Jeśli referendum służy tylko jako papierek lakmusowy do osiągania innych niż właściwe mu celów, to mamy do czynienia z grą pozorów, ze zmarnowaną szansą, z nadużywaniem instytucji i jej deprecjacją.

Prezydent Andrzej Duda przedstawił w ostatnim tygodniu treść proponowanych przez niego pytań referendum konsultacyjnego dotyczącego ewentualnej zmiany Konstytucji. Pomijając już wątpliwości co do sposobu i trybu przeprowadzenia referendum w tej sprawie, jak i konkretną analizę treści pytań, które to zagadnienia były i są przedmiotem licznych komentarzy, chciałbym skonfrontować prezydencką propozycję z samą ideą referendum i sensem zadawania społeczeństwu pytań, które nie mają większego sensu, lub – inaczej rzecz ujmując – które w zasadzie nie służą rzeczywistej komunikacji między władzą a społeczeństwem.

Referendum jako sztuka

Choćby ostatnie nieudane referendum zainicjowane przez byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego świadczy o tym, że sam pomysł referendalny nie wystarczy, by rzeczywiście przekonać do niego społeczeństwo. Otóż idzie o to, by referendum pełniło swoje funkcje, nie zaś by było trywializowane przez bieżącą politykę czy nadużywane tylko jako argument w dyskursie, np. publicystycznym.

Dobrze przeprowadzone referendum, w którym zadaje się społeczeństwu naprawdę istotne i szczere pytania, co do zasady cieszy się społeczną akceptacją i zainteresowaniem, by nie powiedzieć, że między rzetelnością przygotowania i przeprowadzenia referendum a udziałem w nim społeczeństwa zachodzi następująca zależność: im referendum jest lepiej przygotowane, pytania przemyślane i zadawane na poważnie, tym większa w nim frekwencja społeczeństwa i tym lepiej może realizować ono swój najważniejszy cel, czyli umożliwienie bezpośredniego zabrania głosu przez społeczeństwo w ważnej sprawie. Jeśli referendum służy tylko jako papierek lakmusowy do osiągania innych niż właściwe mu celów, to mamy do czynienia z grą pozorów, ze zmarnowaną szansą, z nadużywaniem instytucji i jej deprecjacją. Nie służy to na pewno samej instytucji referendum, a tym samym ani demokracji, ani też społeczeństwu.

Trzeba wyraźnie podkreślić, że sztuka przeprowadzania referendum, jakiejkolwiek materii by nie dotyczyło, to przede wszystkim umiejętność stawiania pytań. Żadne, nawet najlepiej nagłośnione i potrzebne referendum pozbawione jest większego sensu, jeśli nie do końca wiadomo, o co w nim chodzi, jeśli jest dla obywateli niezrozumiałe lub też jeśli po prostu jest zinstrumentalizowane. Dobrze zadane pytanie referendalne jest sensem całej instytucji – wszakże chodzi o rozmowę władzy ze społeczeństwem, rządzących z rządzonymi. Jeśli pytania są źle sformułowane, to trudno mówić o nawiązaniu komunikacji i o rzeczywistym zapytaniu społeczeństwa o jego zdanie.

Pytania są fundamentami referendum

Można powiedzieć, że pytania są fundamentami każdego referendum. Na tych fundamentach można zbudować gmach, skonstruowany z następujących elementów: 1) dyskusji referendalnej, 2) akcie głosowania, 3) wynikach, 4) wdrożeniu wyników do systemu prawnego. Wydaje się, że prezydent zupełnie o tym zapomniał. Proponując pytania, które nie mogą stanowić solidnego fundamentu, chce budować dom na piasku. Wystarczy jedno silniejsze niepowodzenie i cała konstrukcja runie.

Propozycje pytań, które właśnie poznaliśmy, świadczą o nieznajomości obecnej ustawy zasadniczej. Co gorsza, ich autorzy  zmierzają w stronę nieuzasadnionej kazuistyki, kojarzonej raczej z nierozwiniętym prawodawstwem, nie zaś z rozwiniętym demokratycznym państwem prawa

Po pierwsze, pytania są różnorodne, dotyczą spraw różnej wagi i różnego stopnia ogólności (może nie byłby to znaczący zarzut, gdyby nie fakt, że propozycji pytań referendalnych jest aż 15, a ostać ma się z nich aż 10!). Po drugie, nie ma między nimi żadnego przemyślanego iunctim, chyba że jako wystarczający łącznik potraktujemy okoliczność zadania ich podczas referendum dotyczącego Konstytucji. Po trzecie, są wręcz infantylne, lekceważą współczesną wiedzę prawną.

Można niekiedy odnieść wrażenie, że adresatem pytań Andrzeja Dudy jest dziecko, nie zaś dorosły obywatel Polski, który ma się wypowiedzieć w sprawie ważnej dla ojczyzny.

Jak wyobrazić sobie sensowną debatę na temat piętnastu lub choćby dziesięciu tak różnych zagadnień? Po co prezentować nawet w formie propozycji pytań tak szerokie spektrum spraw? Co ma oznaczać pytanie o „konstytucyjne zagwarantowanie członkostwa Polski w UE”? Jaki sens ma pytanie o wzmocnienie pozycji rodziny i konstytucyjną ochronę pracy, skoro obie kwestie mogą zostać wywiedzione z obowiązującej Konstytucji?

Propozycje pytań, które właśnie poznaliśmy, świadczą o nieznajomości obecnej ustawy zasadniczej. Co gorsza, ich autorzy  zmierzają w stronę nieuzasadnionej kazuistyki, kojarzonej raczej z nierozwiniętym prawodawstwem, nie zaś z rozwiniętym demokratycznym państwem prawa.

Tylko dla pozoru

Studiując treść zaproponowanych pytań, czuję się mniej więcej jak ktoś, do kogo przychodzi się na rozmowę, będąc do niej kompletnie nieprzygotowanym. Wiele lat temu, gdy uczestniczyłem w konferencji młodzieżowej poświęconej wejściu Polski do UE w Sejmie, zostałem poproszony o udzielenie wypowiedzi dla pewnej stacji telewizyjnej. Miałem głowę pełną pomysłów, ale obawiałem się, czy uda mi się powiedzieć wszystko mądrze – no i czy nie popełnię jakiegoś błędu merytorycznego. Jakie rozczarowanie pojawiło się na mojej twarzy, gdy dziennikarka zapytała mnie mniej więcej o to, czy w Sejmie jest fajnie (dosłownie!). I tylko o to.

Proszę wybaczyć osobiste porównanie, ale właśnie tak samo rozczarowany poczułem się, gdy przeczytałem omawiane propozycje pytań referendalnych. Miałem nadzieję na poważne pytania, pozwalające zająć stanowisko. Tymczasem otrzymaliśmy od prezydenta pytania powstałe dla pozoru dyskusji ze społeczeństwem.

Mamy pomysł referendum, odwołujący się do szczytnych idei, ale w istocie jego realizacja świadczy o braku szacunku dla obywateli. Czy naprawdę nie ma w Polsce ekspertów, którzy mogliby przygotować kilka dobrze zadanych, uczciwych i merytorycznych pytań, czy też po prostu władza tak naprawdę nie chcę wsłuchać się w głos obywateli?