Niefortunnie sformułowane pytania o „500+” czy wiek emerytalny do referendum konsultacyjnego to jeszcze nie powód, by nie dyskutować o prawach społecznych i ich konstytucyjnych gwarancjach.

Ideą przewodnią obecnej Konstytucji jest „społeczna gospodarka rynkowa” (art. 20). W kolejnych artykułach są zapisy odnoszące się do społecznych wartości (np. sprawiedliwość, solidarność czy pomocniczość – subsydiarność) i wskazujące grupy osób lub obszary życia pod szczególną ochroną państwa (np. dzieci, niepełnosprawni, seniorzy). Czy artykuły te są należycie sformułowane wobec zmieniających się potrzeb i stosunków społecznych oraz nadchodzących wyzwań? Czy przez 20 lat udało się nam urzeczywistnić model społecznej gospodarki rynkowej i czy zbliżamy się do jego ideału? A może się oddalamy?

Historycznie rzecz biorąc punktem odniesienia było doświadczenie powojennych Niemiec. Pod jego wpływem myśleli i działali architekci Trzeciej RP, co zaowocowało właśnie kształtem rodzimej Konstytucji. Idea społecznej gospodarki rynkowej już kilka lat wcześniej, w dobie ustrojowego przełomu, cieszyła się popularnością, zwłaszcza samego premiera Tadeusza Mazowieckiego. Aczkolwiek, jak ironizował śp. prof. Tadeusz Kowalik, „premier Mazowiecki chciał wybrać się do Bonn, a dostał bilet do Chicago”.

Prezydent proponuje zapisanie bardzo konkretnych rozwiązań do ustawy zasadniczej, tymczasem właśnie w sferze polityki społecznej państwo powinno być otwarte na ciągłe modyfikacje

Prof. Kowalik wskazywał, że w praktyce spośród różnych scenariuszy transformacyjnych przedstawianych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy wybrano najostrzejszy, bardziej anglosaski niż niemiecki. Jednocześnie próbowano tworzyć społeczne osłony, choć te okazywały się często niewystarczające. Czy w momencie, gdy uchwalano nową Konstytucję, nastąpiło przewartościowanie w kwestiach społecznych i czy poszło ono w bardziej prosocjalnym kierunku? Jeśli kiedykolwiek nastąpił w tej kwestii przełom, to raczej w dobie akcesji do Unii Europejskiej oraz ponownie w ostatniej dekadzie pod wpływem innych czynników. Trudno byłoby uznać, że zapisy i duch konstytucji z 1997 roku faktycznie wyznaczał kierunek i ramy rozwoju polityki społeczno-ekonomicznej. 

Ruchomy punk odniesienia

Praktyka społecznej gospodarki rynkowej w Niemczech wygląda dziś inaczej niż  2-3 dekady temu, wiec nie może być dla nas w pełni stabilnym punktem odniesienia. Na przykład zmieniła się tam filozofia wsparcia rodzin – z opartej głównie na urlopach rodzicielskich i świadczeniach pieniężnych w kierunku większego wsparcia usługowo-instytucjonalnego dla rodzin z dziećmi.

W pierwszej dekadzie XXI wieku – pod wpływem idei tzw. trzeciej drogi – nieco zliberalizowano system polityki rynku pracy (słynne reformy Hartza), co niektórzy widzą jako ukłon wobec popularnego wówczas (neo)liberalnego ducha czasu. Minione dwie dekady to także czas wypróbowania nowego modelu organizowania systemu opieki nad seniorami za sprawą przyjętego w połowie lat 90. powszechnego ubezpieczenia pielęgnacyjnego, będącego odpowiedzią na wyzwania starzejącego się społeczeństwa i niemożność podołania mu przez same rodziny i społeczną pomoc landów. Wreszcie ostatnie dekady to także nowe wyzwania i nowe rozwiązania w zakresie integracji coraz bardziej zróżnicowanego etnicznie niemieckiego społeczeństwa.

Słowem, wiele się zmieniło, bo też musiało zmienić. Ale czy fundamenty społecznej gospodarki rynkowej pozostały mniej więcej niezmienne i co jest ich istotą?

Kwestie zbyt szczegółowe i kontrowersyjne

Relacje między tym, co w życiu społecznym zmienne, a tym, co powinno pozostać trwałe i stabilne, to dla mnie chyba najbardziej interesujący aspekt potencjalnej dyskusji o Konstytucji i jej możliwych zmianach. Także w kontekście prezydenckich pytań „socjalnych” warto się nad tym zastanowić.  Prezydent proponuje zapisanie bardzo konkretnych rozwiązań do ustawy zasadniczej, tymczasem właśnie w sferze polityki społecznej państwo powinno być otwarte na ciągłe modyfikacje (przy zachowaniu ogólnych ideowych pryncypiów). 

