Katolicko-konserwatywne portale obśmiewają prezydenta Francji, który został honorowym kanonikiem bazyliki św. Jana na Lateranie. Obśmiewają przy okazji samą katedrę biskupa Rzymu. Dlaczego? 

Po internecie krąży taki oto mem: prezydent Francji Emmanuel Macron i jego żona Brigitte Trogneux pozują do zdjęcia otoczeni grupą czarnoskórych osób, identyfikowanych jako transwestyci, którzy 21 czerwca wzięli udział w „Święcie muzyki” w Pałacu Elizejskim. Zdjęcie opatrzone jest tekstem: „Kapituła Bazyliki Świętego Jana na Lateranie tuż po Nieszporach”. Ten mem nie krąży po portalach i profilach antyklerykalnych. Przeciwnie – po katolicko-konserwatywnych. Ktoś chciał obśmiać prezydenta Francji i obśmiał przy okazji samą katedrę biskupa Rzymu. Skąd jednak się wziął taki mem?

Paryż wart jest mszy

Otóż prezydent Francji został honorowym protokanonikiem (pierwszym wśród kanoników) bazyliki św. Jana na Lateranie – katedry biskupa Rzymu. Tytuł ten przysługuje każdorazowemu szefowi państwa francuskiego z racji sprawowanego urzędu. Swą kanonię Macron objął podczas krótkiej uroczystości po południu 26 czerwca. Tytuł kanonika – brzmiący dzisiaj dość nieprzystająco do sytuacji – prezydenci Francji odziedziczyli po królach. Po raz pierwszy honorowym kanonikiem kapituły laterańskiej został w roku 1604 roku król Henryk IV. Pochodził on z Nawarry i był wyznawcą kalwinizmu, czyli hugenotem. To jemu zawdzięczamy słynne zdanie „Paryż wart jest mszy”. Miał bowiem świadomość, że tylko przejście na katolicyzm – czego symbolem jest owa msza – da mu poparcie francuskich elit.

Decyzja o nawrócenia, a także złożenie znacznej ofiary na królewskie opactwo przy rzymskiej bazylice zaowocowało tytułem honorowego kanonika, nadanego przez papieża. Kapituła zobowiązała się przy tym odprawiać co roku 13 grudnia – czyli w dniu jego urodzin – Mszę w intencji Francji: pro felici ac prospero Galliae statu (za szczęście i pomyślność państwa francuskiego). Tradycję kontynuowano również wówczas, gdy głowami państwa byli cesarze i prezydenci. Z czasem jednak przysługujący im tytuł kanonika honorowego w praktyce popadł w zapomnienie. W XX wieku jako pierwszy zwyczaj wznowił prezydent René Coty. A w jego ślady poszli: Charles de Gaulle, Nicolas Sarkozy i Emanuel Macron. Zresztą prezydent Francji jest honorowym kanonikiem także kilku kapituł katedralnych w samej Francji.

Kanonik agnostyk

Już sam fakt, że honorowym kanonikiem nie jest osoba duchowna, ale świecka, i to w dodatku prezydent, sam w sobie budzi zdziwienie. Jest ono tym większe, że kanonikiem – i to tak ważnej bazyliki – zostaje prezydent państwa, w którym od 1905 roku dość restrykcyjnie przestrzega się rozdziału Kościoła od państwa, i które jest oficjalnie państwem laickim, choć ostatnio propagowana jest idea tzw. laickości otwartej (laïcité ouverte). Dodajmy, że sam Macron określa siebie jako agnostyk otwarty na transcendencję, został ochrzczony w Kościele katolickim i uczęszczał do szkół jezuickich.

