Polscy nacjonaliści tym różnią się od zachodnioeuropejskich, że chętnie powołują się na katolicyzm. Coraz bardziej czytelne jest, że robią to wbrew Kościołowi.

„Episkopat się opamiętał” – napisał jeden z komentatorów na facebookowej stronie „Więzi” pod wiadomością o opublikowaniu dokumentu Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek o pielgrzymowaniu narodowym. Przypomniany w nim jest duchowy sens pielgrzymek, tekst zawiera też mocne przestrogi przed nadużywaniem i instrumentalizacją takich uroczystości przez narodowców (pełny tekst – tutaj).

Czyżby coś takiego biskupi stwierdzili po raz pierwszy? Tak wielu uważa. Wbrew jednak temu dość powszechnemu przekonaniu stosunek większości biskupów do nacjonalizmu jest od dawna czytelnie i jednoznacznie krytyczny, co ich zresztą wyraźnie odróżnia od obozu aktualnie rządzącego krajem. Już ponad dwa lata temu pisałem w tym miejscu, że „władze państwowe zachowują bierność i milczenie wobec kolejnych ekscesów antysemickich czy nacjonalistycznych. Wyraźnie nie jest wygodnie PiS-owi odcinać się od tych środowisk, bo do tej pory wspierały one tę partię. Inaczej czyni Kościół”.

Niby nic nowego

Konsekwentne oficjalne biskupie „nie” dla nacjonalizmu jest od dawna wyraźne i czytelne, pod tym względem dokument Rady KEP ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek nie ma więc charakteru przełomowego. Warto przypomnieć choćby kilka oficjalnych dokumentów lub wypowiedzi przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski (pomijam inne, indywidualne komentarze poszczególnych biskupów surowo krytyczne wobec nacjonalizmu), tylko z okresu po objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w 2015 roku.

Już pod koniec tego roku abp Stanisław Gądecki jednoznacznie odróżnił zdrowy patriotyzm od chorego nacjonalizmu. Przypomniał wtedy, że „nacjonaliści kochają swoich, ale nienawidzą obcych. Powołują się wprawdzie na słowa «Bóg, honor, ojczyzna», ale lżą te hasła. To nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem”. Słowa te padły wkrótce po akcie spalenia kukły Żyda podczas manifestacji antyimigranckiej zorganizowanej we Wrocławiu 18 listopada 2015 roku m.in. przez Obóz Narodowo-Radykalny. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski mówił o tym w obecności naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha oraz ambasador Izraela w Polsce Anny Azari.

Nowy dokument episkopatu jest niezbędną konkretyzacją ogólnych słusznych zasad głoszonych już wcześniej przez polskich biskupów

Dość podobne stanowisko zajęła Rada Biskupów Diecezjalnych 2 maja 2016 roku, przypominając słowa św. Jana Pawła II, że patriotyzm zasadniczo różni się od nacjonalizmu, który „uznaje tylko dobro własnego narodu, […] nie licząc się z prawami innych”. Biskupi uzupełnili ten cytat, odróżniając patriotyzm także „od kosmopolityzmu, który lekceważy wartość ojczyzny”.

W kwietniu 2017 roku Konferencja Episkopatu Polski opublikowała specjalny dokument zatytułowany „Chrześcijański kształt patriotyzmu”. Biskupi ucieszyli się renesansem polskiego patriotyzmu i wyrazili zaniepokojenie zagrożeniem nacjonalizmu. Dokument konsekwentnie prezentował religijną perspektywę myślenia. Biskupi podkreślili zatem, że miłość ojczyzny nie może być dla człowieka wierzącego wartością najwyższą, że nie wolno szukać „chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni”. Nacjonalizm został oficjalnie ukazany jako przeciwieństwo patriotyzmu i źródło „nowych form totalitarnych aberracji”. Nacjonalizm w skrajnej wersji to bowiem ideologiczna instytucjonalizacja nienawiści, patriotyzm zaś jest „moralnym wezwaniem, aby świadczyć dobro tu i teraz”.

Komentując ten tekst, abp Gądecki stwierdził 2 maja 2017 roku m.in., że: „szerzenie nienawiści w żaden sposób nie ma związku z patriotyzmem. Podobnie jak i manipulowanie Kościołem czy jego liturgią dla swoich własnych celów partyjnych”. Przypomniał też, że „używanie symboli chrześcijańskich, w tym krzyża, i podnoszenie przy tym haseł antychrześcijańskich jest niedopuszczalne”, zaś „marsze i zgromadzenia pragnące uważać się za chrześcijańskie” winny być zgodne z dokumentem KEP o patriotyzmie. Te słowa padły w trzy dni po głośnym marszu ONR przez Warszawę, na czele którego niesiono krzyż.

Podobne refleksje wyraził przewodniczący KEP 17 stycznia 2018 roku w specjalnym dokumencie „Nacjonalizm a patriotyzm”. Stwierdził w nim m.in.: „Kościół katolicki krytycznie postrzega nacjonalizm, gdyż stawianie narodu na szczycie hierarchii wartości może prowadzić do swego rodzaju bałwochwalstwa”.

