unii. Pan dobrze pamięta kontrast między obecną sytuacją a stanem przed rokiem 2004?

– Dokonał się niesamowity przeskok. Polska zaczęła się cywilizować w sensie administracyjnym. Wcześniej, jak nie miało się wkładki w postaci paru stówek, to nie mogło się nic załatwić. Łapówka była na każdym kroku. Poza tym ludzie już dziś nie chcą pamiętać, że tu naprawdę piętnaście lat temu jeździło się dwudziestoparoletnimi audi.

Widzi Pan coś, co można uznać za wyróżnik Pana pokolenia? Co mogłoby je odróżniać od osób urodzonych choćby dekadę później?

– Pamiętajmy, że ja i moi rówieśnicy żyliśmy z oddechem konkurencji na karku, musieliśmy być odważni i zaradni. Gdy pisałem maturę, było ponad czterysta siedemdziesiąt tysięcy maturzystów. W tym roku jest ich dwieście pięćdziesiąt tysięcy.

Wszystko osiągnęliśmy ciężką pracą. Każdy wcześniej musiał wiele razy dostać przysłowiowego „kopa w tyłek”

Na pewno od młodszej generacji różni nas też sposób, w jaki byliśmy wychowywani. Sam odebrałem bardzo surowe wychowanie, nakładano na mnie wiele obowiązków, często nie mogłem robić tego, co najbardziej chciałem, miałem niewiele czasu wolnego. Tylko że bez tego nie byłoby mnie w miejscu, w którym jestem teraz. Kiedy byłem mały, kładło się nam do głowy, że tylko pracą i wysiłkiem można do czegoś dojść.

W ostatnim czasie pojawiło się w polskim kinie bardzo ciekawe pokolenie, do którego zalicza się też Pana. Wymieniłbym jeszcze Jagodę Szelc, Jana P. Matuszyńskiego, Pawła Maślonę i Jana Komasę. Czy czuje Pan z nimi więź pokoleniową?

– Tak, na pewno mamy ze sobą jakąś więź, choć każdy prezentuje nieco inną estetykę i bardzo to szanujemy. Lubimy się wzajemnie. Tym, co nas ze sobą cementuje, jest świadomość potwornej konkurencji na drodze do bycia filmowcem. Nam się to udało i trzymamy się razem. Nikt z nas nie jest „cudownym dzieckiem kina”. Wszystko osiągnęliśmy ciężką pracą. Każdy wcześniej musiał wiele razy dostać przysłowiowego „kopa w tyłek”.

Pamiętajmy również, że ja i moi rówieśnicy jesteśmy beneficjentami dziesięciu lat Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Wykształciliśmy się w uczelniach dotowanych przez PISF, robiąc krótkie metraże finansowane przez PISF, pokazując je później na festiwalach przez tę instytucję dotowanych i wreszcie dostając od niej budżety na filmy pełnometrażowe.

Piotr Domalewski – ur. 1983, reżyser filmowy, scenarzysta i aktor. Ukończył studia aktorskie w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie i reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zadebiutował w kinie filmem „Cicha noc”, który zdobył Złote Lwy na 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz otrzymał dziewięć Orłów, nagród Polskiej Akademii Filmowej, w tym za najlepszy film, reżyserię, scenariusz i odkrycie roku.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, lato 2018

Kwartalnik WIĘŹ, nr 2/2018