Sam Macron określa siebie jako agnostyk otwarty na transcendencję, został ochrzczony w Kościele katolickim i uczęszczał do szkół jezuickich

Nie ulega wątpliwości, że tytuł ten jest reliktem przeszłości i bardzo dobrze ilustruje to, co Joseph Ratzinger w swoim słynnym tekście z roku 1958 określił następująco: „W średniowieczu Kościół i świat stały się tożsame, a tym samym bycie chrześcijaninem przestało być właściwie własnym stanowiskiem, a raczej polityczno-kulturową wytyczną”. Na przełomie XVI i XVII wieku średniowieczna christianitas jest już przeszłością, ale nie znaczy to wcale, że – zwłaszcza w nurcie kontrreformacyjnym – nie tęskniono za utraconą jednością chrześcijańskiego świata. W kontekście tej diagnozy późniejszego papieża Benedykta XVI można by się też zastanowić, na ile w konwersji króla Henryka było osobistej wiary, a ile owej „polityczno-kulturowej” wytycznej, by nie powiedzieć – koniunkturalizmu. Tak przynajmniej uważają historycy. Na propozycję zmiany wyznania z kalwińskiego na katolickie miał zauważyć z uśmiechem: „Paryż wart jest mszy”. Chyba więcej było w tym cynizmu niż wiary.

Urząd czy osoba?

Tytuł honorowego kanonika dla władcy Francji pochodzi z czasów, kiedy nie wyobrażano sobie sytuacji, aby krajem mógł rządzić ktokolwiek inny niż un roi très chrétien, czyli christianissimus (stopień najwyższy od przymiotnika christianus – chrześcijański). Wielka Rewolucja Francuska de facto zakończyła rządy królów chrześcijańskich, mimo późniejszych prób restauracji monarchii francuskiej, a tytuł kanonika dla władcy kraju pozostał. Owa tożsamość Kościoła i świata, jedność regnum – panowania i sacerdotium – kapłaństwa, sojusz tronu z ołtarzem ma się zupełnie dobrze, gdy tron i wszystko, co ten tron symbolizuje, jest zgodne z ołtarzem – jego religijną naturą i etyką.

Sytuacja się komplikuje, gdy regnum poddaje się procesom liberalizacji, sekularyzacji, a nawet ateizacji. A wtedy symboliczne gesty z pogranicza obu sfer – jak choćby instalacja prezydenta Francji na laterańską kanonię – wyglądają po prostu fałszywie. Tak jak dość fałszywie wygląda obecność na Mszy św. premierów czy prezydentów, którzy publicznie przyznają się do niewiary. A cóż zrobić z tymi, który sposób życia daleki jest od katolickiej moralności? Kiedy socjalistyczny premier Hiszpanii José Luis Rodríguez Zapatero nie przyszedł na Mszę św. sprawowaną przez papieża Benedykta, media uznały to za afront wobec Stolicy Świętej. A może właśnie chodziło o to, by uniknąć fałszywych gestów? Zapatero spotkał się z papieżem przede Mszą, ponieważ uznał, że nie będzie uczestniczył w obrzędzie religijnym, w który po prostu nie wierzy.

W historii związanej z honorową kanonią dla prezydenta Francji tkwi jakaś przestroga. Pamiętam rozmowę z pewnym prawnikiem, który mówił, że umowę spółki trzeba tak konstruować, jakby się miało przewidywać jej rozpad. Jest w tym coś na rzeczy. Może podobnie jest z relacjami państwo–Kościół. Jak widać, nadawane przywileje trwają nawet wtedy, gdy państwu już daleko do Kościoła, a o prezydencie trudno powiedzieć, że jest très chrétien. Równoległość i autonomia obu porządków – kościelnego i świeckiego z wzajemnym ich wpływem na siebie – są chyba lepsze niż tychże porządków nakładanie się i krzyżowanie. Uniknięto by przynajmniej kanonika agnostyka.

I stąd to moje zdziwienie na widok memu z prezydentem Francji w roli głównej właśnie na profilach katolicko-konserwatywnych. Wszak to relikt średniowiecznej ze swej genezy wizji jedności Kościoła i świata. Ciekaw jestem, jaka byłaby reakcja, gdyby analogiczna kanonia przysługiwała władcom Polski, w tym także prezydentom jako sukcesorom królów. Odpowiedź zapewne ukryta jest w pytaniu, czy chodzi o urząd czy o osobę.