Biurokracja czyni z Dobrej Nowiny naukę zarządzania, a organizm Kościoła przekształca w przedsiębiorstwo z sektora usług.

29 czerwca, w uroczystość świętych Piotra i Pawła, ks. abp Konrad Krajewski zostanie kreowany kardynałem. Kiedy został mianowany jałmużnikiem papieskim, Franciszek powiedział mu: „Sprzedaj biurko, nie chcę cię widzieć na Watykanie”. Kiedy nie tak dawno przypomniał o tym ks. Piotr Karpiński, publikując na Facebooku krótki komunikat „Sprzedaj biurko”, pomyślałem sobie, że słowa papieża to nowy postulat w kwestii meblowania Kościoła. Kanapa dająca poczucie komfortu już jest zbędna, trzeba z niej zejść. Tak samo biurko.

Na ile to jest w ogóle mebel kościelny? I czy da się wymyślić Kościół bez biurek? – pomyślałem. I przypomniało mi się kazanie, które kiedyś znalazłem. Miało tytuł „Kazanie na Górze i biurokracja”, a wygłosił je Wilhelm Zauner z okazji pożegnania generalnego wikariusza pewnej austriackiej diecezji. Zajrzałem do niego i zanotowałem kilka inspiracji.

Polskie słowo „biurko” to pomniejszone i nieco zdrobniałe „biuro”. Współcześnie „biuro” to tylko pomieszczenie, a sam mebel to „biurko”. Etymologia tego słowa prowadzi nas do języka francuskiego, skąd przyszło do nas „bureau” – słowo pochodzące od łacińskiego „burra” lub „bura”, które oznaczało chropowate sukno o ciemnym, brunatnym kolorze, z którego szyto ubrania bądź też którym nakrywało się stół. Zresztą kolor znany jako „bury” pochodzi także z tego samego rdzenia.

Papież apeluje, by nie wierzyć w moc biurka, w samoistną skuteczność zarządzeń i instrukcji

Biur w Biblii nie ma, ale już biurko – choć nie wprost nazwane – już by się jakieś znalazło. Trudno sobie wyobrazić Jezusa przy biurku. Wędrującego, pływającego łodzią, siedzącego za stołem biesiadnym, nauczającego w synagodze – owszem, ale za biurkiem nie. Z Jego uczniów tylko jeden miał coś wspólnego z biurem – Mateusz. Jezus zobaczył go „siedzącego przy cle”. Musiał swoje biuro porzucić, by pójść za Jezusem. A Judasz, który trzymał trzos, miał wszystkie liczby w głowie, nie potrzebował więc żadnego biura. W jakimś sensie z biurkiem łączy się postać jedynej osoby, do której Jezus powiedział, że jest niedaleko od Królestwa Niebieskiego. To był uczony w Piśmie, który prawdopodobnie nosił „burrę”.

Biuro jest synonimem urzędu, instytucji, organizacji. Od „biurka” niedaleko do biurokracji, czyli – etymologicznie – „władzy biurka”. W jednym ze słowników biurokracja określona jest jako „panowanie zza zielonego stołu, bezduszny formalizm, pozbawiona serca urzędniczość”. Kolor i faktura sukna się zmieniły. Już nie jest bure i chropowate, ale zielone i gładkie. Także i panowanie zza tego biurka może być bardziej przemyślne, a przez to trudniejsze do rozpoznania.

Czy Kościół potrzebuje biur i biurek? Jak mówi autor kazania, jest wielu, którzy chcieliby Kościoła jedynie jako organizm, ale już nie jako organizację, twierdząc, że wystarczyłoby samo Kazanie na Górze. „Ile można by przy okazji zaoszczędzić: resztę Pisma Świętego, całą teologię, nabożeństwa i kościoły, Watykan i podatek kościelny”, a pytanie „Kto z was jest największy” zagłuszyłoby powszechne bratanie się wszystkich ze wszystkimi. Taka wizja jest jednak nieprawdziwa. „Słowo stało się ciałem” ze wszystkimi tego konsekwencjami, także tymi instytucjonalnymi. Ten, kto chce żyć w Kościele, musi mieć świadomość, że w Kościele są nie tylko stoły ołtarzowe (niem. Altartisch), ale także stoły do pisania w biurach (niem. Schreibtisch). Od biurka jednak nie można więcej oczekiwać niż od jakiegokolwiek innego kościelnego stołu: stołu Słowa czy stołu Eucharystii. Biurko samo z siebie nie przybliży Królestwa Bożego. Nawet prorok Eliasz mógł tylko przynieść z Góry Karmel drewno na zbudowanie ołtarza, ale sam ogień musiał zstąpić z góry.

Biurko staje się w Kościele problemem dopiero wtedy, gdy staje się celem samym w sobie. Trzeba się strzec, by drewna, które zostało ułożone warstwami (w papierze też jest wiele drewna), nie wziąć czasami za boski ogień. „To jest właśnie biurokracja: gdy biuro uważa, że samo z siebie potrafi wykrzesać ducha i ogień, a Dobra Nowina zostaje zastąpiona przez reglamentację i zarządzanie. Biuro ma funkcję służebną, a biurokracja jest systemem panowania”. To biurokracja czyni z dobrej nowiny naukę zarządzania, a organizm Kościoła przekształca w przedsiębiorstwo z sektora usług. „Kiedy porządek biur staje się porządkiem Kościoła, Kazanie na Górze umiera w kościelnych biurach. A wtedy dom Chrystusowego Kościoła zostaje zbudowany na piasku paragrafów”.

Wielka jest siła przyciągania kurialnego biurka i tendencja, by wierzyć w moc sprawczą dokumentów

Jak to się ma do kard. Krajewskiego i Franciszkowego polecenia, by – pozwólmy sobie na hiperbolę – zrobić wyprzedaż kościelnych biurek? Papież wyraził to życzenie wobec swojego jałmużnika. To wyraźna sugestia, by szafowania jałmużną, czyli bezpośrednio czynionej miłości bliźniego, nie przekształcić w zarządzanie miłosierdziem. Ale myślę, że jest to jednocześnie szerzej rozumiana sugestia skierowana do całego Kościoła: by nie wierzyć w moc biurka, w samoistną skuteczność zarządzeń i instrukcji. A wiem, co mówię. Przez kilka lat byłem kurialistą. Tendencja, by wierzyć w moc sprawczą dokumentów w każdym urzędzie jest wielka. Ale dokument – jak mówił kaznodzieja – jest jak owo drewno na ołtarz Eliasza: jest konieczne, ale samo z siebie ognia nie wykrzesze.

Pamiętam, że przed laty opublikowano badania na temat wizji kapłaństwa kleryków I roku któregoś z seminariów. Już nie pamiętam dokładnie, jaki to procent, ale znalazło się kilku, którzy przyznali, że po ukończeniu seminarium chcieliby pracować w kurii. Pamiętam, że nie mogłem zrozumieć, jak można nie marzyć – zaczynając przygotowanie do kapłaństwa – o bezpośredniej pracy duszpasterskiej, a tęsknić za kościelnym życiem urzędniczym. Jak widać, wielka jest siła przyciągania kurialnego biurka. Może rzeczywiście trzeba by część tych mebli wyprzedać?