Prezydenci Białegostoku, Gdańska, Poznania i Warszawy podpisali dziś w Muzeum Polin apel do innych prezydentów i burmistrzów o prowadzenie polityki „zerowej tolerancji dla uprzedzeń, ksenofobii i antysemityzmu”.

Spotkanie „Nie dla Nienawiści: Miasta wobec uprzedzeń etnicznych i religijnych” w Muzeum Polin zorganizowały wspólnie American Jewish Committee Central Europe i Urząd Miasta Stołecznego Warszawy. Przy wspólnym stole usiedli prezydenci Białegostoku – Tadeusz Truskolaski, Gdańska – Paweł Adamowicz i Poznania – Jacek Jaśkowiak oraz zastępca prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz – Włodzimierz Paszyński. Rozmawiali o zmaganiach z rasizmem, ksenofobią i antysemityzmem w rządzonych przez siebie miastach.

– Najgorszy jest brak reakcji. Sprzeciwianie się nienawiści jest obowiązkiem moralnym, powinniśmy też protestować jako Polacy, ludzie o określonym doświadczeniu historycznym – mówiła na początku Gronkiewicz-Waltz. – Mieszkam w Wawrze, gdzie studenci z innych krajów chodzą do sklepu grupami, po pięć osób, i to nie jest przypadek, oni się po prostu boją – dodała.

Jaśkowiak opowiadał o swoim udziale w wydarzeniach przeciwstawiających się nienawiści i tych organizowanych przez mniejszości. Mówił o walce z mową nienawiści na stadionach i o jej efekcie: – Transparenty skierowane przeciwko innym narodom zostały zamienione na transparenty przeciwko mnie.

Prezydent Poznania żartował, że z kibicami nie ma jednak większego problemu, bo poznaje się z nimi na treningach bokserskich.

Według niego istotną rolę do odegrania ma Kościół, który „przyczynił się do powstania pewnych nastrojów przed wojną”, a obecnie może się posłużyć amboną i łagodzić napięcia. Zdaniem Jaśkowiaka abp Stanisław Gądecki i prymas Wojciech Polak robią wiele, by przeciwstawić się uprzedzeniom i nienawiści, ale cały episkopat nie potrafi sobie jeszcze radzić z tymi problemami.

Nie radzi sobie także policja, podlegająca ministrowi spraw wewnętrznych. – Nie narzekam jednak na współpracę z policją. Policjanci wypowiadają się na zebraniach związków zawodowych i mówią, że mają problem, bo dostają z góry polecenia ograniczające ich działania np. wobec kibiców – tłumaczył prezydent Poznania.

Adamowicz przyznał, że stosunki jego urzędu z policją się ochłodziły i policja podchodzi do współpracy ostrożnie.

Podobnie u Truskolaskiego: – Nie widziałem się z komendantem półtora roku. Zapewne ma zakaz od ministra. Ale efekty naszych długoletnich działań są jednak widoczne, policjanci zamknęli kilkudziesięciu nacjonalistów – mówił prezydent Białegostoku.

– Problem wynika z działalności służb, które powinny być aktywne, a nie są albo pozostają nieskuteczne. Postępowania sądowe trwają bardzo długo i nieraz nie kończą się tak, jak powinny – wyjaśniał Paszyński. – Podobnie jak Gdańsk i inne miasta staramy się w Warszawie przekonywać, że różnorodność jest wartością samą w sobie, należy ją pielęgnować i czynić z niej rodzaj wizytówki – dodawał.

Zdaniem Adamowicza każdy incydent powodowany nienawiścią powinien spotkać się z potępieniem. – Po próbie podpalenia meczetu w Oliwie, niedaleko domu Lecha Wałęsy, wpłaciłem pieniądze na konto wspólnoty na jego odbudowę, wyznaczyłem nagrody dla policji za schwytanie sprawców i zwołałem jako prezydent Gdańska wiec przeciwko rasizmowi – wyliczał. Przypomniał, że w Gdańsku powołał radę imigrantów, która doradza prezydentowi i deklarował, że stara się budować „włączającą kulturę społeczną”.

Truskolaski ubolewał, że od 2013 roku, gdy podpalono mieszkanie jednej pary, Białystok jest symbolem rasizmu w Polsce. – Nawet gdy na południu Polski organizowano urodziny Hitlera, TVN zrobił materiał o nacjonalizmie w Białymstoku. Podałem TVN do sądu. Tak nie można – mówił prezydent miasta.

– Gdy na dyskotece pobito obcokrajowca, usiadłem do Twittera i napisałem, że przepraszam i mam nadzieję, że policja schwyta sprawców. Cały hejt skupił się wtedy na mnie i rozgorzała dyskusja, czy prezydent potrzebnie czy niepotrzebnie przeprosił – wspominał.

Przyznał, że brakuje mu instrumentów, aby ograniczać działania Obozu Narodowo-Radykalnego. – Gdy burmistrz Hajnówki odmówił im marszu, poszli do sądu i wygrali, bo zgodnie z prawem działają legalnie. Odmowa burmistrza w efekcie jedynie nagłośniła akcję ONR. Nie mamy instrumentów, by przeciwdziałać tej organizacji. Nie mam też wsparcia w radzie miasta, która już dawno, przed poleceniem Jarosława Kaczyńskiego, obniżyła mi pensję i cztery razy nie udzieliła mi absolutorium.

Truskolaski szacuje, że samych ONR-owców jest w Białymstoku kilkunastu, nacjonalistów kilkuset. 

Wszyscy prezydenci przyznali, że nie sprawdzają skutków swoich działań przeciwko zachowaniom powodowanym nienawiścią, ograniczają się do zamawiania badań socjologicznych i współpracy z ośrodkami badawczymi. Byliby otwarci na pomysły stałej ewaluacji ich działań przez wyspecjalizowane organizacje pozarządowe.

Na koniec podpisali apel do innych prezydentów i burmistrzów o prowadzenie polityki „zerowej tolerancji dla uprzedzeń, ksenofobii i antysemityzmu”.

JH