„Manipulacją jest opowiadanie o polskich bohaterach bez choćby zaznaczenia, że groziły im nie tylko sankcje ze strony Niemców, ale często także niechęć i ostracyzm (bądź donos) ze strony rodaków” – pisze Krzysztof Burnetko.

Krzysztof Burnetko komentuje w swoim blogu na stronach „Polityki” kampanię #RespectUs. Tekst można przeczytać tutaj. Cytujemy wybrane fragmenty:

Na drogi całej Europy ruszyło kilkadziesiąt wielkich ciężarówek z napisem na burcie: „#RespectUs – During WW2 Poles saved over 100 000 Jews”. Ma to być – jak można przeczytać na promującej przedsięwzięcie stronie internetowej – „oddolna inicjatywa młodych Polaków, którzy nie chcą żyć w kłamstwie”. I dalej: „Głównym celem kampanii jest wyrażenie sprzeciwu wobec zakłamywania historii oraz ukazywania Polski i Polaków jako kata w czasie II Wojny Światowej” (tak w oryginale – KB). Inicjatorzy precyzują, że chodzi o przypisywanie Polakom współodpowiedzialności za Holokaust. Dodają, co charakterystyczne, że proceder ten jest „międzynarodową kampanią”.

Idea pozornie słuszna.

Rzecz w tym, że manipulacją jest opowiadanie o polskich bohaterach – bo na takie miano zasługują ci, którzy podczas okupacji próbowali pomóc Żydom – bez choćby zaznaczenia, że groziły im nie tylko sankcje ze strony Niemców, ale często także niechęć i ostracyzm (bądź donos) ze strony rodaków. Nie mówiąc już o przyznaniu, że szmalcownictwo czy mordowanie Żydów przez Polaków nie było wówczas, łagodnie mówiąc, zjawiskiem odosobnionym. Po prostu Polacy – jak inne narody – mają nie tylko piękną, ale i brzydką stronę twarzy (tę sentencję lubił mi powtarzać Kazik Ratajzer, podczas wojny członek ruchu oporu w getcie warszawskim i bojowiec obu powstań – i tego z kwietnia 1943, i tego z sierpnia 1944, a potem – jako członek Rady Instytutu Yad Vashem – inicjator upamiętnienia tytułami Sprawiedliwych polskich towarzyszy, którzy pomogli mu w przeżyciu i w walce).

Wyb. JH