A jednak coś nowego

Najnowsze słowo episkopatu o narodowym pielgrzymowaniu z jednej strony nie wnosi więc nic nowego w konsekwentne biskupie odrzucenie nacjonalizmu – z drugiej strony jednak jest niezbędną konkretyzacją ogólnych słusznych zasad. Uzyskaliśmy bowiem oto oficjalny kościelny dokument, w którym te – wielokrotnie przypominane teoretycznie – zasady zastosowano praktycznie do bardzo konkretnej rzeczywistości: pielgrzymek zwanych narodowymi, które często okazują się wydarzeniami o charakterze nacjonalistycznym, czyli niechrześcijańskim.

Rada KEP ds. Pielgrzymek w swoim słowie wyraża nie tylko ogólne deklaracje, lecz wprost przestrzega przed możliwymi (niestety, pojawiającymi się w sanktuariach, zwłaszcza na Jasnej Górze) nadużyciami: ideologiczną instrumentalizacją i upolitycznieniem wiary, uzurpowaniem sobie przez jakieś środowiska wyjątkowego prawa do reprezentowania narodu polskiego, nieuprawnionym zawłaszczaniem tytułu pielgrzymki narodowej, manifestowaniem nienawiści wobec innych, wykluczaniem różnorodnych grup społecznych tworzących Rzeczpospolitą, stygmatyzowaniem osób różniących się światopoglądem, wiarą, pochodzeniem etnicznym czy odcieniem skóry.

Mowa jest tu konkretnie o używaniu w kościołach i podczas nabożeństw flag narodowych czy sztandarów kombatanckich („nie są czymś niewłaściwym podczas liturgii pod warunkiem, że nie wywołują wzburzenia i sporów ideologicznych”). Jest trafna wskazówka, by stroje uczestników pielgrzymek czy pielgrzymkowych mszy nie stawały się okazją do „stworzenia okazałego widowiska oraz nadawania jej stylu podobnego do ceremonii świeckich”. Z uznaniem trzeba przyjąć celne zalecenie: „W przestrzeni świętej nie ma też miejsca na symbole grup wzbudzających spory w społeczeństwie i doprowadzających do podziału wspólnoty Kościoła. […] Podobnie nie ma miejsca na alternatywne znaki gorliwości uczuć i język mający znamiona kultury lub subkultury typowo świeckiej albo związanej ze sporem ideologicznym wewnątrz wspólnoty kościelnej”. Znajdujemy tu też jednoznaczne wskazówki dla kaznodziejów: „tzw. kazania patriotyczne nie mogą sprawiać wrażenia przemówień ideologicznych na usługach pielgrzymującej grupy”.

Rada KEP ds. Pielgrzymek wprost przestrzega przed możliwymi (niestety, pojawiającymi się w sanktuariach, zwłaszcza na Jasnej Górze) nadużyciami

Nic tylko wcielać w życie te wskazówki! I tu właśnie pojawia się problem. Cytowane zalecenia nie mają charakteru nakazu, lecz pouczenia, apelu, a nawet prośby. Niektórych to dziwi lub wręcz oburza. Kościół jednak nie jest partią polityczną, której funkcjonariusze posłusznie realizują tzw. przekazy dnia. W tym właśnie dokumencie najlepiej widać moc, a jednocześnie słabość głównego narzędzia, do jakiego Kościół może i powinien się odwoływać – jest nim sumienie.

Z tego właśnie powodu trzeba szczerze powiedzieć, że powyższe apele episkopatu mogą być w przyszłości lekceważone – i przez organizatorów pielgrzymek, i przez ich uczestników, i przez kaznodziejów, i przez kustoszy sanktuariów (często prowadzą je zakony, które bezpośrednio nie podlegają biskupom!), i przez polityków. Tak się bowiem składa, że pewna część z nich już obecnie nic sobie nie robi z kościelnego odrzucenia nacjonalizmu. Jak się wydaje, są to ludzie, dla których specyficznie rozumiana tradycja narodowa jest w gruncie rzeczy istotniejsza niż definiowana przez Kościół tożsamość katolicka. W ich rozumieniu „wiara ojców” ma służyć realizacji określonej wizji ideologicznej, podczas gdy wedle nauczania Kościoła partykularne zaangażowania ideowe i polityczne powinny być weryfikowane w świetle zasad wiary i moralności.

Zapewne zatem będzie obecnie nieco ciszej wokół narodowych sanktuariów. Ich kustoszom trudno będzie jawnie sprzeciwiać się tak konkretnie, a nie tylko ogólnie, wyrażonym zaleceniom episkopatu. Nie łudźmy się jednak, że ucichną spory o nacjonalizm w przestrzeni kościelnej. Dokumenty episkopatu – nawet tak bardzo wyczekiwane – nie mają mocy sprawczej. Ale przynajmniej już doskonale wiadomo, co wolno, a przed czym biskupi stanowczo przestrzegają.

Polscy nacjonaliści tym różnią się od zachodnioeuropejskich, że chętnie powołują się na katolicyzm. Kolejne przywoływane wyżej wydarzenia sprawiają, że coraz trudniej im to czynić, bo coraz bardziej czytelne jest, że robią to wbrew Kościołowi.