Zamiast konserwować „500+” czy niski wiek emerytalny w Konstytucji, warto zapytać o to, co przez lata było zbył słabo chronione

Zarówno program „500+”, jak i decyzja o zachowaniu niskiego i zróżnicowanego dla kobiet i mężczyzn ustawowego wieku emerytalnego – choć obudowane są pewnymi racjami społecznymi, których nie należy lekceważyć – pozostają mocno dyskusyjne. Program „500+” nie jest jednoznacznie pozytywny np. z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej (dodajmy, że sprawiedliwość jest też jedną z konstytucyjnych zasad). Sytuacja, w której samotna matka zarabiająca 2 tys. zł na rękę nie otrzyma z programu ani grosza, a rodzina milionerów z dwójką dzieci już tak, może budzić zastrzeżenia natury sprawiedliwościowej. Można tego rozwiązania bronić, można krytykować, ale ogólnie mamy do czynienia z instrumentem, który powinien być otwarty na zmianę. Do tego dochodzi kwestia dość wysokich nakładów na program, które w mniej sprzyjającym okresie gospodarczym mogą być trudne do zapewnienia.

Jeszcze bardziej niejednoznaczna jest kwestia zachowania obecnego wieku emerytalnego. Choć za krokiem zmian ustawowych stały pewne społeczne racje, istniało wiele przeciwskazań. Większość znanych mi ekspertów od problematyki emerytalnej (bynajmniej nie tylko o liberalnej proweniencji)  wskazywała, że za wcześniejszym podniesieniem wieku emerytalnego i docelowo zrównaniem go dla mężczyzn i kobiet stał szereg argumentów demograficznych i ekonomicznych. Ponadto systemy emerytalne są bardzo wrażliwe na zmianę społeczno-demograficzną, która w galopującym tempie odbywa się na naszych oczach. Próba wpisania do ustawy zasadniczej czegoś tak podatnego na zmianę wydaje się nieodpowiedzialna. Dodajmy, że podnoszenie wieku i jego wyrównywanie dla kobiet i mężczyzn to kierunek reform w większości krajów europejskich.

Jeśli o polityce społecznej, to tylko dobrze?

Zamiast konserwować „500+” czy niski wiek emerytalny w Konstytucji, warto zapytać o to, co przez lata było zbył słabo chronione. Na przykład, co z konstytucyjnym prawem do opieki zdrowotnej? Dlaczego nadal jest w kraju wiele kategorii osób, które w sposób niezawiniony pozbawione są prawa do leczenia w podstawowym zakresie w ramach publicznej służby zdrowia (jako pracujący na nieoskładkowanych umowach o dzieło prekariusz przez pewną część zawodowego życia byłem właśnie w takiej sytuacji)? Dlaczego pomoc społeczna jest obwarowana takimi kryteriami, że nawet osoby w ewidentnie trudnej sytuacji materialnej i życiowej często nie mogą z niej skorzystać (znam osobiście wiele takich osób)? Odpowiedź na te pytania nie musi koniecznie prowadzić do zmian Konstytucji. Myślę, że wystarczyłyby zmiany w ustawach, aktach wykonawczych oraz ich realizacja w taki sposób, by osoby w potrzebie faktycznie czuły się podmiotami praw.

Pytania prezydenckie ogniskują uwagę wokół tego, co uchodzi za świeżą zdobycz państwa przychylnego obywatelom, zdobycz, którą trzeba teraz jak najlepiej zabezpieczyć. A może bardziej potrzebna jest dyskusja nad tym, co wymaga zabezpieczenia, a nie może się go doczekać?

Mamy problem z Konstytucją czy z jej przestrzeganiem?

Wydaje się, że treść prezydenckich pytań niejako sankcjonuje sposób naszej rozmowy o kwestiach społecznych w ostatnich latach. Odnoszę wrażenie, że zbyt często patrzymy na te sprawy zbyt optymistycznie, w kontekście niedawnych osiągnięć, zamiast – wciąż obecnych problemów.

Problem ubóstwa? – no, przecież wreszcie udało się je zminimalizować za sprawą „500+”, a rząd już spieszy z kolejnymi programami socjalnymi… Bezrobocie? – najniższe od dekad i wciąż spada… W ogóle polityka społeczna? – uff, coś wreszcie ruszyło…  Ten tok rozumowania słyszałem w niejednej rozmowie, bynajmniej nie tylko z ust zagorzałych zwolenników tzw. dobrej zmiany. 

Problem z prawem czy z jego egzekucją?

Oprócz problemów samego prawa jest oczywiście problem braku egzekucji (i przyzwolenia na jej brak). Nie będę po raz kolejny omawiał kwestii wykluczonych opiekunów niepełnosprawnych dorosłych i niezrealizowanego w ich sprawie od lat wyroku Trybunału Konstytucyjnego, ale ten motyw nasuwa się jako ilustracja. Mamy zapisy konstytucyjne i wyrok Trybunału wskazujący, że zostały złamane, co więcej społeczna szkodliwość tego złamania jest ogromna i dotkliwa. I nic. Na horyzoncie nadal nie widać projektu zmian w tym zakresie. Wracamy tym samym do pytania – czy z Konstytucją jest problem czy z jej przestrzeganiem?